FORUM WOLNE PSZCZOŁY

Pełna wersja: Matki ratunkowe
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4
Chciałem wrócić do tematu matek ratunkowych.
W swojej zabawie w hodowlę matek miałem styczność z matkami po rep. z matkami rojowym i różnymi innymi matkami wyhodowanymi za pomocą różnych metod czy to poprzez sprowokowanie do cichej wymiany czy do hodowli nad kratą oraz do najprostszych rozwiązań takich jak zabranie starej matki i podanie larw w miseczkach odciągniecie...

Mnie zastanawia jedno ponieważ mimo własnych doświadczeń wielu pszczelarzy i stwierdzenia, że matki ratunkowe nie są takie złe a raczej normalne to ciągle i wciąż powtarzane jest, że te matki się do niczego nie nadają, mamy przykład MN a on jest takim wyznacznikiem nowoczesnego środowiska pszczelarskiego.

Otóż praktycznie każda zabawa w hodowlę matek pszczelich sprowadza się właśnie do poddawania larw "szlachetnych" jak to nazwał jeden pszczelarz do pszczół osieroconych... czyli pszczół które ratując się instynktownie odciągają mateczniki ratunkowe ...

Po tym sezonie znowu się nad tym wszystkim zastanawiałem bo za pierona nie szła mi hodowla a przecież robiłem to już wcześniej wiele razy na te samem sposoby i triki a tu zazwyczaj z podanych 22 larw ostawały się 3-8 szt. zasklepionych mateczników... Myślałem i myślałem i doszedłem do wniosku, że mogły mi się zmienić tylko pszczoły które są bardziej skundlone i może, stawiam taką hipotezę te pierwotne instynkty zachowawcze własnej linii do nich powróciły czyli te kundelki nie chcą odchowywać cudzych larw, umieją to rozpoznać i wybierają tylko to co dla nich wartościowe... Zakładam, że przy wyborze matek ratunkowych w pełnej rodzinie która nagle traci starą matkę też odbywa się to nie przypadkowo a młode larwy są wybierane celowo i według własnego klucza...
Przychylam się do Twych wniosków. Takie są pszczoły są bardziej myślące bardziej mądrzejsze prawdopodobnie.
(26.11.2016, 09:49)bonluk napisał(a): [ -> ]Zakładam, że przy wyborze matek ratunkowych w pełnej rodzinie która nagle traci starą matkę też odbywa się to nie przypadkowo a młode larwy są wybierane celowo i według własnego klucza...

Może potrafią rozpoznać po jakim trutniu jest larwa ? I wybierają te larwy, które mają tego samego ojca co one ?
Może pszczoły trzymają się w "grupach" po tym samym ojcu ?
Spróbuj kiedyś zrobić doświadczenie i podać do takiej rodziny larwy na dwóch listwach - na jednej larwy własne czy od jakiegoś innego kundelka, a na drugiej "szlachetne". Ciekawe czy będą różnice w ilości zaakceptowanych larw?
(26.11.2016, 12:09)pastaga napisał(a): [ -> ]Spróbuj kiedyś zrobić doświadczenie i podać do takiej rodziny larwy na dwóch listwach - na jednej larwy własne czy od jakiegoś innego kundelka, a na drugiej "szlachetne". Ciekawe czy będą różnice w ilości zaakceptowanych larw?

ooo... i to jest myśl. 
Najlepiej własne larwy z kolonii albo trzy rodzaje larw czy jajeczek.
(26.11.2016, 09:49)bonluk napisał(a): [ -> ]Chciałem wrócić do tematu matek ratunkowych.

Mnie zastanawia jedno ponieważ mimo własnych doświadczeń wielu pszczelarzy i stwierdzenia, że matki ratunkowe nie są takie złe a raczej normalne to ciągle i wciąż powtarzane jest, że te matki się do niczego nie nadają, mamy przykład MN a on jest takim wyznacznikiem nowoczesnego środowiska pszczelarskiego.

