Pszczelarstwo darwinistyczne wg T. Seeleya
#1
Tak sobie myślę, że zalecenia Seeleya dają się w dużej mierze zrealizować na bazie zaleceń z https://resistantbees.com/, gdzie podstawowym zaleceniem generalnym jest bazować na nukleusach, zanim rodziny nie osiągną odpowiedniej odporności. Nie wszystko da się wdrożyć w gospodarce pasiecznej, niektóre zalecenia są bardzo zależne od dostępnego miejsca. Ale wiele z nich - owszem. I to bez szkody dla zabawy Oczko
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#2
(19.10.2017, 18:00)flamenco108 napisał(a): Tak sobie myślę, że zalecenia Seeleya dają się w dużej mierze zrealizować na bazie zaleceń z https://resistantbees.com/, gdzie podstawowym zaleceniem generalnym jest bazować na nukleusach, zanim rodziny nie osiągną odpowiedniej odporności. Nie wszystko da się wdrożyć w gospodarce pasiecznej, niektóre zalecenia są bardzo zależne od dostępnego miejsca. Ale wiele z nich - owszem. I to bez szkody dla zabawy Oczko

Można rozwinąć temat?
Cytuj ten post
#3
American Bee Journal 2017
Darwinian beekeeping An evolutionary approach to apiculture

Artykuł na temat wskazów jak dojść do nieleczonych pszczół.

http://www.beesfordevelopment.org/media/3891/tom-seeley-plus-references.pdf
Cytuj ten post
#4


Cytuj ten post
#5
Surwiwal bez leczenia. Czego uczą nas dzikie pszczoły.

Wywiad z T. Seeleyem


Załączone pliki
.pdf   Leo-Sharashkin-Article_February-2016.pdf (Rozmiar: 1,02 MB / Pobrań: 167)
Cytuj ten post
#6




tłumaczenie. Puszczajcie w wirtualny świat.
Cytuj ten post
#7
American Bee Journal 2017
Darwinian beekeeping An evolutionary approach to apiculture
Pszczelarstwo darwinistczne. Ewolucyjne rozwiązanie w pszczelnictwie.
http://www.beesfordevelopment.org/media/3891/tom-seeley-plus-references.pdf

Różnica 2: Kolonie żyją szeroko rozprzestrzenione w odróżnieniu od zatłoczonych pasiek. Ta różnica
sprawia, że pszczelarstwo jest praktyczne, ale tworzy również fundamentalną zmiana w ekologii pszczół miodnych.
Zatłoczone kolonie doświadczają większej konkurencji dla paszy, większe ryzyko okradzenia i większe
problemy z odtwarzaniem (np. roje się łączą matki wchodzą do złych uli po kryciu). Prawdopodobnie
najbardziej szkodliwe konsekwencje tłocznych pasiek jest takie, że wzmacnia transmisję patogenu i pasożyta pomiędzy
koloniami (Seeley i Smith 2015). To ułatwia transmisję choroby i  zwiększa częstość występowania choroby i utrzymuje się
żywe wirulentne szczepy czynników chorobotwórczych pszczół.

Powstrzymaj się od leczenia pszczół?
OSTRZEŻENIE: ta ostatnia sugestia powinna być przyjęta tylko wtedy, gdy możesz to zrobić ostrożnie, jako część programu ekstremalnie monitorowanego pszczelarstwa. Jeśli szukasz nieleczenia bez bacznej uwagi na twoje kolonie, wtedy stworzysz sytuację w swojej pasiece, w której dobór naturalny sprzyja zjadliwym roztoczom Varroa a nie pszczołom odpornym na Varroa. Aby ułatwić dobór naturalny w kierunku łagodności pasożyta a odporności pszczoły będziesz musiał stale uważnie monitorować poziomy roztoczy we wszystkich twoich koloniach i zabić te, których populacje roztoczy osiągają wysokie porażenie na długo przed ich samoistną śmiercią. Prewencyjnie zabijając twoje podatne na Varroa kolonie, osiągniesz dwie ważne rzeczy: 1) wyeliminujesz swoje kolonie które mają brak odporności na Varroa i 2) zapobiegniesz bombom "roztoczowym". Czyli zjawisku masowo rozprzestrzeniające się roztoczy na twoje inne kolonie. Jeśli nie wykonasz tych działań prewencyjnych zabójstw to nawet względnie odporne kolonie mogą zostać opanowane przez roztocza i umrzeć, co oznacza, że nie będzie żadnej naturalnej selekcji na odporność na roztocza w twojej pasiece. Trzeba wykonać również uśmiercenie prewencyjne również dlatego aby nie rozprzestrzeniać zjadliwych roztoczy do kolonii Twoich sąsiadów a nawet do dzikich kolonii w twojej okolicy, które powoli rozwijają oporność na roztocza na własną rękę. Jeśli nie chcesz zabijać Twoich podatnych koloni na roztocza, wtedy będziesz musiał je przeleczyć i wymienić im matkę na bardziej odporną.
Cytuj ten post
#8
właśnie - odnosząc się do postu, w którym Borówka przetłumaczył fragment o prewencyjnym zabiciu ekstremalnie jak rozumiem porażonej kolonii pszczół- jak praktycznie ocenić, czy jest to już ekstremalne porażenie czy jeszcze nie? Ja jestem początkującym pszczelarzem wiec mi jeszcze trudniej ...
Cytuj ten post
#9
(01.01.2018, 16:59)Pszczółka Maja napisał(a): właśnie - odnosząc się do postu, w którym Borówka przetłumaczył fragment o prewencyjnym zabiciu ekstremalnie jak rozumiem porażonej kolonii pszczół- jak praktycznie ocenić, czy jest to już ekstremalne porażenie czy jeszcze nie? Ja jestem początkującym pszczelarzem wiec mi jeszcze trudniej ...

