FORUM WOLNE PSZCZOŁY
Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - Wersja do druku

+- FORUM WOLNE PSZCZOŁY (http://forum.wolnepszczoly.org)
+-- Dział: Pasieka (http://forum.wolnepszczoly.org/forumdisplay.php?fid=4)
+--- Dział: Prace w sezonie (http://forum.wolnepszczoly.org/forumdisplay.php?fid=12)
+--- Wątek: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 (/showthread.php?tid=1233)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - bees4all - 23.02.2019

I jeszcze o temperaturze: wczoraj w nocy -10. Według mnie super jak na luty.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - Borówka - 24.02.2019

(23.02.2019, 19:05)bees4all napisał(a): Póki co proszę nie przeszkadzać pszczołom! Jeszcze nie teraz.

Bardzo mnie to ciekawi jak to z tym przeszkadzaniem jest. Domysły domysłami, opinie opiniami, ale jak to jest naprawdę w granicach mających znaczenie dla pszczelarza i pszczół w pasiekach w kwestiach możliwych do zaobserwowania.

Są pszczelarze, którzy grzebią w rodzinach raz na tydzień i jakoś rodziny im żyją. Są pszczelarze (np. na wschodzie) co łączą i przenoszą zimą kłęby do innego ula na mrozie. Może to budzić niechęć. Jestem w stanie to zrozumieć. Ale jak to jest naprawdę z tą "perspektywą pszczół" w którą tak chętnie wchodzą pszczelarze. PN nie są tu wyjątkiem. Uśmiech Oczywiście możliwą do zaobserwowania na pasiece.

Wyobrażam sobie taki eksperyment na potrzeby pszczelarskie (nie naukowe, tam by się przydała większa liczba rodzin i najlepiej zaślepienie prób). W jednej grupie 10 uli, w których przez kilka lat jak najmniej się grzebie. Powiedzmy kilka razy do roku w tym sprawdzenie czy są dobrze zakarmione na zimę. W zimę się nie grzebie. W drugiej grupie 10 uli byłyby rodziny, którym grzebie się w sezonie raz na tydzień, a w zimę raz na miesiąc. Aby miało to sens, zawsze jakiś powód znajdowałoby się do zagrzebania i przy okazji poprawiania coś tam, uważając zgodnie ze sztuką, że pszczoły będą się od tego miały lepiej. Po kilku latach zapisywania danych wyciągnęłoby się wnioski. Pomimo nienaukowości eksperymentu, dobrze by było chociaż częściowo go zaślepić i niech rodziny oceniałoby raz na rok dwóch innych ludzi: jeden pszczelarz, a drugi naukowiec z dziedziny pszczelnictwa, którzy nie wiedzieliby, z której grupy pochodzą dane rodziny poddane analizie.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - alexader - 24.02.2019

Przez dziesięć lat, po zakarmieniu na zimę nie zaglądałem do uli, aż do wiosny. Tej zimy zaglądałem raz lub dwa razy w tygodniu niezależnie od temperatury. W styczniu w jednej rodzinie padła matka, więc pszczoły, które zostały połączyłem z mikro rodzinką z ulika weselnego. Tydzień temu przełożyłem rodzinę z ula Warszawskiego Poszerzanego na Wielkopolski, przy temperaturze 6°C. Przeszkadzam w tym roku jak tylko mogę, a pszczoły i tak żyją. Może trochę więcej zużyły pokarmu, może trochę większy jest osyp, ale pierwszy raz w życiu mogłem obserwować jak wygląda zimowla.
Przeczytać w książce, a zobaczyć na własne oczy to kolosalna różnica.
Nie namawiam nikogo na grzebanie zimą w ulach, ale jeśli nie ma czerwiu i ocieplenia to podniesienie daszka w niczym nie zaszkodzi.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - regulus - 24.02.2019

