Napszczelenie okolicy - spojrzenie historyczne
#31
Gdzieś kiedyś czytałem, że główny biznes robiło się na wosku. Miód był mniej dochodowy.
Cytuj ten post
#32
(20.03.2017, 11:57)Krzyżak napisał(a): Gdzieś kiedyś czytałem, że główny biznes robiło się na wosku. Miód był mniej dochodowy.

Owszem tylko pytanie od kiedy. Ale jednak miód się też pozyskiwało i spożywało. A mnie interesuje ilość miodu jaka by średnio na mieszkańca przypadała.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#33
(20.03.2017, 12:20)Borówka napisał(a): Owszem tylko pytanie od kiedy. Ale jednak miód się też pozyskiwało i spożywało. A mnie interesuje ilość miodu jaka by średnio na mieszkańca przypadała.

Może TU? Od strony 22. Akurat wosk, a nie miód, ale sam wiesz, że kg wosku to 3-5kg miodu. Oczko

Tam stoi, że w latach 1506 i 1507 wywieziono z komór celnych (nie licząc eksportu) 106tyś kamieni, czyli (kamień staropolski = ok. 12kg) ok 1300 ton wosku.
Z Lasu Lebedyn wieśniacy dali dziesięcin łącznie 200 stągwi miodu, co by dało ok. 50 ton miodu - samej dziesięciny, czyli z okolicy zebrali 500 ton miodu. A pisze tam też, że miewali po 100 barci lub kószek na rodzinę chłopską.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#34
(20.03.2017, 13:37)flamenco108 napisał(a):
(20.03.2017, 12:20)Borówka napisał(a): Owszem tylko pytanie od kiedy. Ale jednak miód się też pozyskiwało i spożywało. A mnie interesuje ilość miodu jaka by średnio na mieszkańca przypadała.

Może TU? Od strony 22.

Dzięki.
Cytat:" sam wiesz, że kg wosku to 3-5kg miodu"

Czy zawsze? Można pozyskiwać z pustych i średnio pustych plastrów z dziupli / barci a także z wyszczególnieniem po padłych rodzinach.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#35
TU masz, że bartnicy ostrołęccy płacili (każdy, czy łącznie???) 59,5 rączki daniny miodowej, a rączka to 10,25 garnca, czyli ok. 40l. Jeżeli każdy z nich płacił, to by wyszło po ok. 3,5 tony miodu... To chyba raczej ostrołęckie bractwo tyle dziesięciny płaciło, a nie każdy... Co nie?
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#36
Kolejna wrzuta, inspirowana prezentowaną tu opinią, że rodziny nie leczone nie są w sile:

Miałem okazję wreszcie przesłuchać wywiad z Dee Lusby, po drodze po pszczoły - miałem kupę wolnego czasu za kółkiem. Swoją drogą to polecam każdemu ciekawemu świata, nie tylko po to, aby wysłuchać samej Dee, ale dla zetknięcia się z ludźmi o tak nietuzinkowych poglądach, jakich w naszym rejonie świata albo jest bardzo mało, albo się ich nie nagłaśnia.

Dee w tym wywiadzie w pewnym momencie bardzo stanowczo stwierdziła, że jej pszczoły są zdrowe, bo od wielu lat nie leczone (tzn. nigdy nie były leczone). A utrzymuje gniazdo na 4-deeps, co odpowiadałoby co najmniej dwóm pełnym korpusom Dadanta, a może i trzem. Jej zdaniem taka jest właściwa siła zdrowej rodziny, której dano szansę na rozwój. I dopiero taka rodzina nadaje się do pracy w pasiece, gdzie ma produkować miód.

Pan Jan powspominał historie, jakie mu jego dziadek opowiadał, że ongi w jego okolicy, jak zwalili dobre drzewo pszczele (podczas wyrębu), to miało ono kilkumetrowe plastry pełne miodu, szerokości (tu rozłożył ręce szerzej niż barki), czyli około 60cm.

