FORUM WOLNE PSZCZOŁY

Pełna wersja: Kursy pszczelarskie dla początkujących
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Cześć, jestem początkującym pszczelarzem. Rodziny kupiłam w sierpniu tego roku. Byłam jeden dzień w pasiece kolegi żeby złapać o co chodzi, kupiłam od niego pszczoły, ule u Lysonia i czytam, i czytam... zastanawiam się nad kursem pszczelarskim. Ale ogarnęły mnie wątpliwości, bo trafiłam na filmiki na YouTube ze szkoleń i tam wydajność, efektywność, miodność, itp cały czas. A mnie przecież nie o to chodzi. Z drugiej strony - może przejście kursu od a do z dałoby mi podstawy, bym nie popełniała jakiś podstawowych błędów ? Sama nie wiem. Czy wy chodziliście na kursy prowadzone przez związki pszczelarskie ? Polecacie ? Jak się uczyliscie ?
Jak najbardziej warto się na taki podstawowy kurs wybrać.
Zawsze będzie to jakaś wiedza od żywego człowieka i można na bieżąco sie dopytać.
Warto też poświęcić trochę czasu na praktykę.
Z tego co się orientuję jest na forum kilku kolegów z Krakowa i okolic.zawsze można odwiedzić popytać.
Ja nigdy nikogo z pasieki nie przegoniłem,najwyżej  zagonilem do roboty przy ulach Uśmiech
Jest też technikum pszczelarskie koło żabiej woli, do którego ja uczęszczałem i kilku kolegów się teraz tam kształci  (zaocznie) ale to bardziej zaawansowana opcja.
Dzięki! W takim razie zapisze się. Nabrałam wątpliwości co do kursów po wpisach na forum i w niektórych blogach, ze trzeba się oduczyć pewnych sposobów, ze należy mniej zaglądać do pszczół, mniej ingerować w ich sposoby budowania gniazda i organizowania im życia... ze tak naprawdę one lepiej sobie radzą bez nas...
Zawsze możesz spojrzeć na to czego będę cie tam uczyć przez pryzmat wiedzy tu i na blogach zdobytej.
Podstawy niezależnie  czy sie leczyczy nie, zawsze są takie same.
A co do zbyt czestego zagladania to niestety na początku trzeba pozagladać..zeby potem wiedzieć kiedy nie zaglądać i ingerować Uśmiech
Jednego czego się obawiam to stosunek tych „tradycyjnych” pszczelarzy do „nieleczących” ... zauważyłam i pogardę, i lekceważenie. A nawet oskarżenia, ze nie leczone pszczoły zagrażają tym leczonym i to wszystko przez nich ?
Najwyżej nie będę się ujawniać z moimi metodami ?
(27.11.2017, 22:34)Pszczółka Maja napisał(a): [ -> ]Jednego czego się obawiam to stosunek tych „tradycyjnych” pszczelarzy do „nieleczących” ... zauważyłam i pogardę, i lekceważenie. A nawet oskarżenia, ze nie leczone pszczoły zagrażają tym leczonym i to wszystko przez nich ?
Najwyżej nie będę się ujawniać z moimi metodami ?
Zdecydowanie zachowaj dla siebie ciągoty do nieleczenia. Inaczej Cię tam zjedzą...
(27.11.2017, 21:14)Pszczółka Maja napisał(a): [ -> ]Dzięki! W takim razie zapisze się. Nabrałam wątpliwości co do kursów po wpisach na forum i w niektórych blogach, ze trzeba się oduczyć pewnych sposobów, ze należy mniej zaglądać do pszczół, mniej ingerować w ich sposoby budowania gniazda i organizowania im życia... ze tak naprawdę one lepiej sobie radzą bez nas...

Każda wiedza pszczelarska może okazać się przydatna... kwestia tylko ceny bo jeżeli taki kurs będzie Cię kosztował $$$ to ja bym nie wydawał kasy. Obserwuję od pewnego czasu, że robi się kursy za $$$ dla "świeżaków" czyli omawiane są podstawy podstaw. Często gęsto byle jaka prezentacja i masa informacji których i tak nie zrozumiesz nie mając pszczół...