W Pszczelej Woli został zainstalowany ul poddawany całorocznej obserwacji, były tam dokonywane wszystkie możliwe pomiary na bieżąco analizowane przez podłączone komputery. Oglądałem jeden z zapisów aktywności rodziny zimą, który został zarejestrowany po wizycie sikorki na wylotku. Znaczne zwiększenie aktywności rodziny powodowało wzrost różnych zmiennych. Ogólnie wniosek był taki, że jakikolwiek silniejszy bodziec zewnętrzny powodował większe zużycie pokarmu i zaburzenia równowagi systemu.
Problemu nie ma, jak rodzina jest zdrowa, silna i ma odpowiednią ilość zapasów.
Rodziny starannie przygotowują się do zimy dbając np. o odpowiednie uszczelnienie ula, budują mostki łączące plastry. Niepotrzebnymi wglądami nie tylko je denerwujemy (zwiększamy ich aktywność), ale niszczymy ich pracę. Nie dokonają już później żadnych potrzebnych napraw. Na działania pszczelarz ma czas przed rozpoczęciem sezonu zimowego (odpowiednio przygotować ul i pasieczysko, ułożyć gniazdo, ocenić ilość zapasów i ewentualnie je uzupełnić) a potem pozostaje czekać do wiosny na efekt selekcji naturalnej. Jak coś zostało zaniedbane wcześniej, to może się popukać, ale w czoło.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - alexader - 24.02.2019

(24.02.2019, 15:22)regulus napisał(a): Problemu nie ma, jak rodzina jest zdrowa, silna i ma odpowiednią ilość zapasów.
I dlatego mogę przeszkadzać swoim pszczołom. Oczko 

A tak na poważnie to zaglądam, żeby dowiedzieć się czy świta opiekuje się matką zamkniętą w izolatorze. Muszę też poznać jak przebiega gospodarka zapasami z izolatorem w środku kłębu (a przebiega odmiennie niż z matką biegającą luzem po ramkach). Wszystko to po to, żeby w przyszłości zaglądanie nie było potrzebne. 
 


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - Borówka - 24.02.2019

(24.02.2019, 15:22)regulus napisał(a): Niepotrzebnymi wglądami nie tylko je denerwujemy (zwiększamy ich aktywność), ale niszczymy ich pracę. 

Być może. Ale w moim myślowym eksperymencie chodzi o to, aby sprawdzić, czy w konsekwencji na pasiece tak potraktowane pszczoły będą miały się widocznie gorzej dla jakiś parametrów życiowych w perspektywie kilkuletniej.  


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - regulus - 24.02.2019

Widziałem już efekty takich doświadczeń. Znowu powołam się na Pszczelą Wolę. Przy tamtejszym Technikum funkcjonują różne pasieki, w niektórych grzebią stale różne grupy słuchaczy przez okrągły rok, ale są też wydzielone ule, w których grzebią tylko nieliczni wybrańcy (np. z unikatowymi liniami hodowlanymi). Te traktowane brutalnie częstymi przeglądami rodziny potrafią sobie świetnie radzić, ale moim zdaniem świadczy to o ich silnej chęci do życia. Nie widziałem jeszcze rodziny pszczelej, która poddałaby się depresyjnie presji zewnętrznej i nie próbowałaby za wszelką cenę dążyć do przetrwania. Istotny jest dostęp do odpowiedniej ilości pokarmu (najlepiej jeszcze o odpowiedniej jakości). Zimą ingerując w funkcjonowanie rodziny powodujemy zwiększenie zużycia cennych zapasów, latem ograniczamy ich gromadzenie. Jeśli rodzina ma zimą odpowiednią ilość zapasów, a latem ciągły dostęp do bogatej bazy pożytkowej, to niepokojenie stałe pszczół nie musi mieć bardzo negatywnych konsekwencji o ile nie nałożą się na to nieprzewidywalne negatywne czynniki pogodowe.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - GIBON - 25.02.2019

(23.02.2019, 19:05)bees4all napisał(a): Dobrze, że wróciła zima. 

Zima ??  Zdziwko

W nocy temperatury parę razy na minusie a tak to same na plusie temperatury... dziś temperatury w cieniu +14(ponad +30 w słońcu )  - przynajmniej u Nas , do tego widziałem zapowiedzi w prognozie (tak wiem może się zmienić ale ostatnio mają dobrą skuteczność) za 7 dni temperatury w dzień +15 do +20 


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - Arianin - 26.02.2019

Każdy ma swoje indywidualne warunki


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - flamenco108 - 04.03.2019

Poszliśmy z najmłodszą z żon na spacer i w ciemnościach wymacałem: kotki (bazie) już są na wierzbach w południowym podwarszawiu. Czyli wiosna w zasadzie już się zaczęła?