To kolejna wrzuta, aby przeanalizować, do czego właściwie dążymy.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#37
Krzyśku wszystko to można właśnie traktować jako "wrzutka"... niestety jeszcze chyba musi trochę upłynąć czasu aby obudzić się z pasieka nieleczonych pszczół po zimie i stwierdzić że siła bardzo duża... takie rzeczy to rzadko się zdarzają komercyjnie a co dopiero w TF przynajmniej w naszym skromnym wydaniu...
Z tego co widzę złożoność życia i umierania pszczół mnie przerasta. Brak jakiegokolwiek schematu, brak powtarzalnosci, brak odniesienia itp.
Ta zima znowu pokazała że jesteśmy jeszcze z tyłu z mozliwosciami naszych pszczół... ale wiosna idzie więc zobaczymy co się dalej wykluje.
Cytuj ten post
#38
(26.03.2017, 16:23)flamenco108 napisał(a): A utrzymuje gniazdo na 4-deeps, co odpowiadałoby co najmniej dwóm pełnym korpusom Dadanta, a może i trzem.

4 LN Deep to lekko ponad 3 korpusy gniazdowe Dadanta.
Cytuj ten post
#39
(26.03.2017, 16:23)flamenco108 napisał(a): Kolejna wrzuta, inspirowana prezentowaną tu opinią, że rodziny nie leczone nie są w sile:

Miałem okazję wreszcie przesłuchać wywiad z Dee Lusby, po drodze po pszczoły - miałem kupę wolnego czasu za kółkiem. Swoją drogą to polecam każdemu ciekawemu świata, nie tylko po to, aby wysłuchać samej Dee, ale dla zetknięcia się z ludźmi o tak nietuzinkowych poglądach, jakich w naszym rejonie świata albo jest bardzo mało, albo się ich nie nagłaśnia.

Dee w tym wywiadzie w pewnym momencie bardzo stanowczo stwierdziła, że jej pszczoły są zdrowe, bo od wielu lat nie leczone (tzn. nigdy nie były leczone). A utrzymuje gniazdo na 4-deeps, co odpowiadałoby co najmniej dwóm pełnym korpusom Dadanta, a może i trzem. Jej zdaniem taka jest właściwa siła zdrowej rodziny, której dano szansę na rozwój. I dopiero taka rodzina nadaje się do pracy w pasiece, gdzie ma produkować miód.

Pan Jan powspominał historie, jakie mu jego dziadek opowiadał, że ongi w jego okolicy, jak zwalili dobre drzewo pszczele (podczas wyrębu), to miało ono kilkumetrowe plastry pełne miodu, szerokości (tu rozłożył ręce szerzej niż barki), czyli około 60cm.

To kolejna wrzuta, aby przeanalizować, do czego właściwie dążymy.
Srednia a lepiej mediana wszystko by wyjasnila. Zakladam, ze nikt nie bedzie snul klechd i legend z pokolenia na pokolenie o rodzinach w 25 litrowej kubaturze.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#40
(27.03.2017, 07:17)Borówka napisał(a):
(26.03.2017, 16:23)flamenco108 napisał(a): Pan Jan powspominał historie, jakie mu jego dziadek opowiadał, że ongi w jego okolicy, jak zwalili dobre drzewo pszczele (podczas wyrębu), to miało ono kilkumetrowe plastry pełne miodu, szerokości (tu rozłożył ręce szerzej niż barki), czyli około 60cm.

To kolejna wrzuta, aby przeanalizować, do czego właściwie dążymy.
Srednia a lepiej mediana wszystko by wyjasnila. Zakladam, ze nikt nie bedzie snul klechd i legend z pokolenia na pokolenie o rodzinach w 25 litrowej kubaturze.

bonluk napisał(a):Krzyśku wszystko to można właśnie traktować jako "wrzutka"...



