FORUM WOLNE PSZCZOŁY

Pełna wersja: Olejek pichtowy
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4
W tym roku pierwszy raz zastosowałem olejek pichtowy do walki z warrozą. Dawkowanie jakie przyjąłem to 2,5 ml olejku na rój. Olej został naniesiony na ścierkę gąbkową strzykawką i podany nad gniazdo. Gąbki zostały podane około 20 maja. Rójki, które dostały olej zachowywały się normalnie ale dwóm nie spodobał się zapach :)
Jedna próbowała zgryzać gąbkę a druga próbowała wynieść ją z ula. Znalazłem ją na dennicy przy samym wylotku.
Jak to u was wygląda ? Stosował ktoś ?

p.s. 50 ml olejku kosztuje 30 zł. W mniejszych opakowaniach wychodzi trochę drożej.
Dawałem około 5 ml na ul. I tak jak pisałem w innym wątku.
Wypróbuję też tymiankowy. Zobaczymy.

Pozdrawiam
Ja mam mieszanine kilku różnych olejków ale jeszcze nic nie stosowałem bo nie ma sensu tak wcześnie...
Mam rodziny które mogłyby już mieć coś podane w formie wkładek z olejkami ale jeszcze czekam. Chcę zobaczyć jak sobie radzą i jak walczą
(09.06.2015, 16:27)bonluk napisał(a): [ -> ]Ja mam mieszanine kilku różnych olejków ale jeszcze nic nie stosowałem bo nie ma sensu tak wcześnie...

A co tam jeszcze dolałeś ?
Teoretycznie takie mieszaniny powinny być skuteczniejsze przy mniejszej dawce.
Na razie o warrozie nie myślę, sprawdzałem czerw przy okazji miodobrania i warrozy brak. A później będę leczył właśnie jakąś mieszaniną, ale niekoniecznie samych olejków.
Na części rodzinek (tegorocznych) zastosowałem Bioacaracide-R5 (na bazie olejku pichtowego produkt ze wschodu).
Po 3 dniach brak osypu warrozy. W rodzinkach w których zastosowałem środek na wkładce znacznie więcej odpadów z ula niż na pozostałych.
W sobotę z jednego ula z elgonami kontrolowałem larwy pszczele i też warrozy nie znalazłem.

Pozdrawiam
Zastosowałem olejek pichtowy w 3 odkładach(nasączone kartonowe tekturki) i w jednym warroza się posypała. Zużyłem ok. 10 kropel na ul.
W sklepie zielarskim obok mnie sprzedawca miał olejek eteryczny pichtowy 7 ml za 9,50 zł. Kupiłem, ale nie wiem czy się nada, jakie olejki stosujecie?
(21.07.2015, 09:25)Pasieka "U Bzyla napisał(a): [ -> ]W sklepie zielarskim obok mnie sprzedawca miał olejek eteryczny pichtowy 7 ml za 9,50 zł. Kupiłem, ale nie wiem czy się nada, jakie olejki stosujecie?

Ja kupiłem w aptece. 10ml chyba 8,5 zł a za 50 ml zapłaciłem 30 zł.
Ten 50 ml Pani mi sprowadziła, bo nie trzymają na stanie.
Sprawdziłem dzienny osyp warrozy w rodzinach produkcyjnych (3szt.) i w odkładach - mam 3 odkłady kupione i 2 swoje. W kupnych odkładach dzienny osyp był bardzo duży bo ok. 5 do 7szt., w moich odkładach i rodzinach praktycznie zerowy, ok.1 max 2szt.

Zastosowałem olejek pichtowy w ilości 2,5ml na odkład i 5ml na pełną rodzinę. Z kupnych odkładów trochę się posypało ale to co zastałem na wkładce było bardzo żwawe (z pszczół spadło ale miało się dobrze) - nie podaje ilości bo pewnie sporo pospadało w trawę.
Natomiast w pełnych rodzinach i moich odkładach wkładki czyste, w jednym chyba ze 2 szt.