Zostałem wyznacznikiem... bosko Oczko Łukaszu, wiesz o pszczelarstwie dużo więcej ode mnie. Dłużej zajmujesz się pszczołami, większe wykształcenie pszczelarskie posiadasz a mnie na tak zacne stanowisko wsadziłeś... zaczerwieniłem się Język a tak serio, to chyba dlatego piszę o pewnych sprawach, że A) sprawdziłem to, B) mam odwagę. Tyle.

Matki ratunkowe w odkładach jak pisałem kiedyś juz przerabiałem i podziękuję. Matki metodą Liebiga próbowałem w tym roku i połowa jest ok, a połowy już nie ma... Matki wyhodowane klasycznie mają się dobrze, więc to dla mnie jest wyznacznikiem. To czy pszczoły wybrałyby inną larwę, czy inne jajo prawdę mówiąc jest mi obojętne. Nieznaczny sens wydaje się to mieć tylko wówczas, gdybym dobrą rodzinę pozbawił matki, następnie bezmatek wychowałby sobie kilka matek ratunkowych, żeby następnie móc tę rodzinę podzielić z tymi matkami. Jedna linia, jedna rodzina pomnożona... może ok. Tylko po co tak drastycznie dzielić rodzinę, która jest "dobra" i nosi miód? Chciałbym dać jej się wykazać, czy np. przeżyłaby 2 zimy pod rząd.
Hodowla bazująca na matkach ratunkowych to w mojej ocenie wybieranie z natury opcji (trybów) awaryjnych a w takich nie da się cały czas normalnie działać. Czekanie aż pszczoły wymienią sobie matkę na tę właściwą też jest kłopotliwe, bo czasem zdążą a czasem nie.
A moze tych matek nie ma przez toksyczne dzialanie kwasu na pszczoly?
(28.11.2016, 10:57)MN napisał(a): [ -> ]Matki metodą Liebiga próbowałem w tym roku i połowa jest ok, a połowy już nie ma... Matki wyhodowane klasycznie mają się dobrze, więc to dla mnie jest wyznacznikiem.

A czym się różni metoda Liebiga od metody klasycznej?
Michale ten wyznacznik to dlatego, że jesteś sympatyczny pszczelarz... i znasz najnowsze tendencje środowiska... chyba się nie obraziłeś...?

Wiesz ja tu nie mówię o hodowli matek ratunkowych w odkładzie gdzie jest 2 ramki pszczół chodź i tam pewnie przy 2-3 matecznikach matka byłaby ok...

Ja tu gadam o hodowli w przygotowanej rodzinie, silnej a osieroconej i poddaniu larw w miseczkach do odciągnięcia... Przecież to też matki ratunkowe... jak każde w hodowli...

Według mnie dzielenie na etapie "dochodzenia" niestety tak musi wyglądać czyli z tego co nam przeżyło musimy rozmnożyć do możliwie dużego stada na przyszły sezon. Trzeba to robić racjonalnie i wiedzieć jak takie rodzinki będą się mogły rozwijać i czy nam dojdą do zimy... a jak taką wiedzę zdobyć? Wystarczy ze 2 sezonu popróbować z różnej wielkości odkładami i wtedy mamy jasną sytuację...

