karmienie ziołami (jako dodatek do syropów itd.)
#31
(24.07.2017, 09:10)Popszczelony napisał(a): Twoje pszczoły Łukasz i odkłady po nich nie są karmione bo mają miód. Odkłady pewnie lekko podkarmię. A z macierzaka to jak się nic nie oberwie przy przewożeniu (bo ramki bez dolnej beleczki) to sobie weźmiesz miodek z podkarpacia Uśmiech

Mariuszu gdzie bym brał miód... zostawię pszczołom. Teraz to już niech im idzie na zdrowie.
Cytuj ten post
#32
(24.07.2017, 09:05)bonluk napisał(a): No tak ale można to robić lokalnie lub opracować jakieś schematy ale chyba nie ma na to jakiegoś dużego parcia.... 
Przeciez znane są terminy i pory zbiorów ziół i ich suszenie itd. Mamy surowiec więc dalej trzeba by robić testy... 
Można, jak napisał Kuba powyżej ważne są terminy , sposób zbioru i przechowywania. To w jakiś sposób ujednolica materiał. Ale tak naprawdę idea stosowania ziół to podawanie małych dawek substancji czynnych przez długi czas. W długim czasie skład mieszanek niejako się standaryzuje i dzięki temu można obserwować specyficzne dla danych ziół efekty. Jakoś nie wyobrażam sobie podawania do ula dwa razy dziennie przez pół roku wyciągu z ziół. A wtedy ten efekt byłby zauważalny i specyficzny - oczywiście przy odpowiednim zebraniu surowca i jego przyrządzeniu.
Cytuj ten post
#33
(24.07.2017, 12:13)emzarek napisał(a):
(24.07.2017, 09:05)bonluk napisał(a): No tak ale można to robić lokalnie lub opracować jakieś schematy ale chyba nie ma na to jakiegoś dużego parcia.... 
Przeciez znane są terminy i pory zbiorów ziół i ich suszenie itd. Mamy surowiec więc dalej trzeba by robić testy... 
Można, jak napisał Kuba powyżej ważne są terminy , sposób zbioru i przechowywania. To w jakiś sposób ujednolica materiał. Ale tak naprawdę idea stosowania ziół to podawanie małych dawek substancji czynnych przez długi czas. W długim czasie skład mieszanek niejako się standaryzuje i dzięki temu można obserwować specyficzne dla danych ziół efekty. Jakoś nie wyobrażam sobie podawania do ula dwa razy dziennie przez pół roku wyciągu z ziół. A wtedy ten efekt byłby zauważalny i specyficzny - oczywiście przy odpowiednim zebraniu surowca i  jego przyrządzeniu.

Zgoda. Tak jest np. w przypadku ludzi. Ale weź pod uwagę Marcinie, że pszczoły zrobią z tego ziołomiód w których chyba wiele z tych substancji pozostaje czynnych i będą to po trochu użytkowały na swoje potrzeby, do wychowu czerwiu, do produkcji mleczka i wosku.
Co innego oprysk plastrów. W przypadku probiotyków zaleca się co 3-4 dni przez kilka tygodni więc może podobnie byłoby w przypadku wywarów, naparów czy soków zielarskich jako oprysk.
Jednakże biorąc pod uwagę to co napisałem powyżej podkarmianie delikatne np. raz na tydzień małymi dawkami do zimy plus później to pszczoły jedzą powoli do wiosny (albo i dłużej) być może daje, opisane przez Ciebie, rozłożone w czasie oddziaływanie.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#34
Wczoraj zabrałem ciasto rodzinom i dostały każda po 1 litrze syropu poza jedną najsilniejszą która dostała 2 litry i jedną najsłabszą która dostała pół litra.

Na 10 litrów syropu 1:1 zebrałem garść świeżej mięty pieprzowej, mięty cytrynowej, dziurawca, krwawnika, 2 g suszonego piołunu, kostka mrożonego majowego soku 100% z młodej pokrzywy, dwie łyżki gruboziarnistej soli himalajskiej nierafinowanej, łyżka kwasu askorbinowego do 4-4,5 Ph, 120 ml kwaśnego preparatu probiotycznego, 2 g. suszonych skórek czerwonych pomarańczy bio z Sycylii własnoręczne ususzonych od zimy (takich zwykłych to bym bał się jednak dawać ze względu na dużą ilość chemii w skórce z oprysków i konserwacji podczas transportu). Czyli niezły miks.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#35
Fitoncydy jako alternatywa dla antybiotykowych stymulatorów wzrostu i kokcydiostatyków





Fitoncydy (obecnie większość z nich można zaliczyć do fitoaleksyn) to antybiotyki wytwarzane przez rośliny wyższe (mszaki, paprotniki, nagonasienne, okrytonasienne), wywierające silny wpływ bakteriostatyczny i bakteriobójczy. Fitoncydy posiadają również właściwości fungistatyczne i grzybobójcze, niektóre hamują rozwój wirusów lub uszkadzają strukturę wirusów.


