Co w trawie piszczy o tej porze? cz.3
(26.10.2019, 09:20)Adam1969 napisał(a): A że (jak wszyscy wiemy) lenistwo jest siłą napędową postępu, uważam się za postępowego pszczelarza Uśmiech

Jeśli chodzi o postęp technologii ogólnie, w tym biotechnologii i technologii w rolnictwie oraz wiedzy o przyrodzie, to raczej, z całym szacunkiem, karkołomna teza. Jest odwrotnie. To pracowitość i ciekawość jest jedną z sił napędowych postępu. Całą masę obserwacji i badań nad przyrodą robiono właśnie pierwotnie z ciekawości. 

Na marginesie: wcale nie twierdzę, że to badanie miałoby być jakieś ważne, przełomowe ze względów praktycznych. Po prostu ciekawi mnie, czy to zaglądanie do pszczół, rzeczywiście jest dla nich takie złe, jak to często sobie człowiek wyobraża. Na ile jest to poprawianie swojego pszczelarskiego samopoczucia, które oczywiście jest bardzo ważne. Oczko

Wyobrażam sobie jednak, że kiedy wynaleziono np. system ramowy i ul w którym zagląda się od góry, to też było wielu pszczelarzy / bartników, którzy twierdzili, że wyjmowanie plastrów z ula jest niewłaściwe itd. A wcześniej, że w ogóle trzymanie pszczół na ziemi jest niewłaściwe. Ba! Neobartnikom też zdarza się tak aktualnie twierdzić. Wcześniej właściwie nie grzebano za bardzo w gnieździe, a jeśli już to po prostu je niszczono, bo nie było takiej możliwości. Podobnie z rzadka zaglądano do ula ula/kłody od góry.
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
(26.10.2019, 09:45)Borówka napisał(a): Po prostu ciekawi mnie, czy to zaglądanie do pszczół, rzeczywiście jest dla nich takie złe, jak to się to często sobie człowiek wyobraża.

Zapewne aż takie złe to nie jest. Ale w jakiś tam sposób im szkodzi - tak uważam. Być może aktualnie nie dysponujemy narzędziami, aby to zmierzyć. I dopóki nie zadysponujemy nimiż, wolę ostrożnie przyjmować taką wersję - że grzebanie bez pozwolenia komuś w jego domu nie poprawia jego sytuacji, ani nie jest mu też obojętne.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
Z tym się trudno nie zgodzić, choć ja o poprawie sytuacji nigdzie nie napisałem. Pytanie więc czy byłaby różnica pomiędzy bardziej dzikimi pszczołami, a bardziej udomowionymi. Bez pozwolenia to abstrakcyjna dość przenośnia. Jeżeli mamy przez to rozumieć, chęć do żadlenia, to jak wiemy różnie pszczoły reagują.
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
(26.10.2019, 11:24)Borówka napisał(a): Bez pozwolenia to abstrakcyjna dość przenośnia. Jeżeli mamy przez to rozumieć, chęć do żadlenia, to jak wiemy różnie pszczoły reagują.
Bez pozwolenia to w tym wypadku oznacza raczej "bez zaproszenia". Drobne różnice prawne i logiczne między pozwoleniem a brakiem sprzeciwu Oczko
Dopóki nie mamy stosownych narzędzi, bazujemy na widzimisię. Z pewnością grzebanie w ulach generuje stres, do czego różne przyczynkowe badania były już robione - po przegrzebaniu ula pszczoły wracają do równowagi nawet przez kilka dni. Ale nie wiemy, czy długofalowo przekłada się to na ich większą śmiertelność, czy skraca im życie, czy zwiększa podatność na choroby - czyli czy przekracza to granicę stresu jako motywatora, a zmienia stres w terminatora Oczko - czy tylko kompensują to np. większym zużyciem cukrów. Dlatego wolę zakładać, że jeżeli nie muszę, to nie grzebię.

Dlatego postarałem się mieć więcej rodzin pszczelich. Dzięki temu nawet, gdy już nie mogę się powstrzymać i po prostu muszę pogrzebać w ulu (musi inaczej się udusi), mogę to rozłożyć na wiele "ofiar" mojej miłości Oczko Raz poprzeszkadzam jednej, innym razem drugiej.

