FORUM WOLNE PSZCZOŁY

Pełna wersja: Rozważania na temat strat w pierwszych latach pszczelarstwa bez leczenia
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4
Ogólnie to 100% strat jest chyba najgorszą wadą podejścia TF.

Dlatego albo możliwie duża rozbudowa jak Bartek i Łukasz.
Możliwie zapewnienie rodzinom jak najlepszych zbliżonych do naturalnych warunków przy mniejszej ilości w tym w niewtrącanie się rodziny. Przyjąłem zasadę, ze pierwszego roku po osadzeniu nie ingeruję i nie rabuję rodziny np. z miodu. Co może mieć wpływa na zdrowie np. odbudowa mikroflory, naturalne mechanizmy jak nowa naturalna matka i skundlanie. Jak ja staram się robić. W ramach możliwości chciałbym rozmnażać z rójek naturalnych,


W przypadku kiedy zostało nam nawet 2-3 ule mamy potencjał. 100% jest jedyną poważną wadą bo zaczynamy od zera.
Dlatego najlepiej brać pszczoły albo mocno skundlone ulokalnione, (nawet jeśli leczone), wstępnie przeselekcjonowane od kolegów TF PN, rójki bez wymieniania matki (zdolność do dużego roju jest oznaką zdrowia), te z wyselekcjonowanymi cechami na odporność od hodowców nawet, podobnie ale z daleka jako dodatek.

Jakieś inne pomysły?

Co do miodu. Na swoje potrzeby w sumie starcza mi z padłych rodzin jak na razie. Znaczy starczyłoby gdybym pół plastrów ze spadku 100% nie sprzedał komuś (później żałowałem ale dzięki miodzio od Łukasza posmakowałem. Uśmiech )
Nie jest to jednak dla mnie priorytet. Jak nie starczy to trudno.
no pomysłów trochę jest. jest skąd czerpać inspirację.
Jak mówisz zaczynanie od zera jest bolączką. Każda jedna rodzina, która przetrwa pierwszy okres selekcyjny to na swój sposób sukces - oczywiście gwarancji mieć nie możemy, że kolejne pokolenia też dadzą radę, a nawet, że i ta rodzina przetrwa kolejny okres.
Nikt nie mówi, że jest łatwo Oczko
Ciekawe czy dałoby się przez lata rozbudować do kilkudziesięciu uli pasiekę PN TF z jednej rodziny która przeżyła selekcję bez dokupywania.
Przy udziale różnych wartościowych trutni dookoła (czyli dobrej okolicy dla PN TF) wierzę, że tak.
Ja jak na razie przyjmuje tylko jedną koncepcje masowego dzielenia i rozmnażania rodzin z tych które przetrwają...
(24.03.2016, 15:20)Borówka napisał(a): [ -> ]Co do miodu. Na swoje potrzeby w sumie starcza mi z padłych rodzin jak na razie.

Dziś w specjalnej ofercie poza miodami nektarowymi i spadziowymi mamy miód ze spadłych rodzin Oczko

A tak na poważnie, trzeba przyjąć zasadę M.Palmera.
Na jedną rodzinę "produkcyjną" mamy dwie mikro rodzinki, u niego każda po 8 ramek LN.
Tym sposobem cały czas mamy dużą "nadprodukcję" pszczół. Zapas matek i czerwiu oraz selekcję na większą skalę.
Trzeba do tego dużo sprzętu i matek ale temat do ogarnięcia.
(24.03.2016, 15:37)Krzyżak napisał(a): [ -> ]Dziś w specjalnej ofercie poza miodami nektarowymi i spadziowymi mamy miód ze spadłych rodzin Oczko

A tak na poważnie, trzeba przyjąć zasadę M.Palmera.
Na jedną rodzinę "produkcyjną" mamy dwie mikro rodzinki, u niego każda po 8 ramek LN.
Tym sposobem cały czas mamy dużą "nadprodukcję" pszczół. Zapas matek i czerwiu oraz selekcję na większą skalę.
Trzeba do tego dużo sprzętu i matek ale temat do ogarnięcia.

ja nie wiem czy to zasada Palmera. W zasadzie każdy z amerykanów nieleczących pisze o tym. Ma być więcej pszczół niż chcemy i tyle. Ja chcę na razie z 5 rodzin... dlatego planuję na jesień mieć 50 hahaha Duży uśmiech
(24.03.2016, 15:37)Krzyżak napisał(a): [ -> ]
(24.03.2016, 15:20)Borówka napisał(a): [ -> ]Co do miodu. Na swoje potrzeby w sumie starcza mi z padłych rodzin jak na razie.

