Literarura
#61
PASIEKI PROWADZONE PRZEZ PSZCZELARZY ZAWODOWYCH
Czyli super fachowcy. Wandzia pisze o pasiekach należących do gospodarstw państwowych lub spółdzielczych, ale to już zamierzchła przeszłość.
Autorka wskazuje na konieczność tworzenia rezerwy dochodowej (z przewidywaniem, że nie zawsze się uda: wiadomo, z pszczołami nigdy nic nie wiadomo). Z przytoczonych w książce wyliczeń wynika, że jeden pszczelarz o dobrych kwalifikacjach jest w stanie obsłużyć 80-120 pni, pod warunkiem, że w sezonie ma wsparcie.
Pasieka zawodowca to z reguły pasieka wędrowna. Nakłady na pasiekę są znaczne (wymagane środki lokomocji, odpowiednie pomieszczenia, urządzenia i sprzęt). Wymagane są też umiejętności w zarządzaniu.
O pasiekach państwowych nie ma co czytać.

Obawiam się, że w pasiekach zawodowych nastawionych na zysk, nie ma miejsca na eksperymenty związane z rezygnacją z leczenia. Zawodowcom w Polsce, to się raczej nie kalkuluje - za duże ryzyko, a miód się lepiej sprzedaje niż idee.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
#62
PASIEKI O SZCZEGÓLNYM ZNACZENIU
Do tej grupy szanowna Pani Wanda zalicza pasieki szkoleniowe, zarodowe i doświadczalne.
Krótko opisuje tragiczny los pszczół w pasiekach szkoleniowych - pszczół nękanych częstymi, niepotrzebnymi (no nie w sensie dydaktycznym, ale hodowlanym) przeglądami w często nieodpowiednich okresach (ja bym dodał jeszcze negatywny wpływ kadry uczącej tzn. rozmycie odpowiedzialności za pasieki przyszkolne, brak jednej osoby decydującej o terminach prac i niezdrowa rywalizacja pomiędzy nauczycielami prowadząca do wzajemnych złośliwości, albo brak motywacji do wykonywania dodatkowych czynności na zasadzie jaka płaca taka praca).
Pasieki zarodowe, to miejsca gdzie doskonalone są (w sensie odpowiedniej selekcji) pszczoły określonej rasy, typu czy linii. W takiej pasiece pracują pszczelarze o wysokich kwalifikacjach i długiej praktyce. Prowadzone są tutaj księgi hodowlane wymagające odpowiednich obserwacji i pomiarów.
A pasieki doświadczalne mieszczą się przy różnych placówkach naukowo-badawczych i zajmują się rozwiązywaniem problemów.

Zastanawiam się jak zakwalifikować pasieki "nieleczone" (jeżeli w ogóle istnieją, bo najczęściej pszczelarze zainteresowani tematem wydzielają tylko część rodzin do "eksperymentów"), bo z pewnością są one pasiekami o szczególnym znaczeniu. Prowadzi się tutaj selekcję pszczoły odpornej na różne patogeny i błędy pszczelarzy (selekcja w kierunku przeżywalności), czyli ma charakter pasiek hodowlanych, często tworzy się podczas pracy różne filmiki, prowadzi się blogi, czyli ma coś z pasiek szkoleniowych i stale się eksperymentuje jak w pasiekach doświadczalnych. No to właśnie są pasieki o szczególnym znaczeniu (specjalnej troski?).
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
#63
STRUKTURA PASIEK W KRAJU
Od czasów Wandy niewiele się zmieniło - nadal dominują pasieki amatorskie. Wtedy średnia wielkość zarejestrowanych pasiek to było ok. 11,6 pnia.
Te najmniejsze raz są, raz ich nie ma (wykruszają się ci najmniej cierpliwi, ale przybywa też trochę wierzących, że się uda).
Wanda uważa, że pszczelarze kiedyś przejdą w większym stopniu na zawodowstwo. Łudzi się, że zapylanie upraw rolnych też się będzie w Polsce opłacać.
Z jej relacji wynika, że średnie napszczelenie jest wysokie, trzeba tylko zadbać o właściwe rozmieszczenie pasiek w terenie, planową poprawę bazy pożytkowej, unowocześnianie technologii prowadzenia pasiek.
Twierdzi, że wydajność pasiek jest marna, a opłacalność zaczyna się od 7 - 10 kg miodu z ula.