Ale nie tracę nadziei, że na wiosnę wciąż będę miał pszczoły...
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
Dziś u mnie pierwszy poranny przymrozek. A to chyba oznacza, że za 3 tygodnie będzie można czymś jeszcze podleczyć na zimę. Zajrzałem delikatnie do niektórych. Ładnie siedzą skłębione. Co mnie zazwyczaj zastanawia, to że niektóre nisko, a niektóre nie. Ścieśnione już od końcówki nawłoci towarowej, co ładnie się uwidacznia, bo te większe rodziny obsiadają 1-3 zewnętrzne plastry za zatworo-matą lub podkarmiaczką ramkową.
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
U mnie pierwszy przymrozek był początkiem października, ale po niem, w niektórych rodzinach widziałem jeszcze jajka i larwy. Musiałoby przyłożyć z -5st C, żeby skuteczniej zahamować pszczoły. Albo chociaż przez tydzień w ciągu dnia nie przebijać 5st C. Co z tego, że rankiem będzie -1st a w dzień w słońcu przyłoży 15st. Nawet tymol nie zatrzyma pszczół w 100%.
Cytuj ten post
(30.10.2019, 12:05)MN napisał(a): Nawet tymol nie zatrzyma pszczół w 100%.

Nie oczekiwałbym 100% w 100% rodzin. Oczko
Niemniej, nawet jak będzie 90% w 75% rodzin, to i tak lepiej niż nic.

Tak na marginesie. Czy coś wiadomo ile maksymalnie może wchodzić samic dręcza do komórek robotnic w przypadku dużego porażenia ogólnego, a małej ilości czerwiu otwartego? Innymi słowy czy jest tak, że w takim przypadku bardzo duża ilość samic czeka na swoją kolei w fazie foretycznej, czy pchają się na wcisk do upadłego?
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
(30.10.2019, 12:05)MN napisał(a): Musiałoby przyłożyć z -5st C, żeby skuteczniej zahamować pszczoły. Albo chociaż przez tydzień w ciągu dnia nie przebijać 5st C. 

Tylko advocem, przy okazji pomiaru porażenia dręczem wyciągałem co poniektóre torebki po odparowanym (lub wciąż nie odparowanym) kwasie mrówkowym. Umieszczałem je swego czasu możliwie w środku kłębu, pośrodku kuli czerwienia. A tydzień temu były tam puste i częściowo zalane komórki. Jeżeli zatem czerw nie przeniósł się gdziejsik, to już tydzień temu u mnie musiało być słabo z czerwieniem, w każdym razie u silnych pni.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
Sprawdzałem rodziny jakoś w połowie miesiąca to 3/4 nie miało już czerwiu, albo resztka na wygryzieniu. Reszta miała larwy.
Cytuj ten post
Pojechałem na pasieczysko, gdzie miałem ustawionych dziesięć późnych odkładów, żeby zabrać wyrabowany ul i zabezpieczyć plastry przed zimą. Na miejscu okazało się, że do zabrania jest trochę więcej sprzętu, bo została tylko jedna rodzinka. Wygląda na to, że zafundowałem okolicznym pszczelarzom szwedzki stół, bo ta ostatnia nie wygląda jakoś super pod względem zapasów. Nędza. Cóż dla mnie ten sezon to porażka. Straty finansowe to jedno, ale zaczyna mi się zmniejszać motywacja do utrzymywania całkowicie nieleczonej pasieki, a myślałem, że już jestem uodporniony na oglądanie pustych uli.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
Współczuję.

Nie dość, że nie udało się ich przezimować, to jeszcze te odkłady cofnęły o krok proces selekcji dręcza zrównoważonego z gospodarzem, bo nagrodziły Tą warrozę za zabójstwo swoich rodzin poprzez rozniesienie jej po okolicznych pasiekach :/
Cytuj ten post
(31.10.2019, 05:11)regulus napisał(a): Pojechałem na pasieczysko, gdzie miałem ustawionych dziesięć późnych odkładów, żeby zabrać wyrabowany ul i zabezpieczyć plastry przed zimą. Na miejscu okazało się, że do zabrania jest trochę więcej sprzętu, bo została tylko jedna rodzinka. Wygląda na to, że zafundowałem okolicznym pszczelarzom szwedzki stół, bo ta ostatnia nie wygląda jakoś super pod względem zapasów. Nędza. Cóż dla mnie ten sezon to porażka. Straty finansowe to jedno, ale zaczyna mi się zmniejszać motywacja do utrzymywania całkowicie nieleczonej pasieki, a myślałem, że już jestem uodporniony na oglądanie pustych uli.