Wrócę do tych matek ratunkowych... Ja w tym sezonie robiłem dzielenie nalotem czyli stara matka z ramką i lotna się nalatuje... odstawiony macierzak zabierałem po paru godzinach tak aby zostało w nim trochę lotnej pszczoły. Taki macierzak wypełniony czerwiem i pokarmem będzie zły do odciągnięcia młodych matek? Przecież jest to lepsze niż starter... masa młodej pszczoły która się wygryza na bieżąco i młody czerw z którego pszczoły wybierają 10-20 mateczników takich jakie chcą... czy te matki mają być złe?
Według mnie są ok i po zasklepieniu mateczników można dzielić na kilka odkładów. Ja dzieliłem na góra 5-6 wiec wychodziły takie fajne 3 ramki czerwiu plus pokarmu ze 2 itd. Powiem szczerze, że pięknie się rozwijały i matki ładnie czerwiły...
Kuba, gdzie kwas a gdzie hodowla matek? Pomyśl zanim napiszesz.
flamenco, metoda klasyczna to hodowla matki w obecności starej, metoda Liebiga to +/- to co opisał Łukasz, czyli hodowla w silnym bezmatku. Moim zdaniem bezmatek byłby dobry tylko do odciągnięcia larw, ale skoro hoduję tylko dla siebie to wolę mniej a lepsze, czyli hoduję w nadstawce. W ulu 18tce to banalnie proste. Rozbujać rodzinę do pełnych 4 korpusów. W 4ty korpus włożyć listwę z larwami i po niespełna 2 tygodniach mam matki.
Można bardziej intensywnie, czyli 4 korpusy 18tki, następnie matkę zamknąć kratą w dolnym, 4ty korpus zdjąć i w 3ci włożyć listwę lub 2 z larwami. Będą to bardziej matki rojowe niż z cichej wymiany, ale też super. Takich matek pszczoły wymieniać nie chcą.
(28.11.2016, 11:28)MN napisał(a): [ -> ]flamenco, metoda klasyczna to hodowla matki w obecności starej, metoda Liebiga to +/- to co opisał Łukasz, czyli hodowla w silnym bezmatku. Moim zdaniem bezmatek byłby dobry tylko do odciągnięcia larw, ale skoro hoduję tylko dla siebie to wolę mniej a lepsze, czyli hoduję w nadstawce. W ulu 18tce to banalnie proste. Rozbujać rodzinę do pełnych 4 korpusów. W 4ty korpus włożyć listwę z larwami i po niespełna 2 tygodniach mam matki.
Można bardziej intensywnie, czyli 4 korpusy 18tki, następnie matkę zamknąć kratą w dolnym, 4ty korpus zdjąć i w 3ci włożyć listwę lub 2 z larwami. Będą to bardziej matki rojowe niż z cichej wymiany, ale też super. Takich matek pszczoły wymieniać nie chcą.
Bardzo to interesujące, co piszesz, bo dotychczas myślałem o sprawie dosyć sztywno. Twój opis pokazuje jednak, że można tutaj sobie zbudować najbardziej pasujący do gospodarki sposób. Dotychczas słyszałem/czytałem/oglądałem o 3 podstawowych metodach:
1. Starter/finiszer - zacząć mateczniki w bezmatku, przełożyć do rodziny z matką (i to myślałem, że jest metoda klasyczna, bo na filmikach np. u Tomka Miodka widać, że on ją stosuje),
2. Metoda Brata Adama - dużą rodzinę osierocić (nie tylko obezmatecznić), ścieśnić, dać mateczniki do wychowu (czyli to jest metoda Liebiga, bo różnice są w okalającej gospodarce, a nie w podstawowym założeniu wychowu w rodzinie sierocej czyli beznadziejnym bezmatku),
3. Metoda Hardena (umownie, można też nazwać metodą francuskich poławiaczy mleczka) - matkę pod kratę na 1 korpus, nad kratę, a pod miodnię dać korpus z matecznikami, ramką czerwiu otwartego i ramką pyłku (resztę przestrzeni najlepiej zamknąć zatworami) - czyli wychów stale w obecności matki.

Mój kolega/mentor zgłosił, że kiedyś miał mateczniki w miodni, jak mu się tam zawieruszyły ramki z jajkami, co potwierdza Twoje metody.

Dzięki za wyjaśnienie.
U mnie matek ratunkowych nie wymieniaja ale ja nie kwasze wiec tak pomyslalem, ze to jeden z czynnikow ogolnego osabienia zdrowia rodziny kwasem.
(28.11.2016, 11:49)Borówka napisał(a): [ -> ]U mnie matek ratunkowych nie wymieniaja ale ja nie kwasze wiec tak pomyslalem, ze to jeden z czynnikow ogolnego osabienia zdrowia rodziny kwasem.