Dziś w specjalnej ofercie poza miodami nektarowymi i spadziowymi mamy miód ze spadłych rodzin Oczko

A tak na poważnie, trzeba przyjąć zasadę M.Palmera.
Na jedną rodzinę "produkcyjną" mamy dwie mikro rodzinki, u niego każda po 8 ramek LN.
Tym sposobem cały czas mamy dużą "nadprodukcję" pszczół. Zapas matek i czerwiu oraz selekcję na większą skalę.
Trzeba do tego dużo sprzętu i matek ale temat do ogarnięcia.


 Nie sięgając do "hameriki" i pobieżnie analizując, wszelkie aspekty, ze śmiertelnością włącznie ( a raczej naturalną śmiercią ). Postów na forum. Stwierdzam iż pierwszym PN w Polsce jest Pan Czesław Jung z Berestu. 
Może z selekcją ...... a pozostałe.
Albo słabo znam działalność pana Junga albo się mylisz Uśmiech
(24.03.2016, 18:47)Krzyżak napisał(a): [ -> ]Albo słabo znam działalność pana Junga albo się mylisz Uśmiech

Temat chciałem rozwinąć w  kierunku. Za i przeciw.
(24.03.2016, 18:53)marbert napisał(a): [ -> ]
(24.03.2016, 18:47)Krzyżak napisał(a): [ -> ]Albo słabo znam działalność pana Junga albo się mylisz Uśmiech

Temat chciałem rozwinąć w  kierunku. Za i przeciw.

To proszę załóż wątek: Za i przeciw: pasieka Pana Junga. Co by nie zaśmiecać tego wątku. 
ok
jak dla mnie cały problem pszczół i warrozy polega na tym, że mamy źle rozłożone akcenty.
Tj. trafiamy na warrozę, definiujemy ją jako wroga i zwalczamy - bo jest wrogiem.
A według mnie akcent musi być położony na pszczołę, a nie na warrozę. Trzeba dać pszczole narzędzia radzenia sobie z warrozą, a nie zwalczać warrozę - nieważne czy pokrzywą, energią słoneczną czy siłą myśli. Jeżeli akcent pójdzie w stronę warrozy to wg mnie rozwiązania długofalowego nigdy nie uda się opracować.

A zmierzam do tego, że kiedyś, sto lat temu, czytałem jakieś opracowanie Junga, czy też o Jungu, ale pamiętam, że wynikało z niego ewidentnie, że akcent postawiony jest na warrozę, a nie na pszczołę. I dlatego jakoś specjalnie nie zaprzątałem sobie głowy tym, żeby te jego działania studiować. Szczerze to nie pamiętam już szczegółów, bo nie zwróciło to mojej uwagi bardziej niż syrop z pokrzyw, kwas mlekowy czy izolatory. To wszystko dla mnie są półśrodki, które nie sprzyjają przystosowaniu pszczół.
Malbert zašmieca watek? Nie sadze. Wiecej zašmiecone rozwažaniemi ,,naukowymi" sa tylko ,,Dziela V.I.Lenina" Ściana Cwaniak Uśmiech 
(24.03.2016, 19:01)MrDrone napisał(a): [ -> ]jak dla mnie cały problem pszczół i warrozy polega na tym, że mamy źle rozłożone akcenty.
Tj. trafiamy na warrozę, definiujemy ją jako wroga i zwalczamy - bo jest wrogiem.
A według mnie akcent musi być położony na pszczołę, a nie na warrozę. Trzeba dać pszczole narzędzia radzenia sobie z warrozą, a nie zwalczać warrozę - nieważne czy pokrzywą, energią słoneczną czy siłą myśli. Jeżeli akcent pójdzie w stronę warrozy to wg mnie rozwiązania długofalowego nigdy nie uda się opracować.

A zmierzam do tego, że kiedyś, sto lat temu, czytałem jakieś opracowanie Junga, czy też o Jungu, ale pamiętam, że wynikało z niego ewidentnie, że akcent postawiony jest na warrozę, a nie na pszczołę. I dlatego jakoś specjalnie nie zaprzątałem sobie głowy tym, żeby te jego działania studiować. Szczerze to nie pamiętam już szczegółów, bo nie zwróciło to mojej uwagi bardziej niż syrop z pokrzyw, kwas mlekowy czy izolatory. To wszystko dla mnie są półśrodki, które nie sprzyjają przystosowaniu pszczół.