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - Krzyżak - 04.03.2019

(04.03.2019, 20:16)flamenco108 napisał(a): Poszliśmy z najmłodszą z żon na spacer i w ciemnościach wymacałem

Zboczeniec Oczko


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - Borówka - 04.03.2019

(04.03.2019, 20:17)Krzyżak napisał(a):
(04.03.2019, 20:16)flamenco108 napisał(a): Poszliśmy z najmłodszą z żon na spacer i w ciemnościach wymacałem

Zboczeniec Oczko

było:

(26.02.2019, 18:47)Arianin napisał(a): Każdy ma swoje indywidualne warunki



RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - GIBON - 05.03.2019

(04.03.2019, 20:16)flamenco108 napisał(a): Poszliśmy z najmłodszą z żon na spacer i w ciemnościach wymacałem: kotki (bazie) już są na wierzbach w południowym podwarszawiu. Czyli wiosna w zasadzie już się zaczęła?

[Obrazek: d48559507b272a2bmed.jpg]

już tydzień temu u Nas tak wyglądały wierzby 


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - MN - 05.03.2019

Gatunków wierzb jest od diabła. U mnie już pylą co najmniej dwa. Jedna u mnie na pasiece, na 99% Sadłowickiej na 1% Smitha. Zgubiłem gdzieś rozpiskę, gdzie, które wsadzałem... Kwitnie również mieszaniec iwy nad stawem ok 500m od pasieki. Ta moja wierzba ma zielonkawy pyłek a iwa prawilnie żółciutki.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - flamenco108 - 05.03.2019

(05.03.2019, 08:43)MN napisał(a): Gatunków wierzb jest od diabła. U mnie już pylą co najmniej dwa. Jedna u mnie na pasiece, na 99% Sadłowickiej na 1% Smitha. Zgubiłem gdzieś rozpiskę, gdzie, które wsadzałem... Kwitnie również mieszaniec iwy nad stawem ok 500m od pasieki. Ta moja wierzba ma zielonkawy pyłek a iwa prawilnie żółciutki.

Michał, może się kiedyś (oby) przychylę do studiów nad odmianami wierzby, bo widać temat jest obszerny. Na razie wierzby poznaję po dwóch objawach: bazie na wiosnę i charakterystyczny pokrój drzewa biorący się z odgłowienia na wysokości ok. 2 metrów. Wierzba, którą wczoraj macałem, jednakowoż wyrosła sobie "dziko" na opuszczonej działce, koło płota, gałęźmi zwieszając się ponad uliczką, więc przypominała przerośnięty mocno krzak. W mojej okolicy rośnie sporo wierzb, całkiem starych, gdyż, jak historia uczy, osiedlono tu w XVIIIw. wiele rodzin Olędrów, czyli imigrantów z Holandii, a to dlatego, że nadzwyczaj sprawnie im szło przekształcanie bagnisk w żyzne pola, co bardzo podnosiło dochody z gruntów. Wierzby były jednym z ich podstawowych narzędzi Oczko


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - bees4all - 16.03.2019

(24.02.2019, 15:22)regulus napisał(a): Ogólnie wniosek był taki, że jakikolwiek silniejszy bodziec zewnętrzny powodował większe zużycie pokarmu i zaburzenia równowagi systemu.


