FORUM WOLNE PSZCZOŁY

Pełna wersja: Ratowanie pszczół w kryzysie
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2
Założyłem ten wątek po przeczytaniu książki Praca w pasiece Ciborowskiego. Okazuje się, że kilka rodzin mogłem w tym roku uratować... Jako, że dopiero uczę się uli jednościennych to zaskoczył mnie intensywny rozwój wiosnenny i niestety w kilku rodzinach brakło pokarmu. Jak zaglądałem w lutym wydawało się, że wszystko jest w normie, część rodzin dostała ciasto. W marcu jednak pszczoły w ulu jednościennym wpierniczają 2 razy więcej niż w ocieplonych co spowodowało, że część rodzin zastałem padłych z głodu. Kilka pszczół snuło się po ramkach, ale matki leżały na dennicy w osypie.
Do brzegu... Ciborowski twierdzi, że taką rodzinę da się uratować, bo matki po ogrzaniu często okazuje się, że żyją. Pszczoły przy niej nierzadko też. Poleca wziąć pszczoły do rojnicy, przełożyć na plaster z miodem i ogrzać.
Przyznam, że nie pomyślałem nigdy, nad tym żeby ratować takie rodziny. Na pewno nie w sposób "przywracania matki do życia".
Znacie podobne sposoby?
Testowalem niezamierzenie na pojedynczych pszczolach. Zdarzalo sie, ze bralem nieruszajace sie zastygle pszczoly do domu do kolkecji zasuszonych. Bylo to z osypu albo pszczoly ktore nie zdazyly wrocic do ula i zastalo je zimno. Zdarzalo sie dosc czesto, ze domu ozyly. Jedna nawet wyleciala ze smietnika.

Wysłane z mojego GT-P3100 przy użyciu Tapatalka
Też to rzuciło mi się w oczy w tej książce. Ale jaki jest sens? Matka ze złota - wtedy tak Uśmiech Ogólnie to u Ciborowskiego to totalna kontrola i wspomaganie pszczoły.
(21.10.2016, 08:37)Popszczelony napisał(a): [ -> ]Też to rzuciło mi się w oczy w tej książce. Ale jaki jest sens? Matka ze złota - wtedy tak Uśmiech Ogólnie to u Ciborowskiego to totalna kontrola i wspomaganie pszczoły.

Wiesz... wiosną matka niemal jest na wagę złota, bo ile to to waży a kosztuje ze 100 zł Uśmiech
Myślę, że to temat na osobną dyskusję: jak czytać stare podręczniki pszczelarskie, żeby to miało pożytek dla techniki TF.
Zważywszy, że uważam pszczelarstwo TF za różne od nic-nie-robie-a-moje-pszczoły-chyba-nie-są-już-moje, które wyznacza granicę pszczelarstwa (nic nie robienie nie jest formą czynności).
Ciborowski gospodarzył w czasach, kiedy pszczoły radziły sobie bez pomocy człowieka. Pszczelarz był chytrusem, który je w sprytny sposób omamiał. Człowiek musiał je przywabić, czyli stworzyć im warunki lepsze niż w dżungli, aby chciały się osiedlić w ulach. Czyli nieba im przychylić, ratować w kłopotach, masować skrzydełka itp. Zgodnie ze współczesnym spojrzeniem PN, zapoczątkowało to proces utraty odporności i samodzielności przez pszczony.
Cele Wolnych Pszczół są zdeczka odmienne: na powrót dać szansę pszczołom na życie na wolności, na ile to dziś możliwe. Czyli wywierać racjonalną presję, która przywróci im odporność i samodzielność.
Koncepcja ta skazuje PN na nieustanne balansowanie na cienkim drucie, gdzie po jednej stronie leży porzucenie pszczół, aby same sobie radziły (co jak wiemy, dla większości rodzin oznacza osyp), a troską nadmierną, która niweluje presję ku odporności i samodzielności. To balansowanie wywołuje co jakiś czas dyskusje na tym forum.
Znakiem tego Ciborowskiego czytałbym raczej pod kątem spostrzeżeń, czego wówczas z różnych powodów nie robiono, w porównaniu ze współczesną gospodarką. Zakładam, że współcześnie pszczoły są bardziej "kontrolowane", choć to wątpliwe założenie... Co oceniano jako niepotrzebne, co uważano za niezbędne, co za pożyteczne, co za szkodliwe. Czyli tak zwane studia porównawcze.
Exempla:
- nie karmiono cukrem
- nie poławiano pyłku
- graftowano jajeczka, a nie larwy (da się???)
- nie uważano rójki za hańbę dla pszczelarza
Co jeszcze?
(21.10.2016, 08:18)MN napisał(a): [ -> ]W marcu jednak pszczoły w ulu jednościennym wpierniczają 2 razy więcej niż w ocieplonych co spowodowało, że część rodzin zastałem padłych z głodu.