Nędzne to pocieszenie, ale u mnie też fatalny sezon. Zamiast pszczół tylko osy i szerszenie. Mnie przymrozki cieszą, bo wszystkie te osy, szerszenie, a także i motylica, wreszcie padną Oczko Tylko sikorki jeszcze zostaną, ale one mają już karmniki. Mam nadzieję, że uda się coś jednak przezimować, żeby mieć z czego odbudować w kolejnym sezonie. Trzeba myśleć pozytywnie, u mnie najlepszy sezon był jak przeżyła mi jedna rodzina Oczko Może kolejny też taki będzie.
Cytuj ten post
A u mnie według harmonogramu, jedna rodzina na tydzień pada od początku października.
Z mojej dotychczasowej praktyki to co mi dożyje do połowy stycznia, to lata w kwietniu.
Zobaczymy czy w tym roku też tak będzie?
regulus a co to były za pszczoły?
Jak będziesz miał armagedon na pasiece to odezwij się na wiosnę. Mam jedną rodzinę co idzie w 4 zimę bez leczenia i trochę córek po niej. Jak przetrwa do wiosny to planuje mocno pomnożyć.
Oczywiście niczego to nie gwarantuje (jak to w pszczelarstwie), ale może coś Ci to pomoże.
Według mojej oceny to dobry materiał.
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post
Też liczę, że uda się coś przezimować, do Armagedonu jeszcze daleko (mam nadzieję) - zakarmiłem ponad 30 rodzin, najsłabsze już odpadły. Straciłem wszystkie rodzinki z matkami linii Dobra, padły mi też w większości Primy od Gębalowej. Dopieszczam kampinosy i odkład od Kuby, byłoby super przejść na AMM. Najlepiej radzą sobie sklenary, fortowa rodzina od Czarka i złapana latem rójka. Cieszę się, że spada temperatura, bo może zakończy się fala jesiennych rabunków.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
(31.10.2019, 15:17)regulus napisał(a): Też liczę, że uda się coś przezimować, do Armagedonu jeszcze daleko (mam nadzieję) - zakarmiłem ponad 30 rodzin, najsłabsze już odpadły. Straciłem wszystkie rodzinki z matkami linii Dobra, padły mi też w większości Primy od Gębalowej. Dopieszczam kampinosy i odkład od Kuby, byłoby super przejść na AMM. Najlepiej radzą sobie sklenary, fortowa rodzina od Czarka i złapana latem rójka. Cieszę się, że spada temperatura, bo może zakończy się fala jesiennych rabunków.