Żeby to było takie łatwe. Sam nie wiem jaka i nie wiem jaka jest doskonałość tych metod. Może jakiś inny kolega to lepiej wyjaśni.

Na razie znam tylko w teorii. Nic nie stosowałem. Znam tylko metody podawane przez Randy Olivera lub innych, które generalnie polegają w przypadku warrozy na badaniu porażenia przez osyp warrozy, porażenie na dorosłych pszczołach (pranie pszczół w alkoholu lub rolowanie w cukrze pudrze), badaniu stanu porażenia czerwiu choćby lub zachowań higienicznych pszczół. 

Tu masz u Randy Olivera: https://www.youtube.com/watch?v=ewqWVguGRvc

A tu Pasieka Łapa np. pokazuje badanie czerwiu tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=XB5gOo_iV2M&pbjreload=10

Tutaj też opisałem metodę koleżanki z Niemiec:
http://forum.wolnepszczoly.org/showthread.php?tid=892&pid=46802#pid46802

Jeżeli chodzi o badanie porażenia Nosemą C. to Randy Oliver poleca mikroskop i badanie jelit czy płynu ze zgniecionych pszczół. Wcześniej zamrożonych.

Po za tym dochodzi jeszcze widok porażonych wirusami DWV pszczół. Kalekie bezskrzydłe pszczoły. Pojawienie się tego symptomu jak wyczytałem u doświadczeńszych od siebie ma świadczyć o dużym porażeniu chorobami.

U mnie raz miałem DWV to ta rodzina szybko padła później.

Inne metody prawdopodobnie są ciężkie dla amatora hobbysty bez laboratorium.
Cytuj ten post
#10
(01.01.2018, 16:59)Pszczółka Maja napisał(a): właśnie - odnosząc się do postu, w którym Borówka przetłumaczył fragment o prewencyjnym zabiciu ekstremalnie jak rozumiem porażonej kolonii pszczół- jak praktycznie ocenić, czy jest to już ekstremalne porażenie czy jeszcze nie? Ja jestem początkującym pszczelarzem wiec mi jeszcze trudniej ...
Jak dla mnie jest to kluczowe pytanie. A ponieważ nie znam na nie odpowiedzi metoda dla mnie odpada. Już nie raz przekonałem się że mechanizmy działające w przyrodzie na dłuższą metę sprawdzają się lepiej niż "pomoc człowieka"
Cytuj ten post
#11
Cytat:Już nie raz przekonałem się że mechanizmy działające w przyrodzie.

Sęk w tym, że na ile ja rozumiem T. Seeleya to pasieka nie jest przyrodą.


Trzeba się nad tym dobrze zastanowić. W końcu pisze o tym jeden z największych znawców biologii pszczół na świecie któremu bardzo, z tego co mówi i pisze, zależy na odtworzeniu dzikiej populacji pszczół i pasiek radzących sobie z chorobami we własnym zakresie.

Trzeba się zastanowić co ma więcej zalet niż wad i włączyć w ten układ człowieka-gospodarza pasieki, który podejmuje się selekcji. Jeżeli jest tak, że pasieka i upadające pszczoły zwiększają zjadliwość pasożyta poprzez poziomą jego transmisję (a tak twierdzą cytowani przeze mnie naukowcy i praktyk) na inne pszczoły lub dzikie siedliska które rażą zjadliwszymi patogenami przeciwdziałając ewolucji w kierunku której chcesz (jako posiadacz pszczół docelowo bez leczenia) to jest to działanie przeciw własnym celom. Nawet takim które nakreśliłeś.