Do najwcześniej poznanych fitoncydów należą glukozynolaty, olejki gorczyczne, glikozydy izosiarkocyjanowe i olejki czosnkowe. Substancje te są organicznymi, często glikozydowymi związkami siarki i kwasu izosiarkocyjanowego. Występują między innymi w następujących rodzajach: Sisymbrium - stulisz, Alliaria - czosnaczek, Arabidopsis - rzodkiewnik, Erisimum - pszonak, Hesperis - wieczornik, Barbarea - gorczycznik, Armoracia - chrzan, Nasturtium - rukiew, Rorippa - rzepicha, Cardamine - rzeżucha, Alyssum - smagliczka, Cochlearia - warzucha, Capsella - tasznik, Thlaspi - tobołki, Lepidium - pieprzyca, Sinapis - gorczyca, Raphanus - rzodkiew, Eruca - rokietta, Reseda - rezeda, Plantago - babka, Allium - cebula i czosnek.


Fitoncydy z tej grupy działają silniej i szybciej przeciwbakteryjnie na bakterie Gram+ i Gram- niż niektóre znane antybiotyki. Dodatkowo fitoncydy siarkowe i izosiarkocyjanowe działają rozkurczowo, żółciopędnie, żółciotwórczo i pobudzająco na krążenie krwi. Wzmagają przenikanie składników pokarmowych z jelit do krwi. Hamują rozwój bakterii gnilnych i grzybów chorobotwórczych. Wywierają wpływ pierwotniakobójczy. Pobudzają wydzielanie soków trawiennych, wzmagają apetyt, obniżają stężenie cholesterolu i glukozy we krwi. Ajoeny (olejki czosnkowe) hamują agregację krwinek, zapobiegając zakrzepicy i przeciwdziałając miażdżycy. Lotny fitoncyd czosnku zabija prątki gruźlicze w ciągu 3-5 minut, czyli szybciej niż kwas karbolowy (fenol).


Wg prof. A. Danysza fitoncydy to potężny czynnik zmieniający skład mikroflory w atmosferze i glebie. Wg B.P Tokin'a i Niłow'a 1 ha jałowca wydziela w ciągu doby 3 kg lotnych fitoncydów; ilość ta jest w stanie wyjałowić obszar dużego miasta. Fitoncydy cebuli i czosnku znalazły zastosowanie w leczeniu ropiejących ran, bliznowców i blizn (fibrynolityczne działanie cebuli), infekcji pochwy, odbytu i jelit. Dobrze przygotowane preparaty fitoncydowe przynoszą znakomite efekty w leczeniu zakażeń bakteryjnych układu oddechowego. Duże zasługi nad poznaniem fitoncydów mają rosyjscy naukowcy: wspomnieni Tokin i Niłow, ponadto Piewgowa, Fiłatowa, Janowicz, Kamieniew i Toropcew.


Fitoncydy modyfikują skład ilościowy i jakościowy mikroflory przewodu pokarmowego, podobnie jak dotychczas stosowane antybiotykowe stymulatory wzrostu. Dodatkowo pobudzają sekrecyjno-sorpcyjne czynności układu pokarmowego i zwiększają strawność oraz przyswajalność tłuszczów.