Tak to sobie rozmyślam w wolnym czasie procesora... Bo jeżeli bartnictwem ludzie zajmowali się od naprawdę wielu lat, to jednakowoż dochodzę do wniosku, że ich metody gospodarowania musiały być przemyślane i dostosowane do warunków. To nieprawda, że Rewolucja Przemysłowa dopiero skłoniła świat pszczelarski do zbadania zjawiska. Sposoby rodziły się przez wieki metodą prób i błędów oraz reakcji na zjawiska przyrodnicze i gospodarcze. W wielu rejonach Polski (szczególnie na Mazowszu) można znaleźć wsie nazywające się "Bartodzieje" - co by wskazywało, że samo dzianie barci było specjalistyczną robotą. A jeżeli tak, to ich kształt i rozmiar mógł być przemyślany. Nie koniecznie pod kątem dobrostanu pszczół. A to dlatego, że np. już w XVI wieku zaczęto bartnikom narzucać normy dziania barci - i to wyśrubowane - 100% nowych w ciągu roku! Oczywiście oczekiwano także, że jakiś odsetek z nich zostanie zasiedlony. Co by zrobił Obelix, gdyby mu kazano produkować więcej menhirów? Zacząłby robić mniejsze menhiry. Dwie pieczenie przy jednym ogniu: mniej roboty, a rodziny pszczele, które się w barciach zasiedlą, bardziej skłonne do rójki. Czyli dzielenia się i zasiedlania kolejnych, zgodnie z zamówieniem.
BTW. miejscowość obok pana Jana nazywa się Bór Wilczkowski (pierwszy?) - to też nazwa z czasów bartniczych. Rzuciła mi się do oczu, kiedy doń jechałem.


A wielkość rodzin może mieć związek z chwilowym (z przyrodniczego pktu widzenia) stanem presji ewolucyjnej - kiedy presja wzrasta, rodziny się mniejszają, za to zwiększają rojenie. Presja się zmniejsza - rojliwość spada, rodziny się powiększają. Czyli teraz byłby okres małych rodzin, aż do wypracowania odpowiedniej odporności. Kto wie?
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#41
Mnie się wydaje że wielkość rodziny w zdecydowanym stopniu determinuje baza pożytkowa...
Jest co jeść od kwietnia do września to możemy sobie pozwolić na dużą rodzinę. Jest bieda to funkcjonujemy jako mikrus... itd.
Widzisz Krzyśku mnie przeraża fakt, że np. u mnie a mam kontakt bezpośredni z leśnikami, pracownikami leśnymi mało jest pszczół dziko żyjących w drzewach... Owszem gdzieś się trafią ale to znikome ilości. Ostatnio rozmawiałem z pewnym leśniczym i pytam go... kiedy ostatnio pamięta że spotkał pszczoły w dziupli w lesie... podrapał się po głowie i mówi: Teraz to już nie ma... wszystkie stare buki i dęby z dziuplami wycięte. Ostatni raz widziałem pszczoły regularnie w dziupli czyli z roku na rok w latach 90... Pytam więc czy to dobrze dla lasu? Odpowiada: Jasne, że niedobrze dlatego udostępniamy co się da pszczelarzom a dziuplastych drzew nie przybywa... chodź mówi, że teraz bardziej się pilnuje aby były.
Cytuj ten post
#42
(27.03.2017, 08:19)bonluk napisał(a): Pytam więc czy to dobrze dla lasu? Odpowiada: Jasne, że niedobrze dlatego udostępniamy co się da pszczelarzom a dziuplastych drzew nie przybywa... chodź mówi, że teraz bardziej się pilnuje aby były.

No, u mnie nadleśnictwo współpracuje i się cieszy, że chcę ule w lesie stawiać. Zamierzam zagadać z nimi o możliwościach wieszania sztucznych barci, bo u nas starych drzew to w ogóle nie ma. Ale to raczej na przyszłość, bo na razie znowu się zakorkowałem z robotą.

O bazie pożytkowej nie mówiłem, bo tak naprawdę jest to rzecz nie do przeanalizowania. Pomysł Pasieki Sosna jest tu chyba jedynym sensownym rozwiązaniem: jeżeli pszczoły gdzieś chcą żyć, to znaczy, że to dla nich dobre miejsce.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#43
(27.03.2017, 08:30)flamenco108 napisał(a):
(27.03.2017, 08:19)bonluk napisał(a): Pytam więc czy to dobrze dla lasu? Odpowiada: Jasne, że niedobrze dlatego udostępniamy co się da pszczelarzom a dziuplastych drzew nie przybywa... chodź mówi, że teraz bardziej się pilnuje aby były.