Raczej wymiana matki dlatego, że jest ratunkowa rzadko występuje no może u Michała jest to nagminne... ale u mnie łoj już nie pamiętam kiedy mi chciały poprzez cichą wymianę wymienić matkę... może z raz czy dwa razy się to zdarzyło...
Zazwyczaj wiąże się to z jakimś defektem... lub ogólną słabością choćby po kuracjach chemicznych
(28.11.2016, 11:44)flamenco108 napisał(a): [ -> ]Bardzo to interesujące, co piszesz, bo dotychczas myślałem o sprawie dosyć sztywno. Twój opis pokazuje jednak, że można tutaj sobie zbudować najbardziej pasujący do gospodarki sposób. Dotychczas słyszałem/czytałem/oglądałem o 3 podstawowych metodach:
1. Starter/finiszer - zacząć mateczniki w bezmatku, przełożyć do rodziny z matką (i to myślałem, że jest metoda klasyczna, bo na filmikach np. u Tomka Miodka widać, że on ją stosuje),
2. Metoda Brata Adama - dużą rodzinę osierocić (nie tylko obezmatecznić), ścieśnić, dać mateczniki do wychowu (czyli to jest metoda Liebiga, bo różnice są w okalającej gospodarce, a nie w podstawowym założeniu wychowu w rodzinie sierocej czyli beznadziejnym bezmatku),

3. Metoda Hardena (umownie, można też nazwać metodą francuskich poławiaczy mleczka) - matkę pod kratę na 1 korpus, nad kratę, a pod miodnię dać korpus z matecznikami, ramką czerwiu otwartego i ramką pyłku (resztę przestrzeni najlepiej zamknąć zatworami) - czyli wychów stale w obecności matki.

Mój kolega/mentor zgłosił, że kiedyś miał mateczniki w miodni, jak mu się tam zawieruszyły ramki z jajkami, co potwierdza Twoje metody.

Dzięki za wyjaśnienie.

Nie chcę pisać na wyrost bo nie mam książki przy sobie, ale Brat Adam chyba ostatecznie nie hodował matek tak jak napisałeś. Stwierdził, że wyłączanie rodziny z produkcji jest jednak bez sensu i hodował po prostu w nadstawkach w obecności matek, choć twierdził, że hodowla w silnym bezmatku przebiega również wzorowo.

Kuba, matki ratunkowe miałem zanim stosowałem kwas. Niekiedy wtedy nie zdążyłem nawet apiwarolu użyć a rodzinka już była bez matki...
Tylko ze toksyczne leki maja swoje dlugofalowe skutki na rodzinie. Nie do konca zdrowe pielegniarki nie opiekuja sie nalezycie larwami, stan gorszy trutej pol roku wczesniej matki wplywa na cala rodzine, zanieczyszczenia w wosku podczas hodowli, mikroflora zniszczona a pewno i patologiczna po truciu etc, etc, etc. Brat Adam zdaje sie nie leczyl wiec nie da sie tego porownac.
A i jeszcze jeden czynnik przekladania larw co pisal Lukasz. Inaczej to jest jak pszczoly same decyduja i matecznik pozostaje nienaruszony a inaczej jak sie larwuje czy poddaje obce. U mnie na razie byla wymiana jednej matki z pasieki hodowanej od jednego z bardziej znanych producentow (albo padlai jest bezmatek w co watpie) oraz matki z macierzaka rojowej dziczki postprzedwojennej. Wszystkie dziczki ratunkowe nie sa wymienione.
Moze ja mam inne pszczoly.
(28.11.2016, 12:09)Borówka napisał(a): [ -> ]A i jeszcze jeden czynnik przekladania larw co pisal Lukasz. Inaczej to jest jak pszczoly same decyduja i matecznik pozostaje nienaruszony a inaczej jak sie larwuje czy poddaje obce. U mnie na razie byla wymiana jednej matki z pasieki hodowanej od jednego z bardziej znanych producentow (albo padlai jest bezmatek w co watpie) oraz matki z macierzaka rojowej dziczki postprzedwojennej. Wszystkie dziczki ratunkowe nie sa wymienione.
Moze ja mam inne pszczoly.

