Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3
(01.04.2019, 08:42)bonluk napisał(a): Ciekawe to wszystko. Jednak to spore straty biorąc pod uwagę, że leczyłeś a więc jakąś część pasożyta z pszczół zdjąłeś... a jak straty w okolicy? Chodzi mi o rzetelne i realne dane a nie ankiety w kole?

Na razie nie mam żadnych informacji. Jeszcze nie rozmawiałem ze znajomymi. Wiem, że wśród kółeczkowej "młodzieży" (czyli tak 40-60 lat Oczko ) zeszłej jesieni wystąpiła obawa przed tegorocznymi stratami, dlatego zainteresowano się tymi różnymi nowymi wynalazkami. Ale czy coś z tego wynikło, to jeszcze nie wiem. 

Mój wujek (mentorujący mnie od czasu do czasu) wczoraj telefonicznie zgłosił, że ma 100% przeżywalności, on stosuje apiwarol 100% zgodnie z instrukcją na pudełeczku. Nawłoci nie zbierał, zimował na tym miodzie z dolewką. Zachwycony siłą rodzin, po ostatnich 3 latach sporych strat (już myślał, czy by nie rzucić pszczelarstwa). Ja swoje leczyłem tak samo jak Szymon, czyli KM, a potem kroplówką, ale zacząłem dopiero po miodobraniu z nawłoci - i to dziś uważam za podstawową przyczynę dużego spadku (leczenie zamiast wyleczenia).
Będę mierzył zawarrozowienie metodą flotacji w alkoholu, w drugiej połowie kwietnia lub na początku maja, zależnie od układu dostępnych weekendów.

Koszu: jeszcze nie wiem, jak postąpię. Na razie przeżywam te straty i czekam na drugą połowę kwietnia, kiedy prawdopodobnie już zaczną rodziny buchać wigorem, co znacznie podniesie mi humor Oczko . Na pewno w procesie odbudowy będę forował geny z nieleczonych, tu nie ma dyskusji. W ostatnich latach co roku kupowałem jakąś partię pszczół "komercyjnych", prowadzonych podręcznikowo (plus obowiązkowo paski w każdym ulu przez cały sezon) do momentu sprzedaży wiosną. Jeszcze nie skończyłem podsumowania, ale wygląda na to, że z partii kupionej w zeszłym roku przetrwała zaledwie jedna. Z przedwojennych, tak nawiasem, żyje tylko jedna wnuczka. Z partii zaprzeszłorocznej (krasnotyłe buchwasty), która sprawowała się nieco lepiej niż zeszłoroczna, mam tylko córki (ostatnia matka oryginalna padła tej zimy), czyli już częściowo zmieszane. Bawiłem się też pobocznie w kupno matek, choć na niewielką skalę. Niektóre padały już na etapie unasienniania, inne nie zdołały zbudować rodziny do zimy - dziś już nie żyje ani jedna, po pierwszej zimie. Czyli na razie widzę sens mieszańcowania i doboru na podstawie lokalnych osiągnięć bez zwracania uwagi na "rasowość" - to mnie po prostu przekonuje. Własny wychów matek też nie budzi wątpliwości. A co do reszty, to wciąż jest na poziomie eksperymentowania.

A czerw trutowy znajszłem w dwóch rodzinach, które przetrwały w uczciwej sile.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post


Wiadomości w tym wątku
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - beekeeeper98 - 27.04.2017, 16:15
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - MirusB - 03.05.2017, 20:39
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - MirusB - 23.05.2017, 07:41
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - karolinka777 - 08.09.2017, 08:59
RE: Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3 - flamenco108 - 01.04.2019, 10:02