Mordercza gumowa kaczka
#1
Artykuł na podstawie książki "Mordercza gumowa kaczka. Jak toksyczne środki, z którymi się na co dzień stykamy, wpływają na nasze zdrowie." Ricka Smitha i Bruce'a Lourie'a.

Wygląda na całkiem pasjonującą lekturę 

link źródłowy:http://fakty.interia.pl/nauka/news/konserwanty-zabijaja-powoli,1607595,14

Konserwanty zabijają powoli

Niedawno spotkałam lekarza medycyny sądowej z wieloletnim stażem. Wśród wielu tematów rozmowy jeden zapadł mi w pamięci najbardziej. Zwłoki wydobywane z grobów (w celu ekshumacji) trzydzieści lat temu i teraz, przechowywane w podobnych warunkach, zasadniczo różnią się stopniem rozkładu, mimo takiego samego czasu pozostawania pod ziemią. Obecnie stan zwłok jest nieporównanie lepszy niż kiedyś.

Ilość konserwantów, które spożywamy podczas życia nieustannie rośnie /AFP
Coraz częściej rozmaici specjaliści twierdzą, że ilość konserwantów "pochłoniętych" przez nas w różny sposób podczas całego życia powoduje, że nasze ciała po śmierci rozkładają się o wiele wolniej i są jak zwłoki faraonów w pewien sposób zabalsamowane... Trucizny, toksyny i konserwanty otaczają nas wszędzie.

Będąc producentem, sprzedawcą czy innym usługodawcą, każdy z nas, mniej lub bardziej jest zaangażowany w dystrybucję różnych substancji trujących w pracy, w domu, w sklepie i na boisku, w szkole, szpitalu, kinie i na placu zabaw dla dzieci. I bynajmniej żadna z rzeczy opisanych poniżej niestety nie jest fragmentem thrillera medycznego...



Nieprzywieralne

Wiele lat temu górnicy zanim weszli do kopalni najpierw wpuszczali do niej kanarki. Jeśli ptaki zdychały oznaczało to, iż stężenie metanu jest zbyt wysokie i trujące również dla ludzi. W dzisiejszych czasach kanarki i papużki (również szczury i myszy) zdychają w oparach podgrzewanych patelni i garnków teflonowych, ale nasz instynkt samozachowawczy i zmysł obserwacji uległ niebezpiecznemu uśpieniu. Podobnie trujące działanie mają rozmaite opiekacze, samooczyszczające się piekarniki, blachy do pieczenia i inne przedmioty kuchenne pokryte teflonem.

U ludzi wdychanie oparów teflonowych (czyli oparów polimerowych) powoduje trudności z oddychaniem, przyśpieszone bicie serca, dreszcze i bóle całego ciała. Szkodliwe opary związane z PFOA (substancja będąca chemicznym syntetykiem używanym do produkcji plastików, w tym teflonu) wydobywają się także z naszych mebli, dywanów, zasłon, ubrań, jedzenia i rozmaitych opakowań. Są tam najczęściej stosowane jako środek impregnujący, zabezpieczający przed poplamieniami lub przed niechcianym przyleganiem. Wszystkie te środki są mocno nadużywane, bez wystarczającego uzasadnienia stosowane gdzie się da.

Niepalne

Bifenyle (PCB) to kolejne związki, wykorzystywane powszechnie i niestety powszechnie nas zatruwające. Ich główny składnik to brom, kiedyś używany głównie jako dodatek do benzyny ołowiowej. Jednak wraz z odejściem od tego rodzaju paliwa, należało wykreować inne masowe zastosowanie tej substancji. Zaczęto zatem dwubromek etylu dodawać do pestycydów. Okazało się jednak, że jest substancją rakotwórczą, wywołuje mutacje i zatruwa wody gruntowe, zabroniono więc jej używania w tym celu. Postawiono wobec tego na inne jego właściwości, a mianowicie zdolność spowalniania palenia i zaczęto go dodawać do... ubrań, a głównie do piżamek dla dzieci!

Kreowanie popytu na rozmaite produkty przemysłu chemicznego niekoniecznie idzie w parze z etyką i zdrowym rozsądkiem. Z jednej bowiem strony, spadła ilość śmiertelnych wypadków, w których ginęły dzieci od piżam zajmujących się ogniem, z drugiej jednak - równie szybko wzrosła liczba dowodów świadczących o mutagennym i rakotwórczym działaniu tego fosforanu. Marketing związany z promowaniem tej substancji jest na tyle skuteczny, iż w 1996 roku popyt na nie wynosił 372 milionów kilogramów, zaś w roku 2006 już 450 milionów!