Masz 100% pewności, że nie zrobiły cichej wymiany?
100% to nie mam bo matki nieznaczone ale niestety zagladam za czesto jeszcze do uli wiec raczej bym przuwazyl mateczniki. To nie znaczy, ze je nie wymienia w przyszlym roku.
Wymienily natomiast rojowa. To za male proby wyciagac jakies wnioski i zdarza sie. Sugeruje tylko, ze pewnie jest duzo wiecej czynnikow niz tylko to czy ratunek czy nie.
(28.11.2016, 12:38)Borówka napisał(a): [ -> ]100% to nie mam bo matki nieznaczone ale niestety zagladam za czesto jeszcze do uli wiec raczej bym przuwazyl mateczniki. To nie znaczy, ze je nie wymienia w przyszlym roku.

Mateczniki z cichej wymiany potrafią być doskonale ukryte. Ponadto pszczoły bardzo pieczołowicie się nimi zajmują, więc w czasie przeglądu naprawdę łatwo je przeoczyć. Kilka razy jesienią zdarzyło mi się widzieć 2 matki w ulu i głowiłem się jakim kurcze cudem...
Przy matkach nieznaczonych, wysokiej ramce zakładam, że mogłeś mieć więcej takich podmian niż Ci się wydaje. Nie jest to jednak złe o ile rodziny przeżyły.
O widzisz i sam dochodzisz do sedna. Jesli kolonia podmieni matke w przyszlym roku to w porzadku bo pozwolila im przezyc i kontynuowac roznoszenie wlasnego dziedzictwa. O ile podmieni. Widzisz ale jakos przy tym macierzaku zauwazylem. Dobrze poprawiam sie. Jedyne ciche wymiany jakie przuwazylem w swej historii pasieki tak sie sklada ze nie pochodzily od ratunkowych.
(28.11.2016, 12:55)Borówka napisał(a): [ -> ]O widzisz i sam dochodzisz do sedna. Jesli kolonia podmieni matke w przyszlym roku to w porzadku bo pozwolila im przezyc i kontynuowac roznoszenie wlasnego dziedzictwa. O ile podmieni. Widzisz ale jakos przy tym macierzaku zauwazylem. Dobrze poprawiam sie. Jedyne ciche wymiany jakie przuwazylem w swej historii pasieki tak sie sklada ze nie pochodzily od ratunkowych.

Właśnie o ten czynnik ryzyka się rozchodzi. Skoro podział rodziny kosztuje, zarówno pszczoły jak i pszczelarza wysiłek ( i pszczelarza koszty) to dlaczego mam dodatkowo wprowadzać kolejną niewiadomą do tego równania? Robiąc odkład z matką UN mam niemal 100% pewności, że szybko się rozwinie i będzie silny wiosną.
Podając matkę NU ta pewność spada, gdyż istnieje ryzyko niepowodzenia w locie godowym.
Robiąc odkład bez matecznika - bo jak rozumiem o taki chodzi, ryzykuję tym, co powyżej + niestabilnością rodziny w czasie wychowu matki (podatność na rabunek się przedłuża) + ryzyko wymiany matki jesienią, co często kończy się brakiem unasiennienia matek, zbyt długą przerwą w czerwieniu a później długim czerwieniem jesiennym.

Wolę sobie i pszczołom tego oszczędzić, więc w tym roku zbuduję 20, może 25 ulików weselnych. Mam 11 odkładówek i one też będą jako uliki działać. W pasiece komercyjnej takie działanie najbardziej się opłaci wg mnie. W TF mogę dzielić bez matek UN.
Rozmawiamy o samych matkach czy o robieniu odkladow walkaway split czy systemie pomnazania pni bo to troche co innego.
Jezeli pijesz znow do Bartkowego modelu ekspansji to Bartek pewnie zdaje sobie z czesci sprawe ale uwaza, ze zalety przewyzszaja wady na dzien dzisiejszy i na jego potrzeby.