I teraz nasuwa się pytanie czy jest tak pięknie czy mam jakiś lipny olejek, który nie działa? Krzyżak czy olejek podawałeś jednorazowo czy kilka razy co np. 4 dni?
(26.07.2015, 20:42)pastaga napisał(a): [ -> ]I teraz nasuwa się pytanie czy jest tak pięknie czy mam jakiś lipny olejek, który nie działa? Krzyżak czy olejek podawałeś jednorazowo czy kilka razy co np. 4 dni?

Podałem raz.
Post wyżej piasałem o tym, że zastosowałem olejek pichtowy.
Jako, że olejek stosowałem pierwszy raz i nie jestem pewien jego skuteczności, a nie mam na tyle doświadczenia żeby pozostać tylko przy naturalnych metodach (choć bardzo bym chciał) zastosowałem dywaniki na dennice z takitku z olejem 1:1*... no i zaczęło się - w kupnych odkładach już po 2 godzinach na wkładkach dennicowych jakby makiem posypał, w moich dość skromnie z osypem.

Piszę to żeby nie stracić czujności i nie zakładać, że jest kolorowo.


*Wiem, że to metoda zupełnie nie PN ale na obecną chwilę jestem pszczelarskim żółtodziobem i dopóki nie zdobędę więcej doświadczenia w ocenie sytuacji, no i nie rozbuduję bardziej pasieki żeby móc sobie pozwolić na np. 50%-70% upadki (przy złej ocenie/leczeniu) jestem zmuszony wspomagać się takimi metodami.
hmm cenna informacja. Daje do myślenia.
Miałem ze sprawdzeniem porażenia czekać do połowy sierpnia ale chyba wezmę się za nie w tym tygodniu.
no właśnie dlatego ja uznałem, że nie chcę się bawić w kadzenie pszczół dymem z wnętrzności ropuchy i odprawiać czarów. albo się leczy tym co skuteczne - i z reguły ciężko mówić wtedy o PN, choć są na pewno metody "lepsze".
albo ... trzeba ze spokojem podejść do mądrości natury, zgromadzić jak najlepszy materiał (w znaczeniu dający największe szanse radzenia sobie z V), zapewnić czyste gniazdo, wolność budowy, prowadzić selekcję na przeżycie i ze stoickim spokojem patrzyć co się będzie działo, licząc się z tym, że nie zawsze będzie różowo... i wtedy można liczyć na zdrowe produkty pszczele i na to, że kiedyś w zasięgu będzie pszczoła, która sobie sama radzi - a taka gdzieś tam jest na horyzoncie.

cóż, niestety nie da się prowadzić PN tylko od leczenia do leczenia...
Cytat:" i z reguły ciężko mówić wtedy o PN, choć są na pewno metody "lepsze""

Trafniej byłoby napisać "choć są na pewno metody "gorsze" choć to niby to samo to inny ma wydźwięk.
Inny wniosek jest taki, ze "sprawdzenie porażenia" równa się najczęściej najczęściej zaczęcie leczenie. W tym przypadku gównem typy taktik.

Cytat:"*Wiem, że to metoda zupełnie nie PN ale na obecną chwilę jestem pszczelarskim żółtodziobem i dopóki nie zdobędę więcej doświadczenia w ocenie sytuacji, no i nie rozbuduję bardziej pasieki żeby móc sobie pozwolić na np. 50%-70% upadki (przy złej ocenie/leczeniu) jestem zmuszony wspomagać się takimi metodami."

TYlko, że jak rozbudujesz pszczoły katując je tym gównem to nie będziesz wiedział czy osypy masz dlatego, ze umierają pszczoły nieodporne słabiaki których taki jest jest los czy może pszczoły niewolnice nieodporne poprzez skatowanie amitrazą które nagle zostawiłeś bez chemii.
Panowie chyba się wam coś pomyliło. Jakie leczenie ? Jaki TT ?

Sprawdzenie porażania czyli zabranie szklanki pszczół z ula i ich przepłukanie.
Do tego kontrola ilości V w czerwiu zasklepionym.