Niestety środki spowalniające palenie dodawane są do wielu mebli, materaców, pianek tapicerskich, obudów sprzętu RTV itp. PCB powodują wiele różnych nieprawidłowości, takich jak: skrócony okres laktacji u matek, przedwczesne porody, zaburzenia neurorozwojowe, zaburzenia w rozwoju motoryczno-poznawczym, upośledzenie intelektualne u dzieci, a także podwyższone ryzyko zachorowania na raka.
Srebrne kulki

Używana przez wieki jako amulet, dodatek do atramentu, medykament, substancja grzybobójcza oraz środek ułatwiający wydobycie złota i srebra. Powoduje uszkodzenia mózgu, zaburzenia ośrodkowego układu nerwowego, utratę pamięci, choroby serca, niewydolność nerek, uszkodzenie wątroby, raka, utratę wzroku i czucia oraz drgawki. A mowa tu o rtęci.

W naszych czasach rtęć znalazła zastosowanie w elektryce, m.in. w lampach fluorescencyjnych i neonowych oraz bateriach, papiernictwie, jako elektrolizer w zakładach produkcji chloru i wodorotlenku sodu, przy tworzeniu wszelkich termometrów, manometrów i barometrów, w stomatologii (amalgamaty), jako grzybobójczy i pleśniobójczy składnik farb i nawozów, jako środek konserwujący w szczepionkach dla dzieci i niemowląt, odkażający w kroplach do nosa oraz płynach do soczewek.

Pomijając wyjątkowo szkodliwy wpływ rtęci na ludzi organizm w bezpośrednim kontakcie (stłuczenie żarówki lub termometru starego typu), rtęć swobodnie przenika do środowiska naturalnego, kumulując się np. w mięsie ryb, takich jak tuńczyk, rekin, miecznik lub marlin. Jesteśmy narażeni na jej negatywne działanie niemal na każdym kroku, choć na szczęście ustawodawstwo wielu krajów każe ograniczać jej lub zabrania używania we wspomnianych dziedzinach przemysłu.

Antybakteryjnie

Bakteriofobia to chyba najtrafniejsze określenie czasów, w których przyszło nam żyć. Triklosan to najczęściej stosowana substancja bakteriobójcza, używana niemal wszędzie, w kremach, pastach do zębów, żelach do golenia, płynach pod prysznic i do mycia naczyń, bieliźnie, obuwiu, gąbkach, ręcznikach, materacach, zabawkach dla dzieci, zasłonach prysznicowych, tkaninach, wężach ogrodowych, ladach sklepowych, blatach kuchennych, deskach do krojenia, nożach, stosowany w laboratoriach, biurach, szpitalach, przedszkolach, jadłodajniach. Zasadniczo łatwiej powiedzieć, gdzie nie występuje, niż gdzie go można z pewnością znaleźć.

W większości przypadków jego zastosowanie jest niepotrzebnym nadużyciem, które nie dość, że powoduje na całym świecie powszechny wzrost oporności zarazków na jakiekolwiek, nawet najsilniejsze leki (w tym głównie antybiotyki), to jeszcze wywołuje różnorodne problemy zdrowotne u ludzi. Do tego należy dodać obserwację specjalistów ochrony zdrowia, iż mydło z triklosanem w dawkach mniejszych niż 0,3 proc. nie jest skuteczniejsze od zwykłego mydła, a oprócz tego używanie produktów przeciwbakteryjnych nie zmniejsza ryzyka pojawienia się symptomów jakiejkolwiek choroby zakaźnej. Tak masowe stosowanie tej substancji oczywiście kończy się zanieczyszczeniem ekosystemów wodnych, a w następnej kolejności nas samych. Triklosan ma przede wszystkim negatywny wpływ na funkcjonowanie hormonu tarczycy.

Inna wykorzystywana antybakteryjnie substancja to srebro. Istnienie nanotechnologii pozwoliło rozdrobnić cząstki tego pierwiastka na mikroskopijne cząsteczki, aby swobodnie nim spryskać materiały powierzchniowe, ubrania, obudowy np. lodówek lub opakowania i pojemniki na żywność, stworzono nawet pralkę z dodatkiem nanosrebra. Problem polega jednak na tym, że nanosrebro jest 45 razy bardziej trujące niż zwykłe. Niszczy pożyteczne bakterie w glebie i w oczyszczalniach ścieków. U ludzi ma negatywny wpływ na funkcjonowanie wątroby, komórek macierzystych oraz komórek mózgowych.

