FORUM WOLNE PSZCZOŁY

Pełna wersja: Rójki a napszczelenie
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5
Na ambrozji wyczytałem ciekawą teorię. Pozwolę sobie przekopiować tu część postu kolegi arturborat.

Przypomniał mi się ciekawy artykuł o rojeniu w jednym ze starych roczników Pszczelarstwa - niestety nie pamiętam którym, a nie chce mi się przerzucać całej sterty (mam komplet z lat 1953-2014), żeby go odszukać. Postaram się streścić wszystko z pamięci.

Teza artykułu brzmiała - pszczoły roją się tym intensywniej, im okolica, w której znajduje się macierzak, jest mniej napszczelona. Prawdopodobnie są w stanie ocenić, czy w promieniu kilku, a nawet kilkunastu kilometrów wystarczy dla nich pożywienia, czy też ilość zasiedziałych rodzin jest już tak duża, że kolejna może głodować.

Autor na podparcie tej tezy przytaczał przykład zasiedlania pszczołami Ameryki Północnej. Pszczoła miodna przed rejsem Kolumba nie była tam znana. Osadnicy przywieźli pierwsze ule w XVIII w. i pszczoły wylądowawszy w Nowym Świecie pełnym nektarodajnej roślinności, zaczęły roić się na potęgę. Każdy ul wydawał nawet kilkanaście (!) rojów, a te roje roiły się dalej, gdy tylko osiągnęły jako taką liczebność. Tak więc z jednej rodziny w ciągu roku powstawało kilkadziesiąt albo i sto rodzin. Jakby pszczoły (zwane przez Indian muchami białego człowieka) ogarnął jakiś amok.

Podobna sytuacja zaobserwowana została na terenie byłego zaboru rosyjskiego po zakończeniu I wojny światowej. Wojna zrujnowała i wyludniła całe powiaty. Populacja pszczół także doznała potężnego uszczerbku - ule praktycznie znikły z krajobrazu. Lecz tam, gdzie jakieś rodziny przetrwały, rojenie przybrało, jak w Ameryce, rozmiary obłąkańcze i pszczoły, chcąc najwidoczniej jak najszybciej zasiedlić teren, mnożyły się na potęgę.
(08.08.2015, 16:28)Krzyżak napisał(a): [ -> ]Na ambrozji wyczytałem ciekawą teorię. Pozwolę sobie przekopiować tu część postu kolegi arturborat.

Przypomniał mi się ciekawy artykuł o rojeniu w jednym ze starych roczników Pszczelarstwa - niestety nie pamiętam którym, a nie chce mi się przerzucać całej sterty (mam komplet z lat 1953-2014), żeby go odszukać. Postaram się streścić wszystko z pamięci.

Teza artykułu brzmiała - pszczoły roją się tym intensywniej, im okolica, w której znajduje się macierzak, jest mniej napszczelona. Prawdopodobnie są w stanie ocenić, czy w promieniu kilku, a nawet kilkunastu kilometrów wystarczy dla nich pożywienia, czy też ilość zasiedziałych rodzin jest już tak duża, że kolejna może głodować.

Autor na podparcie tej tezy przytaczał przykład zasiedlania pszczołami Ameryki Północnej. Pszczoła miodna przed rejsem Kolumba nie była tam znana. Osadnicy przywieźli pierwsze ule w XVIII w. i pszczoły wylądowawszy w Nowym Świecie pełnym nektarodajnej roślinności, zaczęły roić się na potęgę. Każdy ul wydawał nawet kilkanaście (!) rojów, a te roje roiły się dalej, gdy tylko osiągnęły jako taką liczebność. Tak więc z jednej rodziny w ciągu roku powstawało kilkadziesiąt albo i sto rodzin. Jakby pszczoły (zwane przez Indian muchami białego człowieka) ogarnął jakiś amok.

