Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3
Te silne po raz pierwszy mogę obserwować, jak zgodnie z podręcznikiem Liebiga robią gniazdo na dwóch korpusach. Znakiem tego używają. Ale te, co dopiero podstawiłem (tj. 2 tygodnie temu) jeszcze nie patrzyłem.
Za to mogę się pochwalić, że wczoraj w zaledwie 4 godziny zebraliśmy rójkę, co się zagnieździła w kominie. Dzięki radzie Łukasza, sporządziliśmy dym-puszkę, którą opuściłem na sznurku poniżej poziomu kłębu. Dym przekonał pszczoły, aby wylazły na komin i w końcu do transportówki. Przy okazji zniszczyłem tam ładne kilka generacji starych plastrów, które dowiodły dowodnie, że ten komin z jakiegoś powodu cieszy się powodzeniem u pszczół. Te 4 godziny wynikły głównie z tego, że nie zadziałał palnik, przez co musieliśmy kombinować zapalniczką przy dym puszce i improwizować zapalanie ładunku, co potrwało. A wcześniej to jeszcze brak doświadczenia i przez to błędne wybory: odkurzacz nie jest najlepszym narzędziem do wygarniania pszczół z komina. Więcej wciągnąłem starego wosku niż samych pszczół.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post


W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
Wyglądam za okno, a pszczoły po raz pierwszy w sezonie nawłociowym latają, jak się patrzy (to się widzi). Żeby tak miały na to następne 2-3 tygodnie, to może jednak jakiś miód by z tego wyniknął, ale nie mam wielkich nadziei.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
Mam identyczny myśli. Ale czy zdołają włożyć coś do pustej nadstawki. Czy będzie towarowo? Wątpię.
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
Będzie dobrze. Trochę popadało, temperatura przyzwoita (znaczy lotna). Nawłoć dopiero się rozkręca. Coś tam się jeszcze uda wycisnąć.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
Zwiększyłem dawkę w podkarmiaczkach i efekt natychmiastowy - pszczoły latają wszędzie szukając pożytku. Sezon rabunków rozpoczęty.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
(06.09.2020, 06:23)regulus napisał(a): Zwiększyłem dawkę w podkarmiaczkach i efekt natychmiastowy - pszczoły latają wszędzie szukając pożytku. Sezon rabunków rozpoczęty.

Zaczynasz wrzucać takie krótkie teksty, na które odruchowo chciałbym zareagować jak na fejsie, czyli wkleić śmiejącą się mordę jako komcia... Oczko
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
Bo to sama esencja rzeczywistości. Nic dodać, nic ująć. I bez mordek proszę, na pohybel fejsbukowi.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
Zakończyłem karmienie, a tu sezon w pełni. Coś czuję, że jeszcze w październiku trzeba będzie dolewać. W ulach po kilka ramek z czerwiem, a w okolicach pustynia - nic nie kwitnie, w większych ilościach.
Z nawłocią cienko: z dziesięciu rodzin zostawionych na późniejszy pożytek wygarnąłem tylko po słoiku.
Mam nadzieję, że nie powtórzy się kolejna jesień z totalnymi rabunkami (bardziej wylotków zwęzić się nie da - no można próbować jeszcze tak na pół pszczoły).
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
Ja to w październiku zamierzam zakarmiać ostatecznie na zimę. W końcu zamierzam nawłoć odebrać jeszcze jak się uda, a wczoraj jeszcze zbierały. Nie mówię o dokarmianiu nukleusów. Klimat się na ociepla to nie ma co się bać tak tego października oraz we wrześniu wygryzionej pszczoły. A dorobiona pszczoła do późnych nukleusów przypszuszczam, że będzie na plus dla zimującej rodziny. Dotychczas nie widziałem różnicy w eksperymentalnie późno karmionych rodzinach sacharozą w zimowli, przeciągniętych do listopada. Mam poważne wątpliwości do polsko-pszczelarskiej teorii (nie mylić z teorią naukową) tzw. spracowania pszczół.

EDIT. Zresztą odkąd poznałem i zaeksperymentowałem z technologią cegieł, płyt cukrowych czy metody obozu górskiego (mountain camp) stosowanej przez Wielebnych z Arizony, to życie psychicznie stało się łatwiejsze i nie trzeba tak się bać niedostatecznego zakarmienia ewentualnie.
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
(16.09.2020, 08:02)Borówka napisał(a): W końcu zamierzam nawłoć odebrać jeszcze jak się uda, a wczoraj jeszcze zbierały. 