Siła działania i stężenie fitoncydów w surowcach roślinnych zależy od wielu czynników: okresu wegetacji, sposobu zbioru, suszenia i przechowywania surowca, zestawiania mieszanek ziołowych. Rośliny wykazują zmienne stężenie fitoncydów w różnych fazach wzrostu i rozwoju. Jak podaje prof. W. Roeske, spośród 300 roślin zbadanych przez radzieckich uczonych 62 gatunki w ciągu 5 minut, a niektóre w ciągu kilku sekund zabijają swoimi fitoncydami pierwotniaki chorobotwórcze dla organizmów zwierzęcych. Bakteriobójcze działanie szeregu fitoncydów jest bardzo silne. Fitoncydy zawarte w owocach barszczu zwyczajnego już w ciągu paru minut niszczą całkowicie bakterie gnilne, rozkładające obumarłą tkankę zwierzęcą. Lotne fitoncydy czosnku niszczą w ciągu 3-5 minut Mycoderma tuberculosis. Świeża miazga czosnku zbliżona do kropli zwierającej przecinkowce cholery Vibrio cholerae powoduje natychmiastowe zahamowanie ruchów tych drobnoustrojów. Przeniesione po 10 minutach przecinkowce na pożywkę nie wykazywały wzrostu i rozwoju, co oznacza, że zostały zabite fitoncydami czosnku. Fitoncydy zawarte w czosnku i cebuli zabijają w ciągu kilku minut również paciorkowce, gronkowce, Salmonella typhi, czy Corynebacterium diphteriae. Wg Fiłatowej żucie czosnku przez 1 minutę powoduje zabicie wszystkich bakterii w jamie ustnej. Stwierdzono również hamujący wpływ fitoncydów na rozwój wirusów grypy i pałeczki czerwonki typu Flexnera. Fortunatow stosował w leczeniu grypy fitoncydy z Allium cepa (cebula) i z Rosa canina (dzika róża) w formie alkolowych wyciągów. Zapalenie migdałków leczył sokiem cebulowym w roztworze soli fizjologicznej (pędzlowanie, spryskiwanie chorych migdałków).


Do innych roślin bogatych w fitoncydy należą: czarna porzeczka (liście), krwiściąg (ziele, korzeń), kopytnik (ziele), jałowiec (owoce, liście, kora), brzoza, olcha, buk (liście, kora), bylice (ziele), krwawnik (ziele), psianki, papryka, pomidor (ziele, niedojrzałe owoce), czermcha, tarnina, bez czarny (kora, korzeń, kwiaty, liście), wrotycz (ziele), lebiodka (ziele), czarnuszka (nasienie), kolendra (ziele, owoc), cząber (ziele), muszkatołowiec, laurowiec (owoce, liście), eukaliptus (liście, owoce), cynamonowiec (kora), szałwia (ziele), drzewa iglaste (kora, liście, kwiaty), podagrycznik (ziele), anyż (ziele, owoc), kurkuma (kłącze), berberys (kora, korzeń, owoce, liście), sandałowiec (kora, liście, kwiaty), ciemiężyca (liście, kłącza), tymianek (ziele), macierzanka (ziele), gwajakowiec (żywica, kora), arnika (kwiat, ziele), goździkowiec (pączki kwiatowe, kora, liście), mącznica, borówka, bagno (ziele, owoc), grusza (liście, kora), paprocie (ziele, kłącza), porosty (plecha) i inne.


Fitoncydy są związkami kłopotliwymi jeżeli chodzi o ich wyodrębnianie z surowca i stabilizację w preparatach prostych jak i złożonych. Dzięki szeroko zakrojonym badaniom i obserwacjom zespół naukowy Ośrodka Badawczo-Rozwojowego LNB Poland oraz zespół technologów LNB Poland opracował szereg preparatów dla zwierząt i ludzi opartych na fitoncydach, które mogą być wykorzystane w leczeniu i profilaktyce chorób skóry, narządów płciowych, układu pokarmowego, układu wydalniczego i układu oddechowego.

Źródło: http://luskiewnik.strefa.pl/stymulatory/preview/pages/p7.htm
Cytuj ten post
#36
Znalazłam jeszcze dość ciekawy wpis na temat zbierania ziół i ich rzekomej nieskuteczności :

O jakości ziół decydują:

Czas i pora zbioru ziół - właściwy okres zbioru dla danej części leczniczej rośliny, pora dnia

Warunki zbioru ziół - wyższa zawartość substancji czynnych gdy zioła zbierane są w pogodny, słoneczny, suchy dzień, zależność od faz księżyca

Miejsce zbioru ziół - oczywistą i nie wymagającą omawiania jest kwestia gdzie zioła zbieramy. Rejony pozbawione przemysłu, odległe od miast wsie, z dala od dróg, zakładów przemysłowych, wysypisk śmieci, itd.