Ja tak nie robilem. U mnie silny odklad byl ze stara matka a osierocona silna kolonia robila sobie ratunek. Ratunkowe mialem tez w osieroconych rodzinach niecelowo przy transporcie. Jedna na wiosne, druga w czerwcu. Nie zauwazylem wiekszego zainteresowania rabunkiem. To tez zalezy od wielu czynnikow a m.in. od zdrowia i odpowiedniego zapachu rodziny a wiec wracamy do trutek.
(28.11.2016, 13:23)Borówka napisał(a): [ -> ]Rozmawiamy o samych matkach czy o robieniu odkladow walkaway split czy systemie pomnazania pni bo to troche co innego.
Jezeli pijesz znow do Bartkowego modelu ekspansji to Bartek pewnie zdaje sobie z czesci sprawe ale uwaza, ze zalety przewyzszaja wady na dzien dzisiejszy i na jego potrzeby.

Ja tak nie robilem. U mnie silny odklad byl ze stara matka a osierocona silna kolonia robila sobie ratunek. Ratunkowe mialem tez w osieroconych rodzinach niecelowo przy transporcie. Jedna na wiosne, druga w czerwcu. Nie zauwazylem wiekszego zainteresowania rabunkiem. To tez zalezy od wielu czynnikow a m.in. od zdrowia i odpowiedniego zapachu rodziny a wiec wracamy do trutek.

Nie o to mi chodziło. Powołałem się na odkład bo tam to najlepiej jest widoczne. Czy to będzie podział na pół, podmiana matki w rodzinie, obojętnie bo zawsze dochodzi 1 duży, dodatkowy element ryzyka, który w prosty sposób może być wyeliminowany. Tutaj celuję w pragmatyzm, więc skoro wyhodowanie matki nie jest dla mnie jakoś strasznie ciężkie, sklecenie ulika weselnego również, jego zasiedlenie tym bardziej a korzyść jaką osiągnę mogę łatwo przeliczyć to po co mam robić łokełeje i po zimie sprzątać puste ule? Przeznaczenie ula na nierokujące eksperymenty to też wydatek, bo w tym czasie już mogłoby tam istnieć życie.
Jakby nie patrzeć w TF też to doskonale się sprawdzi.
A ja widze wiecej zalet tak jak ja robie. Wole miec ciaglosc i przynaleznosc dziedzina zachowana.
Nie chce tez mieszac robotnic, plastrow, larw i mikroflory. Uwazam, ze takie zmieszane uliki z matkami z larwowania wychowaja dla moich celow niekonieczne wlasciwsze matki. A przede wszystkim ciaglosc procesu sie komplikuje i wprowadzilbym chaos.

Uwazam Twoje teksty o pustych ulach z powodu matek ratunkowych za mit. Uwazam, ze puste ule sa raczej z powodu kwasu i amitrazy.

Zaleta tez jest lazy czyli brak koniecznosci bawienia sie w hodowle matek. Uwazam, ze pszczoly to lepiej zrobia nawet jesli ratunkowo awaryjnie.


I rzecz jasna uwazam, ze moje eksperymenty dobrze rokuja.
(28.11.2016, 13:40)Borówka napisał(a): [ -> ]A ja widze wiecej zalet tak jak ja robie. Wole miec ciaglosc i przynaleznosc dziedzina zachowana.
Nie chce tez mieszac robotnic, plastrow, larw i mikroflory. Uwazam, ze takie zmieszane uliki z matkami z larwowania wychowaja dla moich celow niekonieczne wlasciwsze matki. A przede wszystkim ciaglosc procesu sie komplikuje i wprowadzilbym chaos.

Uwazam Twoje teksty o pustych ulach z powodu matek ratunkowych za mit. Uwazam, ze puste ule sa raczej z powodu kwasu i amitrazy.

Zaleta tez jest lazy czyli brak koniecznosci bawienia sie w hodowle matek. Uwazam, ze pszczoly to lepiej zrobia nawet jesli ratunkowo awaryjnie.


I rzecz jasna uwazam, ze moje eksperymenty dobrze rokuja.