Chwastobójczo

Nawozy, herbicydy, pestycydy, insektycydy i tym podobne to jedna wielka tykająca bomba toksyczna. Owoce pozbawione robaków, lepsze plony, zdrowszy dom i bardziej mięsista wołowina to powody, dla których wiele osób skusiło się używać tych toksycznych substancji. Niestety, rozmaite np. owady szybko uodparniają się na ich działanie, zmuszając tym samym do stosowania coraz większych i bardziej "zajadłych" dawek. Powodując tym samym wzrost zachorowalności wśród ludzi na raka, powodując upośledzenia neurologiczne i hormonalne, astmę, zahamowanie układu immunologicznego, zaburzenia płodności i uszkodzenia płodu, a nawet zespół nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD), chorobę Parkinsona lub autyzm. A przy bezpośrednim kontakcie z takim pestycydem mdłości, migreny, wymioty, trudności z oddychaniem i koordynacją ruchową.

Epoka plastiku

Bisfenol A wszechobecny i wszechpopularny. Substancja będąca składnikiem większości przedmiotów wykonanych z poliwęglanów lub żywic epoksydowych. Stosowany przez największych i najbardziej znanych producentów. Jest w płytach CD, DVD, butelkach, urządzeniach kuchennych, szkłach do okularów, butelkach dla niemowląt, kaskach, sprzęcie medycznym, komputerach, telefonach komórkowych, reflektorach, sprzęcie sportowym, w samochodach, samolotach, puszkach do konserw i stu tysiącach innych miejsc. Powoduje wiele chorób i dolegliwości, od nowotworów począwszy przez ADHD i cukrzycę, na niepłodności kończąc.

Tych substancji jest oczywiście dużo więcej. Wymienione tutaj to tylko przykłady. Z jednej strony, niby możemy się cieszyć, że w skutek zanieczyszczenia olejem i ściekami chemicznymi nie płoną dziś rzeki jak jeszcze w 1969 roku w Cleveland w Ohio, z drugiej jednak strony - musimy sobie zdawać sprawę z powolnego zabijania samego siebie, najbliższych, sąsiadów i innych ludzi.

W dzisiejszych czasach dbałość o własne podwórko to zbyt mało, zanieczyszczenia i masowe stosowanie substancji toksycznych w jednym rejonie świata nie pozostaje bez wpływu na resztę kontynentów. Na to co jemy, czym oddychamy, co pijemy. Czy istnieją jeszcze rodziny, w których ktoś nie chorował na raka, cukrzycę lub niepłodność? Prawie nie. Zatem każdy nasz codzienny wybór konsumencki, pracowniczy, rodzicielski czy jakikolwiek inny ma znaczenie. Zacznijmy się interesować, z czego są wykonane przedmioty, produkty, które sprzedajemy, sprowadzamy, wytwarzamy i kupujemy, jak powstają, wymuszajmy na innych "zdrowe" rozwiązania, bądźmy odpowiedzialni wobec naszych dzieci. Zadbajmy o otoczenie w naszej firmie możliwie najmniej toksyczne. Zaufajmy własnym instynktom, obserwujmy przyrodę, dla naszych przodków obserwacja wyginięcia lub emigracji danego gatunku zwierząt była ważną i czytelną informacją. A po nas niestety przyszli archeolodzy, ustalając nazwy różnych epok, zamiast posługiwać się liczeniem słojów drzew czy warstw skał osadowych będą używać nazw toksyn, królujących w danych okresach XX i XXI wieku.

Olga Dyżakowska

W artykule korzystałam z książki "Mordercza gumowa kaczka" Ricka Smith'a i Bruce'a Lourie'a

za: http://fakty.interia.pl/n...woli,1607595,14
Cytuj ten post
#2
Z pewnością przeczytanie tej książki wniosło by trochę racjonalizmu do życia, ale intuicyjnie można też wybierać sobie coś zdrowego, albo raczej ograniczać to niezdrowe.

Normalny człowiek lepiej śpi na sienniku, włóknie kokosowym, wełnie, gorczycy czy łuskach z gryki lub orkiszu.
Podobnie przyjemniej jest pić i jeść z ceramiki, szkła, drewna.
Ważne też z czego zrobione są domy w których mieszkamy. Mam szczęście żyć w 120 letnim budynku i wiem że gdyby go opuścić to w ciągu kilkudziesięciu lat zamieniłby się w stertę rozpadających się cegieł piaskowych, zmurszałych belek i rozmytej gliny. Po nowoczesnych domach zostanie bez ludzi wielka sterta paskudnego śmiecia ;-)
Istotne są nie tylko szkodliwe chemikalia ale też potencjał elektryczny materiałów.