Stąd, jeśli chcesz posługiwać się słowem natura jako brak ingerencji człowieka, można to sprowadzić do twierdzenia, ze jeżeli przeciwdziałasz naturze tworząc pasiekę to musisz się liczyć z tym, że przeszkadzasz naturze w związku z tym i musisz zapłacić np. zwiększoną ilością upadków i zarażaniem pszczół w dzikich siedliskach, które już pracują nad selekcją. To jest przeciwdziałanie własnemu celowi, który się obrało. Czyli jest to czynnik kontr-produktywny.

Może się okazać, że jakiś procent pomyłek człowieka względem wyboru które rodziny i tak padną będzie miał mniejsze znaczenie niż to, że padają całe pasieki i szkodą okolicy w tym dzikiej okolicy, tworząc zjadliwszy patogen. Czyli jakiś procent pomyłek człowieka spowoduje szczególnie, że  w małych pasiekach w niesprzyjających warunkach środowiskowych bez dobrego tła, będzie ktoś przynajmniej miał jakieś pszczoły zdolne do prowadzenia pasieki w kierunku upragnionej selekcji bo ograniczy szkodliwe działanie nienaturalnej pasieki i tworzenia zjadliwszych patogenów.

Innymi słowy. Zgadzam się, że wybór człowieka w tym sensie o którym piszesz jest niedoskonały ale koszt pomyłek w związku z tą niedoskonałością może być mniejszy niż zysk.

Spójrzmy w prawdzie w oczy bez gdybania i gadania kto ile lat poświęca się dla pszczół. Na razie sukces i to jak sam pisze niepewny przecież ma tylko Łukasz. A Łukasz stosował metodę małych kroczków. Najpierw popracował z pszczołami, najpierw zgromadził kapitał pszczół teoretycznie lepiej się nadających, które leczył lekkimi środkami i w sposób ograniczony. A selekcja na dużej pasiece i na choć trochę bardziej przystosowanych pszczołach będzie mniej dotkliwa bo nawet jak procent będzie taki sam upadku to zostanie więcej pszczół do zrobienia z nimi cokolwiek bez dokupywania pszczół. Może jednak te jego pszczoły były lepiej przygotowane na radykalizm i działania nadnaturalne poziomej transmisji zjadliwszych form patogenów na pasiece?

Reszta nas zalicza upadki 100% albo zostają im 1-2 rodziny nienadające się do podziałów bez kupowania leczonych amitrazą pszczół najczęściej. O właśnie. W tym sensie można by napisać, że leczenie przez innych ludzi jest nawet korzystne dla tych którzy decydują się puszczać na śmierć nieprzystosowane pszczoły w niewielkich pasiekach bo dzięki upadkom u siebie mogą kupić pszczoły. hehe
Czy to nie pewien paradoks?

Czy nie lepiej jednak zamiast kupować amitrazowane pszczoły, pobierać mięso i materiał do selekcji od pszczół wspomaganych lekami organicznymi czy suplementami naturalnymi z części pasieki?

Zgadzam się, ze to wydłuża selekcję. Ale upadki 100% albo bliskie 100% z rodzinami z którymi nic się nie da zrobić też wydłużają selekcję. 100% upadku to jest stracony rok selekcyjny. Zgadzasz się?

Wiem, że zawsze można pisać, że sezon nie taki, że pszczoły nie takie itd. Ale nie przybliża nas to do sukcesu.
W końcu empiryczny przykład Łukasza mnie przekonuje.

Zwróć też uwagę, ze wiele z tych osób co zlekceważyli to o czym pisze Selley i Oliver zaczynali i trwali w pasiekach w miarę izolowanych o małym napszczeleniu i co najważniej z tłem ZDZICZAŁYCH pszczół. To bardzo ważne.
Co oni robili. Zastępowali swoje padnięte pszczoły nowymi wyłapanymi rójkami ze zdziczałych pszczół które miały większy potencjał przetrwania niż jakiekolwiek inne pszczoły. Większośc z nich tak robiło i robi w małych pasiekach. TO mi dało do myślenia bo ja nie mam rójek w okolicy nawet gospodarskich a tym bardziej zdziczałych. NIe mam jak zastępować upadających pni a właściwe całej lub prawie całej pasieki, lepszymi genami z okolicy. Ok mogę pobrac od kolegów ale z tego co wiem pobrane pszczoły z daleka i tak się muszą przeselekcjonować. Salomonowi padła już stabilna pasieka TF po przeprowadzce w jakieś większej ilości. Ale znów. Mógł sobie uzupełniac o rójki FERAL BEES ze swoje okolicy i patrzyć jak część z nich nie tak ogromna pada 30-60%. A u nas nawet jak ktoś ma rójki to i tak padają tak samo jak nasze kupowane. Poza pewnie jakimiś wyjątkowymi obszarami jak ktoś mieszka koło takich siedlisk: może puszcza Augustowska itd.