A Wy od razy o PN od leczenia do leczenia :)
Jak do tej pory dałem w niektórych rodzinach /głównie złapane roje/ po 2.5 ml olejku.
To taka mała ilość, że jak byś włożył do ula gałązkę tej jodły syberyjskiej do ula to więcej substancji wonnych by wydaliła :)
A generalnie zalecają 5ml na korpus.
Nie piłem do Ciebie tylko ogólnie i do zastosowania TT prze kolegę bo a nóż widelec.
(29.07.2015, 07:48)Krzyżak napisał(a): [ -> ]Panowie chyba się wam coś pomyliło. Jakie leczenie ? Jaki TT ?

Sprawdzenie porażania czyli zabranie szklanki pszczół z ula i ich przepłukanie.
Do tego kontrola ilości V w czerwiu zasklepionym.

A Wy od razy o PN od leczenia do leczenia Uśmiech
Jak do tej pory dałem w niektórych rodzinach /głównie złapane roje/ po 2.5 ml olejku.
To taka mała ilość, że jak byś włożył do ula gałązkę tej jodły syberyjskiej do ula to więcej substancji wonnych by wydaliła Uśmiech
A generalnie zalecają 5ml na korpus.

jak to nam się coś pomyliło? kolega napisał o przeleczeniu taktikiem... tośmy zareagowali zgodnie z naszymi poglądami ;-)
Nie deklarowałem nigdzie, że prowadzę pszczoły bez użycia chemii zgodnie z zasadami PN.
Wasze podejście, jak i sama filozofia PN podoba mi się i szczerze Wam kibicuję. Na obecną chwilę z różnych powodów, m.in. braku doświadczenia jak również odpowiedniej wiedzy, nie czuję się na siłach żeby odstąpić od leczenia "sprawdzonymi" metodami.

(29.07.2015, 07:04)Borówka napisał(a): [ -> ](...)
TYlko, że jak rozbudujesz pszczoły katując je tym gównem to nie będziesz wiedział czy osypy masz dlatego, ze umierają pszczoły nieodporne słabiaki których taki jest jest los czy może pszczoły niewolnice nieodporne poprzez skatowanie amitrazą które nagle zostawiłeś bez chemii.

Na obecnym poziomie mojej wiedzy PN mogłoby się równać 100% zagładą pasieki, a tego nie chcę tym bardziej, że odbudowując pasiekę co roku i kupując odkłady kupowałby również pszczoły, jak to określiłeś, katowane "tym gównem" i tym samym cyt.:
"nie będziesz wiedział czy osypy masz dlatego, ze umierają pszczoły nieodporne słabiaki których taki jest jest los czy może pszczoły niewolnice nieodporne poprzez skatowanie amitrazą które nagle zostawiłeś bez chemii."

Po rozbudowaniu pasieki do większej ilości pni, pozwalającej na jakiekolwiek pole manewru w przypadku niepowodzenia, będę chciał wydzielić część pasieki, którą postaram się poprowadzić zgodnie z zasadami PN. Z upływem czasu i nabraniem doświadczenia, jak więcej z tych rzeczy/metod/wiedzy trafi do głowy, proporcje rodzin prowadzonych wg. zasad PN będzie rosła, a tych traktowanych chemią malała... mam taką nadzieję.


Jeszcze raz podkreślam, że nie jestem Wam wrogiem i szczerze kibicuję, natomiast ja potrzebuję więcej czasu i wiedzy.
(29.07.2015, 09:57)pastaga napisał(a): [ -> ]Nie deklarowałem nigdzie, że prowadzę pszczoły bez użycia chemii zgodnie z zasadami PN.
Wasze podejście, jak i sama filozofia PN podoba mi się i szczerze Wam kibicuję. Na obecną chwilę z różnych powodów, m.in. braku doświadczenia jak również odpowiedniej wiedzy, nie czuję się na siłach żeby odstąpić od leczenia "sprawdzonymi" metodami.