Człowiek ma we krwi żelazo, serce generuje pole elektromagnetyczne nawet na 6 metrów dookoła. System nerwowy też ma coś wspólnego z elektrycznością. Nie wnikam w to zbyt głęboko, bo i tak nie podporządkowuję całkowicie swojego życia wymogom zdrowotnym, ale wydaje się sensownym jeść przy użyciu drewnianych sztućców a najlepiej palcami aby wszystkie zmysły wiedziały co jedzą i ubierać się w możliwie naturalne materiały.

Wiedza nie zawsze jest konieczna do szczęśliwego życia. Każda istota umie rozróżniać dobro od zła.
Wystarczy słuchać siebie wnikliwie.
Ja sam ignoruję uparcie wiele sygnałów organizmu i wpierniczam słodycze i żółty ser, mam Wi-Fi w domu, noszę telefon w kieszeni spodni, zazwyczaj używam metalowych sztućców, a nawet czasami zjadam coś z plastikowych pudełek.
Prowadząc stosunkowo zdrowe życie w odrobinę mniej zatrutym środowisku, pozwalam sobie wciąż jeszcze na trucie się kilkoma paskudztwami. Ludzki organizm ma sporą zdolność do adaptacji i potrafi wiele znieść. Często odbija się to na starość różnymi paskudnymi przypadłościami, a po jeszcze gorszym i nieskutecznym "leczeniu" ludzkie zwłoki zanieczyszczają środowisko.

Co mogę zrobić? Ograniczam plastiki i styropiany w ulu do minimum, typu płytka poławiacza pyłku przez jeden miesiąc w roku. Niech chociaż pszczoły mają względnie zdrowe mieszkanie.

Ale fakt, że temat się upowszechnia także przez brukowce jest pocieszający, choć pewnie dla większości konsumentów niewiele to zmieni.
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post
#3
Mam tą książkę, jakby ktoś z moich okolic chciał przeczytać. Ale to taki lekki horror się robi później jak patrzy się na dyzodoranty, patelenie, długopisy z mięką gumką antypoślizgową, kanapę, plastikową butelkę... właściwie na co się nie spojrzy to lekki horror Oczko
Cytuj ten post
#4
Otóż to... czasem lepiej za wiele nie wiedzieć ;-)
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post
#5
Powiem tak, wydaje mi się że umrzykowi wszystko jedno czy jego ciało rozłoży się szybciej czy wolniej...
Cytuj ten post
#6
Przekonamy się, jak zaczniemy sobie polegiwać poniżej kwiatków. Uśmiech Jednak napewno nie jest obojętny czas umierania, a niestety, od tego co jemy i czym się otaczamy jest on uzależniony.
Cytuj ten post
#7
(04.04.2017, 09:59)kosz85 napisał(a): Mam tą książkę, jakby ktoś z moich okolic chciał przeczytać. Ale to taki lekki horror się robi później jak patrzy się na dyzodoranty, patelenie, długopisy z mięką gumką antypoślizgową, kanapę, plastikową butelkę... właściwie na co się nie spojrzy to lekki horror Oczko

Chętnie przeczytałabym książkę, ale niestety nie mieszkam w Warszawie.

Jeżeli wchodziłaby w grę przesyłka pocztowa na mój koszt, to daj znać. Obiecuję, że oddam Uśmiech Albo odeślę pocztą, albo oddam osobiście na najbliższym zjeździe - jak przyjedziesz Uśmiech

Warto chyba wiedzieć jaki wróg czyha we własnym domu Uśmiech
Cytuj ten post
#8
Na allegro jest ta książka po 20zł, chyba bardziej opłaca się kupić niż sobie przesyłać Uśmiech
Cytuj ten post
#9
To jest książka jednorazowego użytku. Przeczytasz raz i już więcej do niej nie wracasz. Więc chyba lepiej pożyczyć, ale oczywiście jak się nie da, to kupię Uśmiech
Cytuj ten post
#10
Mogę podesłać, nie ma problemu. Wyślij adres na priv.
Cytuj ten post
#11
Cytat:Niedawno spotkałam lekarza medycyny sądowej z wieloletnim stażem. Wśród wielu tematów rozmowy jeden zapadł mi w pamięci najbardziej. Zwłoki wydobywane z grobów (w celu ekshumacji) trzydzieści lat temu i teraz, przechowywane w podobnych warunkach, zasadniczo różnią się stopniem rozkładu, mimo takiego samego czasu pozostawania pod ziemią. Obecnie stan zwłok jest nieporównanie lepszy niż kiedyś.