Tez miałem zajawkę na czyste amm, ale mi przeszło. Ta rodzina o której pisałem to mieszańce od "leśnego dziadka". Jedyna rodzina którą mam prawie od początku mojego pszczelarzenia i daje jakoś radę. Ma wzloty i upadki, co drugi sezon słabnie, ale daje radę. Nie było jeszcze tak że musiałem ją podleczyć. Na pewno przynajmniej raz (jak nie dwa) wymieniły matkę. Matkę w niej przez 4 lata widziałem 2 razy Uśmiech
Do zimy poszła dość silna, więc mam nadzieję że dociągnie do wiosny.
Mam po niej ze 4 f1 i kilka f2 i F3. Najlepsze rodziny jakie mam.
Zakarmiłem 46 rodzin, 4 padły.
Mam nadzieję na co najmniej 20 rodzin na wiosnę Uśmiech, ale zobaczymy...
Życzę powodzenia...
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post
Regulus ja mam takie pytanie. Ile pszczół/rodzin pszczelich jest w Twojej pasiece oparte na genetyce niekomercyjnej która przeżywa przynajmniej ze 2 sezony  bez leczenia?
Ile co roku dokupujesz genetyki komercyjnej?
Cytuj ten post
No cóż, większość pszczół w mojej pasiece pozyskana jest z komercyjnych pasiek hodowlanych. Mam trzy rodziny, które mają za sobą 2 sezony w mojej pasiece (ale nie są powodem do dumy - nie wychodzą ponad wielkopolską dziesiątkę, a próby ich podziału osłabiły je niestety jeszcze bardziej), mam też rodzinę od Czarka (w ramach wymiany fortowej) i trzy rodziny pozyskane z likwidowanej pasieki, które były zostawione same sobie od śmierci właściciela (u mnie jeden sezon bez leczenia, a ponad rok na poprzednim pasieczysku nikt do nich nie zaglądał). Nie wiem jak zakwalifikować rójkę z lata i odkład od Kuby, bo kampinosy od Lutza traktuję jako pszczoły komercyjne. Generalnie rzeźbię z tego co mam.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
Co roku kupuję w maju dziesięć odkładów komercyjnych, które dzielę maksymalnie, w zależności od ich siły, bez poddawania matek.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
No to na Twoim miejscu zarzucilbym pszczelarstwo bez leczenia na przynajmniej 2 sezony aby ustabilizować sobie pasiekę... nie kupować obcych pszczół a bazować na chociaż trochę ulokalnionych i dopiero po tym czasie ruszyc bardziej TF bo niestety ani jakościowo ani ilościowo nie masz podstaw aby to mogło się udać.
Cytuj ten post
Do przemyślenia. Miło, że nie zakończyłeś swojego wpisu do pierwszych siedmiu wyrazów.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
bonluk dobrze radzi.
Ja od dwóch lat trzymam się zasady, że leczę w sezonie objawowo, jak widzę że jest kiepsko.
W tym sezonie tymol dostało 9 rodzin. Wystarczyła jedna kuracja (2 dawki co 10 dni).
Osiem z nich się pozbierało, jedna padła. Jak mam to wymieniam matkę, lub podaje larwy z dobrych rodzin.
Komercyjne pszczoły właściwie dawały radę jeden sezon i szły do krainy wiecznych pożytków.
Miałem: Asty, Sklenary, Viktorie, Primy i jeszcze coś (nie pamiętam)... Od Kuby matka też poległa pierwszej zimy. Jednak po niektórych komercyjnych mam f2 i jakby lepiej dają radę.
Lokalna pszczoła to klucz do powodzenia.
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post
Tak ad vocem. Ocenianie jakieś linii matecznej lub linii hodowlanej i to w dodatku kiedy nie kontroluje się strony ojcowskiej, po jednej matce dorzuconej do pszczół, o nieustalonym porażeniu, która dała jedną rodzinę, nie ma sensu. Co nie oznacza, że ocena po dwóch matkach w takich warunkach nabiera sensu. Oczko Zamiast pisania tym razem obrazek.

[Obrazek: mate.gif]
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
(25.10.2019, 19:22)flamenco108 napisał(a):
(25.10.2019, 18:41)Borówka napisał(a):
(25.10.2019, 17:46)flamenco108 napisał(a): 2. Jak to sprawdzić?
ad. 2. Metodą naukową.
Na chłopski rozum przyjąłem do wiadomości i zanotowałem w moim dzienniczku osobliwości Duży uśmiech

A czyż eksperymenty osobliwe lub dające wyniki, które wydają się z początku osobliwością, nie są ciekawe? Bo o ciekawość mi tu idzie. To właśnie wyniki eksperymentów podważające aktualne status quo budzą dużą ciekawość innych i często są za to premiowane. Czyż najbardziej ciekawe nie są zaskoczenia, kiedy okazuje się, że to co zdecydowanej większości wydawało się oczywiste i prawdziwe, wcale takie nie jest?
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
(02.11.2019, 07:26)Borówka napisał(a): nie ma sensu. 