Właściwy wybór zbieranych części leczniczych ziół - zbierajmy to, co jest soczyste, kwitnące, świeże, niezarobaczone, niezainfekowane (grzybem), to co chętnie zjedlibyśmy, gdybyśmy byli owym bydlęciem, które trawkę skubie Uśmiech. Ziele zazwyczaj zbiera się w okresie kwitnienia, więc nasze ziele powinno zawierać kwiatostany, a zarazem różnorodność i bogactwo natury. Wybierajmy górne części roślin. A przy okazji - zostawmy zawsze conajmniej 1-2 sztuki w danym miejscu, aby mogła się rozsiać.

Odpowiednie warunki suszenia ziół - szczególnie ważna jest właściwa temperatura suszenia, jeśli tylko jest to możliwe należy suszyć zioła w temperaturze pokojowej, w pomieszczeniu przewiewnym oraz w cieniu. Idealne na wsi do tego celu są drewniane, przewiewne stodoły. Unikajmy suszenia w suszarkach elektrycznych, czy w piekarnikach - chyba, że dana roślina naprawdę tego wymaga (np. owoce).

Odpowiednie warunki przechowywania ziół - według mnie najlepiej przechowywać zioła w bardzo szczelnych (a czemu nie w hermetycznych?) pojemnikach z tworzyw sztucznych, odpowiednie uszczelnienie zamknięcia (uszczelki silikonowe, gumowe) oraz zamykanie klamrowe - stwarza pojemnik idealny do przechowywania suszonych roślin leczniczych. Przechowywać zawsze w miejscu zaciemnionym i z dala od grzejników, pieca, piekarnika, okna (aby redukować ewentualne znaczące wahania amplitudy temperatur). Można zioła przechowywać w torbach papierowych zamykanych w wyżej opisanych pojemnikach - ja tak czynię i potrafię rośliny przetrzymać ponad rok czasu bez straty zapachu, koloru, smaku.

Odpowiednie mieszanki (recepty) i odpowiednie formy wyciągów (wodne lub alkoholowe wyciągi) - w zależności od stosowanych ziół należy dobrać ich formę leczniczą. Np. na depresję wszyscy znają popularnie stosowane zioła: dziurawiec, czy melisa. Stosują je, ale w złej formie, naparów, odwarów, a tu trzeba wytrawiać etanolem (wódką, spirytusem), aby był dobry efekt.

Zioła mają termin przydatności - zazwyczaj uważa się że od zbioru do czasu kolejnego zbioru, czyli przez rok czasu nadają się do spożycia. Kupując zioła szukajmy tegorocznych, sprawdzając datę pakowania, zbioru, biorąc pod uwagę, że te z ubiegłego roku mogą mieć mniejszą wartość leczniczą (mogły być źle przechowywane, mogą być zwietrzałe itd.).


Czy zioła działają?

Przekonanie, że zioła nie działają jest dość pospolite wśród ludzi. Wpływ na to ma brak wiedzy, ale często także bardzo niska jakość ziół, które można kupić w sklepach zielarsko-medycznych. Na rynku jest bardzo dużo ziół, których jakość jest niska, a ich działanie adekwatnie do jakości, bardzo słabe, porównywalne z placebo.

Nie będąc "fachowcem" nie jesteśmy w stanie odróżnić ziół lepszych od gorszych.

Zważywszy, że moc działania wielu ziół w porównaniu do farmaceutyków jest stosunkowo niższa, a korzystne efekty zauważalne po dłuższym stosowaniu (organizm często musi się nasycić danym związkiem) - jakość surowca zielarskiego odgrywa wielką rolę w fitoterapii.

Wielokrotnie bywało tak, że zakupione przeze mnie w sklepach zioła były bezużyteczne i lądowały na kompostowniku. Przez lata nauczyłem się przede wszystkim jak odróżniać dobrej jakości zioła od tych złej jakości, po wyglądzie, kolorze, zapachu, konsystencji, smaku.

Gdy raz kupiłem liść borówki czernicy (czarnej jagody), to w opakowaniu znalazłem: igły sosny i świerka, gałązki i liście różnych roślin, a nawet korę drzew. Wyglądało to tak, jakby ktoś za pomocą grabi zbierał całe runo leśne. Śmieci stanowiły około 40-50 % zawartości opakowania. Nazwę producenta przemilczę, ale oczywiście zgłosiłem im ten problem.