Dziękuję. Oto mi właśnie chodzi. Pszczoły w każdych warunkach szukają równowagi - punktu optymalnego, biorąc pod uwagę różne czynniki. Każda, nawet najmniejsza ingerencja pszczelarza ma wpływ na utratę wypracowanego od jesieni stanu równowagi. Co oznacza dodatkową pracę i zużycie energii i to wtedy kiedy pszczoły są najsłabsze...
Mam wypracowaną taką zasadę w moich warunkach klimatycznych: 15 marzec / 15 stopni / brak wiatru - wtedy zaglądam do ula. W tym roku może to oznaczać dopiero w kwietniu?
Chciałbym tylko dodać, że mam dennice higieniczne co pozwala mi w każdej chwili zrobić porządek (wymiana papierowych ręczniczków) bez otwierania ula. To co widzę na dnie ula mówi mi dokładnie o tym co się dzieje lub nie dzieje w ulu.
Kolejna uwaga (mądrość ludowa wiekowych pszczelarzy): Jeżeli rodzina jest bardzo słaba to lepiej ją w ogóle zlikwidować (wspomniana wcześniej selekcja naturalna) niż ryzykować wyhodowanie sobie jakieś poważnej choroby


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - bees4all - 16.03.2019

(05.03.2019, 08:43)MN napisał(a): Gatunków wierzb jest od diabła.

W swoim ogródku mam chyba 10 gatunków. Polecam Wierzbę Sachalińską 'Sekka'. Wygląda egzotycznie i jest niezwykle atrakcyjna dla pszczół. Kiedy zaczyna kwitnąć jest to dla mnie sygnał aby zacząć dodawać węzę.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - GIBON - 18.03.2019

(16.03.2019, 15:41)bees4all napisał(a): Polecam Wierzbę Sachalińską 'Sekka'. Wygląda egzotycznie i jest niezwykle atrakcyjna dla pszczół. Kiedy zaczyna kwitnąć jest to dla mnie sygnał aby zacząć dodawać węzę.

A ona kwitnie w podobnym terminie jak inne popularne wierzby np. Iwa ? czy inaczej ?
 


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - MN - 18.03.2019

(16.03.2019, 15:41)bees4all napisał(a):
(05.03.2019, 08:43)MN napisał(a): Gatunków wierzb jest od diabła.

W swoim ogródku mam chyba 10 gatunków. Polecam Wierzbę Sachalińską 'Sekka'. Wygląda egzotycznie i jest niezwykle atrakcyjna dla pszczół. Kiedy zaczyna kwitnąć jest to dla mnie sygnał aby zacząć dodawać węzę.

Wierzba smocza. Piękna rzecz przyznaję. Miałem w sąsiedztwie jedno okazałe drzewo, ale zostało wycięte, by zrobić miejsce na budynek gospodarczy. Żeby nie zmarnować genów poszedłem wcześniej do sąsiada z czteropakiem i wyciąłem sobie mnóstwo gałęzi jako sztobry. Niestety było już późno (druga połowa kwietnia) i nic z tych sztobrów nie wyhodowałem.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - bees4all - 22.03.2019

(18.03.2019, 08:42)GIBON napisał(a):
(16.03.2019, 15:41)bees4all napisał(a): Polecam Wierzbę Sachalińską 'Sekka'. Wygląda egzotycznie i jest niezwykle atrakcyjna dla pszczół. Kiedy zaczyna kwitnąć jest to dla mnie sygnał aby zacząć dodawać węzę.

A ona kwitnie w podobnym terminie jak inne popularne wierzby np. Iwa ? czy inaczej ?
 

Właśnie teraz rozpoczyna kwitnienie (22.03). W tym roku w tym samym czasie rozpoczyna również kwitnienie forsycja. Dla pszczół jest to zawsze szaleństwo. Nawet dzisiaj przy kiepskiej pogodzie i temp. ok 9 stopni chmura pszczół na tej wierzbie.

Zastanawiam się jak mogę pomóc, bowiem po przekwitnieniu zawsze muszę wykonać przecinkę - np. na granicy z sąsiadem. Będę miał tak za 2-3 tygodnie dużo darmowych sadzonek/gałązek, które nie mam już gdzie obsadzić w swojej pasiece. Szkoda wyrzucić...

Zainteresowanych proszę o kontakt: mkr4all@gmail.com (odbiór okolice Myślenic k. Krakowa).