Salomon Parker może sobie pisać lekko: "Pozwólmy im zdychać" jak zaliczał upadki 30-60%. Z pamięci pisze.
Wiele innych osób podobnie. Jak napisałem na grupie amerykańskiej TF jakie ja miałem upadki to złapali się za głowię. Oni byli zadziwieni, że nic z tym nie robię np. nie próbuję upewnić się jakie to choroby.

To mi dało do myślenia. Jakby mieli takie upadki jak ja podejrzewam, że inaczej by śpiewali. W końcu głównym celem wielu  z nich jest posiadanie pszczół a nie patrzenie jak padają.
Cytuj ten post
#12
(01.01.2018, 16:59)Pszczółka Maja napisał(a): właśnie - odnosząc się do postu, w którym Borówka przetłumaczył fragment o prewencyjnym zabiciu ekstremalnie jak rozumiem porażonej kolonii pszczół- jak praktycznie ocenić, czy jest to już ekstremalne porażenie czy jeszcze nie? Ja jestem początkującym pszczelarzem wiec mi jeszcze trudniej ...

Tu  masz wiele istotnych informacji dla początkujących w tym i to o co pytasz.
http://scientificbeekeeping.com/first-year-care-for-your-nuc/
Cytuj ten post
#13
Z drugiej strony, jak przenosi się waroza horyzontalnie? Głównie przez rabunki, czyli teoretycznie, jest to selekcja na nie rabowanie. Ale zgadzam się generalnie. To wszystko kwestia skali, amerykańscy pszczelarze mogą sobie pozwolić na spadki rodzin rzędu 60%, bo rodzin dalej zostaje im liczone w setkach i tysiącach, dla niektórych z nas 60% to tyle samo co 100% lub 1/2, jak zostają dwie, trzy rodziny to ogłaszamy sukces.
To widać nawet u Łukasza, czy Szymona, różnica przy posiadaniu 40-60+ rodzin na kilku pasieczyskach, wtedy można bawić się w taką selekcję i co roku zaliczać spadki. Efekt skali.
Wbrew pozorom na 10 rodzinach, wyższa śmiertelność nie jest czymś niezwykłym. Przy większej liczbie rodzin, efekt tła maleje, liczba roztoczy się uśrednia pomiędzy rodzinami, masz większą różnorodność genetyczną, a więc i szansę na znalezienia przeżywającego materiału, itp, itd.
Cytuj ten post
#14
Muszę Cię zmartwić, ilość rodzin nic nie zmienia. Utrata 60% czy więcej tak samo boli czy masz 10 rodzin czy 100. Powiem nawet, że przy stu jest o wiele bardziej dotkliwsza, bo zainwestowałeś w to 10 razy więcej czasu, wysiłku, pieniędzy, zaangażowania, 10 razy mniej widziałeś dzieci itd. Odechciewa się wszystkiego jak cały rok zapierniczasz a na wiosnę jest kicha, to strasznie dołujące. Pozy tym nie ma żadnej pewności, że ta droga Cię do czegoś doprowadzi. Może się tak zdarzyć, że będzie tak 10 lat z rzędu i nic nie osiągniesz.
Cytuj ten post
#15
(02.01.2018, 08:43)kosz85 napisał(a): Ale zgadzam się generalnie. To wszystko kwestia skali, amerykańscy pszczelarze mogą sobie pozwolić na spadki rodzin 

Zresztą Walijczycy z Gwynedd też są dobrym przykładem.

1. raz, że u nich występuje to co u Salomona Parkera i spółki. Zdziczałe pszczoły po okolicy, które przeszły już pierwszy test selekcji dzikości (brakuje im tylko testu w nienaturalnych warunkach pasieki) w związku mają o wiele większy potencjał na przetrwanie. Zresztą tak wynika też z artykuły Olivera tego: http://scientificbeekeeping.com/whats-happening-to-the-bees-part-5-is-there-a-difference-between-domesticated-and-feral-bees/
Dawid Heaf wielokrotnie podkreśla znaczenie zdziczałej populacji w tle. Sam łapał zdziczałe rójki odbudowując pasiekę. To jest dobry przykład bo on mał hobbystyczną pasiekę TF. Celuje właśnie w około 10-15 uli. Nie rozmnaża intensywnie pasieki. Nie produkuje masowo odkładów jak Webster jako jeden ze sposobów na poradzenie sobie pasieki z warrozą na akceptowalnym poziomie.

2. Duża cześć okolicy w hrabstwie Gwynedd przestała leczyć, jeśli wierzyć filmikowi, to dzięki postawie inspektora pasiek. To też jest bardzo ważne. Gdyby wszyscy z forum, którzy mają małe pasieki i beznadziejne tło i całkowity brak zdziczałych pszczół (tak jak u mnie) zgromadzili się w jednej gminie to nasze szanse rosną zdeycydowanie.