A czy brał pod uwagę taki czynnik, ze ostatnio powszechniejsza staje się moda na balsamowanie zwłok podczas przygotowania do ostatniego pożegnania czy mszy. Zwłaszcza jeśli trumna ma być otwarta. Wypompowuje się zakrzepłą krew i wpompowuje do środka płyny konserwujące. Z zewnątrz dezynfekuje się ciało trwałym makijażem. Podobno jak zabieg przeprowadzony jest na czas nie ma szans aby mucha złożyła jaja.
Cytuj ten post
#12
Właśnie czytam książkę. Jestem na początku przy ftalanach, ale już włos mi się jeży na głowie.

Teflonową patelnię wyrzuciłam a jeszcze do teflonu nie doszłam.

Nie ma możliwości, na mój rozum, zrezygnowania z plastików w życiu codziennym. Gdzie się nie patrzę, to plastik i nie ma żadnej alternatywy. Ale można próbować. A ponieważ jestem pod wrażeniem książki, zaczęłam się dzielić posiadaną wiedzą z pobratymcami. I cóż mogę stwierdzić. Ftalany i inne chemikalia ludzie mają w dupie. Moja koleżanka, która leczy syna u alergologa, powiedziała, jak niektórzy z Was, że "lepiej nie wiedzieć". Moja siostra, która leczy córkę na cukrzycę i alergię powiedziała, żeby nie dać się zwariować.

A ja sobie myślę, że świat jest i tak już przeludniony i jakiś zabójca musi w społeczeństwie grasować. Wiec wszystkim którzy mówią że "lepiej nie wiedzieć, mogę życzyć tylko szczęścia Uśmiech
Cytuj ten post
#13
(03.12.2017, 09:06)Bączek napisał(a): Nie ma możliwości, na mój rozum, zrezygnowania z plastików w życiu codziennym. Gdzie się nie patrzę, to plastik i nie ma żadnej alternatywy. 

A czego plastikowego nie można zastąpić innym materiałem ? Uśmiech 
Fakty nie przestaną istnieć z powodu ich ignorowania 
Jola
Cytuj ten post
#14
Wszystko można, tylko zazwyczaj i tak zapakowane jest w plastik Uśmiech
Cytuj ten post
#15
W Krakowie pojawiła się moda na zdrową żywność. Są obecnie w dwa jarmarki zdrowej żywności.Towary są pakowane w papier, warzywa, jak się uprzesz, możesz wziąć do własnej siatki. Można i należy wykluczać plastiki i inne chemikalia z życia. Trzeba się tylko trochę postarać.

Łażę sobie po domu i zastanawiam się jak go budowałam. Wszędzie chemia. Podłogi z paneli, na ścianach toksyczna farba, folia na stropie, jakiś inny syf na elewacji.

Mam też pewne sukcesy. Dachówka, woda ze studni i instalacja wody deszczowej. Drewniane okna i stropy, choć malowane pewnie toksyczną farbą.

Są rzeczy, których nie da się zmienić. Ale panele na pewno wcześniej czy później wywalę i położę zwykłe deski. To jest zabójstwo przy psach, ale czy ja muszę mieć podłogi na wysoki połysk.

Przymierzam się do położenia drewnianego stropu w łazience, bo mam jeszcze na suficie folię. Poszłam do Castoramy poszukać jakiejś ekologicznej farby. Wszędzie chemia, jakieś butlo coś tam, długa nazwa nie do zapamiętania. Wg dzisiejszej wiedzy ponoć nieszkodliwa.

Przypomina mi się fragment książki Gumowa ,toksyczna kaczka, w której autorzy wspomnieli, jak (chyba w Ameryce) produkowano przez lata tapety z arszenikiem, bo wg ichniejszej wiedzy nie był szkodliwy, a panienki malowały ozdoby maczając pędzelki w radonie.

Pierwsze co trzeba zrobić wg autorów książki to wywalić chemię z żarcia albo żarcie z chemią.
Po drugie wywalić teflonowe patelnie i garnki, pojemniki plastikowe zastąpić szklanymi bądź ze stali nierdzewnej, torebki foliowe papierowymi. Wywalić plastikowe zabawki.
Następny etap wtajemniczenia to zastąpienie domowej chemii (proszków, mydła, szamponów, kosmetyków itp) produktami naturalnymi.

A potem pójdzie już z górki Uśmiech

Nie chwaląc się pierwsze trzy punkty mam za sobą Uśmiech
Cytuj ten post
#16
Niestety idąc tym tokiem myślenia równie dobrze może okazać się za jakiś czas ze szkło i drewno są szkodliwe tylko jeszcze o tym nie wiemy... Nie dajmy się zwariować. Chemia jest we wszystkim.
Cytuj ten post
#17
W jakims stopniu pewnie sa szkodliwe np. Drewno cisu Oczko nawet smiertlenie przy niewielkiej dawce spozytej. Jest cos takiego jak hormeza i dotyczy to rowniez naturalnych substancji.
Cytuj ten post
#18
(12.12.2017, 22:22)emzarek napisał(a): Chemia jest we wszystkim.