No, u mnie nadleśnictwo współpracuje i się cieszy, że chcę ule w lesie stawiać. Zamierzam zagadać z nimi o możliwościach wieszania sztucznych barci, bo u nas starych drzew to w ogóle nie ma. Ale to raczej na przyszłość, bo na razie znowu się zakorkowałem z robotą.

O bazie pożytkowej nie mówiłem, bo tak naprawdę jest to rzecz nie do przeanalizowania. Pomysł Pasieki Sosna jest tu chyba jedynym sensownym rozwiązaniem: jeżeli pszczoły gdzieś chcą żyć, to znaczy, że to dla nich dobre miejsce.

a mnie to w ogóle nie przekonuje w sensie, że tam gdzie wlazły to znaczy, że jest kraina miodem i mlekiem płynąca...
włażą tam gdzie mogą bo nie mają większego wyboru...
Cytuj ten post
#44
U mnie jak wszędzie jest totalna wycinka, szpaler starych lip koło piekarni, poległy takie piękne drzewa, jakieś 300 m od mojej działki położyli największe drzewo we wsi ogromny dąb, co najmniej 2 m średnicy odziomka. Poszliśmy zobaczyć z sąsiadem zobaczyć co za h..je, nawet spore zbiegowisko było. Co gorsza dąb był dziuplasty, i jak pszyszliśmy już pocięty w klocki, czyli pójdzie na spalenie. A w tych klockach plastry stare, dzieciaki co tam były mówiły że były tez nietoperze.
Coraz trudniej będzie prowadzić pszczoły naturalnie. Takie pożytki i siedliska jak lipy, czy nawet dąb (spadź) najwartościowsze nietrute opryskami, znikają, skasowali wszystkie akacje, i lipy wokół kościoła, tragedia.
Chyba nie ma możliwości w takich warunkach żeby pszczoły zajmowały 3 korpusy.

Widzę to wszystko bardzo czarno.
Cytuj ten post
#45
(27.03.2017, 07:46)flamenco108 napisał(a): A wielkość rodzin może mieć związek z chwilowym (z przyrodniczego pktu widzenia) stanem presji ewolucyjnej - kiedy presja wzrasta, rodziny się zmniejszają, za to zwiększają rojenie. Presja się zmniejsza - rojliwość spada, rodziny się powiększają. Czyli teraz byłby okres małych rodzin, aż do wypracowania odpowiedniej odporności. Kto wie?

Kto wie? Owszem.

Ja tylko wskazałem, że ludzie mają tendencję do przeceniania skrajnych i rzadszych wartości w rozkładzie normalnym. Szczególnie takich, które im są szczególnie miłe.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#46
(27.03.2017, 07:46)flamenco108 napisał(a):  W wielu rejonach Polski (szczególnie na Mazowszu) można znaleźć wsie nazywające się "Bartodzieje" - co by wskazywało, że samo dzianie barci było specjalistyczną robotą. A jeżeli tak, to ich kształt i rozmiar mógł być przemyślany. Nie koniecznie pod kątem dobrostanu pszczół.

BTW. miejscowość obok pana Jana nazywa się Bór Wilczkowski (pierwszy?) - to też nazwa z czasów bartniczych. Rzuciła mi się do oczu, kiedy doń jechałem.

Zwróć uwagę, że obok miejscowości gdzie mamy zlot są Bartniki oraz Budy. To był rejon gdzie we wczesnym średniowieczu sporo teren wykorzystywali budnicy. Owszem były, jak wiesz, wsie specjalizujące się w wytwarzaniu pewnych dóbr dla dworu więc być może i bartnicy też do takich należeli. Teraz nie pomnę jak takie wsie się nazywały zwyczajowo. Jak wiemy toponomastyka jest bardzo konserwatywna.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#47
(27.03.2017, 13:33)Borówka napisał(a): Zwróć uwagę, że obok miejscowości gdzie mamy zlot są Bartniki oraz Budy. To był rejon gdzie we wczesnym średniowieczu sporo teren wykorzystywali budnicy. Owszem były, jak wiesz, wsie specjalizujące się w wytwarzaniu pewnych dóbr dla dworu więc być może i bartnicy też do takich należeli. Teraz nie pomnę jak takie wsie się nazywały zwyczajowo. Jak wiemy toponomastyka jest bardzo konserwatywna.