3. Co innego problem tylko z Warrozą która jest wektorem wirusów, która zabijają rodziny pszczele a co innego dodatkowo także poważny problem z Nosemą C. która siecze pasieki nie mniej niemiłosiernie jeśli nie bardziej.

Coś co działa gdzie indziej w innych warunkach może zadziałać gdzie indziej w innych warunkach ale może też nie zadziałać. Teraz pytanie ile czasu trzeba czekać aby móc uznać, że nie zadziała (lub nie chcę już dłużej czekać aż zadziała to co nie działa tak jak by się chciało) i chcę się wprowadzić jakąś zmianę aby sobie trochę pomóc?
To jest pewnie kwestia do indywidualnego uznania.
Cytuj ten post
#16
(02.01.2018, 09:07)Krzyżak napisał(a): Muszę Cię zmartwić, ilość rodzin nic nie zmienia. Utrata 60% czy więcej tak samo boli czy masz 10 rodzin czy 100. Powiem nawet, że przy stu jest o wiele bardziej dotkliwsza, bo zainwestowałeś w to 10 razy więcej czasu, wysiłku, pieniędzy, zaangażowania, 10 razy mniej widziałeś dzieci itd. Odechciewa się wszystkiego jak cały rok zapierniczasz a na wiosnę jest kicha, to strasznie dołujące. Pozy tym nie ma żadnej pewności, że ta droga Cię do czegoś doprowadzi. Może się tak zdarzyć, że będzie tak 10 lat z rzędu i nic nie osiągniesz.

Dzięki za personalną wypowiedź opartą na własnych doświadczeniach. Jest w tym dużo racji, ale od pewnej ilości uli ten czas poświęcany na rodzinę maleje (do pewnego stopnia). I czas poświęcany na pasiekę jest w pewnym stopniu stałą, bo zwyczajnie więcej czasu już nie masz - w sensie czy miałbym 40 uli, czy 30 poświęciłbym im podobną ilość czasu. Jeśli chodzi o kwestie finansowe, czy sam wysiłek fizyczny przy tylu rodzinach, to przyznaje Ci rację.
Co do doła, to jednak chyba bardziej dołujące jest stracić 100% Język Finansowo to też nie wychodzi różowo. Do tego przy tylu rodzinach, zawsze jest opcja puścić tylko połowę TF, a połowę leczyć, zrobienie czegoś takiego na 5 ulach nie ma sensu.
Cytuj ten post
#17
(02.01.2018, 09:07)Krzyżak napisał(a): Pozy tym nie ma żadnej pewności, że ta droga Cię do czegoś doprowadzi. Może się tak zdarzyć, że będzie tak 10 lat z rzędu i nic nie osiągniesz.

Kefuss: Ale przynajmniej próbowałeś. Do leczenia droga jest zawsze otwarta.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#18
(02.01.2018, 08:43)kosz85 napisał(a): Z drugiej strony, jak przenosi się waroza horyzontalnie? Głównie przez rabunki, czyli teoretycznie, jest to selekcja na nie rabowanie.

Nie tylko. Także przez błądzenie pszczół przez nienaturalność pasieki. O ile pamiętam Seeley uzyskiwał brak błądzenia dopiero przy 30 metrowych oddaleniach uli. W dziczy nie znalazł bliższego rozstawienia gniazda niż 850 metrów.
Jeżeli tak to w dziczy błądzenie jest praktycznie tak znikome, ze można je pominąć do jakiś wyjątkowo incydentalnych przypadków, że pszczoła czy truteń zmęczony wprasza się przed deszczem. Ale Selley nie zaobserwował żadnego takiego przypadku przy tak dużym rozstawieniu. W dziczy pozostaje więc tylko pozioma transmisja na wziątku oraz podczas rabunku. W dziczy jednak jest też spore prawdopodobieństwo, że też coś innego wyrabuje słabe pszczoły niż pszczoła. Nie ma tak łatwego łupu bo jest tylko jedno gniazdo a nie pasieka. Rabusiowi się nie uda wejść do jednego ula na pasiece to zaraz próbuje do innego. Wielokrotnie to obserwowałem. W dziczy się musi dużo bardziej postarać. Nie uda mu się wejść do jednego gniazda to musi szukać drugiego nie wiadomo gdzie. Oczko

30 metrów jest nieosiągalne pewnie w 99% przypadkach ludzi chcących posiadać pszczoły na pasiece.
Można tylko uświadamiać co zrobić aby to nieznacznie zminimalizować: porozstawiane ule w różnych kierunkach, różna kolory i figury przy wylotkach, różne w sąsiedztwie uli punkty lokalizacyjne np. krzaki, drzewa czy nawet jakieś chorągiewki, długie podpórki pod wylotki w formie deski z różnymi liniami, które dla pszczoły są substytutem pnia drzewa (info od Flamenco). Ale tego czynnika się i tak nie wyeliminuje.
Cytuj ten post
#19
(02.01.2018, 10:25)flamenco108 napisał(a):
(02.01.2018, 09:07)Krzyżak napisał(a): Pozy tym nie ma żadnej pewności, że ta droga Cię do czegoś doprowadzi. Może się tak zdarzyć, że będzie tak 10 lat z rzędu i nic nie osiągniesz.