Jeżeli taki kurs jest za free to warto iść posłuchać ale jeżeli śpiewają grubą kasę to odpuść...
Według mnie na początek kilka podstawowych książek o ogólnym pszczelarstwie, o biologi pszczół itd.
Na wiosnę znajdź pszczelarza w pobliżu bądź skontaktuj się z kolegami z forum i odwiedź ich na pasiece. Zobaczysz, że najlepiej uczy się przy otwartym ul...
Kosztuje chyba 500 ; ja mam pszczoły od sierpnia i coś tam juz wiem z waszego forum, blogów, książek i od pszczelarza (jeden dzień tam spędziłam na samym początku). Dużo wsparcia dostałam od Bartka Pana Trutnia w kryzysowych momentach i przeczytałam od deski do deski jego bloga. Ale czegoś mi ciagle brakuje.
Może tez trochę tęsknie za moimi pszczołkami ? ? Kto by pomyślał ze można się tak związać z blonkoskrzydlymi ?... No i ta moja wiedza niezbyt jest usystematyzowana. A na wiosnę ( mam nadzieje) moje pszczoły zaczną się mnożyć, roic i nie wiem co jeszcze, a ja taka niedouczona...
Swoją droga jeden ze znanych hodowców od którego tez planowałam kupić pszczoły odpowiadał mi na maile dość szybko, ale jak przyznalam się do nieleczenia - korespondencja się urwała ... Uśmiech
Trędowaci jesteśmy jacyś chyba Uśmiech
Decyzja i tak należy do Ciebie...
Pytanie ile trwa ten kurs bo 500 za jeden zjazd to dużo ale już 5 czy więcej zjazdów to można się zastanowić.
Najlepiej zapytać osoby które w czymś takim uczestniczyły czy są zadowolone i czy polecają.
Ale tak jak mówią inni praktyka u pszczelarza to podstawa. Resztę można doczytać lub zapytać na forum.
A nie lepiej zacząć po ludzku?

Pszczelnictwo pod redakcją Prabuckiego, albo Hodowla Pszczół, Prabucki i Wilde.

Starczy na całe zimę, a wiedzy tam masa.
(29.11.2017, 01:17)m.kowalski napisał(a): [ -> ]A nie lepiej zacząć po ludzku?

Pszczelnictwo pod redakcją Prabuckiego, albo Hodowla Pszczół, Prabucki i Wilde.

Starczy na całe zimę, a wiedzy tam masa.

Ja wiem czy po ludzku?
Na początek taką knage? To można sobie później przeczytać. Z resztą jest masa różnych pozycji kto ma na co ochotę...
W zimie kontakt z pszczołami zastępuje praca ze sprzętem, ramki, ule, coś do wyciskania miodu jak nie masz, zażycz sobie pod choinkę coś przydatnego Uśmiech. Gromadź brakujące manele, chwytak na matę albo fajkę, klateczki, paliwo do podkurzacza, odkładówki, itd. Pamiętam mój głód wiedzy czytałem wszystko jak leci, jednak nic nie zastąpi kontaktu na żywo z dobrym (otwartym) pszczelarzem, najlepiej nad ulem, nad jedną ramką można dywagować pół godziny (ale nie rób tego Uśmiech. No i trzeba obcować z pszczołami. A na kurs nie idź teraz bo nawet pszczoły nie zobaczysz. Ta samą teorie przeczytałaś już pewnie kilkakrotnie.
(29.11.2017, 06:45)bonluk napisał(a): [ -> ]
(29.11.2017, 01:17)m.kowalski napisał(a): [ -> ]A nie lepiej zacząć po ludzku?

Pszczelnictwo pod redakcją Prabuckiego, albo Hodowla Pszczół, Prabucki i Wilde.