Masz rację i na tym dokładnie polega higiena naturalna którą sobie po omacku (wedle swoim wyobrażeń w ciemno) zacząłem stosować do pszczół na początku.
Problem w tym, że jak napisze, że warroza jest przyjacielem (bo nie wrogiem) mojej pasieki to nawet na tym forum będzie to czysta herezja. Oczko
(24.03.2016, 19:02)Boleslav napisał(a): [ -> ]Malbert zašmieca watek? Nie sadze. Wiecej zašmiecone rozwažaniemi ,,naukowymi" sa tylko ,,Dziela V.I.Lenina" Ściana Cwaniak Uśmiech 

Zaśmieca dlatego, ze rozpoczyna poboczny wątek nie w temacie nad którym pewnie rozwinie się dyskusja. A nie dlatego zaśmieca, że napisał o gospodarce Pana Junga. Napisał po prostu nie w tym miejscu bo dyskutujemy o tym co w temacie czyli o stratach w pierwszych latach tworzenia pasieki Treatment free. To jest nie w temacie. Dodatkowo pasieka Pana Junga nie jest treatment free.

p.s. Sam to nieraz robię
(24.03.2016, 19:02)Boleslav napisał(a): [ -> ]Malbert zašmieca watek? Nie sadze. Wiecej zašmiecone rozwažaniemi ,,naukowymi" sa tylko ,,Dziela V.I.Lenina" Ściana Cwaniak Uśmiech 
\
Boleslavie dwaj już ci chyba znani Panowie jak coś im nie pasuje to zapiszą każdy temat tak że dojść do sedna trudno. To tak jak piszesz z "dziełami leninna" ale to za młode wilczki i tego nie pamiętają. Ale " charakterki" jak do młodzieżówki komunistycznej. Cwaniak
(24.03.2016, 19:22)marbert napisał(a): [ -> ]
(24.03.2016, 19:02)Boleslav napisał(a): [ -> ]Malbert zašmieca watek? Nie sadze. Wiecej zašmiecone rozwažaniemi ,,naukowymi" sa tylko ,,Dziela V.I.Lenina" Ściana Cwaniak Uśmiech 
\
Boleslavie dwaj już ci chyba znani Panowie jak coś im nie pasuje to zapiszą każdy temat tak że dojść do sedna trudno. To tak jak piszesz z "dziełami leninna" ale to za młode wilczki i tego nie pamiętają. Ale " charakterki" jak do młodzieżówki komunistycznej. Cwaniak

Towarzyszu Marbert, w istocie w rzeczy samej, jest tak jak mówicie Oczko
(24.03.2016, 19:25)MrDrone napisał(a): [ -> ]
(24.03.2016, 19:22)marbert napisał(a): [ -> ]
(24.03.2016, 19:02)Boleslav napisał(a): [ -> ]Malbert zašmieca watek? Nie sadze. Wiecej zašmiecone rozwažaniemi ,,naukowymi" sa tylko ,,Dziela V.I.Lenina" Ściana Cwaniak Uśmiech 
\
Boleslavie dwaj już ci chyba znani Panowie jak coś im nie pasuje to zapiszą każdy temat tak że dojść do sedna trudno. To tak jak piszesz z "dziełami leninna" ale to za młode wilczki i tego nie pamiętają. Ale " charakterki" jak do młodzieżówki komunistycznej. Cwaniak

Towarzyszu Marbert, w istocie w rzeczy samej, jest tak jak mówicie Oczko
Jeśli chodzi o członkostwo w Stowarzyszeniu to jestem Twym Towarzyszem. Oczko 

A jeżeli chodzi o spojrzenie szersze na świat i szacunek dla innych to jesteś młodszym Towarzyszem z młodzieżówki.

Język  
(24.03.2016, 19:40)marbert napisał(a): [ -> ]
(24.03.2016, 19:25)MrDrone napisał(a): [ -> ]
(24.03.2016, 19:22)marbert napisał(a): [ -> ]
(24.03.2016, 19:02)Boleslav napisał(a): [ -> ]Malbert zašmieca watek? Nie sadze. Wiecej zašmiecone rozwažaniemi ,,naukowymi" sa tylko ,,Dziela V.I.Lenina" Ściana Cwaniak Uśmiech 
\
Boleslavie dwaj już ci chyba znani Panowie jak coś im nie pasuje to zapiszą każdy temat tak że dojść do sedna trudno. To tak jak piszesz z "dziełami leninna" ale to za młode wilczki i tego nie pamiętają. Ale " charakterki" jak do młodzieżówki komunistycznej. Cwaniak

Towarzyszu Marbert, w istocie w rzeczy samej, jest tak jak mówicie Oczko
Jeśli chodzi o członkostwo w Stowarzyszeniu to jestem Twym Towarzyszem. Oczko 

A jeżeli chodzi o spojrzenie szersze na świat i szacunek dla innych to jesteś młodszym Towarzyszem z młodzieżówki.