Wpierniczają dwa razy więcej, bo mają dwa razy więcej czerwiu. To nie wada lecz zaleta tego ula.
(21.10.2016, 09:02)Krzyżak napisał(a): [ -> ]
(21.10.2016, 08:18)MN napisał(a): [ -> ]W marcu jednak pszczoły w ulu jednościennym wpierniczają 2 razy więcej niż w ocieplonych co spowodowało, że część rodzin zastałem padłych z głodu.

Wpierniczają dwa razy więcej, bo mają dwa razy więcej czerwiu. To nie wada lecz zaleta tego ula.

Szymon, gdybym uważał to za wadę to bym napisał. Apetyt jest skutkiem, powodem pęd ku rozwojowi i doskonale wiem o co chodzi. Nie byłem na to po prostu przygotowany i zapłaciłem frycowe. Dlatego sprytnie większość rodzin w tym roku zamiast na 2 jest na 3 korpusach 18 wlkp.
(21.10.2016, 09:02)Krzyżak napisał(a): [ -> ]
(21.10.2016, 08:18)MN napisał(a): [ -> ]W marcu jednak pszczoły w ulu jednościennym wpierniczają 2 razy więcej niż w ocieplonych co spowodowało, że część rodzin zastałem padłych z głodu.

Wpierniczają dwa razy więcej, bo mają dwa razy więcej czerwiu. To nie wada lecz zaleta tego ula.

Szymon z punktu widzenia pszczół TF czy pszczelarza T?
to co pisze Krzysiek to wszystko prawda, ale faktycznie każdy inaczej stawia granicę.

jeżeli chodzi o ten przykład który podał MN - myślę, że moje spojrzenie na problem i pszczoły wiosną spowodowałoby, że nie dostrzegłbym tych pszczół w kryzysie w czasie umożliwiającym uratowanie, tylko w kilka tygodni po (bo nie sprawdzam wiosną po to, żeby zasilić, podkarmić, ratować itp). przeglądam wiosną po oblotach, żeby zobaczyć jak się sprawy mają i raczej nie przyszłoby mi do głowy ratowanie kupki podmoru...

pytanie pozostaje czy taką matkę należy ratować. Jakbym znalazł matkę na plastrze i 100 pszczół dookoła miałbym spory zgryz co robić. bo jednak żyje... ale z drugiej strony to pszczoły, które ewidentnie podejmują złe wybory, lub sobie nie radzą (a takich nie chcę).
(21.10.2016, 09:22)MrDrone napisał(a): [ -> ]to co pisze Krzysiek to wszystko prawda, ale faktycznie każdy inaczej stawia granicę.

jeżeli chodzi o ten przykład który podał MN - myślę, że moje spojrzenie na problem i pszczoły wiosną spowodowałoby, że nie dostrzegłbym tych pszczół w kryzysie w czasie umożliwiającym uratowanie, tylko w kilka tygodni po (bo nie sprawdzam wiosną po to, żeby zasilić, podkarmić, ratować itp). przeglądam wiosną po oblotach, żeby zobaczyć jak się sprawy mają i raczej nie przyszłoby mi do głowy ratowanie kupki podmoru...

pytanie pozostaje czy taką matkę należy ratować. Jakbym znalazł matkę na plastrze i 100 pszczół dookoła miałbym spory zgryz co robić. bo jednak żyje... ale z drugiej strony to pszczoły, które ewidentnie podejmują złe wybory, lub sobie nie radzą (a takich nie chcę).