Poczytałem te teksty, które tutaj zalinkowałem. Wynika z nich, że najsampierw monopol mieli udzielni władcy, czyli bartnicy byli w pewnym sensie ich pracownikami, choć większość zbioru należała do nich. Ale już wtedy ściśle określono ich obowiązki, m.in. obowiązek zwiększania liczby barci. Stopniowo do biznesu wchodziły dwory, które odkupywały przywileje, albo otrzymywały je pod jakimiś warunkami. Wtedy bartnicy zaczęli się organizować w swoje bractwa, co wydaje się oczywiste. W następnym etapie bartnicy otrzymali prawo do zakładania gospodarstw w borach, w tym prawo do karczowania pewnych działek pod uprawę. Wtedy zaczęły powstawać osady, które dostały nazwy "Bartniki", czy "Budy", albo "Bory". Ale "Bartodzieje"? To mi wygląda na nazwę osady specjalistów - może oni wyrabiali kłody bartne? Bo w następnym etapie bartnicy zaczęli stawiać pasieki, żeby nie mieć za daleko do pracy.

Cytowałem jednakoż również dane o ilościach pozyskiwanych produktów pszczelich. Moim zdaniem, jeżeli na komorze celnej obliczono 1300 ton wosku (jak rozumiem, na eksport), to tylko z tych barci uzyskano ok. 4000 ton miodu. Jeżeli tylko Las Lebedyn dał 50 ton miodu dziesięciny, to produkcja wówczas musiała być wyższa lub przynajmniej podobna do współczesnej. A ludności w Polsce mieszkało mniej niż w woj. mazowieckim. Bartnicy musieli mieć huk roboty przez cały rok.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#48
(27.03.2017, 09:27)Popszczelony napisał(a): U mnie jak wszędzie jest totalna wycinka, szpaler starych lip koło piekarni, poległy takie piękne drzewa, jakieś 300 m od mojej działki położyli największe drzewo we wsi ogromny dąb, co najmniej 2 m średnicy odziomka. Poszliśmy zobaczyć z sąsiadem zobaczyć co za h..je, nawet spore zbiegowisko było. Co gorsza dąb był dziuplasty, i jak pszyszliśmy już pocięty w klocki, czyli pójdzie na spalenie. A w tych klockach plastry stare, dzieciaki co tam były mówiły że były tez nietoperze.
Coraz trudniej będzie prowadzić pszczoły naturalnie. Takie pożytki i siedliska jak lipy, czy nawet dąb (spadź) najwartościowsze nietrute opryskami, znikają, skasowali wszystkie akacje, i lipy wokół kościoła,  tragedia.
Chyba nie ma możliwości w takich warunkach żeby pszczoły zajmowały 3 korpusy.

Widzę to wszystko bardzo czarno.

Szkoda tych drzew jak i wszystkich innych, które zostały ścięte zwłaszcza na początku roku..
Tydzień temu popukałem się w czoło czemu nie zebrałem nasion klonów. Właśnie wyrastają małe jak grzyby po deszczu a nieużytki wszędzie się znajdą.
Nie załamuję rąk tylko zbieram nasiona lip coby porozrzucać na tych nieużytkach. A w kolejnych latach poprawka tylko że już o klonie nie zapomnę.
Krzewy przyjmują się stosunkowo łatwo a akację to już pod szpadel.
Więc Mariusz do boju Oczko

Za 20 lat nasze dzieci może nie będą miały problemu z brakiem pożytku.
Cytuj ten post
#49
Wiesz jak to u nas jest, ludzie sadzą tuje albo świerki, albo magnolię. Ja 10 lat temu kupiłem w szkółce leśnej lipy, klony, dęby. Teraz są grubości 30 cm. Od 3 lat kwitną - lipy. Ale co można zrobić na pół hektarowej działce.
Tego dęba co zwalili to jak leży to jest mojego wzrostu - niewypowiedziana strata. Nasze dzieci to będą żyły w rzeczywistości wirtualnej.
Cytuj ten post
#50
Do przemyslenia
http://blogobywatelskiegorozwoju.pl/jak-skrajnie-restrykcyjne-prawo-ochrony-przyrody-przynosi-odwrotne-skutki/
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post