Ile razy to zrobiłeś? 3? 10? 100? Posłużę się znielubionym u Ciebie argumentem doświadczenia i jednak wychodzi u mnie, że słabo to wygląda dla matek ratunkowych. Zrobiłem tak kilkadziesiąt odkładów, niemal typu łokełej i nie był to dobry patent.
jednak nie zwalam tego na kwasy itd a właśnie na jakość matki. Robiłem tak przed kwasami, przed amitrazą, bo dymiłem we wrześniu a wymiany były już np w sierpniu. Oczywiście wpływ mogła mieć wadliwa węza lub niekorzystne ustawienie planet w stosunku do słońca... itd...rzecz w tym, że przy matkach hodowlanych się udawało.
Tak tylko ja chce dojsc do tf w calej pasiece i nie zamierzam truc pszczol w zadnym procencie.
I nie robie walkawayow. Pelny duzy sztuczny macierzak ktory pradopodobnie chcialby sie roic to nie jest odklad. Uniasieniannie tez w nim jest lepsze niz w sztucznym uliku weselnym gdzie w naturze nie ma tak, ze matka rojowa unasiennia sie w takim wypierdku z obcymi robotnicami w nie pelni zintegrowanej rodzinie.

Jak narazie mam 100% uniasienniania sie matek i brak ich zawieruszen.
eh Michale... Ty cały czas myślisz że wiesz lepiej niż pszczoły i że Twoje wybory są prawidłowe. Druga sprawa że bujasz się na komercyjnych pszczołach a według mnie mają ograniczone pole do popisu i brak im pewnych bardziej pierwotnych zachowań chodzby przy rozpoznawaniu bieżącej sytuacji i szczerze wątpię aby umiały też wybrać przyszłe matki... Dlatego wychodzi to tak jak opisujesz plus powody o których pisał Kuba...
Moje uliki odkładowe są na 5 ramek wlkp, czy to za mało by służyły do unasiennienia? Teraz zamierzam robić podobne ale na 18tkę nie pełną wlkp, dalej uważam, że to dużo. Chodzi o to, żeby w sierpniu te uliki poskładać i utworzyć z nich kilka rodzin.
Co ma leczenie do hodowli matek? Ratunkowych, rojowych, czy z cichej wymiany? Przecież w czerwcu, czy lipcu jak hoduję matki to co najmniej od grudnia nie było tam substancji chemicznej, czyż nie? Pszczoły już kilka razy wymienione etc.

Co do tego, czy pszczoły wybiorą lepiej matkę ratunkową to też nie jestem pewny. Na 100% dobrze wybiorą matkę rojową, najlepiej z cichej wymiany. Ratunek to tryb awaryjny, działanie w stresie, impulsy. Jak maturzysta widzi, że do końca egzaminu zostały 3 min a przed nim jeszcze 20 pytań to zaznacza na chybił trafił, licząc na szczęście. Nie jest tak samo z pszczołami?
Doswiadczenie jest dla mnie waznym argumentem i mam do niego duzy szacunek. O ile stosuje sie je z sensem. Do Twojego tez mam i nie twierdze, ze bujasz tylko, ze u Ciebie moglo tak sie zdarzac tez na skutek innych czynnikow. Do hodowli klasycznej wybierales super silne rodziny dobrze zakarmione naturalnie pewno a matki w miodni na niezapaskudzonym jeszcze wosku, to nie da sie tego porownac z lichym odkladem walkaway w kryzysie przy modelu ekspansji.

Porownuj sytuacje porownywalne.

Jezeli ktos pisze, ile lat masz pszczoly a sam mial tylko po reproduktorkach i leczone to jakie to jest doswiadczenie wzgledem mlodzieniaszka TF? Owszem o sprzecie, technikaliach moga sobie pogadac. Jakby tak powiedzial Paul Chapelle to roznica.

Tak samo jak ten co likwiduje nastroj rojowy powie p. Osiewalskiemu ze nie da sie tak prowadzic pasieki bo krocej trzyma pszczoly.
Stron: 1 2 3 4