Bartku niekoniecznie. W moim przypadku błąd leżał po mojej stronie, nie po stronie pszczół. Zabrałem miód, zdjąłem korpusy i nie dałem wystarczająco pokarmu. Tzn dałem tyle ile zmieściły, nie przewidziałem siły jaką osiągną wczesną wiosną. Przegląd robiłem oczywiście po oblocie, jakoś to był koniec lutego/początek marca. Chwilę później reszta rodzin targała już pyłek.
Błędy pszczelarza czy ryzyko śmierci rodziny czy kolonii z ewidentnej winy pszczelarza według mnie w porządku i nawet należy naprawiać jeśli są możliwości. Tutaj nie mam dylematów.
Czyli np. zrobiony zbyt mały odkład albo obrabowany odkład można wspomagać jeśli jest jeszcze sens.
(21.10.2016, 09:27)MN napisał(a): [ -> ]Bartku niekoniecznie. W moim przypadku błąd leżał po mojej stronie, nie po stronie pszczół. Zabrałem miód, zdjąłem korpusy i nie dałem wystarczająco pokarmu. Tzn dałem tyle ile zmieściły, nie przewidziałem siły jaką osiągną wczesną wiosną. Przegląd robiłem oczywiście po oblocie, jakoś to był koniec lutego/początek marca. Chwilę później reszta rodzin targała już pyłek.

Michał. żadna z moich rodzin nie ma "tyle ile zmieściły". I ja tego nie uważam za błąd. (jaki będzie tego skutek ekonomiczny to już zupełnie inna sprawa). 
Jeżeli pszczoła nie miała miodu nie powinna czerwić - nieważne jak Ty to oceniłeś. To one mają tą ocenę podjąć. Nie rozumiem też jak w przypadku chęci dojścia do pszczół samodzielnych można uważać inaczej.
Jeżeli natomiast piszesz o "pszczole komercyjnej" w Twojej "pasiece komercyjnej" prowadzonej w oparciu o zasady "gospodarki komercyjnej" to znaczy, że a. pomyliłeś fora, b. "mieszamy dwa różne systemy walutowe", c. obie odpowiedzi są poprawne Uśmiech

jeżeli więc pszczoła czerwiła na głodno i zakończyło się to tragicznie, to nie Ty podjąłeś złą decyzję (chyba że mówimy o decyzji dotyczącej wyboru tej pszczoły do pasieki), tylko pszczoły, bo nie umieją ocenić swojej sytuacji.

Czy to aby nie Ty przekonywałeś mnie że gadam głupoty, że nowoczesna pszczoła komercyjna potrafi się zaczerwić na śmierć głodową??? Oczko
Cytat:Jak zaglądałem w lutym wydawało się, że wszystko jest w normie, część rodzin dostała ciasto.

Po co dostały ciasto w takim razie?

Czy to nie wiosenne podkarmianie jest przyczyną aby?

Nie mogę teraz znaleźć tego podcastu ale Phil Chandler twierdzi, że w jego okolicy wiosenne podkarmianie powoduje, że pszczoły tracą zdolność ( w jakieś mierze) do prawidłowej reakcji na środowisko.
Moja też żadna z rodzin nie ma "tyle ile mogła by zmieścić teoretycznie". Czytałem kilka razy, że część pustych plastrów jest korzystna dla zimowania pszczół. Ostatnio przeczytany wpis Łukasza na blogu o układzie zimowaniu w jego ulu też chyba na to wskazuje.
(21.10.2016, 09:53)Borówka napisał(a): [ -> ]
Cytat:Jak zaglądałem w lutym wydawało się, że wszystko jest w normie, część rodzin dostała ciasto.

Po co dostały ciasto w takim razie?

Czy to nie wiosenne podkarmianie jest przyczyną aby?

Nie mogę teraz znaleźć tego podcastu ale Phil Chandler twierdzi, że w jego okolicy wiosenne podkarmianie powoduje, że pszczoły tracą zdolność ( w jakieś mierze) do prawidłowej reakcji na środowisko.

Połączę odpowiedź do Ciebie Kubo i jednocześnie do Bartka. Podkarmiłem część rodzin ciastem, by bardziej się rozczerwiły. Żeby były silniejsze na rzepak. Udało się połowicznie, bo część rodzin wybuchła i zaczęła nosić a części ciasto szybciej się skończyło i... wg Ciborowskiego można było je uratować. Tak czy siak przeliczyłem się z ilością pokarmu.
Śmierć głodowa nastąpiła w wyniku mojego błędu niedopasowania gniazda i dania zbyt małej ilości pokarmu. Jakby pszczoły miały miejsce i swój pokarm, bez mojej ingerencji może byłoby inaczej. Żeby nie było, że padła mi cała pasieka, absolutnie, bo były to może 3-4 rodziny ale nauczka na przyszłość pozostała.
(21.10.2016, 10:04)MN napisał(a): [ -> ]
(21.10.2016, 09:53)Borówka napisał(a): [ -> ]
Cytat:Jak zaglądałem w lutym wydawało się, że wszystko jest w normie, część rodzin dostała ciasto.