Chemia jest wszystkim, wszystko jest chemią Oczko
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#19
(12.12.2017, 22:22)emzarek napisał(a): Niestety idąc tym tokiem myślenia równie dobrze może okazać się za jakiś czas ze szkło i drewno są szkodliwe tylko jeszcze o tym nie wiemy... Nie dajmy się zwariować. Chemia jest we wszystkim.

No teraz to już przesadziłeś Uśmiech
Cytuj ten post
#20
(13.12.2017, 16:59)Bączek napisał(a):
(12.12.2017, 22:22)emzarek napisał(a): Niestety idąc tym tokiem myślenia równie dobrze może okazać się za jakiś czas ze szkło i drewno są szkodliwe tylko jeszcze o tym nie wiemy... Nie dajmy się zwariować. Chemia jest we wszystkim.

No teraz to już przesadziłeś Uśmiech

Dlaczego przesadził? Drewno może zajść pleśnią, która jest wielokrotnie bardziej szkodliwa od wielu plastików. Szkło przez swoją kruchość również nie jest super bezpieczne, ale tego tłumaczyć nie trzeba.

Nie mamy już na wiele elementów wpływu. Musimy iść na kompromisy bo zwariujemy.
Cytuj ten post
#21
Z tą pleśnią to przesada. Jest bardzo dużo gatunków grzybów i pleśni, tylko niektóre są niebezpieczne. Gdyby to było tak jak mówisz, to ludzkość już dawno by wyginęła. Kiedyś nie było tak łatwo o jedzenie, szanowało się je i spleśniałe czy nie, i tak się jadło. Tak zresztą powstały sery pleśniowe, tak się je twarożki smażone.

Szkło jest kruche, dlatego plastik go wyparł, tylko plastik stanowi zagrożenie ukryte przed naszym wzrokiem, powoli zatruwając społeczeństwo, a szkło jak się zbije to widzisz. Jesteś w pełni świadomy zagrożenia, i możesz z łatwością go uniknąć. Stosując twoją logikę, to drewno jest bardzo szkodliwe, szczególnie podane doodbytniczo. Udowodnili to naukowcy w średniowieczu, nasadzjąc na pale liczne rzesze obiektów eksperymentalnych.
Cytuj ten post
#22
Mistrzowska odpowiedź koszu Oczko
nie chodziło mi o krytykowanie drewna (jakbym śmiał), ale nie lubię schodzić ze skrajności w skrajność. Są na drewnie - tym bardziej w domach -gatunki pleśni bardzo niebezpieczne dla człowieka. Też często nie widzimy tego zagrożenia, a występuje. Tyle. Ponadto chyba każda pleśń w większej ilości jest niewskazana. Nawet ta z sera.
Nie ubieram się w ortaliony, ale już jeansem nie gardzę jeżeli łapiesz analogię. Nie dajmy się zwariować.
Cytuj ten post
#23
Pełna zgoda. Nie dajmy się zwariować, piszemy do siebie z urządzeń, które wręcz pocą się toksycznymi substancjami Oczko Przy użyciu technologii bezprzewodowych, które smażą (podgrzewają) nasze organy wewnętrzne. Robimy sobie wystarczające kuku.
A z drugiej strony warto mówić o pewnych rzeczach, bo później jest problem. I nie chodzi mi o to, że w wieku poniżej 30lat dostajesz raka. Dostajesz, umierasz i masz problem z głowy. Ale np z bezpłodnością spowodowaną nierównowagą hormonalną, pożyjesz już całkiem długo. A na to wpływają szampony, dezodoranty, butelki PET. Jednym z powodów, że nasze społeczeństwo się feminizuje, jest to, że te wszystkie środki wchodzą w szlaki estrogenu. Pijesz wodę z butelki, używasz fajnego długopisu z gumką, dezodorantu, a w efekcie długiej ekspozycji twój testosteron maleje. Dla Ciebie to może nie problem, ale na życiu rozwijającego się dziecka to może zaważyć. Nie będzie napakowanym testosteronem drwalem Oczko
Cytuj ten post
#24
Widzisz jaka zagwostka... brodę całkiem całkiem już mam, ojciec drwal a ja mam 2 córki. Jakiś mix zgodności z niezgodnością Oczko
Oczywiście warto wiedzieć, choćby po to by unikać tych najgorszych wyrobów.
Cytuj ten post
#25
Nie jest to takie proste z tą feminizacją, reprodukcją i hormonami. Czynnik ten jest nie wystarczający do opisania tego zjawiska w świetle danych jakie posiadamy.

