Pszczelarstwo darwinistyczne wg T. Seeleya
#61
A dlaczego ten filmik opublikowany został w kanale "Bartek Mal." a nie "Wolne Pszczoły"?
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#62
(14.09.2018, 19:11)Borówka napisał(a): Super. Dzięki za wrzucenie.

Moim zdaniem Profesor potwierdził, co było napisane w tym wątku wcześniej, apropo jego opinii zawartej w podręczniku Pszczelarstwa Darwinistycznego, wynikającej z badań naukowych.

Mite bomb (bomba roztoczowa) jest przeciwskuteczna w dochodzeniu do zdrowej populacji TF w nieprzyrodniczych pasiekach na wczesnym etapie, szczególnie kiedy posiadamy nieprzystosowane pszczoły i nie mamy szczęścia posiadania zdziczałej (ewentualnie dzikiej populacji) już przeselekcjonowanej. Zabijanie rodzin nie radzących sobie lub Soft Bond Test, czyli przeleczenie interwencyjnie ula odpowiednio wcześniej (aby miało to sens) z wymianą matki po tym fakcie, jest zbieżne z selekcją naturalną, a wręcz ją przyspiesza.

Jest to także zbieżne z tym co napisał Randy Oliver, dr. Maciej Howis. W zasadzie to tłok w pasiekach powoduje, że nie lecząc wszystkich kupionych nieprzystosowanych pszczół, nie monitorując porażenia i nie interweniując, przyczyniamy się do zwiększenia zjadliwości patogenów, których wektorem jest Dręcz pszczeli. W całej puli pszczelarskiej i populacji pszczół. Także pszczelarstwa ze zwalczaniem dręcza i co gorsza w populacji nieobsługiwanej tuż obok, czyli dzikiej / zdziczałej / własnie dziczejącej, jeśli taka występuje.

Przeciwdziałanie temu musiałoby się chyba sprowadzać do posługiwania się jakimś systemem monitoringu stanu porażenia i reagowaniem odpowiednio wcześniej, jak stopień porażenie wskazuje, że rodzina prawie, że nie ma szans. Inaczej pisząc, porażenie osiągnęło taki poziom, że prawdopodobnie rodzina już się nie podniesie. Monitoring też poleca wszak sam profesor w swoim krótkim podręczniku. Acz nie precyzuje dokładnie metod.
Z tą mite bomb też chyba jest nieco inaczej skoro jest ona powodowana rabowaniem padającej rodziny a pada informacja że rabunek znacząco ogranicza się powyżej odległości 60 m a już bezpieczna jest odległość 300 m. To bo oznaczało ze zagrożenie mite bomb dotyczy w zasadzie tylko własnej pasieki lub bliskiego sąsiada.
Cytuj ten post
#63
Mi sie wydaje, ze z tymi odleglosciami rozstawienia uli to chodzi glownie o bladzenie pszczol, a nie rabunek zdechlaka. Jednakowoz przy zwiekszonym bladzeniu pszczol rowniez nastepuje zwiekszony horyzontalny przeplyw pasozyta, i zjadliwszych patogenow, dla ktorych Warroza jest wektorem. Choc nie taki jak przy rabunku zdechlaka. Niemniej pewnie najblizej stojace ule obok zdechlaka, maja najlatwiej. Zwlaszcza w okresie kiedy loty sa juz ograniczone odlegloscia.
Pszczoły nie wymierają. Ani w Polsce ani w USA. Przeciwnie.
https://www.gardenmyths.com/wp-content/uploads/2017/04/bees-dying-North-America.jpg
Cytuj ten post
#64
Natomiast moim zdaniem odległości mają tutaj kolosalne znaczenie. Dwie silne rodziny, które sąsiadują ze zdechlakiem, same zaczną go rabować, ale za moment padną ofiarą innych (oczywiście w zależności od napszczelenia okolicy, bo jak są tylko dwa ule....) - na pewno nie uchronią się od niechcianych wizyt schorowanych zbieraczek (te ponoć najczęściej rabują). Na logikę zmasowane, skoncentrowane fermy pszczele, które ma większość z nas nie są niczym dobrym dla pszczół, służy to tylko naszej wygodzie. I tutaj warto zacytować Jacucha, bo jak nie możesz stworzyć pszczołom odpowiednich warunków, to warto ograniczać ilość posiadanych rodzin. A pierwsze efekty widać już przy rozsunięciu uli o kilka metrów od siebie.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Cytuj ten post
#65
Dla mnie mite bomb to dalej mało zbadane zjawisko i według mnie nie jest tak jak większość uważa...
Wystarczy w sezonie przypomnieć sobie ile rodzin nam się skończyło i czy były rabowane...?

Mi w tym roku skończyła się jedna rodzina i została wyrabowana ale przez szerszenie... pszczół tam nie widziałem. Natomiast w poprzednich latach widziałem inne zjawisko... rodzina się kończyła, chorowała i żadnych oznak rabunku przez długi czas jeszcze po jej zejściu na ten konkretny ul nie było...

A to, że na pasiekach jest ciasno to wiadomo nie od dziś...
Chyb w większości źródeł dotyczących pszczół odpornych, tolerancyjnych czy bez leczenia jasno piszą, że pasieki powinny mieć ilość rodzin z przedziału 8-12 i powinny być rozmieszczone w odległości min. przynajmnie 3 km. Niestety nie każdego ma takie optymalne warunki...
Cytuj ten post
#66
(15.09.2018, 08:31)bonluk napisał(a): Dla mnie mite bomb to dalej mało zbadane zjawisko i według mnie nie jest tak jak większość uważa...
Wystarczy w sezonie przypomnieć sobie ile rodzin nam się skończyło i czy były rabowane...?