Po co dostały ciasto w takim razie?

Czy to nie wiosenne podkarmianie jest przyczyną aby?

Nie mogę teraz znaleźć tego podcastu ale Phil Chandler twierdzi, że w jego okolicy wiosenne podkarmianie powoduje, że pszczoły tracą zdolność ( w jakieś mierze) do prawidłowej reakcji na środowisko.

Połączę odpowiedź do Ciebie Kubo i jednocześnie do Bartka. Podkarmiłem część rodzin ciastem, by bardziej się rozczerwiły. Żeby były silniejsze na rzepak. Udało się połowicznie, bo część rodzin wybuchła i zaczęła nosić a części ciasto szybciej się skończyło i... wg Ciborowskiego można było je uratować. Tak czy siak przeliczyłem się z ilością pokarmu.
Śmierć głodowa nastąpiła w wyniku mojego błędu niedopasowania gniazda i dania zbyt małej ilości pokarmu. Jakby pszczoły miały miejsce i swój pokarm, bez mojej ingerencji może byłoby inaczej. Żeby nie było, że padła mi cała pasieka, absolutnie, bo były to może 3-4 rodziny ale nauczka na przyszłość pozostała.

Phil Chandler twierdzi, ze w własnie w takim przypadku winą jest w dużym stopniu podkarmianie na rozszczerwienie. Czyli wedle tej teorii nie byłby to zabieg który zbliża pszczoły do stania się TF a oddala.
(21.10.2016, 10:04)MN napisał(a): [ -> ]Śmierć głodowa nastąpiła w wyniku mojego błędu niedopasowania gniazda i dania zbyt małej ilości pokarmu. 

... jeżeli tak uważasz, to zapewne tak... uważasz Oczko
(21.10.2016, 10:06)Borówka napisał(a): [ -> ]Phil Chandler twierdzi, ze w własnie w takim przypadku winą jest w dużym stopniu podkarmianie na rozszczerwienie. Czyli wedle tej teorii nie byłby to zabieg który zbliża pszczoły do stania się TF a oddala.

to jest logiczne.
ogólnie głód poprzez własny dynaniczny rozwój uważam za porażkę pszczół nie moją... prawdopodobnie pszczoly niekomercyjne nigdy nie doprowadzą się do takiego stanu zwłaszcza wiosną... prędzej zjedzą czerw niż pójdą w rozwój i głód.
Tak czy inaczej miałem podobny przypadek w uliku... wtedy wystarczylo wystawić wiosną pszczoly na słońce i ozywaly...
Odbiegacie nieco od tematu, analizujecie dlaczego MN spadła rodzina, a nie o sposobach ratowania takich pszczół i czy jest to nadal w granicach pojęcia Pszczelarstwo Naturalne.

Nie zgodzę się tu również flamenco, PN, to żadne balansowanie na granicy nic nie robienia. Takie balansowanie jest PN, ale to nie znaczy, że zaglądanie do uli co 3dni i mieszanie im w ulu nie jest również PN. Większość osób w stowarzyszeniu stwierdziła że wolą drogę leniwego-pszczelarstwa, ale takie pszczelarstwo to nie wyznacznik PN. Pierwszy wyznacznik to nie używanie chemii, drugi to węza bez chemii, trzeci to brak węzy, zimowanie na miodzie, itd... dymienie ziołami, wywary itd to nadal PN. Więc i intensywne zajmowanie się nimi to również jeszcze PN.

Dążę do tego, że takie ratowanie pszczół, to również jeszcze PN. Nie koniecznie zgodne z przekonaniami osób selekcjonujących pod kątem odporności (na cokolwiek), ale nadal jest to metoda naturalna, o niskim koszcie itd. Tak jak pisze MN, tak odratowana rodzina jest na wagę złota, a później można ją oznaczyć do wymiany bo nie dała sobie rady, ale rodzina przeżyje i będzie co wymieniać Uśmiech

Mi się ta książka bardzo podoba, nie można czytać dosłownie każdego fragmentu, ale zauważcie ile elementów jest tam zgodnych z PN. Więcej niż we współczesnych publikacjach, w których zimowla na miodzie jest nie do pomyślenia.