No właśnie przez to mam gacie pełne nerwów. Bo jeżeli dobrze pomnisz, to łońskiego września nie było takich chłodów w nocy. Obawiam się, że nawalne deszcze czerwcowe wróżyły nieco sroższą zimę. A zatem i wcześniejsze jej nadejście. Sam patrzę, że wciąż latają na nawłoć, pszczoły robią wrażenie dość zadowolnionych (lot nie nerwowy, przepisowa pętla po starcie), tłoku na wylotku też nie ma, ale widać, że kołują przed lądowaniem.
I tak właśnie mam dylematy. Następny tydzień też ma być pogodny. Nawłoć bardzo różnie wygląda, kępami żółciutka, ale po większej części już zbrązowiała.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
(16.09.2020, 10:53)flamenco108 napisał(a):
(16.09.2020, 08:02)Borówka napisał(a): W końcu zamierzam nawłoć odebrać jeszcze jak się uda, a wczoraj jeszcze zbierały. 

No właśnie przez to mam gacie pełne nerwów. Bo jeżeli dobrze pomnisz, to łońskiego września nie było takich chłodów w nocy. Obawiam się, że nawalne deszcze czerwcowe wróżyły nieco sroższą zimę. A zatem i wcześniejsze jej nadejście.

Toż napisałem o technologii cegieł, płyt i górskich obozów, które można ewentualnie wdrożyć. Niemniej przy podkarmiacze blisko gniazda bezpośrednio nad listewkami lub ramkowej, to gorący syrop pobierają nawet w listopadzie w lotny dzień. Oczywiście wolno, ale od połowy września jest mnóstwo czasu na zakarmienie przecież.

Wiesz ile warte są miesięczne prognozy pogody? Oczko
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
To trzeci sezon jak wróciłem do źródeł czyli do pani Wandy Ostrowskiej i do tego co ona proponuje.Do końca sierpnia pszczoły za karmione w tej chwili wygryzają się resztki czerwiu.
Cytuj ten post
Można i tak ale nie w systemie nawlociowym, którego nie było w czasach Ostrowskiej.

Wysłane z mojego SNE-LX1 przy użyciu Tapatalka
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
Za czasów Wandzi też były późne pożytki. Ja jeszcze nie uwolniłem się z obaw o spracowanie pszczół - nadal w to wierzę, ale jak obserwuję, to co się dzieje za oknem, to z każdym kolejnym rokiem upewniam się, że spokojnie zakarmianie zimowe można o miesiąc przesunąć.
Na razie wychodzę z założenia, że zawsze można coś dolać w późniejszym terminie, ale główne zakarmianie warto mieć już we wrześniu za sobą.
U mnie nawłoć się praktycznie skończyła, ale może będzie jeszcze gryka, bo okoliczni rolnicy trochę tego wysiali na zielony nawóz, przy obecnej pogodzie jest szansa, że zakwitnie, ale czy będzie odpowiednio nektarować?
Z przerażeniem jak, co roku obserwuję nasilenie rabunków. Ich początki, to zawsze moment, kiedy sąsiad uruchamia dokarmianie metodą na "szwedzki stół", dlatego nie jestem jej zwolennikiem (karmidło w formie beczki z syropem pobudza jednak pszczoły do poszukiwań słodkości w innych ulach, choć może to moje słabiaki same się proszą żeby je wygolić do zera).
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
A moje zimują na miodzie. Dostaną cegłę nad głowę tak na wszelki wypadek, ale że w tym roku nie miałem czasu na miodobrania, a z dwóch małych rodzin mi się to zwyczajnie nie opłacało, to stwierdziłem, niech mają Uśmiech Może dobrze przezimują i w sile, bo nie dzieliłem intensywnie, to w przyszłym roku mi zwrócą z nawiązką. Zresztą tegoroczna wiosna była tak sucha, że mało co zbierały. Lato było znacznie lepsze, teraz cały wylotek żółty od pyłku.
Cytuj ten post
(16.09.2020, 11:37)Borówka napisał(a): Wiesz ile warte są miesięczne prognozy pogody? Oczko