W tym przypadku nawet laik stwierdziłby bez problemów, że coś tu jest nie tak. Łatwo przecież odróżnić liście borówki od kory, igliwia, patyków i kory. Jednakże w przypadku innych ziół odróżnienie ich dobrej od złej jakości wymaga już znaczącej wiedzy i doświadczenia. Pan Kowalski kupujący po raz pierwszy dane zioło (np. popularny ostatnio czystek), nie wie jak ono ma wyglądać, pachnieć, smakować. Często jest tak, że dostaje zamiast dobrego surowca, takie opisane przeze mnie śmieci, po spożyciu których zniechęca się do stosowania ziół, niekiedy na całe życie.

Praktyka zielarza, który samodzielnie zbiera i suszy zioła pozwala mi w sposób dostateczny odróżnić te dobrej jakości od tych o jakości niedostatecznej.

Na jakość ziół ma wpływ także proces suszenia - często przy zbyt wysokiej temperaturze zioła tracą swoje właściwości. Niekiedy tracą kolor, zapach i wtedy łatwo jest mi to zauważyć, w innych przypadkach metodą testu na jakość ziół bywała próba zakiełkowania nasion zawartych w opakowaniu ziół. Są nasiona tegoroczne, to z 20 szt. choćby jedno powinno zakiełkować - najczęściej odnoszę porażki, wiec skłaniam się ku teorii, ze zioła te są suszone w temp. pow. 45-50 stopni Celsjusza, które uniemożliwiają wykiełkowanie nasion, a zarazem redukują też ilość substancji czynnych w ziołach.

Na jakość ziół wpływ ma okres zbioru. Jeżeli kupujemy np. dymnicę lekarską, której zbiór powinien odbywać się w okresie kwitnienia rośliny, to niemożliwe jest, aby w 50g opakowaniu "ziela dymnicy lekarskiej" nie znajdował się ani jeden kwiatek ! 50% tej rośliny to kwiaty i owocki, jeżeli zbiera się ją w odpowiednim czasie.

Podobnie ma się rzecz z zakupionym zielem rzepiku. W opakowaniach zazwyczaj 50% ziela stanowią zdrewniałe łodygi, nie udało mi się nigdy odnaleźć tam kwiatu (żółty). W moim rzepiku widać kwiaty, łodygi - i to zielone - stanowią być może 5-10% całości, a i tak zdarza mi się, że z odważonej miarki ziół wybieram jeszcze to co jest trochę gorszej jakości i wyrzucam.

Na jakość ziół ma wpływ to, które części roślin zbieramy. W przypadku kwitnącego ziela, zbieramy młode, nieuszkodzone, niezżółknięte, niezdrewniałe części roślin, często tylko ich górne wierzchołki.

Przebieram zioła 3-4 krotnie. W momencie zbioru, w momencie rozkładania do suszenia (głównie suszę w temperaturze pokojowej, rozkładając zioła cienką warstwą w mieszkaniu na uprzednio rozłożonych płachtach papieru), a także w momencie ich pakowania w szczelne pojemniki, a czasem po raz ostatni w momencie użycia ziół do mieszanek, nalewek. Taka potrójna a nawet poczwórna "kontrola jakości" pozwala odrzucić z moich ziół wszystkie inne rośliny (np. zebrane niechcący wraz z zielem trawy), części mniej przydatne lub nieprzydatne wcale (uszkodzone, zżółknięte, czy zainfekowane, albo podjedzone przez insekty). Wykonując mieszanke tak na dobrą sprawę połowę poświęconego czasu zajmuje mi przebieranie ziół (rozdrabnianie, rozcieranie, ale też odrzucanie części roślin niepotrzebnych, tak mam "fisia" - wiem, bo odrywam nawet zbyt długie "ogonki" od kwiatów rumianku, czy kocanki).

Dla przykładu zebrany przeze mnie krwawnik zawiera same liście i kwiatostany, odrzucam całkowicie łodygi, a co najmniej ich dolne zdrewniałe części. Mój krwawnik pachnie bardzo intensywnie, liście są jasno-zielone (a nie żółte), a kwiaty białe (a nie brązowe). Wysuszone zioła rozdrabniam dopiero przed ich użyciem (biorę garść z pojemnika i tnę nożyczkami nad słojem) - zapobiega to utracie olejków eterycznych.