Przy okazji pozdrawiam nie tylko pszczelarzy ale również miłośników ogrodów. Myślę, że idzie to jakoś w parze.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - flamenco108 - 27.03.2019

W sobotę zlikwidowałem toczek, na którym pszczoły po raz drugi mi wymarły prawie wszystkie. Szymon widział to miejsce i wskazał wilgoć, ale był w okresie bezlistnym, więc nie mógł załamać rąk nad zacienieniem (zaciemnieniem?).
Wywiozłem stamtąd jednego maluszka-słabiaczka-marniaczka zasiedlającego może (powtarzam: może) dwie uliczki. Był to odkład z połukaszowej córki z P18 (czyli drugie pokolenie na mojej pasiece) zrobiony na eksperymentalnym ustawieniu a'la Webster, czyli 4 ramki + podkarmiaczka dzieląca + 4 ramki. Na jesień dostał półkorpusik (podobnie jak sąsiadka) na spód, z ramkami częściowo zbudowanymi. Do zimy zabudował wszystko i zalepił do-ku-ment-nie. Martwych pszczół na dennicy znalazłem zatem warstwę ze 2cm grubą.
Postawiłem go pod domem na miejscu po wymarłej fortowej przedwojennej. Rabusie z innych uli polatywały dookoła, ale żadna nie próbowała wnijść do środka - miały to miejsce obcykane, ale jednak nie wejszły. Niechęć do wnijścia uznałem za dobry omen.

[Obrazek: 2019-03-23_ORZ_Uprzatniety_toczek.jpg]

Jednakowoż wczoraj poszedł grad, potem śnieg, a nocą temperatura spadła poniżej -7'C. Dziś rano wciąż było -2'C. Żebym to wiedział, to skorzystałbym już w sobotę z okazji, żeby zrobić eksperyment z "ratowania" słabiaka metodą stawiania na silnej rodzinie przez kratę odgrodową. Niestety, muszę czekać na ocieplenie. Jeżeli dożyje, to tym bardziej wart będzie ratowania. Tym bardziej, że z napisu na daszku wynika, że był nieleczon. Paradoks: leczone padły, nieleczona przeżyła. 
Same fuksy mi się trafiają, czy co? Bo poprzednia fuksówka, co jako jedyna przeżyła pomór, właśnie zakończyła swoją linię genetyczną: wszelkie jej pozostałości, córki, wnuczki - RIP.
Tak czy siak odbieram to jako nauczkę, by niczego nie odkładać na potem: jeżeli uznam, że coś trzeba zrobić, powienienem to zrobić od razu, a nie przekładać na następny weekend.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - bonluk - 27.03.2019

Krzyśku jeszcze nie raz... coś odłożysz na potem... Ja miałem już 4 tygodnie temu odwiedzić pszczoły w lesie, przeszły dwie wichury ze 3x solidniejszy mróz w nocy a ja dalej nie mam za bardzo jak tam podjechać tak się to dziwnie wszystko układa...

Co do wilgoci miejsca to jest to wielce prawdopodobne. Ja obserwuje, że wiosenne miejsca które o tej porze czyli cały marzec mają cień przez większość dnia są do likwidacji jako miejsca zimowe. Mogą służyć tylko jako miejsca w szczycie sezonu... niestety z wczesnej wiosny pszczoły lubią i słońce, i sucho...


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - Borówka - 27.03.2019

(27.03.2019, 09:11)flamenco108 napisał(a): Paradoks: leczone padły, nieleczona przeżyła. 
Same fuksy mi się trafiają, czy co? Bo poprzednia fuksówka, co jako jedyna przeżyła pomór, właśnie zakończyła swoją linię genetyczną: wszelkie jej pozostałości, córki, wnuczki - RIP.

Moim zdaniem paradoks byłby gdyby stało: wyleczone padły, nieleczona przeżyła .

Niekoniecznie linia genetyczna, tylko dane na temat matrylinearyzmu.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - flamenco108 - 27.03.2019

(27.03.2019, 09:36)Borówka napisał(a):
(27.03.2019, 09:11)flamenco108 napisał(a): Paradoks: leczone padły, nieleczona przeżyła. 
Moim zdaniem paradoks byłby gdyby stało: wyleczone padły, nieleczona przeżyła .