Podobna sytuacja zaobserwowana została na terenie byłego zaboru rosyjskiego po zakończeniu I wojny światowej. Wojna zrujnowała i wyludniła całe powiaty. Populacja pszczół także doznała potężnego uszczerbku - ule praktycznie znikły z krajobrazu. Lecz tam, gdzie jakieś rodziny przetrwały, rojenie przybrało, jak w Ameryce, rozmiary obłąkańcze i pszczoły, chcąc najwidoczniej jak najszybciej zasiedlić teren, mnożyły się na potęgę.

Ciekawe.
ciekawe też co na to Pan Osiewalski by powiedział bo on miał / ma 200 pni ii w okresie szczytowym łapie po 5-10 roi  dziennie.
Może i tak jest Szymonie. U mnie zawsze jest mało rójek... Jakieś sporadyczne gdzieś wyjdą a żeby mi coś obcego przyszło to już nie ma szans haha...
(08.08.2015, 16:37)bonluk napisał(a): [ -> ]Może i tak jest Szymonie. U mnie zawsze jest mało rójek... Jakieś sporadyczne gdzieś wyjdą a żeby mi coś obcego przyszło to już nie ma szans haha...

Z jednej strony tak a z drugiej są takie pasieki jak Rój i tam na kupie kilkadziesiąt rodzin i rojów opór.
(08.08.2015, 16:42)Krzyżak napisał(a): [ -> ]
(08.08.2015, 16:37)bonluk napisał(a): [ -> ]Może i tak jest Szymonie. U mnie zawsze jest mało rójek... Jakieś sporadyczne gdzieś wyjdą a żeby mi coś obcego przyszło to już nie ma szans haha...

Z jednej strony tak a z drugiej są takie pasieki jak Rój i tam na kupie kilkadziesiąt rodzin i rojów opór.

Kilkaset 
Pan Osielewski z tego co mi wiadomo nie prowadzi gospodarki typowo rojowej, bo bierze tylko pierwszy wychodzący rój. Dalej chyba nie pozwala im się roić.
Jednej rzeczy z tej Jego gospodarki muszę się nauczyć - jak skutecznie używać rojowabików. Bo to nie takie proste.
(10.08.2015, 13:56)Przemek napisał(a): [ -> ]Pan Osielewski z tego co mi wiadomo nie prowadzi gospodarki typowo rojowej, bo bierze tylko pierwszy wychodzący rój. Dalej chyba nie pozwala im się roić.
Jednej rzeczy z tej Jego gospodarki muszę się nauczyć - jak skutecznie używać rojowabików. Bo to nie takie proste.

Czekam na wywiad od niego właśnie.
Tak jedna rójka ale to już IMO jest gospodarka rojowa szczególnie jeśli nie robi żadnych odkładów i pakietów a nowe pszczoły ma tylko z rójek a macierzaki w końcu naturalnie kiedyś umierają. O to go dopytałem w wywiadzie bo nie ma tego na filmie. To dla mnie jest wtedy rojowa gospodarka. A czemu by miała nie być?

Co do rojołapek to z jego filmu wynika, ze to dla niego bardzo proste i w tym cały ambaras, ze potrzeba pewnie do tego i doświadczenia i intuicji a może jakiś specjalnych zdolności do pszczół. Uśmiech
Czytając post "
(30.07.2015, 21:00)MrDrone napisał(a): [ -> ]oczywiście że kontaktował z amitrazą.
Na forum miodka pisał o tym, że po TT czy apiwarolu (nie pamiętam) nie spadała z VR'ek warroza... więc musiał to podać.
Jeżeli ma gdzieś takie "eksperymentalne" miejsca, to o ile wiem się nie przyznaje... (może dba o markę? a my od niego wiele matek nie kupimy - jego klient jest min. na ambrozji, a nie na wolnych pszczołach...) Szkoda, bo to przykład, za którym poszłyby tłumy. a tak to i owszem tłumy idą, ale nie w tą stronę co potrzeba.

