FORUM WOLNE PSZCZOŁY

Pełna wersja: leczyć czy nie leczyć?
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4
a może trochę o tym czy lepiej leczyć czy nie leczyć i dlaczego?
i czy lepiej wydzielić część na "testy" czy iść na ...całość z całością.. ? :-)

bo w końcu nawet w naszej 6tce mamy w tym zakresie dużą "różnorodność" podejścia...

Ja wierzę w Busha, Comforta, Martina Simona czy Lusby. Leczenie nie prowadzi nas nigdzie dalej niż do nowych dawek i nowych środków... W każdym razie ostatnie kilkadziesiąt lat pokazało, że nie jest to rozwiązanie problemu. Pytanie tylko czy lepiej zamknąć drastycznie temat leczenia czy próbować dojść tam małymi krokami...
(23.03.2015, 11:24)MrDrone napisał(a): [ -> ]a może trochę o tym czy lepiej leczyć czy nie leczyć i dlaczego?
i czy lepiej wydzielić część na "testy" czy iść na ...całość z całością.. ? :-)

bo w końcu nawet w naszej 6tce mamy w tym zakresie dużą "różnorodność" podejścia...

Ja wierzę w Busha, Comforta, Martina Simona czy Lusby. Leczenie nie prowadzi nas nigdzie dalej niż do nowych dawek i nowych środków... W każdym razie ostatnie kilkadziesiąt lat pokazało, że nie jest to rozwiązanie problemu. Pytanie tylko czy lepiej zamknąć drastycznie temat leczenia czy próbować dojść tam małymi krokami...

Wszystko zależy jakie kto ma priorytety. Jeśli ktoś akceptuje dobór naturalny i krewniaczy oraz darwinizm społeczny i toleruje śmiertelność swojej pasieki w 50-70% na początku a nawet 100% (jak w naszym przypadku Bartek) to droga otwarta. Mi się podoba różnorodność podejścia. Nie uważam, że tylko ja mam rację. Po prostu mamy inne metody to dojścia do wspólnych celów i walki z tym co jest powszechne. Nie upieram się, ze w przyszłości nic nie zmienię ze swojego podejścia.

Pomimo swojego podejścia uważam, ze są "leki" bardziej szkodliwe i mniej szkodliwe więc wolę jak ktoś stosuje mniej szkodliwe. Wolałbym kupić pszczoły od takiego pszczelarza. Tak więc obu nam powinno być po drodze w pewnym zakresie.
(23.03.2015, 11:30)Borówka napisał(a): [ -> ]Mi się podoba różnorodność podejścia. Nie uważam, że tylko ja mam rację. Po prostu mamy inne metody to dojścia do wspólnych celów i walki z tym co jest powszechne. Nie upieram się, ze w przyszłości nic nie zmienię ze swojego podejścia.

Ja też nie mówię, że powinniśmy wypracować jedno "właściwe" podejście. Rzuciłem ten wątek, żeby trwała dyskusja i żeby właśnie różne podejścia się tu starły w argumentach.
Choćby po to, żeby jak forum ruszy, ludzie mogli skonfrontować swoje przemyślenia z pewnymi stanowiskami już wypowiedzianymi.
Jak na razie, to wstrzymuję się z jakimkolwiek leczeniem na wiosnę. W sezonie planuję wychować własne matki, będę również robił pakiety, aby uwolnić nowe rodzinki od warrozy. Kwestia leczenia cały czas chodzi mi po głowie, tzn. za bardzo się boję o moje podopieczne aby zostawić je bez leczenia, choć z drugiej strony nie chcę tego robić ze względów wiadomych. Zastanawiam się nad zastosowaniem jednorazowo kwasu mrówkowego, lub tymolu (ale nie mam tu żadnych doświadczeń). Czas jeszcze jest.
Piotrek, jak dla mnie "jednorazowe zastosowanie" to praktycznie dla ekosystemu ulowego i selekcji naturalnej to samo (lub jest to bardzo zbliżone) co systemowo przeprowadzone leczenie tą substancją.
jednorazowe zastosowanie może jedną rodzinę wspomóc bardziej (bo akurat zdarzy się, że więcej warrozy będzie poza czerwiem krytym, albo będą lepsze warunki zewnętrzne w danym momencie itp), a inną mniej. I tak naprawdę efekt może być taki, że z właściwej selekcji nici, a ekosystemy zrujnowane...