Zioła gdy są zbyt rozdrobnione - nie nadają się często już do niczego. Dotyczy to szczególnie roślin zawierających olejki eteryczne, np. rumianek, mięta, melisa, krwawnik. Kupując miętę, czy melisę, albo rumianek wybierajmy te zioła, które nie są rozdrobnione, idealne są całe liście lub całe kwiatostany, które po roztarciu w dłoni wydzielają intensywny zapach.

Zdarzyło mi się kupić tatarak, miętę, melisę, rumianek, całkowicie pozbawione zapachu!

Fazy księżyca wg niektórych autorów mają duży wpływ na zawartość w nich substancji czynnych. Niektórzy uznają to być może za przesadę, ale nie zaszkodzi zbierać zioła w czasie, gdy księżyc "rośnie", czyli np. od pierwszej, czy drugiej kwadry do pełni. Ja staram się tak robić, gdy planuję wycieczki po zioła. Zainstalowałem sobie nawet specjalną aplikację na smartfona pokazującą aktualne fazy księżyca w odniesieniu do daty. Ustalam sobie wycieczki i dokładny czas zbioru (prosząc dodatkowo o pogodny, słoneczny dzień).

Pora dnia, podczas której zbieramy zioła ma też niebanalny wpływ. Temperatura, nasłonecznienie, wilgotność. Zazwyczaj zioła zbiera się tylko w ciepłe, słoneczne dni (gdy nie pada deszcz), najlepiej około południa - wtedy ilość związków w roślinach jest najwyższa.

Nie muszę chyba wspominać o tym gdzie w ogóle zbieramy zioła. Karygodne jest zbieranie ziół w mieście, przy ruchliwej drodze, fabryce, hucie. Zbierać należy z dala od cywilizacji, zanieczyszczeń, ruchu drogowego, wysypisk śmieci.

Bez zastanowienia twierdzę, że zebrane i wysuszone przeze mnie zioła są 3 a może nawet 5 razy silniej działającymi, niż te kupione w sklepie.

Ziół, których nie jestem w stanie zebrać samodzielnie (a choćby rumianek), kupuję z dobrych, sprawdzonych (pod względem działania) źródeł, od dobrych producentów. Np. wybrane zioła kupuję od Kawon-u, inne z Flos-a, bo wiem, który producent ma lepszą jakość poszczególnego zioła.

Na pytanie: czy zioła w ogóle działają?
Odpowiedź jest krótka: TAK !

Przykładem typowym mogą być wyizolowane związki roślinne, takie jak:

papaweryna (mak lekarski)
efedryna (przęśl)
kwas acetylosalicylowy - aspiryna (wiązówka, wierzba)
czy inne bardzo silnie działające związki zawarte w roślinach (morfina z maku, kokaina z liści koki, THC - z marihuany, kofeina z kawy, czy nikotyna z tytoniu)

Przykłady tych skrajnych, mocno działających związków (i wszystkim znanych) powinny nas przekonać, że rośliny zawierają również wiele, wiele innych silnie działających substancji (m.in. alkaloidów, glikozydów, flawonoidów, antocyjanów, garbników, saponin, fitosteroli) o udowodnionym przez współczesną naukę działaniu leczniczym.

Zioła mogą być użyte z powodzeniem, a nawet stosowane równolegle z farmaceutykami w takich chorobach jak:

wszelkiego rodzaju zakażenia bakteryjne i wirusowe (w tym posocznica - sepsa),

zapalenia autoimmunologiczne (tarczycy - np. choroba Hashimoto, wątroby - AIH, PBC, trzustki np. w cukrzycy typu 2, jelit - np. zespół jelita drażliwego, płuc - np. sarkoidoza),

ostre i przewlekłe zakażenia układu moczowego,

w kamicach nerek i pęcherzyka żółciowego,

atonia jelit, zaparcia, zaburzenia perystaltyki jelit

w leczeniu objawowym marskości wątroby - są doskonałe i tak naprawdę nie ma nic na rynku farmakologicznym, co doprowadzałoby do równowagi zarówno układ pokarmowy, wzmacniało naczynia krwionośne (ochrona przed żylakami przełyku), poprawiało trawienie, metabolizm, a nawet samopoczucie psychiczne i libido (jednocześnie) i jeszcze działało hepatoprotekcyjnie oraz regulowało spływ żółci i zarazem odwadniało (gdy są problemy z zatrzymywaniem wody i gospodarki wodnej organizmu wynikłe z zaburzenia poziomu albumin) - mieszanka 20-25 ziół, sprawdzona, przetestowana przez kilkudziesięciu ludzi z marskością, moich niekiedy wieloletnich pacjentów.