nie śledzisz?: http://www.polbart.com/warroza-caloroczne-doswiadczenie
tu masz przykład dla tłumów... Niezdecydowany
(wątek o pszczołach VR)
przyszło mi na myśl pytanie - skąd wiecie, że rójka, którą złapiemy nie będzie przeleczona wcześniej - wszak z rojem wychodzi stara matka, a większość pszczelarzy jednak stosuje jakieś preparaty "warroabójcze" ;-)
Nikt tego nie wie ale zazwyczaj taka rójka była przeleczona jesienią bądź wczesną wiosną jak pszczelarz nadgorliwy ( w sezonie raczej nikt nie leczy)... Możemy jeszcze przypuszczać dzikie roje chodź szanse rzędu 1%
(20.04.2016, 12:35)bonluk napisał(a): [ -> ]Nikt tego nie wie ale zazwyczaj taka rójka była przeleczona jesienią bądź wczesną wiosną jak pszczelarz nadgorliwy ( w sezonie raczej nikt nie leczy)... Możemy jeszcze przypuszczać dzikie roje chodź szanse rzędu 1%

Po za tym w wielu sytuacjach jednak jak pszczoła się wyroiła poza anomaliami jak głodniak czy coś to jednak jej zdrowie nie było najgorsze skoro miała możliwość naturalnej reprodukcji.
Tego chyba nikt nie wie, noo może w laboratorium dałoby się sprawdzić.
Jak przyleci do mnie rójka od Łukasza, to napewno będzę wiedział, że nieleczona. Uśmiech Jeśli przyleci, i jeśli, będe wiedział, że to jest od Łukasza. Uśmiech

Może, fajnie było by wprowadzić własne opalitki i znaczyć matki "niestandardowo". Uśmiech
Darek, Ty to masz pomysła Oczko

Jola, nie wiemy niczego. Możemy być pewni jedynie tego co robimy u siebie.
No co, okoliczni pszczelarze, będą bić się o takie rójki. Wiesz, jakie będą ceny ? Przynajmniej, matki z takich rójek, będę miały wiekszą sznasę na przeżycie. Matka nieoznakowana - zatem "dzika" i pod but.

A tak... no niewierzę, że nik nie chciałby odkupić takiej rójki, złapanej przez komercyjnego pszczelarza, zwłaszcza, ze Twojej czy Łukasza hodowli. To "gold produkt". Myślę, że władze stowarzyszenia powinny przemyśleć ten mój, następny nietypowy pomysł. Oświadczam, piłem dziś tylko wodę - nie deszczówkę. Uśmiech
Aha... i tu widzę problem. Markusie zacznij pić wodę z procentami
(20.04.2016, 12:37)markus napisał(a): [ -> ](...)
Może, fajnie było by wprowadzić własne opalitki i znaczyć matki "niestandardowo". Uśmiech

Podobno były już prowadzone próby przez jednego forumowicza ale zaprzestano ponieważ matki dziwnie mutowały Duży uśmiech

[Obrazek: pajak-krzyzak-2.jpeg] 
(20.04.2016, 13:47)markus napisał(a): [ -> ]No co, okoliczni pszczelarze, będą bić się o takie rójki. Wiesz, jakie będą ceny ? Przynajmniej, matki z takich rójek, będę miały wiekszą sznasę na przeżycie. Matka nieoznakowana - zatem "dzika" i pod but.

Fakt, oznakowanej może nie skasują w pierwszym odruchu Oczko I najlepiej znakujcie opalitkami ważnymi na przyszły rok dopiero by wydłużyć im termin ważności Język 
Wszystko fajnie, ale opalitki same w sobie są mało naturalne dla matek i czasem je upośledzają. Widziałem filmik jak matka próbowała zdrapać opalitkę, czyli raczej im przeszkadzają Uśmiech
(20.04.2016, 13:47)markus napisał(a): [ -> ]No co, okoliczni pszczelarze, będą bić się o takie rójki. Wiesz, jakie będą ceny ? Przynajmniej, matki z takich rójek, będę miały wiekszą sznasę na przeżycie. Matka nieoznakowana - zatem "dzika" i pod but.