Nie próbuję przez to powiedzieć, żebyś tego nie robił. Każdy musi znaleźć swoją drogę i swój pomysł. Mówię tylko, że te dylematy mnie akurat skłoniły do kroków bardziej radykalnych i dylematu na zasadzie 0/1, czarne/białe, tak/nie. Tj. dla mnie wychodzi na to, że albo "leczysz" (i czy zrobisz to 1 czy 5 kuracjami nie ma większego znaczenia bo konsekwencje są bardzo porównywalne), albo "nie leczysz" (również z wszelkimi konsekwencjami)...
Ale jak mówię - każdy widzi to inaczej...
Rozumiem bardzo dobrze co napisałeś, obawiam się jednak o istnienie całej pasieki. Na razie nie wyobrażam sobie, że na wiosnę nic nie "bzyczy" na moim ogrodzie. Myślę jeszcze o zastosowaniu izolatora Chmary lub np. jednoramkowego, który pomógłby mi w częściowej eliminacji warrozy.
No widzisz Piotrek, tylko cała sprawa - przynajmniej dla mnie - polega na tym co nastąpi po tym jak wyeliminujesz tą warrozę... jakąkolwiek metodą - od usunięcia czerwiu po wysokie i częste dawki amitrazy.
no bo sama eliminacja warrozy to tylko eliminacja warrozy. nie zbliża nas to do pszczół bez leczenia, nie powoduje to selekcji czy wykształcenia odporności.. No chyba że założymy, że "samoleczenie" pszczół można jakoś wykształcić, czyli że pszczoły się tego uczą, a nie są "genetycznie" odporne. Jeżeli tak (a takie teorie też są) to faktycznie przedłużająca się obecność warrozy przy braku osiągnięcia punktu krytycznego może spowodować, że pszczoły tą umiejętność będą wykształcać czy doskonalić.

takie metody o jakich piszesz są fajne, bo eliminują chemię (czy tzw. "twardą chemię"), ale czy są one w pełni naturalne? Pewnie są "zdrowe" - przynajmniej dla produktów pszczelich, czy dla kondycji rodziny, która pozostanie w ulu. ale naturalne raczej nie są (przynajmniej dla mnie).
ale jeżeli te metody połączysz z mądrze przeprowadzoną selekcją to masz szanse stale doskonalić pogłowie "na przeżywalność". No tylko znów wracamy do dylematu - czy człowiek umie wybrać "właściwe" pszczoły do rozmnażania. Ja mam wątpliwości. a większość uważa, że umie to ocenić, które pszczoły mają żyć, a które nie...
Generalnie chodzi mi o to, że po takiej eliminacji warrozy, będę prowadził również obserwacje - które rodziny radzić będą sobie lepiej będą tymi, od których będę ciągnął kolejne pokolenia, a te słabsze najpewniej zginą prędzej czy później. Liczę się z tym - co jeszcze nie dawno nie mieściło mi się w głowie - to już sukces, którego jesteś jednym z ojców, haha. Z czasem chciałbym podawać mniejsze dawki, które tylko będą wspomagać na początku moje pszczoły. Choć jeśli moje poglądy będą ewaluować w tak szybkim tempie, to okaże się, że nie będą one leczone wcale Oczko.
(25.03.2015, 19:34)Pasieka "U Bzyla napisał(a): [ -> ]Generalnie chodzi mi o to, że po takiej eliminacji warrozy, będę prowadził również obserwacje - które rodziny radzić będą sobie lepiej będą tymi, od których będę ciągnął kolejne pokolenia, a te słabsze najpewniej zginą prędzej czy później. Liczę się z tym - co jeszcze nie dawno nie mieściło mi się w głowie - to już sukces, którego jesteś jednym z ojców, haha. Z czasem chciałbym podawać mniejsze dawki, które tylko będą wspomagać na początku moje pszczoły. Choć jeśli moje poglądy będą ewaluować w tak szybkim tempie, to okaże się, że nie będą one leczone wcale Oczko.