A czy ktoś próbował z was zimować matki w domu? Razem z garstką pszczół, dostępem do miodu i wody?
Moja pierwsza wiosna po oczytaniu się książkami też tak wyglądała - posypywanie śniegu przed ulami trocinami, zaglądanie, podkarmianie, przeszkadzanie ogólnie. Też doprowadziłem do upadku 3 rodzin na wiosnę.
Aż kiedyś zostawiłem 6 uli na innym pasieczysku, gdzie wiosną jeździłem tylko zaprzęgiem z psami popatrzeć na wylotki i okazało się że te, którym nie przeszkadzałem, aż zaczęły budować plastry za zatworem, miały znacznie lepszą kondycję, od tych z pasieczyska 80m od domu.

Można "uratować" zalaną wodą muchę, przez zasypanie jej solą, która wchłonie wodę z przetchlinek.
Albo zostawić na słońcu i albo coś ją zje, albo odleci. W naturze nic nie ginie ;-)
Można też ratować, zabrać cały ul do ciepłego pomieszczenia, żeby wszystko osrały ;-)

Ale sezon zaczyna się w połowie lata i wtedy jest czas na zapobieganie kryzysom.
Zawsze jak czytałem takie uwagi i uzmysławiałem sobie że nie miałem najlepszego timingu to się trochę wkurzałem, ale wydaje mi się że na takich błędach, po latach, buduje się "swoją" metodę pasieczną.
Jakoś to będzie np. :-)

Edycja:
Kajetan z YouTuba prowadzi takie eksperymenty zimowania matek z 50 pszczół na kawałku plastra z miodem.
(21.10.2016, 11:35)kosz85 napisał(a): [ -> ]Mi się ta książka bardzo podoba, nie można czytać dosłownie każdego fragmentu, ale zauważcie ile elementów jest tam zgodnych z PN. Więcej niż we współczesnych publikacjach, w których zimowla na miodzie jest nie do pomyślenia.

Ponieważ za czasów Ciborowskiego jeszcze nie stosowano kwasu mrówkowego, można zaryzykować twierdzenie, że wszystko, co tam jest napisane, mieści się w ramach PN. Mnie też się książka spodobała. Zwróciłem tylko uwagę, że zmieniły się czasy i inne cele przyświecają Wolnym Pszczołom. Wtedy ten problem po prostu nie istniał.
Dyskutowałem ostatnio z mentorem, jak to możliwe, że w XVIIIw w Anglii już stosowano zimowanie odkładów i intensywne namnażanie (kószki korpusowe), gdy w Polsce wciąż większość uli to były kłody zdjęte z drzew. Doszliśmy do wniosku, że po prostu na naszych terenach pszczołom się żyło tak dobrze, że i pszczelarz nie musiał się starać o wyniki. W takiej sytuacji nie ma mowy o poszukiwaniu nowych rozwiązań. Ale teraz jest inaczej i trzeba szukać, co działa.
Krzysiek, to nie wina czasów a rolnictwa i przepszczelenia. Chachuła rozpływa się nad pszczelarstwem (chyba) w Kazachstanie, gdzie jako nadstawki służą pełne korpusy dadanta. Pożytki, czyli dużo dobrego żarełka dla pszczół rozwiązują wiele problemów, z którymi w Polsce musimy się borykać.