Choroby te leczyłem, leczę, nabierając praktyki odnoszę coraz większe sukcesy, co mogą potwierdzić moi pacjenci. Nie są to moje sukcesy, są to sukcesy naturalnego leczenia, mocy ziół i... "przywracania do natury" - jak twierdził O. Klimuszko.

Najbardziej zawsze mnie zdumiewa samoleczenie.

Mam w domu około 200 różnych gatunków ziół, więc nie ma opcji, abym sam sobie nie wykonał w danym momencie potrzebnej mieszanki. Przecież choruję jak inni - łapią mnie infekcje gardła, katar, czy okresowo problem z hemoroidami, a czasami łupie coś w krzyżu.

Jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym się sam nie wyleczył. 20-30 przykładów mógłbym podać ze swojego doświadczenia z ostatnich kilku lat. Przeziębienie zaczyna się i kończy u mnie tego samego dnia - możecie nie wierzyć, ale 1 kubek ziół z miodem i po sprawie, gardło przestaje boleć, katar znika, na drugi dzień jakby to był zły sen. Wczoraj wyleczyłem tak samo szybko sąsiada, darujac mu małą torebkę moich ziół "na przeziębienie". Co istotne... te zioła tak samo dobrze radzą sobie z zakażeniem bakteryjnym jak i wirusowym, nie stanowi to dla nich różnicy, czy atakuje nas wirus, czy bakteria. Skąd to wiem? Po czasie "wykluwania" się choróbstwa... Gdy coś mnie "bierze" to zastanawiam się (zapewne tak jak wszyscy) skąd to się wzięło, kto mnie "poczestował". Czasami kojarzę schorzenie z kimś, kto miał grypę, a przebywał w moim otoczeniu 2-3 tygodnie wcześniej (zakażenia bakteryjne atakują dużo szybciej), także po pierwszych symptomach, bo zakażenia wirusowe atakują z osłabieniem orgnizmu, ogólnym rozbiciem, bólami stawów, głowy, a nawet mieszków włosowych skóry.

Ostatnio gościła u mnie siostra z Londynu, siostrzenic miał kurzajkę na stopie (sok z glistnika i po problemie, zaleciłem też coś na wsparcie układu odpornościowego). Siostra problemy tarczycowe - wyniki krwi potwierdziły zaburzenia pracy tarczycy (wysokie TSH), a zastosowanie ziół spowodowało ich poprawę w okresie 2 tygodni i utrzymanie poprawy do dnia dzisiejszego. Leczę ją skutecznie od 2 miesięcy... I tu leczę nie objaw, ale przyczynę, bo zastosowałem zioła na schorzenia autoimmunologiczne (przeciwzapalne i łagodzące autoagresję). Nigdy wcześniej nie leczyłem schorzeń tarczycy i sam byłem sceptycznie nastawiony co do wyników leczenia, nie wierzyłem zbytnio, że coś wskóram, a tu proszę - kolejny sukces... ziół, a nie mój.

To należy podkreślić - nie ja leczę, tylko zioła i sam jestem pod wielkim wrażeniem ich działania.

Reasumując.

Zioła działają - gdy są dobrej jakości.
Użyte z głową, ułożone w niegłupią, kilkuskładnikową, a jeszcze lepiej bogatą mieszankę 7-20 ziół (ale nigdy pojedynczo!), skojarzone w działania synergistyczne, a przede wszystkim pite we właściwym czasie, we właściwej dawce, niekiedy też we właściwej formie (wyciąg alkoholowy, lub odwar).
Źródło http://www.atlas-ziol.pl/jakosc.php
Cytuj ten post
#37
Trochę jest tam niedokładności czy zbyt dużych ogólności. Ziele to jest górna cześć łodygi z liśćmi i kwiatami więc siłą rzeczy musi być w fazie kwitnienia.
Terminy zbioru też podane są bardzo ogólnie. Np. nadziemną część pokrzywy i inne zbiera się najlepiej przed kwitnieniem i tutaj deszcz już nie ma takiego znaczenia. Kwiaty rygorystycznie nie zbiera się po deszczu a najlepiej w trzecim ciepłym dniu, idealnie bezdeszczowym. Dodatkowo dochodzą kłącze, młode pędy, kora, łyko, korzenie i bulwy które jeszcze mają inne terminy. Nie mówiąc o istotach z poza królestwa roślin.