Język  

Tak jest! Dziadku! Język Duży uśmiech
(24.03.2016, 19:46)MrDrone napisał(a): [ -> ]
(24.03.2016, 19:40)marbert napisał(a): [ -> ]
(24.03.2016, 19:25)MrDrone napisał(a): [ -> ]
(24.03.2016, 19:22)marbert napisał(a): [ -> ]
(24.03.2016, 19:02)Boleslav napisał(a): [ -> ]Malbert zašmieca watek? Nie sadze. Wiecej zašmiecone rozwažaniemi ,,naukowymi" sa tylko ,,Dziela V.I.Lenina" Ściana Cwaniak Uśmiech 
\
Boleslavie dwaj już ci chyba znani Panowie jak coś im nie pasuje to zapiszą każdy temat tak że dojść do sedna trudno. To tak jak piszesz z "dziełami leninna" ale to za młode wilczki i tego nie pamiętają. Ale " charakterki" jak do młodzieżówki komunistycznej. Cwaniak

Towarzyszu Marbert, w istocie w rzeczy samej, jest tak jak mówicie Oczko
Jeśli chodzi o członkostwo w Stowarzyszeniu to jestem Twym Towarzyszem. Oczko 

A jeżeli chodzi o spojrzenie szersze na świat i szacunek dla innych to jesteś młodszym Towarzyszem z młodzieżówki.

Język  

Tak jest! Dziadku! Język Duży uśmiech


Bardzo proszę Uśmiech
Lody taja? Duży uśmiech
jakie tam lody? My z Dziadkiem Marbertem jesteśmy najlepszymi kumplami! Oczko Cwaniak
(24.03.2016, 20:36)MrDrone napisał(a): [ -> ]jakie tam lody? My z Dziadkiem Marbertem jesteśmy najlepszymi kumplami! Oczko  Cwaniak
To się okaże za parę dni. Raczej kra. ( na zjezdzie ). Towarzysz młodszy z młodzieżówki się podlizuje Oczko Język A ja nie Miler Zły
hehe
Wykład Debbie Delaney. Ona twierdzi, że też "I don't treat in my hives, because I produce honey". Proponuje program Zintegrowanego Zarządzania Szkodnikami jako strategię dla pszczelarzy-hobbystów i przetestowanie prostej techniki zwiększenia przeżywalności pasiek przez intensywne namnażanie kolonii. Czyli coś podobnego do techniki proponowanej przez Palmera. Zaakceptować częściowe spadanie rodzin jako część procesu i mieć stale przygotowane odkłady do odbudowy pasieki.
Z tego zaczyna się mi wyłaniać obraz, w który gotów będę zainwestować energię (w sensie porusza mnie emocjonalnie): sztuka zimowania odkładów jako technika przetrwania pasieki. Od początku czułem jakąś miętę do tych mniejszych ulików.

Jakie Waszym zdaniem są maksymalne straty dopuszczalne w takim podejściu (tj. rodziny osypują się prawie zawsze w zimie), aby w następnym sezonie móc co najmniej odbudować liczebność pasieki? Czy w cyklu rocznym da się to zrobić, czy raczej trzeba zaplanować cykl 3-4-5 letni (jak wypadają pomory pszczół wg Liebiga w Niemczech)?
(25.03.2016, 09:25)flamenco108 napisał(a): [ -> ]Jakie Waszym zdaniem są maksymalne straty dopuszczalne w takim podejściu (tj. rodziny osypują się prawie zawsze w zimie), aby w następnym sezonie móc co najmniej odbudować liczebność pasieki? Czy w cyklu rocznym da się to zrobić, czy raczej trzeba zaplanować cykl 3-4-5 letni (jak wypadają pomory pszczół wg Liebiga w Niemczech)?

Pszczoły padają cały rok więc to nie tylko straty zimowe.  Jeżeli jesteś przygotowany czyli na każdy ul produkcyjny masz dwie małe rodzinki to może Ci paść 100% a i tak się odbudujesz. Przy odpowiedniej "produkcji" małych rodzinek powinno Ci jeszcze zostać pszczoły. Warunek to dużo sprzętu /koniecznie jedna ramka w pasiece/ i ciągła hodowla matek z rodzin, które przeżywają.
Tylko, że może nastapic taki okres o jakim pisał Jarek, że rodziny które przeżyły nie będą dawały rady i trudno będzie je rozmnozyc. Tu widzę dużą obawę
(25.03.2016, 09:38)Krzyżak napisał(a): [ -> ]Warunek to dużo sprzętu /koniecznie jedna ramka w pasiece/ i ciągła hodowla matek z rodzin, które przeżywają.