Starczy na całe zimę, a wiedzy tam masa.

Ja wiem czy po ludzku?
Na początek taką knage? To można sobie później przeczytać. Z resztą jest masa różnych pozycji kto ma na co ochotę...

Pozycji jest masa, to prawda, jednak zaczynać trzeba  od czegoś o ustalonej renomie. 
Ciezko odsiac ziarno od plew gdy nie ma się elementarnej wiedzy.
A ta renoma ustalona to ma jakiej podstawie ?
Były jakieś ankiety wśród pszczół przeprowadzane ?
Proszę sobie wziąć poprawkę na to że pszczoły to żywy organizm i wiemy o nich tyle co nic, tak jak o innych organizmach np ludzkim.
A to że są tacy co pszczoły potrafią porządnie wydoić czy pomnożyć dla niektórych znaczy tyle co nic.
Kolega nie potrafi zrozumieć że się nie leczy po to zeby paradoksalnie pszczoły i ich żywność byly zdrowe .
Jak to jest że niby akarycydy są dla człowieka  nie szkodliwe bo tylko jeden procent przechodzi do wosku i miodu jak to ma sie do tego ze dymi się po dziesięć razy i podaje sie dymka w masce gazowej i jest wysoka śmiertelność ssaków o mniejszej masie np polnych gryzoni czy nawet piesków i kotków wczasie oprysków rolniczych tymi akarycdami .
Jest wiele fajnych pozycji. Mi się osobiście podobają książki Ostrowskiej, są to jedne z nielicznych pozycji opisujące ciekawe metody gospodarki na leżakach, które w innych publikacjach, szczególnie nowych, są zbywane jako przestarzałe. Uważam, że warto sięgnąć do dwóch, trzech skrajnie różnych publikacji, coś jak Prabucki, Ostrowska i M. Bush, wtedy można wyrobić sobie opinię.
Z jednej strony zabiegi wyliczane co do godziny, miodność wykręcana na wyższe poziomy różnymi sztuczkami, a z drugiej kompletny lazy beekeeping, na zasadzie co nie zrobisz i tak będzie lepiej jak zostawisz je w spokoju, reaguj tylko gdy rzeczywiście trzeba.

Masz całą zimę przed sobą, ogarnij lektury, przygotuj listę tematów, których się obawiasz i zgłębiaj wiedzę. Boisz się rójki, to poczytaj o zabiegach rozrajających. Ja polecam od siebie stronę Cushmana, jeśli z angielskim jesteś za pan brat: http://www.dave-cushman.net/bee/subjectlist.html
Z jednej strony zabiegi wyliczane co do godziny, miodność wykręcana na wyższe poziomy różnymi sztuczkami, a z drugiej kompletny lazy beekeeping, na zasadzie co nie zrobisz i tak będzie lepiej jak zostawisz je w spokoju, reaguj tylko gdy rzeczywiście trzeba.


No tak... jak właśnie w całej swojej naiwności myślałam, że moja metoda to będzie lazy beekeeping, wsadzic pszczoły do ula i zostawic je w spokoju. Latwo powiedzieć - reaguj kiedy potrzeba Uśmiech 
Ja nawet na poczatku nie rozumiałam o czym czytam. Wierzcie mi, ale "normalni" ludzie nie wiedzą co to jest węza, zasklep, macierzak, odkład, powałka, przegonka, miodarka etc.
Angielski znam trochę owszem, ale jeszcze nie całkiem opanowałam terminologię w tym języku, ale strona Busha jest fajna... To może dziwnie dla was brzmi, ale dopiero niedawno dowiedziałam się że pszczoly są zmiennocieplne ...
Kupię sobie te książki - dzięki za wszyskie rady 
Za 500 stów to kupisz fajną literaturę... lepiej kupić coś do poczytania niż siedzieć w jakiejś sali i patrzeć na slajdy albo na ul i jego części składowe...
Kupisz książki i w ciepełku przy herbatce czy kawce będziesz się relaksować czytając wieczorami...
Na wiosnę podjedź do kogoś ze stowarzyszenia to na pewno Ci pokarze pszczoły, ule i inne rzeczy albo szykuj się na wiosenny zjazd a z tego co wiem ma być grubo...
(29.11.2017, 15:24)Pszczółka Maja napisał(a): [ -> ]No tak... jak właśnie w całej swojej naiwności myślałam, że moja metoda to będzie lazy beekeeping, wsadzic pszczoły do ula i zostawic je w spokoju. Latwo powiedzieć - reaguj kiedy potrzeba Uśmiech 