(29.07.2015, 07:04)Borówka napisał(a): [ -> ](...)
TYlko, że jak rozbudujesz pszczoły katując je tym gównem to nie będziesz wiedział czy osypy masz dlatego, ze umierają pszczoły nieodporne słabiaki których taki jest jest los czy może pszczoły niewolnice nieodporne poprzez skatowanie amitrazą które nagle zostawiłeś bez chemii.

Na obecnym poziomie mojej wiedzy PN mogłoby się równać 100% zagładą pasieki, a tego nie chcę tym bardziej, że odbudowując pasiekę co roku i kupując odkłady kupowałby również pszczoły, jak to określiłeś, katowane "tym gównem" i tym samym cyt.:
"nie będziesz wiedział czy osypy masz dlatego, ze umierają pszczoły nieodporne słabiaki których taki jest jest los czy może pszczoły niewolnice nieodporne poprzez skatowanie amitrazą które nagle zostawiłeś bez chemii."

Po rozbudowaniu pasieki do większej ilości pni, pozwalającej na jakiekolwiek pole manewru w przypadku niepowodzenia, będę chciał wydzielić część pasieki, którą postaram się poprowadzić zgodnie z zasadami PN. Z upływem czasu i nabraniem doświadczenia, jak więcej z tych rzeczy/metod/wiedzy trafi do głowy, proporcje rodzin prowadzonych wg. zasad PN będzie rosła, a tych traktowanych chemią malała... mam taką nadzieję.


Jeszcze raz podkreślam, że nie jestem Wam wrogiem i szczerze kibicuję, natomiast ja potrzebuję więcej czasu i wiedzy.
To jest jasne.
Jak zastosujesz jedną pastylkę apiwarolu i się posypie ( to na dzisiaj 50 % tego  co jest w Ulu.) Tak oględnie. To się zorientujesz co i jak.
Ale bym Ci polecił kwas mrówkowy z dozownikiem profesional. Do kupienia w centrum pszczelarskie Łukasiewicz za około 90 zł za dwa ( komplet) i nie trzeba dokupować tam tego... i wychodzi taniej jak parownik Lebiegia (tani) ale dokup to tamto....
ale nasze uwagi też nie były "wrogie". po prostu napisaliśmy co myślimy.

natomiast pogląd prezentowany przez Ciebie - czyli najpierw "nauczyć się tradycyjnie pszczelarzyć" a potem przejść na PN - jest dość powszechny (również na forach anglojęzycznych), a dla mnie niezrozumiały. po co uczyć się czegoś, żeby się potem oduczać?

Ja rozumiem pewien "strach" (z braku lepszego słowa) przed stratą rodzin, ale straty będą czy będziesz traktował pszczoły chemią czy nie... ja akceptuję te straty bo wiem, że to część natury. nauczyłem się do tego podchodzić na luzie - tzn. zgodnie z myślą np. Charlesa Martina Simona, czy Sama Comforta - że to "dzikie" pszczoły, a nie moje pszczoły. to tak jakbyś się burzył na to że lis upoluje zająca czy jakiś grzyb zabije drzewo w lesie... takie rzeczy dzieją się cały czas dookoła. Rozumiem też pobudki emocjonalne i ekonomiczne, ale dla mnie ważniejsze jest widzieć cel i przybliżać się do niego, a nie oddalać go od siebie taktikiem.
Poczytaj bloga Łukasza - on tam pisze o pewnym podejściu, które każdy może zacząć stosować niezależnie od tego czy ma 100 rodzin czy 2 i czy jest początkującym czy "zaawansowanym" - mówię o minimalizowaniu dawek, o stosowaniu tymolu, o leczeniu interwencyjnym, o selekcji, o obserwacji porażenia innymi sposobami niż podanie amitrazy itp.
tego warto się uczyć na początku, a nie tego jak zmieszać taktik z olejem i jak go podawać...

takie moje zdanie.
(29.07.2015, 10:16)MrDrone napisał(a): [ -> ]ale nasze uwagi też nie były "wrogie". po prostu napisaliśmy co myślimy.

natomiast pogląd prezentowany przez Ciebie - czyli najpierw "nauczyć się tradycyjnie pszczelarzyć" a potem przejść na PN - jest dość powszechny (również na forach anglojęzycznych), a dla mnie niezrozumiały. po co uczyć się czegoś, żeby się potem oduczać?