Kefuss: Ale przynajmniej próbowałeś. Do leczenia droga jest zawsze otwarta.

Na szczęście do celu prowadzi wiele dróg Uśmiech
Cytuj ten post
#20
(02.01.2018, 09:29)kosz85 napisał(a): zawsze jest opcja puścić tylko połowę TF, a połowę leczyć, zrobienie czegoś takiego na 5 ulach nie ma sensu.

Przy 5 to faktycznie trochę ciężko ale przy 10-15-20 uważam, że już wykonalne w połowa na nukach-TF czyli np. 7 dużych uli i 7 nuków. Tak na szybko.
 
Utrzymuje się ze 3-4 rodziny podleczone czymś z oferty PN ale jednak tak aby to było efektywne,
Reszta jest TF i z reszty robi się zawsze te nuki na zimę aby zwiększyć szanse przeżywalność (mały model ekspansji).
Jeżeli rodziny przeżywające nie nadają się do żadnych podziałów po zimie (tak jak było u mnie) to zasila się z mięsem i pokarmem pierzgowo-miodowym z rodzin T.
Ulepszeniem byłoby posiadanie osobno pasieczyska T i TF.
Cytuj ten post
#21
Pasieczyska TF mogę użyczyć Oczko nawet można stawiać sobie ul co 30m. Pasieczysko niestrzeżone i brak na nim na razie sensownych pożytków. W planach lipa i śnieguliczka, może wrzos, ale zanim zrealizuje te plany, to dużo wody w Wiśle przepłynie.
Cytuj ten post
#22
Dzięki Krzyżak za podesłanie linka o oznaczaniu warozy na sciencebeekeping, ale z informacji tam zawartych wynika, ze początkujący pszczelarze nie powinni prowadzić pasieki treetment free.
„Although my goal is to develop a stock of bees that require no treatment for varroa, I adamantly do not recommend “treatment-free” beekeeping for beginners. Control varroa, or colonies will generally die an ugly and unnecessary death from the varroa/virus complex. Not only that, but when that colony crashes, it floods the surrounding colonies with varroa mites, making you a nuisance to both surrounding beekeepers, and the feral population of bees that is slowly evolving resistance to the mite. PLEASE MANAGE MITE LEVELS IN YOUR HIVES AND DO NOT ALLOW COLONIES TO COLLAPSE FROM VARROA”.
Czy w takim razie, promowanie idei PN nie jest trochę niewłaściwe? Zwłaszcza w przypadku osób które zaczynają? A przecież całe to forum i działalność stowarzyszenia jest temu poświęcona... Na te informacje wpadłam drążąc temat, może warto byłoby wręcz utworzyć jakaś zakładkę i przedstawić „ścieżkę dojścia do PN”. Bo rzeczywiście można zaszkodzić bardziej niż pomóc naturze zbytnim idealizmem ... piekło jest wybrukowane dobrymi intencjami.

Chyba, ze zdanie które zacytowałem jest nieprawdziwe?

Czy są tu pszczelarze, którzy od początku nieleczą z sukcesem ?
Cytuj ten post
#23
(09.01.2018, 17:11)Pszczółka Maja napisał(a): Czy w takim razie, promowanie idei PN nie jest trochę niewłaściwe? Zwłaszcza w przypadku osób które zaczynają? 
Myślę, że nie jest niewłaściwe. Dobrze, jeżeli ludzie mają szansę zapoznać się z różnymi typami podejścia do pszczelarstwa, także na początku drogi.
(09.01.2018, 17:11)Pszczółka Maja napisał(a): Bo rzeczywiście  można zaszkodzić bardziej niż pomóc naturze zbytnim idealizmem ... piekło jest wybrukowane dobrymi intencjami. 
Zważ, że mediana wieku zaczynających pszczelarzenie w Polsce wynosi około 40 lat. To nie są dzieci. Nie mogą zwalać winy za swoje porażki na innych. To już nie ten wiek, nie wypada.
Bycie początkującym nie zwalnia od nauki i odpowiedzialności. Jeżeli chcesz się bawić z żywymi stworzeniami, zdobądź jak najwięcej wiedzy na ten temat, aby dokonać możliwie najlepszych wyborów. Ja też jestem początkujący i zapewniam Cię, że materiału do pochłonięcia jest mnóstwo, mnóstwo. I dopiero na tej podstawie należy podejmować własną decyzję, w jakim zakresie i w jaki sposób chcesz wdrażać metody, z którymi się zapoznałaś.