Nie od razu Rzym zbudowano. Zapewniam, że na początku nawet nie będziesz wiedzieć kiedy warto, a kiedy nie warto reagować Oczko Ja już mniej więcej wiem, ale rzadko zdarza mi się przybyć z pomocą na czas. Ale tego nie nauczysz się z kursu, ani książki. Trzeba by pójść na praktyki do cierpliwego pszczelarza i zobaczyć 50 rodzin przez cały sezon i przy każdej dokładny komentarz czy ok, czy nie i co nie tak i dlaczego. A i tak nie wiem czy wyłapiesz wszystkie niuanse, bo Ci doświadczeni to zaglądają w jedną ramkę, albo lekko podnoszą korpus i już wiedzą. To mój drugi sezon i to są moje prywatne wnioski.

Czytaj, oglądaj filmiki w których opisują dokładnie rodzina po rodzinie stan żeby się osłuchać z nazewnictwem i wiedzieć jak to wygląda w ulu. I tak przygotowana, popełniaj swoje błędy na swoich pszczołach Oczko
Kiedyś ludzie myśleli, że pszczoły rodzą się z padliny konia i taka wiedza im starczała by trzymać pszczoły i mieć jakiś miód i wosk. Ta cała zmiennocieplność, długość języczka, gospodarki takie i siakie, węzy, ramki i inne, nie są do tego, aż tak bardzo potrzebne Oczko Co nie znaczy, że nie warto tego wiedzieć.
Z padliny konia? Nie znalazlem. Myslalem, ze z padliny lwa. Jest nawet slynna pouczajaca przypowiesc na ten temat
(29.11.2017, 16:40)Borówka napisał(a): [ -> ]Z padliny konia? Nie znalazlem. Myslalem, ze z padliny lwa. Jest nawet slynna pouczajaca przypowiesc na ten temat

To był chyba wół albo byk
W pierwszym roku pracowałem kilkanaście razy ze starym pszczelarzem w pasiece, bardzo dużo czytałem książek pszczelarskich z aledro (używanych), także wypowiedzi różnych maniaków z forów pszczelarskich, (bo przecież "normalni" pszczelarze nie czują potrzeby uzewnętrzniania swojego ego), wtedy nabyłem trochę przesądów, na których wyzbycie się potrzebowałem około dwóch sezonów.

Żadnego kursu nie robiłem, głównie dlatego że nie znalazłem żadnego dobrego w promieniu 100 km od Pszczelnika. Gdybym robił kurs to oczekiwałbym uzyskania jakiegoś stopnia zaawansowania (miszcz albo technik). Pewnie jak to zwykle bywa bardziej praktyczne w takich spędach są kontakty z ludźmi z branży i wymiana doświadczeń, niż czysta teoria którą można zdobyć obecnie samodzielnie.

Z książek przydała mi się praktyczna wiedza, kiedy przeglądałem (co chwila) moje trzy rodzinki i zauważałem jakieś "niepokojące" objawy, to cieszyłem się że mam w pamięci jakieś gotowe sposoby postępowania, choć połowa była i tak intuicyjna i zazwyczaj okazywała się błędna. Po 7 latach nadal nie jestem profesjonalistą i wciąż popełniam głupie błędy, ale jest ich już "mniejsza" połowa. I zakładam, że do końca życia będę różne błędy popełniać, dopóki nie dam pszczołom całkowitego ("świętego") spokoju.
Mam teraz sporo zbędnych gadżetów i chemikaliów, które są nieużywane i niepotrzebne, trzeba się wystrzegać zbędnych gadżetów (wymyślnych dłut, skrobaczek, zmiotełek, chwytaków, odstępników, podkarmiaczek itp) bo i tak "większą połowę" prac można wykonać podręcznym nożem.