Z tą ramką to będzie problem. Zaczynam od gniazdowej dadanta, bo takie ule dostałem na start. Ale nie podoba mi się koncepcja półramki (tylko Rosjanie są takimi twardzielami, że gospodarzą na gniazdowej dadanta w miodni), więc jak najszybciej będę chciał się przesiąść na coś zunifikowanego. Dużo sprzętu? Na razie wychodzi, że trzeba mieć 2 uliki na 1 ul. Ale 2 uliki to mniej więcej 1,3 kosztu 1 ula, więc nie tak źle. Gorzej, gdy przyjdzie pracować z setkami uli, ale to odległa przyszłość ;-)
Falmenco,
problemami tej metody są:
- ilość sprzętu
- trochę więcej pracy przy doglądaniu małych rodzinek
- pogodzenie się z większą śmiertelnością
- przy większym załamaniu nie ma mowy o zyskach i produkcji miodu (takich trzeba się spodziewać w pierwszych kilku latach i stopniowo sytuacja powinna się stabilizować).

to od Ciebie zależy jak sobie to ułożysz, jakie masz priorytety i z czym się godzisz (np. z dużą śmiertelnością i mniejszą produkcją).

Jeżeli chodzi o kwestię odbudowy rodzin, to ja widzę po moich zeszłorocznych doświadczeniach, że w teorii możesz spokojnie z jednej prężnej rodziny w maju zrobić 10, a może i 15, które na koniec sezonu będą rozsądnej wielkości. To się da zrobić, bo widziałem jakie u mnie rodziny przeżywały i jak sobie dochodziły do siły. Problemem jest wtedy to, że nie masz z nich miodu.

Jeżeli nie będzie jakiegoś totalnego armageddonu to przy ulokalnionych pszczołach należy założyć w pierwszych latach średnio 20 - 40% przeżywalność. To oczywiście tylko założenia na podstawie obserwacji tego co się dzieje dookoła i jakie są pszczoły. Czyli żeby odbudować ilość rodzin na jesień musisz z każdej zrobić 5. To jest do zrobienia - tylko znów: miodu nie weźmiesz. Chyba że zrobisz 4-5 bardzo małych 1 ramkowych odkładów, które dojdą sobie powoli, a z macierzaka będziesz chciał pozyskać sporo miodu (dałoby się jak im weźmiesz 4 ramki, bo to raptem 1 "normalny" odkład).

Ale jak mówił Puchatek - z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. Jak padnie 100% to dupa blada. Równie dobrze może paść 10% czy 0.

Myślę, że do końca marca przeglądnę moje pszczoły i postaram się napisać jakie są moje wnioski z pierwszego roku "modelu ekspansji". Zazimowałem 3 bardzo małe rodziny - zobaczymy co u nich. Zazimowałem też 2, które w maju składały się z 1 ramki i nie były w ogóle zasilane (bo takich 2 - 3 rameczkowych to miałem więcej i one sobie doszły na fajne średniaczki). Były też rodziny robione później i one jakoś tam były zasilane, albo były tworzone ciut mocniejsze.
(25.03.2016, 09:46)bonluk napisał(a): [ -> ]Tylko, że może nastapic taki okres o jakim pisał Jarek, że rodziny które przeżyły nie będą dawały rady i trudno będzie je rozmnozyc. Tu widzę dużą obawę

Łukasz, myślę że to można obejść w ten sposób, że masz kilka miejsc, a rodziny są tworzone w różnych okresach. Jeżeli np. prowadzisz standardową pasiekę gdzie nie tworzysz młodych rodzin obok starych, to teoretycznie przy większym kryzysie może być tak że stare rodziny będą miały problemy - wszystkie razem. Jarek nie pisał o szczegółach, ale z tego co wywnioskowałem to mógł być ten problem - czyli przyszedł kryzys i wyciął rodziny stare, nie odmładzane. A że były takie wszystkie to było jak było.

W 2014 w ogólnym kryzysie u mojego znajomego z ok. 40 rodzin przetrwało koło 10. Te 10 było w różnym stanie - bo były i takie co zajmowały 2 uliczki. Część z nich odbiła ładnie, część się trochę kisiła. Ale u niego była i jest pszczoła mocno ulokalniona (pomimo leczenia) więc przy pasiece 30 - 50 uli można by założyć, że raczej coś niecoś przetrwa. Przy 10 ulach może być kłopot (choć nie musi). 

tak bym to widział. nie wiem czy słusznie...
Pewnie będę miał dużą szansę sprawdzić to w tym roku
Stron: 1 2 3 4