Musisz jakoś zaznaczać klucz do zagadki, bo straciłem pół minuty na zastanawianie się, co znaczyła ta uwaga... Oczko (wytłuszczenie moje)


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - Borówka - 27.03.2019

Różnica pomiędzy tymi przymiotnikami jest pochodną różnicy pomiędzy czasownikiem dokonanym i niedokonanym, od którego pochodzą. Czyli leczyć lub wyleczyć. Być leczonym lub być wyleczonym. 

PWN

wyleczyć
1. «przywrócić komuś zdrowie, stosując środki lecznicze»

wyleczyć się
1. «powrócić do zdrowia pod wpływem leczenia»

EDYCJA:

Moim zdaniem może to określić różnice pomiędzy skutecznym a nieskutecznym leczeniem. Skuteczne leczenie to będzie WYleczenie, czyli rodzina po kuracji idąc do zimowli ma nieszkodliwe ilości pasożytów czy wirusów, nie powodujące stanu chorobowego. Przy skutecznym leczeniu presja pasożyta jest zminimalizowana lub zlikwidowana na czas jakiś, przy nieskutecznym, w zależności od tego czy leczenie podziałało, jest zmniejszona, a do zimowli idą nadal osłabione lub chore od chorób i pasożyta, pszczoły zimowe.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - flamenco108 - 31.03.2019

Dopełniam stan liczbowy: przeżywalność na dzień dzisiejszy niewarta jest więcej niż 36%. Poważna redukcja od początku lutego. Wszystkie prawie ówczesne marniaczki nie przetrwały. Słabiaczek-marniaczek zabrany w zeszłym tygodniu z likwidowanego toczka okazał się bezmatkiem z garstką pszczół kampujących pod mostkiem. Tymczasem matka-zarodówka od Lutza również podejrzana jest o strutowienie. Na razie przesypałem ją nad silną rodzinę i mam nadzieję, że jednak jest normalna, o czym przekonamy się w ciągu paru najbliższych dni - jeżeli jej feromon działa poprawnie, przyjdą pszczoły opiekunki i zachęcą ją do czerwienia. Zobaczymy.

Powyższe nie ma nic wspólnego z głodem, wszędzie w ulach zapasy na drugą zimę. Wśród wymarłych ostatnio pni na plastrach widoczne gołym okiem odchody roztoczy.

Chciałbym tu popełnić takie nieco krotochwilne spostrzeżenie: otóż do zimy puściłem, wśród łącznie 60 pni, 10 rodzinek, których w żaden sposób nie leczyłem. Były wśród nich takie, co ciągnęły ten stan od roku zeszłego, dalej były też świeże odkłady, wreszcie 3 rodzinki niewiadomej proweniencji, otrzymane od Szymona pod koniec sezonu, z których jedna przynależała do FortKnox. Aktualnie po pasieczyskach pałętają się w żywości łącznie zaledwie 22 żywe rodziny. Z tego, uwaga, uwaga - 4 rodziny nieleczone! Co to znaczy? A popatrzmy na pseudo-statystykę: było 60, zostało 22. Czyli trochę ponad trzecia część żywa (czyli prawie dwie trzecie padły), konkretnie 36% (64% padło). W grupie nieleczonych mieliśmy 10 pni, a żyją 4 - czyli przeżywalność osiągnęła 40% - o włos lepiej od grupy leczonej! Ha?

Tyle w kwestii poprawności wyliczeń statystycznych. Z nieleczonych żyje zaprzeszłoroczna P18, 2 Szymonówki oraz jedna córka po pszczole Borówki-Kuby. Jeżeli od Szymona dostałem też odkłady (jak sądzę), stosunek rodzin "starych" do "świeżych" wynosi 1 do 3.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - kosz85 - 01.04.2019

Czy patrząc na taką statystykę masz zamiar porzucić leczenie, lub zwiększyć grupę nieleczoną?