Problem jest następujący. Czy te nowe tworzywa szkodzą ludziom lub roślinom i zwierzętom od których zależymy szybciej (w odróżnieniu od populacji bakterii bo tutaj nie mam wątpliwości, ze dostosują się do plastyku) niż zachodzi nasza ewolucja.

Jest coś takiego jak hormeza. Jedne indywidua czy populacje mogą mieć większą tolerancję na granicę hormezy i inne mniejszą. Jednak zawsze jakimś jednostkom musi szkodzić bardziej wprowadzana jakaś technologia. Przykładowo W XVIII i XIX wieku w Wielkiej Brytanii fabryki w sposób zdecydowany bardziej dymiły sadzą niż dzisiaj i to jakościowo i ilościowo. Ludzie Ci dobrowolnie godzili się pracować w takim środowisku bowiem dzięki temu widocznie czerpali więcej korzyści niż strat. Powiększali swoje możliwości w dążeniu do upragnionego poczucia szczęścia wydobywając się własną pracą z nędzy oraz zapewniając w ich mniemaniu lepszy byt i start ich potomkom (genetycznym kontynuatorom ich indywidualnych biologicznych cech). Gdyby nie te kopcące węglem wczesno-industralne społeczeństwo niemożna by wymyślić i opracować opłacalnej technologii wytwarzania filtrów i opłacalnych czyściejszych technologii spalania. Podobnie np. przy wczesnym zastosowaniu naświetlania się promieniami rentgenowskimi. Zaszkodziło to wielu ludziom, którzy dobrowolnie z niego korzystali często na zasadzie mody (zdjęcia rentgenowskie można było sobie robić w butikach w XIX wieku) ale dzięki temu teraz prawie na całym świecie technologia bezpieczniejszych zdjęć rentgenowskim (pomimo, że cały czas szkodliwa i bez wyraźnej potrzeby nie powinno się robić) w małych dawkach ratuje życie setkom tysięcy ludzi codziennie na świecie.

Zauważam zagrożenia plastyku ale też jednak wytwarzamy coraz bezpieczniejsze te plastyki. Nie znając swoich możliwości odporności na zmiany, najlepiej świadomie ustawić nieco z boku i tam gdzie można unikać tych niebezpiecznych. Tam gdzie mają większe oddziaływanie (np. w jedzeniu albo kosmetykach) zdecydowanie unikać ale nie popadać w paranoje aby jednak nasza ewolucja biologiczna i technologiczna następowała poniżej bezpiecznego poziomu hormezy co przekażemy epigenetycznie naszym potomkom. Inni niech się wystawiają ale a nie my choć korzystajmy dzięki rozumowi z wyników ich wystawiania z korzyścią dla nas. Duży uśmiech To bezpieczna indywidualna prozdrowotna strategia. Reszta, ludu która nie przejmuje się takimi rzeczami z własnej wolnej woli, niech testuje. Tutaj dobre by było zastosowanie konkurencyjnych prywatnych ubezpieczeń społecznych aby "chcącemu nie działa się krzywda" 

I właśnie tutaj dochodzimy do sedna mojej przydługiej wypowiedzi. Ciekawe jest, że jakoś najwyższa dzietność w Polsce jest w nizinach społecznych często uzależnionych od socjalu państwowego, roszczeniowych, nieodpowiedzialnych, nierzadko a raczej często będącymi patologicznymi rodzinami i nie najlepiej (łagodnie pisząc) wychowującymi w ten sposób dzieci (taka jest moja ocena do której mam prawo, nie jestem entuzjastą nowomodnego nonjudgmentalism'u). A osoby te totalnie nie dbają o zdrowe żywienie, zdrowy tryb życia a tym bardziej gdzieś mają jakieś zdroworozsądkowe unikanie plastyku.