(09.01.2018, 17:11)Pszczółka Maja napisał(a): Chyba, ze zdanie które zacytowałem jest nieprawdziwe?
To zdanie jest prawdziwe jako opinia Randy'ego Olivera. Tak czy owak, każdy, nie tylko początkujący pszczelarz ponosi ryzyko swoich błędnych decyzji, nic go przed tym nie uchroni. 
W Polsce większość pszczelarzy nie robi "manage mite levels" tylko po prostu zapodaje apiwarol do ula. Zatem nie tak łatwo będzie Ci znaleźć kogoś, kto pokaże, jak się bada porażenie warrozą i objaśni niuanse.

(09.01.2018, 17:11)Pszczółka Maja napisał(a): Czy są tu pszczelarze, którzy od początku nieleczą z sukcesem ?
Chyba nie.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#24
PN to nie jest, nie musi byc, niekoniecznie znaczy TF, czyli glownie nie leczenie srodkami parazytobojczymi i biobojczymi w waskim rozumieniu.
To nie sa te same zbiory aczkolwiek moga miec czesc wspolna wieksza lub mniejsza w zaleznosci od podejscia.

Na razie probuje od 2014 roku zaczynajac z pszczolami od poczatku. W niewielkiej przydomowej pasiece 8-12 pni. Nie odnioslem sukcesu niestety.

Ile masz rodzin pszczelich i czy masz pszczoly wstepnie pszeselekcjonowane lub z takich hodowli ktore daja im teoretycznie wiekszy potencjal do przezycia bez ingerencji?


Co do forum. Zobacz jakie sa dzialy. Mamy rozne dzialy i nie wszystkie dotycza radykalnego nieleczenia i nic nierobienia aby wspomoc pszczoly i pasieke. Taki watek jak zaproponowalas mozna stworzyc, aczkolwiek na stronie jest artukul PN Malymi Kroczkami. Jest za to watek. Metody dojscia do TF. Spojrz tam. Pozdrawiam.
Cytuj ten post
#25
A ja Ci napisze tylko tyle... frycowe i tak zapłacisz chodź będą Ci wmawiać że da się to obejść. Nie nic się nie da obejść tak samo jak nie da się mieć pszczół przystosowanych lokalnie które nie były poddane selekcji naturalnej.

Chcesz się w to bawić to albo zacznij na poważnie albo wiosną jedź po apiwarol i zapisz się na jakieś komercyjne nauki pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#26
(09.01.2018, 17:11)Pszczółka Maja napisał(a): Czy są tu pszczelarze, którzy od początku nieleczą z sukcesem ?

Zależy co masz na mysli pisząc "sukces "
Ja  po czterech sezonach nie leczenia ciagle bazuje na tym samym materiale pszczelim.
Zaczynając cztery lata temu od 25 odkładów zimuję  w tym roku 30 rodzin . W tym że w miedzyczasie padło mi około 120 rodzin.
Ale zanim padły zdążyły jeszcze coś zbudować, coś uzbierać, a co niektóre Jeszcze się pomnożyć. 
Jak dla mnie to sukces i zachęta do jeszcze bardziej agresywnego pszczelarstwa naturalnego.
Cytuj ten post
#27
(09.01.2018, 18:24)Borówka napisał(a): PN to nie jest, nie musi byc, niekoniecznie znaczy TF, czyli glownie nie leczenie srodkami parazytobojczymi i biobojczymi w waskim rozumieniu.
To nie sa te same zbiory aczkolwiek moga miec czesc wspolna wieksza lub mniejsza w zaleznosci od podejscia.

Na razie probuje od 2014 roku zaczynajac z pszczolami od poczatku. W niewielkiej przydomowej pasiece 8-12 pni. Nie odnioslem sukcesu niestety.

Ile masz rodzin pszczelich i czy masz pszczoly wstepnie pszeselekcjonowane lub z takich hodowli ktore daja im teoretycznie wiekszy potencjal do przezycia bez ingerencji?


Co do forum. Zobacz jakie sa dzialy. Mamy rozne dzialy i nie wszystkie dotycza radykalnego nieleczenia i nic nierobienia aby wspomoc pszczoly i pasieke. Taki watek jak zaproponowalas mozna stworzyc, aczkolwiek na stronie jest artukul PN Malymi Kroczkami. Jest za to watek. Metody dojscia do TF. Spojrz tam. Pozdrawiam.