Dokładnie. Dodatkowo nabiera się złych nawyków.
(29.07.2015, 10:19)Borówka napisał(a): [ -> ]
(29.07.2015, 10:16)MrDrone napisał(a): [ -> ]ale nasze uwagi też nie były "wrogie". po prostu napisaliśmy co myślimy.

natomiast pogląd prezentowany przez Ciebie - czyli najpierw "nauczyć się tradycyjnie pszczelarzyć" a potem przejść na PN - jest dość powszechny (również na forach anglojęzycznych), a dla mnie niezrozumiały. po co uczyć się czegoś, żeby się potem oduczać?

Dokładnie. Dodatkowo nabiera się złych nawyków.

Nie!!! 

Nie ma złych nawyków. Jak mu nic nie przeżyje to się zniechęci!
A chce dobrze!
Własną drogę ustal i czuj pszczoły. Wywracanie oczami
(29.07.2015, 10:44)marbert napisał(a): [ -> ]
(29.07.2015, 10:19)Borówka napisał(a): [ -> ]
(29.07.2015, 10:16)MrDrone napisał(a): [ -> ]ale nasze uwagi też nie były "wrogie". po prostu napisaliśmy co myślimy.

natomiast pogląd prezentowany przez Ciebie - czyli najpierw "nauczyć się tradycyjnie pszczelarzyć" a potem przejść na PN - jest dość powszechny (również na forach anglojęzycznych), a dla mnie niezrozumiały. po co uczyć się czegoś, żeby się potem oduczać?

Dokładnie. Dodatkowo nabiera się złych nawyków.

Nie!!! 

Nie ma złych nawyków. Jak mu nic nie przeżyje to się zniechęci!
A chce dobrze!
Własną drogę ustal i czuj pszczoły. Wywracanie oczami

Jak to nie ma złych nawyków?

Albo się wierzy w PN albo nie. Nie można być zwolennikiem PN od tictaka do tictaka jak słusznie napisał Bartek. Nawyki które oddalają od naszego manifestu są w mojej ocenie złe. Mam swoją drogę ale też mamy swoja wspólną ustaloną manifestem i regulaminem. Również tego forum. Trudno więc abym nie krytykował podania amitrazy jako złego nawyku. Po to powstało to forum aby można było otwarcie krytykować takie zabiegi i pisać, ze są złe.
Jak na tym forum ktoś pisze to nie ma złych nawyków. Inni tu nie zaglądaj. To miałem na myśli!
Kupując co roku 10 odkladów po 100% upadku zeszłorocznych 10 nie nabiera się żadnych nawyków, ani dobrych ani złych, bo non stop nie ma się pszczół.

Blog Łukasza czytam z zaciekawieniem od czasu jak jeszcze nie miałem pszczół i wnioski wyciągam, oczy otwieram ale jeszcze potrzebuję czasu żeby pójść tym torem.

Marbet super to ująłeś, muszę ustalić swoją drogę i wyczuć pszczoły, a żeby je wyczuć trzeba je mieć :-)
Tym którzy stosują amitrazę również padają całe pasieki. Jedni się zniechęcają a inni nie. A nieraz zniechęcają się, jak im padnie 100% pomimo stosowania amitrazy, do stosowania amitrazy i przejścia na PN. Bo widzą, że stosowanie amitrazy to ślepa uliczka. Np. moja padła w mojej ocenie aktualnej prawdopodobnej przez nosemozę. Czy gdybym, zastosował tictac to by nie padła? Nie mam takiej pewności.
Masz u mnie jedną rodzinę VR 58 na ramce dadanta na wiosnę za darmo. Tylko ustal datę.
pastaga
do Ciebie to napisałem.
Stron: 1 2 3 4