Muszą być jakieś inne czynniki: polityczne, społeczne, biologiczne. Stawiam hipotezę, że bardziej szkodzą na układ hormonalny w kwestii płodności: chroniczny stres (nie związany bezpośrednio z biologiczną walką o przetrwanie), zaburzenia rytmu dobowego (wiele jest jest badań to potwierdzających), wystawianie się po zmroku na promieniowanie światła niebieskiego i UV, nie wystawianie się na Słońce, brak ruchu niż normalny kontakt z plastykiem. Jakoś te społeczeństwa rozwijające się Azji i Afryki które kontaktują się niemniej a częściej z bardziej niebezpiecznymi plastykami i ich wyziewami (o filtrach i bezpiecznych technologiach często można zapomnieć) w sytuacjach bardziej niebezpiecznych (choćby praca na wysypisku) nie mają żadnego problemu z dzietnością a ich gęstość nasienia nie spada aż tak na łeb na szyje tak jak w społecznościach zachodu.Widać chyba jednak ich ewolucja przebiega szybciej niż szkodliwość zmian.


There were no significant trends among the "unselected other" (unselected men from South America, Asia, and Africa) group and the "fertile other" (fertile men from South America, Asia, and Africa) group.

uł.
http://www.medscape.com/viewarticle/883370?src=wnl_mdplsnews_170728_mscpedit_wir&uac=28595DY&impID=1399244&faf=1

Być może efekt eksperymentu Calhoun'a jest tutaj ważny. Społeczeństwo które osiągnęło szczęście i nie musi codziennie walczyć o przetrwanie biologiczne bo ma zapewnione wszelkie podstawowe środki do biologicznego przetrwania naturalnie samosterownie wymiera. Takie czynniki mogą być ważniejsze niż trzymanie rytmu dobowego (zdrowy rytm życia), aktywny ruch fizyczny, higiena antyplastykowa i odżywianie. Ci ludzie z nizin społecznych u nas nie dbają o nic z tych wymienionych rzeczy a dzieci mają i problemów z płodnością nie mają takich jak inni. Może dla nich rozszczeniowa walka o socjal jest elementem walki o przetrwanie?
Cytuj ten post
#26
Dochodzi jeszcze aspekt lęków w stosunku do "nieznanego". Przykładowo moja babcia zaczęła używać w domu kuchenki gazowej. Dla jej matki było to nie do pomyślenia bo przecież gaz to trucizna a jedyne co nie szkodzi ludziom podczas gotowania to węgiel w palenisku. Zapewne jej babka miała te same obawy przechodząc z drewna na węgiel Oczko Teraz z kolei ludzie maja takie lęki związane z kuchenkami mikrofalowymi. A gaz jest dla nich oczywisty i normalny.
Cytuj ten post
#27
Cytat:Tak zresztą powstały sery pleśniowe, tak się je twarożki smażone.

Twarożki? Chodzi o ci o smażony ser poznański, który robi się z sera zgliwiałego a nie spleśniałego. Tam się odbywa lekki proces gnicia aerobowego. Przy smażeniu można dodać żółtko.

Francuzi jedli sporo serów umówmy się zgniłych i spleśniałych kilkuletnich i jak na Europę cieszyli się większą długowiecznością i mniejszą zapadalnością na problemy sercowe. Oczywiście nie aż taką jak Sardyńczycy. Sam mam w domu przez siebie zrobiony już chyba 4-5 letni taki ser. Ładnie obrósł. Jednak pleśń pleśni nie równa. Ważne są odpowiednie warunki gdzie wykształcają się odpowiednie pleśnie i odpowiednie bakterie gnilne i produkty ich pracy np. takie aby nie doszło do wzrostu populacji pałeczek jadłu kiełbasianego. I to jest już doświadczalnie przetestowane przez setki lat tradycją i znajomością kunsztu przyrządzania. Co ciekawe Francuzi gardzą kiszonkami uważają je za zepsute jedzenie.

A tutaj totalnie zgniły ser do konsystencji płynnej w środku który jest szczepiony larwami much (które lubią takie zapaszki i białeczko rozczepione na polipeptydy), które się spożywa razem z tym serem. Tradycyjny przysmak z najbardziej długowiecznymi Europejczykami z Sardynii: CASU MARZU https://pl.wikipedia.org/wiki/Casu_marzu

A tutaj ciekawy filmik o HAKARL: zgniłym mięsie rekina które na świeżo jest toksyczne. Przysmak Islandzki.
https://www.youtube.com/watch?v=07hsbbVFgVE&pbjreload=10
Cytuj ten post
#28
(21.12.2017, 14:23)Borówka napisał(a): (...)
Co ciekawe Francuzi gardzą kiszonkami uważają je za zepsute jedzenie.
(...)

Dopóki nie spróbują, później np. bigos, czy krokiety z kapustą i grzybami z barszczem z zakwasu z buraków, wciągają aż miło Oczko Ale fakt, powszechnie patrzą z hmm odrazą na wszelakie kiszonki.
Cytuj ten post
#29
Prawdę mówiąc to co tu czytam to prawdziwe okropieństwa.
Cytuj ten post