hahaha... macie z Szymonem całkowity zakaz czytania tego co piszę ;-)
Ja jednak zostanę przy małych kroczkach, oczywiście wybierając metody jak najmniej inwazyjne. Do tej pory leczyłem 2 razy w sezonie, ale ostatnio zaczynam się zastanawiać czy nie leczyć tylko raz jesienią.
Leczyłem przez 4 lata jesienią jedną pastylką apiwarolu ( z lenistwa)oraz bewitalem wiosną i to się sprawdzało przy pszczole elgon i minesota. W ubiegłym roku z 18 uli zazimowałem 12 a przetrwało 5. Faktem jest że zadufany w 4 letnim sposobie olałem kontrole osypu.

Ten rok to kwas mrówkowy i tymol oraz olejek pichtowy.
Po podaniu olejku pichtowego w jednej rodzinie (odkładzie spadło 5 szt warozy) w pozostałych nic.

Na kom 4.9 i jeszcze 5.1

pozdrawiam
(02.05.2015, 07:50)marbert napisał(a): [ -> ]Po podaniu olejku pichtowego w jednej rodzinie (odkładzie spadło 5 szt warozy) w pozostałych nic.

Kolego Marbet, witamy na forum. W jaki sposób aplikujesz i w jakiej ilości olejek pichtowy ?
(02.05.2015, 07:58)Krzyżak napisał(a): [ -> ]
(02.05.2015, 07:50)marbert napisał(a): [ -> ]Po podaniu olejku pichtowego w jednej rodzinie (odkładzie spadło 5 szt warozy) w pozostałych nic.

Kolego Marbet, witamy na forum. W jaki sposób aplikujesz i w jakiej ilości olejek pichtowy ?

5 mil na około 6 ramek dadanowskich  na ściereczkę na szufladzie pod siatką.

Choć zamówiłem u przemytnika oryginał z Ukrainy za 11 zł za ampułkę i przetestuje.
Pozdrawiam
Witam serdecznie

Przed kilkoma dniami natknołem się na to forum.
I idee promowanane bardzo mi odpowiadają, aczkolwiek opowiadam się za małymi kroczkami.
Zaczynam odbudowywać pasiekę i szkoda by mi było stracić to wszystko.
Też zamierzam zastosować na początek izolator Chmary.
Do minimum zmniejszyć chemię i skoncentrować się na szeroko pojętej opiece nad pszczółkami. Oczko
Od czegoś trzeba zacząć..
Pozdrawiam wszystkich ?
Witamy Robson w naszych progach Uśmiech
Pisz, czytaj i baw się dobrze.
Wielu z nas w tym roku odbudowuje pasieki więc nie jesteś osamotniony.
Namawiam Cię do całkowitego zaniechania chemii. Mamy do dyspozycji wiele innych możliwości walki z Varroa.
Krok po kroku a osiągniemy cel. Zdrowe i uśmiechnięte pszczółki Uśmiech
A ja chyba pójdę w ślady Bartka. Poprostu narobię uli może koło 30, i będe tylko zasiedlał, bez leczenia. Miód zamierzam odbierac dla siebie do 1 sierpnia, reszta zalezy od pszczół. No chyba, ze była by dłuższa niepogoda. Wtedy dokarmianie konieczne. Zobaczymy co wyniknie.
Próbować trzeba. Szukać swojej drogi.
Wg mnie na początek trzeba koniecznie dać pszczołom przerwę w czerwieniu.
Ja chyba wrzucę do wszystkich moich uli z górnymi wylotkami jakieś próchno na dennice i podłożę pusty korpus - zgodnie z tym co podesłał Borówka w innym wątku. Myślę, że im to nie zaszkodzi, a pomóc może.
Na pewno trzeba odejść od tej sterylności, która propagowana jest wśród pszczelarzy. No i pszczoła sama się nie znajdzie :-)
A co to prochno ma zapewnić rodzinie?
Jak ja to rozumiem : taka dennica zapewni przede wszystkim siedlisko naturalnego ekosystemu miejsca zamieszkania pszczół. W dziuplach, gdzie pszczoły ewoluowały, na dnie dziupli na pewno zawsze było próchno, które kompostowało i w którym żyło wszystko co się tylko da. Moja kłoda była wypełniona takim próchnem, a pień po jej ścięciu miał w sobie już prawie "normalną" glebę.