Mi w tym roku skończyła się jedna rodzina i została wyrabowana ale przez szerszenie... pszczół tam nie widziałem. Natomiast w poprzednich latach widziałem inne zjawisko... rodzina się kończyła, chorowała i żadnych oznak rabunku przez długi czas jeszcze po jej zejściu na ten konkretny ul nie było...

No widzisz ja mam inne doświadczenia. W tym sezonie posprzątałem jedną mocno już chorą zawirusowaną, ale dużą rodzinę, która padła na skutek wyrabowania w półtora tygodnia. Dokładnie rabowały rodziny obok, a brylowała w tym rodzina z genami świętokrzyskimi. Oczko Dokładnie śledziłem loty rabusiów więc jestem pewien, że to rodziny obok na pasiece rabowały. Rabowały dopóty nie wyrabowały wszystkiego , kiedy pozostała garstka pszczół z matką na głodzie (pomimo moich zabezpieczeń), a porażenie i zawirusowanie, jak stwierdziłem przy sekcji zwłok, było bardzo duże.

Myślę też, że właśnie mite bomb załatwił mi całą pasiekę na przedwiośniu 2017 roku, a oszczędziło jedną izolowaną rodzinę (powyżej dryftu zawirusowanych robotnic według badań), która jak się okazuje jakiś tam potencjał przetrwania bez leczenia ma (skoro żyje do dziś hands-off poza karmieniem). Nie mam jednak pewności, czy przetrwała by na pasiece z mite bomberami. Co już opisywałem na blogu.

Inna sprawa, że powinnyśmy (co wyraźnie napisałem) rozróżnić pszczoły kupowane czy niekupowane ale nieprzystosowane, ani nawet bez cech odpornościowych hodowlanych, (które dopiero mają nabyć w toku selekcji stosowne umiejętności) od pszczół już dobrze przeselekcjonowanych (jak u Ciebie). U Ciebie rzeczywiście to może nie być problemem. Bo nawet (jak opisywałeś na blogu) jakaś rodzina nowa dowieziona jest totalnie porażonym zdechlakiem, to inne rodziny na pasieczysku mają już potencjał odporności i być może nawet, zwiększona z tego powodu ilość pasożyta mocno im nie zaszkodzi. Może wtedy dochodzi do tzw. przez Keffusa Black Hole (czarnej dziury roztoczowej). Czyli, że rodzina unieszkodliwia sama znaczą część warrozy.

Należy też wspomnieć, że jest pewna grupa pszczelarzy praktyków nieleczących, która nie lekceważy mite bomb nawet na etapie sukcesu w takim pszczelarstwie i nadal mu przeciwdziała, kiedy jest taka potrzeba.
Pszczoły nie wymierają. Ani w Polsce ani w USA. Przeciwnie.
https://www.gardenmyths.com/wp-content/uploads/2017/04/bees-dying-North-America.jpg
Cytuj ten post
#67
Nie do końca jestem przekonany, że takie zjawisko jak "mite bomb" istnieje...
Dryf czy zalatywanie to jest jasna sprawa. Nie bardzo mi pasuje zjawisko mite bomb do tego co obserwuje u siebie... a koncepcja prze-leczenia chorych rodzin które "jakoś" musimy wybrać też nie bardzo mi leży a patrząc z perspektywy czasu na rodziny które pewnie według Seeleya nadawałyby się na eutanazje rok temu to obecnie nie widać po nich śladu załamania... w dodatku ja jestem zwolennikiem teorii kryzysu i ozdrowienia... i uparcie rozmnażam w dużej mierze rodziny które taki etap mają za sobą... bo zwykle te rodzin są w największej sile i wyglądają kwitnąco... Za często to widzę u siebie w pasiece żeby nie wierzyć w taki schemat postępowania... W dodatku takie prze-leczenie to według mnie patrząc całościowo na temat pszczół bez leczenia w dalszej perspektywie naszej gospodarki jest niekorzystne bo dalej promuje selekcję na zjadliwe roztocza i według mnie opóźnia cały proces, chodź Seeley twierdzi, że przyśpiesza...
Cytuj ten post
#68
A Twojej pasieki Borówko nie załatwiła pustynia pożytkowa dokoła po prostu? Z angielska pożytkas desert?
Cytuj ten post
#69
Nie. A skad taki wniosek?

Natomiast zle sie wyrazilem, bo jesli juz to bomba po pasiece raczej dobila schorowane towarzystwo dajac efekt domina.
Pszczoły nie wymierają. Ani w Polsce ani w USA. Przeciwnie.
https://www.gardenmyths.com/wp-content/uploads/2017/04/bees-dying-North-America.jpg
Cytuj ten post
#70
Nie mam tyle doświadczenia co wy. Ale w zeszłym roku w październiku, najsilniejsza rodzina (najzdrowsza) na pasieczysku, uparcie rabowała mi jedną z rodzin. Obydwie osypały się pod koniec grudnia. Na pewno nie z głodu, bo miały po kilkanaście kg pokarmu mad głową. Więc coś jest na rzeczy z mite bomb. Oczywiście obydwie rodziny komercyjne w pirwszym sezonie bez leczenia (macierzak i odkład z niego).
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post