Wolne Pszczoły nie są jedynym wskaźnikiem tego jak prowadzić dobrze pasiekę i pamiętaj o tym. Sądzę, że można prowadzić dochodową pasiekę na skraju PN i nie mieć z tego wyrzutów sumienia. Czego by pszczelarz nie robił dopóki mu rój w świat nie pójdzie to Pszczoły Wolne nie będą. W skrajności iść nie zamierzam a Ciborowski dość fajnie opisuje prace pasieczne.
Dodalbym więcej Wolne Pszczoły nigdzie nie wskazują jak prowadzić pasiekę... róbta co chceta
(21.10.2016, 12:39)MN napisał(a): [ -> ]Krzysiek, to nie wina czasów a rolnictwa i przepszczelenia. Chachuła rozpływa się nad pszczelarstwem (chyba) w Kazachstanie, gdzie jako nadstawki służą pełne korpusy dadanta. Pożytki, czyli dużo dobrego żarełka dla pszczół rozwiązują wiele problemów, z którymi w Polsce musimy się borykać.
Nie tylko w Kazachstanie. Na wschód od nas stopniowo liczba rodzin na km2 maleje, aż w końcu dochodzi do pszczelej prawie-pustyni, gdzie tylko dzikie roje, których podobno nie ma. Popatrz na jutub. Tylko musisz wyszukiwać cyrylicą:
Siergiej Rusin z okolic Saratowa. Pracuje na 12-ramkowych Dadantach, ostatnio wchodzi w pszczelarstwo biodynamiczne i zasiedla ku nauce pszczołą środkoworosyjską tatarskiej proweniencji. Używa tylko jednego rozmiaru ramki. A możesz znaleźć film, gdzie dokłada trzeci korpus.
Tu masz promyszliennika z Syberii. Naliczyłem około 1000 uli. Rodzinny biznes. Ale nie PN.
Kolejny z pełnymi dadanami, jak widać w tle...
W Rosji i na Ukrainie to nie jest jakaś tam nowina.

(21.10.2016, 12:39)MN napisał(a): [ -> ]Wolne Pszczoły nie są jedynym wskaźnikiem tego jak prowadzić dobrze pasiekę i pamiętaj o tym. Sądzę, że można prowadzić dochodową pasiekę na skraju PN i nie mieć z tego wyrzutów sumienia. Czego by pszczelarz nie robił dopóki mu rój w świat nie pójdzie to Pszczoły Wolne nie będą. W skrajności iść nie zamierzam a Ciborowski dość fajnie opisuje prace pasieczne.
Heja, chcę zrealizować pszczoły zdolne do przeżycia bez nieustannego wsparcia człowieka. Chcę to zrobić metodą gospodarczą, nie hobbystyczną, bo taki mam plan, który na razie się sprawdza (choć to dość krótki okres testowy). Tutaj przynajmniej panuje życzliwa atmosfera, nikt się nie licytuje, ileż to ton z ula zebrał (jakby to miało jakiekolwiek znaczenie), umysły są otwarte i wiedza aż się wylewa szparami. Nikt nie oczekuje rozumowania na wstępie opartego o eksploatację pszczół. Nikt nie powtarza komunałów. Nie podąża za modami (bo jedyną tutaj modą jest TF), nie wychwala mojszej ramki ponad mojsiejszą. Czasem przez to zapada cisza, ale daje się wytrzymać. Ale jeszcze nie zalało oszołomami. 

Czytam inne fora, ale jeszcze nie zauważyłem (od mniej więcej pół roku, wcześniej jeszcze zauważałem) jakiejś cennej uwagi, którą by rzucono np. na forum Miodka. Pszczelarze komercyjni oraz hobbyści uważający się za komercyjnych zachowują się dosyć zazdrośnie moim zdaniem. Do tego oszołomy, które wprowadzają dym informacyjny, przez co nie mogę ufać żadnej podanej tam radzie - bo nie wiem, kto ją przekazuje (może żartowniś w typie Kajetana?), ani w jakiej wierze.

Wspólny cel, inny niż konkurencja o miód, powoduje, że tutaj rozważa się rzeczy szczerze i bez ogródek - tak to widzę. 

Same korzyści.

A pojęcie "wolne pszczoły" jest alegorią. Toż każdy wie, że chodzi nam w końcu o bekę (miodu) ;-)
(21.10.2016, 13:01)flamenco108 napisał(a): [ -> ]
(21.10.2016, 12:39)MN napisał(a): [ -> ]Krzysiek, to nie wina czasów a rolnictwa i przepszczelenia. Chachuła rozpływa się nad pszczelarstwem (chyba) w Kazachstanie, gdzie jako nadstawki służą pełne korpusy dadanta. Pożytki, czyli dużo dobrego żarełka dla pszczół rozwiązują wiele problemów, z którymi w Polsce musimy się borykać.
Nie tylko w Kazachstanie. Na wschód od nas stopniowo liczba rodzin na km2 maleje, aż w końcu dochodzi do pszczelej prawie-pustyni, gdzie tylko dzikie roje, których podobno nie ma. Popatrz na jutub. Tylko musisz wyszukiwać cyrylicą:
Siergiej Rusin z okolic Saratowa. Pracuje na 12-ramkowych Dadantach, ostatnio wchodzi w pszczelarstwo biodynamiczne i zasiedla ku nauce pszczołą środkoworosyjską tatarskiej proweniencji. Używa tylko jednego rozmiaru ramki. A możesz znaleźć film, gdzie dokłada trzeci korpus.
Tu masz promyszliennika z Syberii. Naliczyłem około 1000 uli. Rodzinny biznes. Ale nie PN.
Kolejny z pełnymi dadanami, jak widać w tle...
W Rosji i na Ukrainie to nie jest jakaś tam nowina.