To nie z prognoz tylko z mojej obserwacji: 10 lat temu były takie deszcze nawalne, że nas zalało i musieliśmy odbudowywać dom. Zimą przyszły mrozy i śniegi, jakich nie było przez lata wcześniej i do dziś się nie powtórzyły - że aż można było dzieci ciągać na sankach po chodniku, wyobraź sobie! Oczko
No i w tym roku znowu przyszły deszcze nawalne i znowu pojawiło się zagrożenie powodziowe. Stąd moje wnioski, że szansa na sroższą zimę też się wyłania. Co nie znaczy, że tak będzie.
Pozwolę sobie zacytować mojego ulubionego pszczelarza:
Cytat:Charlie Mraz kiedyś mi powiedział, że przez pierwsze 20 lat działalności prowadził staranne zapiski pogodowe w nadziei, że rozpozna najlepszy wzór pogodowy dla produkcji miodu. Ale w końcu wyrzucił zeszyt i zdecydował: „Jeśli dobry Bóg odkręci kranik z miodem, będziemy mieć plony. A jeżeli zakręci – to nie”. Jedno wiem na pewno: mało jest w życiu spraw bardziej ekscytujących od produkcji miodu.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
Czyli uważasz, że Twoje obserwacje oparte na Twoich zapamiętanych doświadczeniach (tak jak Twój mózg zapamiętał wrażenia) są więcej warte niż wielomiesięczne prognozy pogody?
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
Wczoraj zrobiłem miodobranie (drugie w tym roku). Nie były łaskawe nanieść nawłoci do nadstawek (z ciemnymi plastrami). Naniosły z boku w systemie leżakowym. Odebrałem ramki poza tymi, gdzie był czerw lub gdzie był jeszcze kapiący nakrop, tak do momentu, aby miały te minimum 7-8 ramek. Z czerwieniem rodziny mocno wyhamowane. Pewnie przez ostatnie chłodne noce. Trochę nawet jest tego wielokwiatu z nawłocią (bo to mieszanki z tego co było wcześniej kiedyś tam). Nawłoć miała być do nadstawek, ale tylko jedna się w systemie WZ skusiła, aby coś władować do nadstawki. Przypuszczam, że w nisko-szerokiej ramce w korpusowym ulu można być o więcej się pokusić, stawiając korpus pod spód. To zamierzam w przyszłym roku wypróbować w systemie LN 2/3. Wieczorem obrabowane rodziny od razu podkramione 2 litrami 3:2. Rano wyczyszczone. I tak codziennie dopóty uznam, że zakarmione. Przypuszczam, że do końca września się wyrobię z zakarmieniem produkcyjniaków.

Nukleusy czerwcowe dokonały samozakarmienia. Nukleusy sierpniowe będą wymagały nieznacznego dolania. Późno nukleusy może dłużej przeciągnę, aby naprodukowały jeszcze czerwiu. Z tego powodu dostają jeszcze ciasto z pyłkiem i soją odtłuszczoną w proporcji 1:1.

Jedna rodzina mocnoobjawowo chora w czerwcu i na oddziale intensywnej terapii w lipcu, jest pod dodatkową obserwacją. Rokuje do zimy dobrze. Miodu oczywiście nie dała.
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
(18.09.2020, 16:46)Borówka napisał(a): Czyli uważasz, że Twoje obserwacje oparte na Twoich zapamiętanych doświadczeniach (tak jak Twój mózg zapamiętał wrażenia) są więcej warte niż wielomiesięczne prognozy pogody?

Nie, nie uważam. Ale nie uważam też, że są mniej warte. Szczególnie, że nie ma czegoś takiego, jak wielomiesięczne prognozy pogody. Są wielomiesięczne wróżby pogody. Na tym polu osobiste doświadczenia są tyle samo warte, co ekstrapolacje wyrafinowanych systemów obliczeniowych. Doprawdy nie wiem, dlaczego zakłady robi się na sporcie zamiast na pogodzie...
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
Pierwsze zalewanie podkarmiaczek dokonane rzutem na taśmę. Następne może w niedzielę, zobaczym. Dumny jestem niezmiernie, gdyż moje zabiegi tegoroczne, pomimo głębokiego upadku motywacji oraz naprawdę kiepskiego sezonu, dały widoczny wynik: pszczoły po nawłoci nieźle wyglądają.
Jestem dumny z mojego mieszacza do cukru. To dzięki niemu udaje mi się namieszać dość syropu, aby przynajmniej o kwestie głodu się nie martwić. Pomimo głębokiego upadku motywacji w tym sezonie.