U mnie pod domem przeżywalność 3.5 na 4, rodziny żyją, ale w zeszły weekend odkryłem matkę przed wylotkiem i czerw garbaty na ramkach. Co lepsze, nie wiem jak wy, ale ja już mam pierwsze trutnie Oczko Mogę zacząć wychów matek Język
Chce przeciągnąć tą rodzinkę przez marzec i kwiecień, dałem jej ramkę z czerwiem z innej rodziny w poprzedni weekend, ale nie założyły poprawnego matecznika. W ten weekend dałem im drugą. Zobaczymy co będzie.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - bonluk - 01.04.2019

Ciekawe to wszystko. Jednak to spore straty biorąc pod uwagę, że leczyłeś a więc jakąś część pasożyta z pszczół zdjąłeś... a jak straty w okolicy? Chodzi mi o rzetelne i realne dane a nie ankiety w kole?


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - flamenco108 - 01.04.2019

(01.04.2019, 08:42)bonluk napisał(a): Ciekawe to wszystko. Jednak to spore straty biorąc pod uwagę, że leczyłeś a więc jakąś część pasożyta z pszczół zdjąłeś... a jak straty w okolicy? Chodzi mi o rzetelne i realne dane a nie ankiety w kole?

Na razie nie mam żadnych informacji. Jeszcze nie rozmawiałem ze znajomymi. Wiem, że wśród kółeczkowej "młodzieży" (czyli tak 40-60 lat Oczko ) zeszłej jesieni wystąpiła obawa przed tegorocznymi stratami, dlatego zainteresowano się tymi różnymi nowymi wynalazkami. Ale czy coś z tego wynikło, to jeszcze nie wiem. 

Mój wujek (mentorujący mnie od czasu do czasu) wczoraj telefonicznie zgłosił, że ma 100% przeżywalności, on stosuje apiwarol 100% zgodnie z instrukcją na pudełeczku. Nawłoci nie zbierał, zimował na tym miodzie z dolewką. Zachwycony siłą rodzin, po ostatnich 3 latach sporych strat (już myślał, czy by nie rzucić pszczelarstwa). Ja swoje leczyłem tak samo jak Szymon, czyli KM, a potem kroplówką, ale zacząłem dopiero po miodobraniu z nawłoci - i to dziś uważam za podstawową przyczynę dużego spadku (leczenie zamiast wyleczenia).
Będę mierzył zawarrozowienie metodą flotacji w alkoholu, w drugiej połowie kwietnia lub na początku maja, zależnie od układu dostępnych weekendów.

Koszu: jeszcze nie wiem, jak postąpię. Na razie przeżywam te straty i czekam na drugą połowę kwietnia, kiedy prawdopodobnie już zaczną rodziny buchać wigorem, co znacznie podniesie mi humor Oczko . Na pewno w procesie odbudowy będę forował geny z nieleczonych, tu nie ma dyskusji. W ostatnich latach co roku kupowałem jakąś partię pszczół "komercyjnych", prowadzonych podręcznikowo (plus obowiązkowo paski w każdym ulu przez cały sezon) do momentu sprzedaży wiosną. Jeszcze nie skończyłem podsumowania, ale wygląda na to, że z partii kupionej w zeszłym roku przetrwała zaledwie jedna. Z przedwojennych, tak nawiasem, żyje tylko jedna wnuczka. Z partii zaprzeszłorocznej (krasnotyłe buchwasty), która sprawowała się nieco lepiej niż zeszłoroczna, mam tylko córki (ostatnia matka oryginalna padła tej zimy), czyli już częściowo zmieszane. Bawiłem się też pobocznie w kupno matek, choć na niewielką skalę. Niektóre padały już na etapie unasienniania, inne nie zdołały zbudować rodziny do zimy - dziś już nie żyje ani jedna, po pierwszej zimie. Czyli na razie widzę sens mieszańcowania i doboru na podstawie lokalnych osiągnięć bez zwracania uwagi na "rasowość" - to mnie po prostu przekonuje. Własny wychów matek też nie budzi wątpliwości. A co do reszty, to wciąż jest na poziomie eksperymentowania.

A czerw trutowy znajszłem w dwóch rodzinach, które przetrwały w uczciwej sile.


RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - Borówka - 01.04.2019

(01.04.2019, 10:02)flamenco108 napisał(a): (leczenie zamiast wyleczenia).

Ha! Czyli jednak rebus jest ok.  Cwaniak