(21.10.2016, 12:39)MN napisał(a): [ -> ]Wolne Pszczoły nie są jedynym wskaźnikiem tego jak prowadzić dobrze pasiekę i pamiętaj o tym. Sądzę, że można prowadzić dochodową pasiekę na skraju PN i nie mieć z tego wyrzutów sumienia. Czego by pszczelarz nie robił dopóki mu rój w świat nie pójdzie to Pszczoły Wolne nie będą. W skrajności iść nie zamierzam a Ciborowski dość fajnie opisuje prace pasieczne.
Heja, chcę zrealizować pszczoły zdolne do przeżycia bez nieustannego wsparcia człowieka. Chcę to zrobić metodą gospodarczą, nie hobbystyczną, bo taki mam plan, który na razie się sprawdza (choć to dość krótki okres testowy). Tutaj przynajmniej panuje życzliwa atmosfera, nikt się nie licytuje, ileż to ton z ula zebrał (jakby to miało jakiekolwiek znaczenie), umysły są otwarte i wiedza aż się wylewa szparami. Nikt nie oczekuje rozumowania na wstępie opartego o eksploatację pszczół. Nikt nie powtarza komunałów. Nie podąża za modami (bo jedyną tutaj modą jest TF), nie wychwala mojszej ramki ponad mojsiejszą. Czasem przez to zapada cisza, ale daje się wytrzymać. Ale jeszcze nie zalało oszołomami. 

Czytam inne fora, ale jeszcze nie zauważyłem (od mniej więcej pół roku, wcześniej jeszcze zauważałem) jakiejś cennej uwagi, którą by rzucono np. na forum Miodka. Pszczelarze komercyjni oraz hobbyści uważający się za komercyjnych zachowują się dosyć zazdrośnie moim zdaniem. Do tego oszołomy, które wprowadzają dym informacyjny, przez co nie mogę ufać żadnej podanej tam radzie - bo nie wiem, kto ją przekazuje (może żartowniś w typie Kajetana?), ani w jakiej wierze.

Wspólny cel, inny niż konkurencja o miód, powoduje, że tutaj rozważa się rzeczy szczerze i bez ogródek - tak to widzę. 

Same korzyści.

A pojęcie "wolne pszczoły" jest alegorią. Toż każdy wie, że chodzi nam w końcu o bekę (miodu) ;-)

Forum Miodka trochę przygasło niestety ostatnimi czasy. Kiedyś tętniło życiem. Na amnezję nie wchodzę, więc nie wiem jak tam jest.
Tutaj piszę, bo ciekawie się rozmawia i cel wzniosły, ale widzę, że za każdym razem kończy się tym, że trzeba nie leczyć, nie patrzeć i najlepiej odejść od uli. A to mnie nie interesuje. Wiem, że narażam się na gromy (znowu), ale boję się, że nawet jak uda się części z nas utrzymać 100% rodzin bez leczenia przez dekadę to i tak będzie źle bo zmieniłem matkę, węza była w gnieździe, pszczoła za mało lokalna, no i dałem ramkę miodu a to przecież nie jest naturalne... Planuję normalnie prowadzić gospodarkę pasieczną nastawioną na miód, czyli chcę ratować rodziny przed odejściem, ale nie chemią. Wymiana matek, dodawanie pokarmu, unikanie rójek, stosowanie ziół etc mają temu towarzyszyć a jeżeli ktoś się z tym nie zgadza to looz.
Widocznie nigdy nie będę dość TF by być TF...
(21.10.2016, 13:18)MN napisał(a): [ -> ]Widocznie nigdy nie będę dość TF by być TF...

