Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3
Przejechaliśmy się po pasiekach. Tym razem płacę za dobrze zasłużone błędy początkującego, więc baty od rzeczywistości przyjmuję z pokorą. Z moich obserwacji wynika, że tym razem żadna rodzina nie padła bezpośrednio z powodu chorób lub pasożytów. Dwie rodziny padły z powodu wyczerpania zapasów. Łącznie dwie. Dziewięć padło z powodu złodziei zimowego miodu. Kolejnych sześć padło z powodu stresu wywołanego przez myszy. Zlekceważyłem to zagrożenie mimo ostrzeżeń. Łączne straty przekroczyły zakładaną połowę. Mam prawdopodobnie dwa bezmatki, ale dam im jeszcze parę dni, może się rozkręcą. Aktualny stan pasieki w moim bezpośrednim zarządzie wynosi 12 rodzinek plus 3 (słownie: trzy) w superpozycji stanów, bo do nich nie dojechałem, więc nie mogłem zredukować funkcji falowej.

Rodzinki, co do których miałem nadzieje różne, różniste:

Łukaszowa P18 (tzn. P16, ale dodałem 2 po jej migracji na moje pasieczysko) - fortówka - ledwo zipie, ale zipie. Z głodu. Sprzątnąłem ze 4 ramki pełne spleśniałych pszczół. Żywe rozpełzły się po ok 5 uliczkach. Znalazłem nawet matkę, bo szukałem zasiewu. Bardzo niemrawo łaziła, ale pszczoły się nią opiekowały. Zadałem im ramkę z nakropem od silnych sąsiadek, do drugiej nakapałem syropu (Rosjanom jakoś to zgrabniej wychodziło na filmikach), nalałem też do podkarmiaczki. Zadałem im też ciasto. A nawet nalałem z pół literka soku z brzozy i postawiłem w pobliżu wylotka. Mają wybór. Mają też zapas pierzgi. Może się odbiją. Spełniłem w końcu wszystkie warunki, żeby pszczelarz dobrze się poczuł, bo coś przecież zrobił.

Córka surwiwalówki od Kuby nie dała rady - po usunięciu myszy pod koniec grudnia nie była już niepokojona, bo dostała zabezpieczoną dennicę. I zamarła na górze ramek, jeszcze w kłębie, po zjedzeniu zapasów. Najwyraźniej nie miała dość wigoru, żeby dobrać się do ciasta, które dostała owinięte w strecz - nie otworzyłem go. Mój błąd. Bardzo mi jej szkoda.

Córka przedwojennej, kolejna nieleczona, rzeczowo i konkretnie wyjadła zapas z dzikiego plastra, który sobie ulepiła w pustym korpusie do zakarmiania. Nie tknęła szczelnie polepionej powałki, oszczędnie pojadła z kawałka ciasta, który dostała w lutym. Nosi pyłek. Nie czułem potrzeby zaglądać dalej niż pod powałkę, mam do niej zaufanie. Zazimowana na dwóch półkorpusach typu websterowskiego, od momentu utworzenia łokełejem tak się zachowywała. Bardzo mi się podoba. Jakiś heterozyjny fuks. Ale zobaczymy, jak ją zbadam pod kątem porażenia warrozą.

Fuksówka funkcjonująca w macierzaku (konkretnie wnuczka tamtej jedynej, co przeżyła zimę 2016-2017) wyglądała jak jesienią: pełny 9-ramkowy, dadanowski korpus pszczół. Ale druga postfuksówka to właśnie jeden z typów na bezmatek. No, zobaczymy.

I to koniec listy rodzin, z których chciałem w tym roku namnażać.

Najlepiej wyglądały rodziny na jednym, konkretnym pasieczysku, wszystkie to odkłady osadzone w starych, ocieplonych czymś z lat 80-tych, leżakach na ramkę dadanowską. Coś jak wygrana grupowa. Te wyglądały jak na filmikach z jutuba. W korpusach jednościennych na innych toczkach też było parę takich rodzin, nie chodzi mi tu o flejm o wyższości ula ocieplanego nad jednościennym Oczko

A tak w ogóle to zachwycony jestem wygodą pracy z użyciem przyczepki. Może czasem trochę dalej trzeba chodzić na toczek, ale za to nie trzeba odkładać na potem żadnego transportu, który się napatoczy, ani planować wielokrotnych przejazdów.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post


Wiadomości w tym wątku
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - beekeeeper98 - 27.04.2017, 16:15
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - MirusB - 03.05.2017, 20:39
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - MirusB - 23.05.2017, 07:41
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - karolinka777 - 08.09.2017, 08:59
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - flamenco108 - 07.04.2018, 21:06