Wiele jednak z tego rygorystycznie trzeba przestrzegać przy produkcji mieszanek fitoterapeutycznych na określone kuracje lecznicze. W przypadku stosowania jako dodatek do syropu dla pszczół plus ewentualnie funkcja prewencyjno-wzmiacniająca, kiedy i tak dokładnie nie stosujemy dawek i proporcji mieszanek leczniczych, nie ma się co aż tak przejmować IMHO. Natomiast kwiatów po deszczu nie warto zbierać to owszem. No chyba, że ktoś chce stosować wyjątkowo moce ziele (mocno toksyczne) to warto określić dokładnie dawki i proporcje.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#38
Ja doczytałem do depresji i wytrawieniu wódka czy spirytusem... zgadza się wtedy nawet i wytrawiona cola z cytrynka pomoże na depresję...
Cytuj ten post
#39
(23.07.2017, 20:31)Bączek napisał(a): Mam jeszcze takie przemyślenia. Dlaczego w przypadku warrozy mówi się o leczeniu. Waroza to jest pasożyt. Jego się zwalcza a nie leczy. Leczy się choroby....

Jest taka nazwa jak Warroatoza czy Warrooza ale jak widać nie przyjęła się. Z moich studiów wynika, że już od początku lat osiemdziesiątych zaczęła się przyjmować nazwa WARROZA na chorobę wywołaną przez roztocz Varroa jacobsoni czy Varroa destructor (choć wtedy nie znane jeszcze nazwy tego drugiego gatunku o ile to są dwa oddzielne gatunki). Także według mnie mówienie o leczeniu Warrozy jest już poprawne z tego względu, że tak się to upowszechniło. 

1977 nr. 6 Pszczelarstwo
Warroatoza - groźna choroba pszczół
Dr Mehmed Shabanov
Bułgarska Akademia Nauk w Sofii
fi Lek. wet. Marian Jeliński
Zakład Badania Chorób Owadów Użytkowych IW w Swarzędzu


1980 nr. 8 Pszczelarstwo
Prof, dr hab. Ryszard Kostecki
Groźba Warroozy w Polsce

Kilka lat później pisano już od Warrozie jako o chorobie pszczół wywołaną przez roztocza.
Dodam tylko, że pisze się też, że prawdopodobnie w kilka lat poradzi się z tą chorobą i się ją wyeliminuje bowiem skuteczność leków jest duża   Diabeł
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#40
Jak stosować napary z ziół
Franciszek Dąbrowski
Pszczelarstwo 1986 / 03

   

   
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#41
Wciąż następuje rozwój mojego autorskiego syropu do karmienia będący substytutem zagęszczonego nektaru

Nazwałem go PANORAMIKS

Podaję wersję prototypową roboczą Panoramiks 0B 1:1:

woda niechlorowana
cukier

napar z ziół
Po solidnej garści świeżego:
ziele dziurawca
ziele piołunu
ziele mięty cytrynowej
ziele mięty pieprzowej
ziele krwawnika
ziele tymianku
Jedna bujna gałązka ziela wrotyczu
garść suszonych skórek ekologicznej czerwonej pomarańczy z Sycylii

kwasy do 4 Ph
kwas askorbinowy
świeży sok z cytryny
żywy organiczny ocet jabłkowo-truskawkowy
kwas winowy
kwas szczawiowy

sole:
sól himalajska
sól morska
chlorek potasu
chlorek magnezu

probiotyk:
kultury probiotyczne głównie Bifidobacterium, Lacilobacilus
melasa bio z trzciny cukrowej
surowa serwatka z mleka koziego

Łykają chętnie.  Cwaniak

"Szkoda, że nie dodałem jeszcze dynamitu"
[Obrazek: 12109001_10205281152540901_4907583751682722294_n.jpg]
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#42
Jeszcze czosnek, Panie, czosnek trza dawać. Najlepiej na spirytusie. Duży uśmiech
Cytuj ten post
#43
A daja czosnek niektorzy choc antybiotyk i probiotyk w jednym kotle za bardzo sensu by nie mialo IMO
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post