A tak... no niewierzę, że nik nie chciałby odkupić takiej rójki, złapanej przez komercyjnego pszczelarza, zwłaszcza, ze Twojej czy Łukasza hodowli. To "gold produkt". Myślę, że władze stowarzyszenia powinny przemyśleć ten mój, następny nietypowy pomysł. Oświadczam, piłem dziś tylko wodę - nie deszczówkę. Uśmiech

Wodę święconą od ks. Natanka? Oczko

Cytat:Aha... i tu widzę problem. Markusie zacznij pić wodę z procentami

Winko mszalne chyba dało by przeszło u Markusa. Uśmiech

p.s. Nie gniewaj się Markusie Oczko
(20.04.2016, 13:54)pastaga napisał(a): [ -> ]
(20.04.2016, 12:37)markus napisał(a): [ -> ](...)
Może, fajnie było by wprowadzić własne opalitki i znaczyć matki "niestandardowo". Uśmiech

Podobno były już prowadzone próby przez jednego forumowicza ale zaprzestano ponieważ matki dziwnie mutowały Duży uśmiech

[Obrazek: pajak-krzyzak-2.jpeg] 

hm... opalitek w kształcie krzyża? Oczko
No, Koledzy nie przesadzajcie. Ze mnie możecie się nabijać - do woli. Tylko z kulturą. Uśmiech Ale Bartek...z krzyża, no nie polecam - modlitwa ekspijacyjna by się przydała. Nie poruszajmy tego tematu, proszę. To lepiej ze mnie się ponabijajcie. Uśmiech

Co do wody święconej od Ks. Natanka, to przyznam, że nie mam. Miałem egzorcyzmowaną, ale rozdałem. Zdziwilibyście się, z jaką mocą działa. Kolega może zaświadczyć. Uśmiech

Wino maszalne, można pić. Nie raz piłem, bardzo mi smakowało. Ale Wino Konsekrowane - odradzam ! Pozwólcie, że nie będę uzasadniał.

Znacie moje poczucie humoru, więc, jak bym się śmiał gniewać. Uśmiech

Co do pszczelarstwa, to może...różowe opalitki z napisanym rokiem ? Uśmiech
Darek, nie wiem czy Ty na serio z tym znakowaniem czy nie na serio... ale ani mi przez myśl nie przejdzie nigdy znakować moich matek. przynajmniej na razie. może mi się to kiedyś zmieni, ale dziś absolutnie nie mam zamiaru nic takiego robić.
Znakowanie matek to nie zbyt fajna sprawa... można to robić tylko trzeba się zastanowić po co jak i tak nam nie chodzi o konkretną linię czy konkretną matkę. Przeżywalność traktujemy jako całość pasieki czy całość pasiek...
Ja jestem na 100% pewny, że jesienią przez znakowanie straciłem ze 3-4 matki. Pszczoły najprawdopodobniej uznały je za "uszkodzone" i zaciukały lub wygoniły z ula.
Kilka lat znakuję matki zwykłym lakierem do paznokci. Widzę przynajmniej, czy i kiedy matka została wymieniona. Lakier to żaden koszt, żaden stres dla matki bo można ją zapałką dotknąć nawet na plastrze, pszczoły takich matek nie wymieniają.
Jak zwykle czekam na gromy.
(21.04.2016, 08:07)MN napisał(a): [ -> ]Kilka lat znakuję matki zwykłym lakierem do paznokci. Widzę przynajmniej, czy i kiedy matka została wymieniona. Lakier to żaden koszt, żaden stres dla matki bo można ją zapałką dotknąć nawet na plastrze, pszczoły takich matek nie wymieniają.
Jak zwykle czekam na gromy.

Nie chciałbym mieć na plecach trwałego makijażu i uszkodzenia skóry oraz przetchlinek układu oddechowego z powodu: acetonu, toluenu oraz formaldehydu.
(21.04.2016, 08:15)Borówka napisał(a): [ -> ]
(21.04.2016, 08:07)MN napisał(a): [ -> ]Kilka lat znakuję matki zwykłym lakierem do paznokci. Widzę przynajmniej, czy i kiedy matka została wymieniona. Lakier to żaden koszt, żaden stres dla matki bo można ją zapałką dotknąć nawet na plastrze, pszczoły takich matek nie wymieniają.
Jak zwykle czekam na gromy.