Ja jestem zapatrzon w Webstera. Chcę dojść do jego metody. To mnie kręci. Ale droga daleka, a tutaj są ludzie, którzy mnie wyprzedzają o parę kroków, które są identyczne (lub prawie identyczne) dla wszystkich. 
Webster wymienia matki w rodzinach produkcyjnych. Nie podoba mi się (na razie), że zabija te gorsze - toż lepiej byłoby to sprzedać, pomijając już inne aspekty. Ale może czegoś nie doczytałem? Rozumiem jednakoż, że on kieruje się rachunkiem, w którym musi utrzymać siebie, mieć odłożone pieniądze na gorsze lata, a do tego przestrzegać narzuconej sobie reguły nieleczenia, która dopiero od paru lat stała się atutem biznesowym samym w sobie.
Nie widzę zatem nic złego w pszczelarskich sztuczkach zwiększających być może produktywność, ograniczających rojenie... Ale zgadzam się z np. Bartkiem, że na etapie dochodzenia do pszczół, które wykazują śladową odporność, takie zabiegi grożą utratą wartościowych genów (czy tych tam, epigenów Oczko ). Zatem gospodarka pasieczna winna być dostosowana do momentu dziejowego i umiejętności pszczelarza.

Wiesz, podoba mi się myśl o pasiece dochodowej. Ale ja jestem coraz starszym naiwniakiem. I muszę mieć do tego jakąś dodatkową zabawę, która spowoduje, że będzie mi się chciało wstać i założyć kombinezon. Bo dla samej kasy, to może być ciężko. To musi być fajne. A żeby było fajne, musi mieć odległy i trudny do zrealizowania cel Oczko
(21.10.2016, 13:18)MN napisał(a): [ -> ]Tutaj piszę, bo ciekawie się rozmawia i cel wzniosły, ale widzę, że za każdym razem kończy się tym, że trzeba nie leczyć, nie patrzeć i najlepiej odejść od uli. A to mnie nie interesuje. Wiem, że narażam się na gromy (znowu), ale boję się, że nawet jak uda się części z nas utrzymać 100% rodzin bez leczenia przez dekadę to i tak będzie źle bo zmieniłem matkę, węza była w gnieździe, pszczoła za mało lokalna, no i dałem ramkę miodu a to przecież nie jest naturalne... Planuję normalnie prowadzić gospodarkę pasieczną nastawioną na miód, czyli chcę ratować rodziny przed odejściem, ale nie chemią. Wymiana matek, dodawanie pokarmu, unikanie rójek, stosowanie ziół etc mają temu towarzyszyć a jeżeli ktoś się z tym nie zgadza to looz.
Widocznie nigdy nie będę dość TF by być TF...

ech... a do Ciebie wciąż nie dociera o co chodzi... Oczko

ale niech będzie - "wygrałeś" : nigdy nie będziesz wystarczająco TF, bo jesteś MN! ( ... i... i wiadomo co) Oczko
Michale przesadzasz... ja tam nie wyobrażam sobie zaniechania grzebania w ulach itd.
Też chciałbym móc mieć stały dochód z pasieki TF... nie mniej jednak rozkladam to w czasie...
(21.10.2016, 13:29)flamenco108 napisał(a): [ -> ]Webster wymienia matki w rodzinach produkcyjnych. Nie podoba mi się (na razie), że zabija te gorsze - toż lepiej byłoby to sprzedać, pomijając już inne aspekty. Ale może czegoś nie doczytałem? Rozumiem jednakoż, że on kieruje się rachunkiem, w którym musi utrzymać siebie, mieć odłożone pieniądze na gorsze lata, a do tego przestrzegać narzuconej sobie reguły nieleczenia, która dopiero od paru lat stała się atutem biznesowym samym w sobie.

Nie sądzisz, że jedno wynika z drugiego? Zabija te gorsze, nie sprzedaje bo miałby lipną opinię sprzedawcy słabego materiału. Prosty rachunek, lepiej pozbyć się czegoś co może w przyszłości przynieść straty, żeby zyskać Uśmiech

Frajda wynika dla każdego z czegoś innego na pasiece. Jeden lubi roje łapać, inny hodować matki inny dzielić rodziny na 1:10. Ja lubię widzieć jak noszą miód, lubię robić miodobranie i kocham hodowlę matek. Nie cierpię drutowania ramek, wirowania miodu i leczenia. Bycie TF znacząco uprzyjemniłoby mi robotę Oczko

Bartku, o co więc chodzi, bo może coś przeoczyłem?
Stron: 1 2