PN małymi kroczkami i metody dojścia do TF przeczytałam oczywiście- ale obawiam się, że to co innego znaczy dla pszczelarza z dużą praktyką i doświadczeniem , a co innego dla kogoś kto ma wiedzę z książek. Ktoś pisał wcześniej o odpowiedzialności której nikt ze mnie nie zdejmie - oczywiście! Właśnie kierując się odpowiedzialnością, wolę "zapobiegać niż leczyć", nie chcę wyrządzić nikomu krzywdy... 
Chcielibyście, wy "starzy wyjadacze" mieć parę kilometrów od siebie początkującego pszczelarza, który potencjalnie zarażałby wam pasieki? 
Nie chce być kimś takim, poza tym mam ambicję hodować pszczoły, a nie warozę Uśmiech 
Cytuj ten post
#28
(09.01.2018, 19:18)Jacuch napisał(a):
(09.01.2018, 17:11)Pszczółka Maja napisał(a): Czy są tu pszczelarze, którzy od początku nieleczą z sukcesem ?

Zależy co masz na mysli pisząc "sukces "
Ja  po czterech sezonach nie leczenia ciagle bazuje na tym samym materiale pszczelim.
Zaczynając cztery lata temu od 25 odkładów zimuję  w tym roku 30 rodzin . W tym że w miedzyczasie padło mi około 120 rodzin.
Ale zanim padły zdążyły jeszcze coś zbudować, coś uzbierać, a co niektóre Jeszcze się pomnożyć. 
Jak dla mnie to sukces i zachęta do jeszcze bardziej agresywnego pszczelarstwa naturalnego.

Dla mnie to sukces. Gratuluję. Ja bedę dumna gdy to samo mnie spotka za cztery lata.
 Czyli nadzieja jest... Uśmiech
Moze gdzieś opisałeś swoje początki? Te interesują mnie najbardziej ...
Cytuj ten post
#29
Pszczolko Maju ja nie jestem starym wyjadaczem. Wprawdzie mam prawie 4 lata pszczoly ale to niewiele a poza tym zazwyczaj je tracilem. Teraz zgromadzilem fajny kapital genetyczny pszczol na pasiece i chcialbym aby to sie odwrocilo.
Cytuj ten post
#30
(10.01.2018, 11:42)Pszczółka Maja napisał(a): PN małymi kroczkami i metody dojścia do TF przeczytałam oczywiście- ale obawiam się, że to co innego znaczy dla pszczelarza z dużą praktyką i doświadczeniem , a co innego dla kogoś kto ma wiedzę z książek. Ktoś pisał wcześniej o odpowiedzialności której nikt ze mnie nie zdejmie - oczywiście! Właśnie kierując się odpowiedzialnością, wolę "zapobiegać niż leczyć", nie chcę wyrządzić nikomu krzywdy... 
Chcielibyście, wy "starzy wyjadacze" mieć parę kilometrów od siebie początkującego pszczelarza, który potencjalnie zarażałby wam pasieki? 
Nie chce być kimś takim, poza tym mam ambicję hodować pszczoły, a nie warozę Uśmiech 

Obawiam się, że samodzielne pszczelarstwo wrzuca od razu na głęboką wodę. Małe kroczki tyczą się osób, które pragną zrezygnować z leczenia, czyli musisz się przygotować na fakt, że jeśli nie będziesz leczyć, to z dużym prawdopodobieństwem rodzina zginie. I teraz jedni powiedzą "to straszne", a inni "to dobrze". Zginęła bo nie była dostosowana.
Też zaczynałem przygodę niedawno, dwa lata temu, pierwszy rok był dla mnie przykrym podsumowaniem. W kolejnym zacząłem z mniejszym impetem i zimuje dwie rodziny, chociaż również nie obeszło się bez strat.
W podejściu TF idąc na żywioł z pszczołami komercyjnymi, trzeba mieć więcej szczęścia niż rozumu. Szczęścia do genetyki i siły pszczół, oraz miejsca, bo to wydaje się najbardziej wpływać na przeżywalność.

Ale lecząc, możesz wybrać też lepszą drogą, możesz wybrać polewanie syropem z kwasem szczawiowym, spryskiwanie kwasem mlekowym niskoprocentowym, lub thymol, nie musisz sięgać od razu po apivarol. Tutaj to odradzamy. Leczenie, da Ci trochę czasu by oswoić temat, zapoznać się z różnymi podejściami i zaspokoi potrzebę posiadania pszczół tu i teraz bez szkody dla pszczół i okolicy. 

To nie jest pszczelarstwo darwinistyczne, ale darwin i opisana przez niego selekcja naturalna, jest brutalna. Zaakceptuj to, lub zmień główną ideę swych działań.
Cytuj ten post