Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3
Jacuch, zmotywowałeś mnie do opowieści ze zwrotem akcji Oczko
Opowieść jest z wczoraj.
Wieczorem postanawiam zabrać rodzinę i pokazać im misterium wieczornego podkarmiania. Najpierw nagły spadek temperatury, kiedy wchodzi się w obszar zalegania wiślanego zimnego powietrza. I cisza. Odgłosy ulicy przechodzą w niemal-wiejskie. Z samochodu wysiadamy w krótkich rękawkach, 200m w stronę wału i metr niżej ubieramy bluzy od dresów.
Ciemność. Dziewczynki dostają latarki i mają niesamowitą frajdę. Niedaleko pszczół przechodzimy na światło czerwone i naszą ciszę - to ostatnie najtrudniejsze dla moich dwóch córek, ale dają radę. Pokazuję im pszczele języczki wysuwane przez powałkowego pajączka u Er i El. Potem pełno czekających Deków na powałko-podkarmiaczce. Szerszenia - nocnego amatora lilaków - dziś już nie ma. A straszył mnie co noc przez ostatni tydzień. Robiąc przy słoikach wzdrygałem się na charakterystyczny dźwięk odpalanych na sekundę szerszeniowych skrzydełek, niebezpiecznie blisko. Potem go wyszukałem. Pojedynczy osobnik, zgryzający korę lilaka, jakby się zaciął. Zwłaszcza w zimniejszą noc. Przypominał wtedy zepsuty, wolniej chodzący zegar. Ciągle ruszał żuwaczkami, ale robił to dwa razy wolniej. Dzisiaj go nie ma.
Dzieciaki podnoszone, aby zajrzeć na powałkę, cicho prowadzone wokół uli, w tajemniczym czerwonym świetle, wreszcie zdają się odczuwać magię tych moich nocnych wycieczek. I wtedy następuje Wielki Przypadek, bez którego nie byłoby może całej tej krótkiej opowieści.
Puste słoiki stoją na daszku Deków obok, pszczoły grzecznie siedzą w ulach. Poza jedną. Podanie syropu zapewne budzi w niej ducha zbieraczki, ale po ciemku pszczoła nie lata. Wdrapuje się zatem piechotą na daszek i zaczyna oblizywanie jednego z pustych słoików. Jeszcze nic strasznego.
Kończymy ostatnią wymianę słoika i zaczynamy sprzątanie, chcę spędzić ciekawską pszczółkę z powrotem na jej daszek i popełniam błąd. Dmuchnięta odrywa się od słoika, ale za daleko ma do lądowiska i go nie dostrzega, zaczyna się nieprzewidywalny lot na ślepo, po nocnym pasieczysku, gdzie stoją cztery ule i cztery, znieruchomiałe nagle, postacie ludzkie. Ten lot trwa może z 2 sekundy, ale słyszę ciche pętle, niepewne zygzaki i na szczęście spokojne próby złapania przez pszczołę orientacji na jakiekolwiek lądowisko.
Moment później moja pięciolatka klepie się w głowę, wbrew wszelkim wpajanym jej zasadom obchodzenia się z pszczołami, zamiast bez ruchu pozwolić pszczole chodzić. Robi najgorszą możliwą rzecz. Nigdy w życiu nie była jeszcze użądlona, a do tego alergik czekoladowo - pestycydowo - barwnikowy. Ze wszystkich członków rodziny najbardziej nie do przewidzenia jest właśnie jej reakcja. Ręka trafia we włosy z rozczapierzonymi palcami, pszczoła nietknięta chodzi pomiędzy środkowym a wskazującym. Jednocześnie młoda orientuje się, że palnęła głupstwo, nieruchomieje, a może i reaguje na mój ostrzegawczy rozkaz... Czyli dzisiaj się nie dowiemy, jak to u niej z użądleniami.
Pszczoła zostaje zabrana z jej włosów na nakrętkę i tym razem strząśnięta blisko daszka. Znowu nie tak. Znowu rusza w nocny lot. Znowu chwila niepewności i cichego bzyku wokół. Tym razem dwie osoby czują, że to na nich wylądowała. Po dokładnych oględzinach, już nawet w białym świetle, wychodzi na to, że obu się zdawało.
Noc ciepła, zbieraczka raczej dotrwa do rana i wróci do ula. My się też zmywamy.
Cytuj ten post


Wiadomości w tym wątku
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - beekeeeper98 - 27.04.2017, 16:15
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - MirusB - 03.05.2017, 20:39
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - MirusB - 23.05.2017, 07:41
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - karolinka777 - 08.09.2017, 08:59
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - michal79 - 20.09.2018, 09:12