Tak ad vocem: Może nie ma sensu, a może ma sens. Skoro argumentujesz, że pusta ciekawość może być źródłem interesujących odkryć, tak i ulokalnienie pszczół do miejscowej mieszanki może mieć sens. Zależy, kto czego w pszczelarstwie poszukuje. Z gospodarczego punktu widzenia najwięcej sensu ma otworzyć dobry podręcznik gospodarki pszczelarskiej i realizować go punkt po punkcie: zdecydować, na którym dziale gospodarki pszczelarskiej chcemy zrobić milijony (najszybciej na pośrednictwie w handlu, jak wiadomo) i potem działać tylko w tej branży, resztę przekazując do outsourcingu - czyli jak chcesz robić miód, najlepiej po prostu kupować dobre, miodne matki i zadawać je do swoich rodzin, bez kombinowania, wdrożyć skuteczne procedury zapodawania odpowiednich trucizn (czyt. leków), aby porażenie chorobami utrzymało się na niskim poziomie.

Ale skoro bawimy się w ciekawość, w mieszańcowanie, w poszukiwanie pszczół zdolnych przetrwać na pasiece (lubo poza pasieką, wedle indywidualnego życzenia) bez leczenia, ewentualnie z minimalnym leczeniem (wedle indywidualnego życzenia), to już różne kombinacje mają sens.

W sumie to za to właśnie lubię to forum. Między innymi.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
Nie pasuje mi jakoś zwrot: "pusta ciekawość". Nie wiem co chciałeś tym przekazać oraz czym charakteryzuje się dla odmiany "niepusta ciekawość"? Czy ciekawość może być pusta? Mnie się wydaje, że nie bardzo. Czyż nie lepszym określeniem byłoby "czysta ciekawość"?
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
(04.11.2019, 09:26)Borówka napisał(a): Czyż nie lepszym określeniem byłoby "czysta ciekawość"?
A czyż istnieje "brudna ciekawość"??? O_o
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
hehe słusznie. Anioł
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
(02.11.2019, 07:26)Borówka napisał(a): Tak ad vocem. Ocenianie jakieś linii matecznej lub linii hodowlanej i to w dodatku kiedy nie kontroluje się strony ojcowskiej, po jednej matce dorzuconej do pszczół, o nieustalonym porażeniu, która dała jedną rodzinę, nie ma sensu. Co nie oznacza, że ocena po dwóch matkach w takich warunkach nabiera sensu. Oczko Zamiast pisania tym razem obrazek.

Taaa...
Ma sens czy nie ma sensu... Uśmiech Hmmm...
Tak na chłopski rozum to dla mnie ma.
Jeśli pszczoły zaczęły mi przeżywać i namacalnie widzę poprawę to wszystko jedno mi z iloma trutniami, na jakiej wysokości i przy jakiej temperaturze matka kopulowała..

Kuba czy Ty nie masz wrażenia że obecna tak zwana "NAUKA" to w 90% zbiór czynnych propagatorów będący na usługach ponadnarodowych organizacji gospodarczych (koncernów).
Dla mnie pewnym paradoksem jest to że wiekszość naukowców badający odporność na patogeny bierze pensję z kas firm co to właśnie wprowadziły leki na choroby przez te wywoływane?

Jeśli o pszczoły idzie to jakoś wiele z wieloletnich badań naukowców nie wynikło (poza nowymi lekami).
A na chłopski rozum działając, kilkunastu hodowcom udaje się mieć pszczoły i satysfakcjonujące ich wyniki hodowlane.

W obecnym rolnictwie postęp to = maksymalizacja produkcji = maksymalne wykorzystanie zasobów, przy minimalizacji nakładów. "Lepsze" jest wrogiem dobrego.
Tania, gówniana żywność płynie szerokim strumieniem.
Konsumenci tejże są dobrymi klientami tak zwanej "służby zdrowia".
Służba zdrowia jest klientem..... i tak to się kręci....
A ilu "NAUKOWCÓW" ma przy okazji robotę...

A piszę to, ponieważ pszczelarstwo pięknie się w to wpisuje.
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post
(04.11.2019, 14:59)Adam1969 napisał(a): Taaa...