A kto wie? może takie parę cm warstwy ziemi z próchnem utrzyma nawet na stałe takie robaczki typu ten stratiolaelaps (czy jak mu tam)? wtedy spadająca warroza byłaby konsumowana na bieżąco ;-) hehe to chyba jednak bardziej fantazja ;-)

Na pewno taka dennica nie zaszkodzi :-) co najwyżej ul szybciej podgnije ;-)
Żeby tylko ziemne pszczoły z tego nie wyszły... Cóż warto i tego spróbować.
A pro po tej dziupli to kurcze nie mamy pszczół dziuplowych...?
Łukasz różna mikroflora m.in Soil based organism oraz różne większe żyjątka.
A żyje tego w ulu i tak sporo.. Na filmie o groomingu na samym końcu pokazywałem pod powiększeniem jakieś żyjątko i dalej nie mam pojęcia co to jest ale chyba jakiś roztocz który żeruje na pyłku
Już mam jedną rójkę od taty ( właśnie miał urodziny 74 lata a biega w pasiece jak młódka). Oj krzywi się na moje metody.
Ale zgarną mi węzę 5,1 ja mówię 80 zł a on mi na to że 20 lat łożył na moje utrzymanie ha ha ma rację!

Pozdrawiam
Rójka fajna sprawa u nas jeszcze rójki nie wychodzą... Pytałem okolicznych pszczelarzy to mówią, że powoli zaczynają zakładać mateczniki rojowe.
To Tato rześki jeszcze... a dużo ma pszczółek, pewnie nie raz dochodzi do zgrzytów czyja gospodarka lepsza hahaha
Witam,

Od następnego roku planuję rozpocząć wdrażanie strategii dzielonej. Opowiem o moich marzeniach, a czas zweryfikuje, co będę w stanie zrobić. Za około dwa/trzy lata, będę się rozliczał  ;-)

Planuję rozbudować obecną pasiekę - 35 dadantów. By móc zrobić dość szybko, nowe ule będę tej zimy budował jednościenne - raczej nie rozważam migracji na "top-bar hive", by móc korzystać z istniejącej infrastruktury i móc wymieniać swobodnie ramki między pasiekami. Nie wiem, jak będzie się zachowywała naturalna woszczyna na ramce 43.5 cm x 30 cm bez węzy, być może dodam w środek doddaktową beleczkę (ma ktoś doświadczenie?). Do tej pory pszczoły leczone były ciężką chemią tj. 'amitrazą', z którą przechodzę w tym sezonie na środki "łagodniejsze" tj. tymol i kwasy organiczne. Tę pasiekę planuję rozbudowywać i tej bazy, nie zamierzam przestać truć lekami (tyle, że już lżejszymi), aby mieć zawsze dość tanie zasoby, choćby ramek zasklepionego czerwiu, pokarmu, czy pszczół. Taka baza, myślę, że może wspierać , namnażanie rodzin w pasiece organicznej.

Drugą pasiekę, którą będę się starał ulokować w dość odseparowanej okolicy (próbuję zakupić nieduży grunt rolny w pewnej opuszczonej wiosce). W tej lokacji będę realizował dość czystę (tj. zgodne z zaleceniami Busha - oczywiście istnieją "czystsze" podejścia :-P) podejście do gospodarzenia. Planuję tworzyć jak najwięcej odkładów i ewentualnie zasilać je zasobami (pokarm, czerw, woszczyna) z pasieki "chemicznej", aby mieć jak największą populację odkładów do selekcji (coś w duchu: https://www.youtube.com/watch?v=74-nx8lUg9U). Do tej pasieki, chcę również wprowadzać, ewentualnie, nowe geny z zewnątrz.