Najważniejsze żeby było wiadomo o co Tobie chodzi. Jeśli chcesz trzymać pszczoły naturalnie, to po co zdobywać wiedzę której później będzie się trzeba pozbyć, żeby nie powiedzieć wyrzucić na śmietnik?
Lepiej kupić więcej uli, pozwolić rójkom je zasiedlić i w ten sposób minimalizować oddziaływanie ludzkich błędów na pszczoły.

Zbij korpusy z dennicą i daszkiem gwoździami i wciągnij całość wysoko na drzewo, aby zapobiec działaniu podstępnej przyrodniczej ciekawości i już masz pszczoły PN TF SN (Super Natural).
I nie bierz tego wszystkiego zanadto poważnie ;-)

"Nie możesz znać Tao,
Ale możesz być Tao.
Płyń swoim życiem."
Byłem w podobnej sytuacji do Twojej ale rok temu. Przez zimę dużo czytałem, oglądałem, zakupiłem pierwszy ul i znowu dużo czytałem. Na wiosnę złapałem rójki, które udało się zazimować. Kursu nie odbywałem i nie czuję takiej potrzeby. Kilka razy pomagałem zaprzyjaźnionemu pszczelarzowi i to doświadczenie uważam za najważniejsze w zapoznawaniu się z pszczołami.
A 500 złotych wolałbym przeznaczyć na ule lub materiały na nie.
Pszczółka Maja. Ja też jestem z Krakowa. Pszczoły mam od czerwca 2017 - 2 ule. Nic przy nich nie robiłam, włożyłam pszczoły, kupione ramki na pusto, bez więzy i to tyle. Dokarmiałam tylko syropem z ziołami. Od czerwca do dziś nie otworzyłam ula. I nie mam zamiaru otwierać. Na razie pszczoły żyją.
Jak się na wiosnę wyroją to trudno, choć chętnie rój bym złapała. Jak umrą też trudno choć serce boli. Jak mi się uda zebrać trochę miodu z nadstawki w przyszłym roku, to będę się cieszyć.
Czytam co wpadnie w ręce, ale większości pomysłów nie akceptuję. Zapisałam się na kurs pszczelarski internetowy za 30 zł i zrezygnowałam. Nie dałam rady tego słuchać po prostu. To nie jest zgodne z moim światopoglądem pszczelarskim po prostu.

Ostatnio na placu w Myślenicach kupując mleko od prawdziwej krowy ucięłam sobie gatkę z kobietą. Powiedział, że ma taką krowę, która daje dużo mleka i doi się prawie do końca ciąży. Jak się ocieli, pada na ziemię i dostaje paraliżu. Nie podnosi się kilka dni, ładują w nią wapń i inne lekarstwa. Za każdym razem jest to samo.

Druga krowa daję parę litrów, ale rodzi i wstaje jak gdyby nigdy nic. Kobieta powiedziała, że dawniej krowa dawała 4 litry dziennie i nie było z nią żadnego problemu. A dziś te nowoczesne krowy wiecznie chorują.