Ma sens czy nie ma sensu... Uśmiech Hmmm...
Tak na chłopski rozum to dla mnie ma.
Jeśli pszczoły zaczęły mi przeżywać i namacalnie widzę poprawę to wszystko jedno mi z iloma trutniami, na jakiej wysokości i przy jakiej temperaturze matka kopulowała..

Ale czy Ty piszesz o tym samym, bo mam wrażenie, że nie?
Proszę jeszcze raz przeczytaj co napisałem. Ja piszę o ocenach jakiś pszczół od kogoś po tym jak przetestowało się np. jedną matkę, a Ty piszesz ogólnie o populacji.

Co do reszty. Poruszyłeś nagle sporo wątków, wrzucając wiele do jednego worka, w tym argumenty pseudonaukowych teorii spiskowych, moim zdaniem. Ciężko do tego wszystkiego się ustosunkować. Wolałbym więc do czegoś podlinkować. Ale na szybko:

Jeśli chodzi o metodę naukową. Nie, nie mam wrażenia. Mam zaufanie do mainstreamowej nauki, jeśli chodzi o informacje na temat rzeczywistości, co nie znaczy, że nie jestem sceptyczny tu i ówdzie. Nie chodzi o to skąd płynie chleb (a właściwie dlaczegóż to naukowcy i producenci żywności mieliby pracować za darmo?) tylko czy i jak, weryfikuje się (a właściwie falsyfikuje, racjonalny sceptycyzm) informacje, stanowiska, hipotezy, teorie oraz w jak dużym gronie (metoda naukowa jest właściwie globalna).

Cytat:"W obecnym rolnictwie postęp to = maksymalizacja produkcji = maksymalne wykorzystanie zasobów, przy minimalizacji nakładów."

Każde rolnictwo tym się charakteryzowało (nie mam na myśli romantyczne i ideowe hobby, tylko właściwą produkcję i zaspokajanie głodu). W ogóle dlatego się rozpowszechniło, bo było wydajniejsze niż gospodarka zbieracko-łowiecka. Co więcej: większość (nie piszę każda na wszelki wypadek, bo w biologii chyba, co najwyżej mamy doczynienia z trendami, a nie absolutnymi zasadami) populacji dowolnych organizmów bezwiednie "stara się" maksymalnie wykorzystać zasoby swojego ekosystemu, a mechanizmy ewolucji, które tym rządzą przypominają także pracę dobrego księgowego. Także moim zdaniem napisałeś po prostu ponadczasowy ekonomiczny i ekologiczny truizm.
Cytat:"Tania, gówniana żywność płynie szerokim strumieniem."


To Twoje zdanie. Moim zdaniem żyjemy w bardzo dobrych czasach pod kątem średniego dostępu ludzi do jedzenia. Szczególnie na tle czasów wcześniejszych. Co nie znaczy, że nie można by czegoś jeszcze poprawić. Zawsze można. O ile nas stać. I tutaj odsyłam do wcześniejszego akapitu ekonomicznego. W ogóle żyjemy w lepszych czasach niż się wielu wydaje, o ile nie najlepszych. Emanacją tego jest np. fakt, że możemy się wogóle bawić w nieopłacalne PN.***





*** Czym innym jest praca Afrykańczyka producenta żywności czy żywiciela rodziny, która przypomina PN, bo nie stać go na leki lub nie ma do nich dostępu, które gdyby mógł to by zastosował, a czym innym nowoczesne idealistyczne hobby PN ideowego Amerykanina i Europejczyka, który z tego rezygnuje i może sobie na to pozwolić.
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post
(04.11.2019, 07:44)flamenco108 napisał(a): Tak ad vocem: Może nie ma sensu, a może ma sens. Skoro argumentujesz, że pusta ciekawość może być źródłem interesujących odkryć, tak i ulokalnienie pszczół do miejscowej mieszanki może mieć sens. Zależy, kto czego w pszczelarstwie poszukuje.

Czy ja napisałem, że "ulokalnienie" jakiś pszczół do miejscowej mieszanki nie ma sensu, czy może pisałem o czymś innym?

http://forum.wolnepszczoly.org/showthread.php?tid=1233&pid=56691#pid56691
W zasadzie nie stosujemy innych metod niż spotykane w naturze - ergo działamy zgodnie z naturą.
Cytuj ten post