W moim odczuciu (i zgodnie z doświadczeniami Comforta, który bazował z wyjściowym materiałem genetycznym na poteżnych komercyjnych pasiekach), kluczowa dla selekcji jest różnorodność i liczebność osobników poddawanych selekcji. Przyroda, wymusza poprzez różne mechanizmy (min. crossing over) dużą róznorodność potomstwa, nawet z dość wąskiej puli genetycznej. Jeśli chodzi o same mechanizmy wprowadzania nowych genów, ewaluacji poszczególnych rodzin czy strategii rozrodczych, czeka mnie jeszcze sporo czytania i myślę, że sporo dyskusji na tym forum.

Mam pytanie, co do wyjściowego materiału genetycznego na pasiekę organiczną:

* czy może ktoś próbował (i czy wogóle można) ściągać materiał ze stanów, od hodowców organicznych?

* czy ktoś się orientuje, jaka jest sytuacja u nas z dzikimi pszczołami? (powtarzam to pytanie za Bonlukiem z tego wątku: "A pro po tej dziupli to kurcze nie mamy pszczół dziuplowych...?")

* czy balon + matczyne feromony, pozwolą mi na wiosnę określić, występowanie dzikich pszczół w mojej okolicy? czy i jak pozyskać potrzebne feromony (czy może powinienem zrobić balon pasażerski i zakwaterować do niego królową ;-))?
O co chodzi z tym balonem?
Z tego, co gdzieś czytałem (nie mam teraz pod ręką źródła), "napszczczelenie" danego obszaru, można mierzyć przy pomocy balonu z helem oraz matczynych feromonów. Taki zestaw jest wabikiem dla trutni, które jak domniemam, trzeba wabić na jakiś lepik lub coś podobnego.
Jak znajdę źródło, to przestanę domniemywać i podam konkrety, chyba, że ktoś się orientuje, jak taka procedura powinna przebiegać...
(01.09.2015, 15:01)paluh napisał(a): [ -> ]Z tego, co gdzieś czytałem (nie mam teraz pod ręką źródła), "napszczczelenie" danego obszaru, można mierzyć przy pomocy balonu z helem oraz matczynych feromonów. Taki zestaw jest wabikiem dla trutni, które jak domniemam, trzeba wabić na jakiś lepik lub coś podobnego.
Jak znajdę źródło, to przestanę domniemywać i podam konkrety, chyba, że ktoś się orientuje, jak taka procedura powinna przebiegać...
Taki balon stosuje się na pasiekach ze znaczoymi trutniami... Mamy obraz ile naszego ma udział w zapylaniu matki...
Stosuje się to przy wieczornym unasiennianiu...
Super - dzięki za informacje.

Ale rozumiem, że ten sam mechanizm mogę wykorzystać w jakimś niezaludnionym terenie, by stwierdzić występowanie dzikich rodzin? Co o tym myślisz?

Czy pytania dotyczące wyjściowej bazy genetycznej, powinienem przenieść do jakiegoś dedykowanego wątku?
(01.09.2015, 15:10)paluh napisał(a): [ -> ]Super - dzięki za informacje.

Ale rozumiem, że ten sam mechanizm mogę wykorzystać w jakimś niezaludnionym terenie, by stwierdzić występowanie dzikich rodzin? Co o tym myślisz?

Czy pytania dotyczące wyjściowej bazy genetycznej, powinienem przenieść do jakiegoś dedykowanego wątku?

Raczej nie bo trutnie latają na duże odległości...
Wyszukiwanie dzikich rodzin trzeba robić wczesną wiosną... Są na to fajne sposoby...w dawnych opracowaniach są opisy jak to robili 
Stron: 1 2 3 4