Nie chciałbym mieć na plecach trwałego makijażu i uszkodzenia skóry oraz przetchlinek układu oddechowego z powodu: acetonu, toluenu oraz formaldehydu.

W miejscu nakładania lakieru:
- nie ma skóry tylko chityna,
- nie ma przetchlinek,
- Twoja kobieta nie maluje paznokci? Ja też bym nie chciał, ale baby są jakieś inne Język czemu matki pszczele miałyby mieć gorzej?
Ja też znaczę matki, bo ułatwia mi to robienie odkładów. Nie pomaga to pewnie w niczym matce ale też nie miałem w związku ze znakowaniem żadnych problemów z wymianą matki czy tym podobnych historii.
(21.04.2016, 08:18)MN napisał(a): [ -> ]
(21.04.2016, 08:15)Borówka napisał(a): [ -> ]
(21.04.2016, 08:07)MN napisał(a): [ -> ]Kilka lat znakuję matki zwykłym lakierem do paznokci. Widzę przynajmniej, czy i kiedy matka została wymieniona. Lakier to żaden koszt, żaden stres dla matki bo można ją zapałką dotknąć nawet na plastrze, pszczoły takich matek nie wymieniają.
Jak zwykle czekam na gromy.

Nie chciałbym mieć na plecach trwałego makijażu i uszkodzenia skóry oraz przetchlinek układu oddechowego z powodu: acetonu, toluenu oraz formaldehydu.

W miejscu nakładania lakieru:
- nie ma skóry tylko chityna,
- nie ma przetchlinek,
- Twoja kobieta nie maluje paznokci? Ja też bym nie chciał, ale baby są jakieś inne Język czemu matki pszczele miałyby mieć gorzej?

Chityna to skóra dla owada. NIe ma przetchlinek ale rozpuszczalnik bo to jest w farbie i lakierze aby parował nie wiem czy wiesz. Jak zaschnie to już pewno nie szkodzi ale podczas schnięcia na pewno. Tak samo jak przebywanie człowieka w pomieszczeniach świeżo malowanych.

Tu masz kilka składników lakieru używanych do zabijania owadów m.in.
http://extreme-macro.co.uk/chemicals-for-insects/

Nie wmówisz mi głupot, że to się podoba matce i nic jej nie szkodzi w tym rozpuszczalniki które potrafią uszkodzić płód. Owszem może szkodzi na tyle mało, że daje radę żyć i składać jajeczka więc jesteś zadowolony. Przycinanie skrzydełek też zresztą. Nie widzę tu żadnej różnicy. To metoda i to metoda która zapewnia użytecznośc dla człowieka i matka żyje i spełnia oczekiwania człowieka.

p.s. Nie maluje a jak maluje to tylko czymś naturalnym.
ja nie znakuję i na razie nie zamierzam (i nie wyobrażam sobie jaka potrzeba by mnie do tego skłoniła).
Jeżeli jest niewielkie zagrożenie, że przez to:
- uszkodzę matkę
- pszczoły potraktują ją jako wadliwą
- klej/lakier jej zaszkodzi (pokleję skrzydełka, przytkam jej coś na ciele, stałe oddziaływanie chemii jej zaszkodzi itp)
to po prostu nie chcę tego robić.
(21.04.2016, 08:18)MN napisał(a): [ -> ]- Twoja kobieta nie maluje paznokci? Ja też bym nie chciał, ale baby są jakieś inne Język czemu matki pszczele miałyby mieć gorzej?

Jakby same dokonywały wyboru, że chcą się pomalować to miałbyś racje. Inaczej jest to przymusowa skaryfikacja w celu oznaczenia delikwenta. 
Kuba, nie bierz wszystkiego tak poważnie Oczko
(21.04.2016, 08:36)MN napisał(a): [ -> ]Kuba, nie bierz wszystkiego tak poważnie Oczko

Strona pierwsza z brzegu:

http://avanti24.pl/Avanti/1,149263,17132662,Szkodliwe_skladniki_w_lakierach_do_paznokci.html
Stron: 1 2 3 4 5