Przekładając powyższą opowieść na pszczoły nic się nie da uzyskać w zdrowotności, jak jedynym celem hodowli pszczół będzie dawanie dużych ilości miodu. Ale to chyba już odkryłaś sama, czytając to forum Uśmiech
(03.12.2017, 08:43)Bączek napisał(a): [ -> ]Przekładając powyższą opowieść na pszczoły nic się nie da uzyskać w zdrowotności, jak jedynym celem hodowli pszczół będzie dawanie dużych ilości miodu. Ale to chyba już odkryłaś sama, czytając to forum Uśmiech

Można to ująć tak, że w układzie, jakim jest żywa istota, nie da się złamać pierwszej zasady termodynamiki. Zatem aby otrzymać więcej miodu, trzeba gdzieś za to zapłacić. Nie istnieje perpetuum mobile, czyli nie ma pszczół, które mało jedzą i nie chorują, za to noszą dużo miodu.
Sprawa jest chyba bardziej złożona. Przykładowo rodzina o połowę większa przyniesie nie o połowę wiecej miodu ale dwa trzy razy tyle co rodzina mała.
Natomiast mniejsza zje zimą proporcjonalne wiecej niż duża.
(03.12.2017, 19:41)Jacuch napisał(a): [ -> ]Sprawa jest chyba bardziej złożona. Przykładowo rodzina o połowę większa przyniesie nie o połowę wiecej miodu ale dwa trzy razy tyle co rodzina mała.
Natomiast mniejsza zje zimą proporcjonalne wiecej niż duża.

Ale za skłonność do budowania dużych rodzin już trzeba zapłacić. Nie wszystkie rodziny zbudują duże rodziny same z siebie, nawet przy sprzyjających pożytkach - aby to zrobiły, pszczelarz musi je wspomagać, stymulować i wspierać. Gdyby tak nie było, pszczelarstwo sprowadzałoby się do postawienia ula na polu i zbierania nadwyżek - a przecież każdy z nas wie, że tylko nieliczni tak postępują. I nie chwalą się zbiorami, bo zwykle nie ma czym.

Za zgromadzenie pszczół na pasiekach zapłacono zwiększoną zachorowalnością, w końcu zgnilcem złośliwym koszącym całe pasieki, a nie poszczególne barcie. Ale miodu zbierano więcej, więc rozwijano przemysł dalej. Dziś przemysłowa pasieka ma w standardzie karmienie pszczół przy różnych okazjach, stymulowanie czerwienia oraz liczne zabiegi przeciw chorobom. Bez tego mają tylko wiatr w ulach. To jest ta cena, którą płacą za zwiększoną produkcję. Ponieważ się to opłaca, płacą tą cenę.

To miałem na myśli.
Wszyscy się tu zgadzamy, ze eksploatacja zwierząt jest nie tylko niemoralna, ale długofalowo szkodliwa dla nich i w końcu i dla nas także. Ale z drugiej strony - bez przesady. Podbieralismy miód pszczołom, jajka kurom i mleko krowom- w zamian dając ochronę przed wrogiem, a w czasach głodu pożywienie. Pszczoły nas nie pokochają, ale inne gatunki nawet przywiązywały się do ludzi...
wiec skrajne podejście jest mi tak samo obce jak to, które prowadzi do rekordów produkcyjnych.
Najważniejsze pytanie jest ile tego miodu zabrać, żeby nie zrobić im krzywdy i zachować te zdrową równowagę ? I czy można się tego nauczyć na kursie?
Zachecając Cię do kursu miałem bardziej na myśli jakieś zajęcia na pasiece. Jeżeli miało by byc to teraz to tak jak koledzy polecam książkę i lekturę forum.
Natomiast jeżeli chodzi o to ile tego miodu można zabrać to kwestia tego jak dobrze rozumie się to co dzieję się w ulu. Pszczoły to nie krowy i potrafią gromadzić zapas z górką. Ale to zależne jest od czynników takich jak pogoda,lokalizacja ,struktura pożytków,cechy pszczół i ich przydatność w danej lokalizacji itd.
Plus jeszcze czynnik ludzki taki jak pestycydacja,monokultura czy wieczne przeszkadzanie pszczołom poprzez zakłócenie struktury gniazda i rodziny.
Jezeli znajdzie się kompromis miedzy tymi czynnikami to jak najbardziej można miód mieć.
Każdy  pszczelarz to selekcjoner bardziej lub mniej selekcji przez siebie dokonywanej swiadomy.