[Obrazek: 2020-07-07_DOM_01_Mieszacz_prawie_gotowy.jpg]

Aż zaczyna mi się chcieć zrobić wycieczkę w celu sprawdzenia porażenia tak zwaną przez młodych pszczelarzy warozzą... No, nie wiem, czy mi tej upadłej motywacji wystarczy, zobaczymy.

Jedna rodzina podczas próby miodobrania (nieudanej, pusta nadstawka) rzuciła się na mnie - obstawiam, że nie dożyje grudnia. W sierpniu zlikwidowałem kilka kiepściaków przez dołączenie ich do innych kiepściaków (z lenistwa i braku motywacji nawet nie chciało mi się zapisać, kogo z kim łączę) - teraz te połączone wyglądały nawet-nawet. W dwóch rodzinach znalazłem (choć nie szukałem) resztki komórek matecznikowych. Ale pszczoły zachowywały się spokojnie, więc obstawiam, że zrobiły cichą wymianę, co mi wcale nie przeszkadza. Została jedna taka sobie, co jeszcze nie wiadomo, jak sobie poradzi. Ale ją już zostawiam do zimy.
Pszczoły na leśnym toczku, w starych ulach z płyty pilśniowej wyszły na prostą dzięki nawłoci. Po wyrojeniu, którego nie skontrolowałem, pyrkały powoli, wiadomo było, że miodu z nich nie będzie. Ale do zimy się odbudowały. Jedna z nich była strasznym kiepściakiem. Dołączyłem (czyli po prostu dosypałem) do niej pszczoły znalezione nieopodal na krzaku:

[Obrazek: 2020-08-08_DOB_02_Rojka_na_krzaku.jpg]

Nie wiem, co inni sobie myślą o takich głodniakach, pewnie nic dobrego. Ciekawe, która matka tam teraz sadzi. Nie szukałem tej głodniaczej, sypałem, co nie spadło z gałązki. Ale tutaj widać istotną poprawę po paru tygodniach. Oczywiście odegrała rolę solidna porcja syropu podana w lipcowym głodzie. Głodniaki chyba też miały swój udział: zanim ich nie dosypałem, ta rodzinka syrop lekceważyła. A teraz paczę, a obie podkarmiaczki (czyli łącznie coś ok. 15l syropu) zastałem wysuszone. W jednej był świeży, w drugiej delikatnie fermentujący już syrop. Nadrabiają zaległości, jak mogą, bo znajszłem 3 ramki z czerwiem.

Ot, tak mi w nawłoci piszczy.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
A nawłoci zrabowałeś coś?

Wysłane z mojego SNE-LX1 przy użyciu Tapatalka
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
Wspomniane przeze mnie to jedyne miodobranie, jakie zrobiłem. Ponieważ oglądałem plastry przez cały sezon, przypuszczam, że w odwirze (fachowa nazwa na odwirowany z plastrów miód utworzona identyczną techniką, jaką tworzy się inne fachowe nazwy, jak np. odwar, odczyn, upiór dzienny...) będzie ponad 60% miodu nawłociowego.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
(24.09.2020, 07:28)flamenco108 napisał(a):  w odwirze (fachowa nazwa na odwirowany z plastrów miód utworzona identyczną techniką, jaką tworzy się inne fachowe nazwy, jak np. odwar, odczyn, upiór dzienny...) będzie ponad 60% miodu nawłociowego.

Podoba mi się. Tylko czy jest też nawir? Analogicznie do naparu i odwaru?
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
(24.09.2020, 17:56)Borówka napisał(a): Podoba mi się. Tylko czy jest też nawir? Analogicznie do naparu i odwaru?

To należy rozważyć. Bo nie ma np. nawaru. Odparu zasadniczo też nie ma, choć mógłby być. Myślę, że z łatwością zgodzimy się na odwir, ew. wywir. Trochę trudniej będzie z uwirem, który dopasowałbym do odwirowanych plastrów (np. "Waga uwiru wskazuje na wciąż duże pozostałości miodu, efektywność uzysku odwiru można jeszcze poprawić", jak by pisała Trybuna Ludu). Ale możemy jeszcze podyskutować o przewirze (co to?), powirze (też plastry wyjęte z miodarki), dowirze (plastry tuż przed włożeniem do miodarki, już odsklepione)... Oczko
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post