Pszczelarstwo bez leczenia jest świadomie uprawiane w Polsce przez zbyt małą liczbę osób, aby mieć odzwierciedlenie w strukturze pasiek w kraju. Liczba pni w większości jest zdecydowanie mniejsza w takich pasiekach niż podane liczby, o pozyskanym miodzie już nie wspomnę (wniosek: są to pasieki nieopłacalne, choć jest spory potencjał jeśli chodzi o możliwość sprzedaży matek, pszczół, czy produktów pszczelich).
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
#64
TYPY GOSPODARKI PASIECZNEJ
W tym rozdziale dowiadujemy się, że dla większości pszczelarzy miód jest najważniejszy (z tego rozumiem, że pszczoły są na dalszym miejscu). Wanda wspomina, że są pasieki nastawione głównie na zapylanie lub produkcję matek pszczelich.
W zależności od celu funkcjonowania wyróżnia się kilka typów gospodarki pasiecznej:
1. gospodarkę stacjonarną (nastawioną na pozyskiwanie miodu, wosku, rojów (teraz bardziej odkładów),
2. gospodarkę wędrowną (miód, wosk, usługi dla rolnictwa),
3. gospodarkę nastawioną na produkcję matek pszczelich,
4. gospodarkę nastawioną na produkcję ubocznych produktów pasiecznych.
Każdy z tych typów determinuje różne sposoby działania pszczelarza w kierunku stworzenia lub wykorzystania odpowiednich warunków maksymalizujących prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu.
Opisy poszczególnych typów gospodarki mają dla mnie niewielkie wartości poznawcze (są to teksty typu: w pasiece nastawionej na uzyskanie miodu robi się wszystko, aby uzyskać więcej miodu). Znowu też pojawia się narzekanie, że w Polsce jest mała kultura rolna i nie zamawia się usług zapylających i w związku z tym pszczelarze nie zarobią (jak w innych krajach). Rolnicy wychodzą pewnie z założenia, że po co płacić skoro sami pszczelarze przywożą ule (i często kłócą się między sobą o miejscówkę).
Za najtrudniejszą specjalizację pszczelarską uważa Wanda wychów matek.

Pasieki bez leczenia jako te nastawione na selekcję w kierunku przeżywalności (jak przeżyją, to sukces), nie mieszczą się w podanej klasyfikacji.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
#65
II. NAJCZĘŚCIEJ SPOTYKANE TYPY ULI

1. OGÓLNA CHARAKTERYSTYKA LEŻAKÓW, STOJAKÓW I ULI KOMBINOWANYCH

W ramach wprowadzenia do kolejnego rozdziału Wanda O. wskazuje na dychotomię pojęcia ula: z jednej strony jest to pomieszczenie dla rodziny pszczelej a z drugiej jest najważniejszym obiektem pracy pszczelarza. Twierdzi, że jest jednym z najdroższych elementów wyposażenia pasieki (ale nie słyszała wówczas o innych gadżetach "niezbędnych" w pasiece, których cena czasami rośnie niebotycznie po dodaniu przymiotnika "pszczelarski").
Z relacji autorki wynika, że poszerzana wiedza na temat biologii rodziny pszczelej wpływa na unowocześnianie i wprowadzanie nowych typów uli, ale należy pamiętać, że niemniej ważną rolę odgrywa tu klimat i baza pożytkowa. Im ostrzejszy klimat tym większe wymagania konstrukcyjne. W gorszych warunkach pszczelarz powinien mieć możliwość większej ingerencji, czyli konstrukcja ula powinna zakładać możliwość zmian różnych parametrów.
W Polsce mamy klimat "kapryśny" i umiarkowany pożytek. Dlatego źle dobrany ul nie wróży super sukcesów ekonomicznych.

No i prawda objawiona: zasadniczym elementem ula jest ramka, a ul stanowi tylko jej obudowę.

Ze względu na rozwiązania konstrukcyjne rozróżnia autorka ule:
leżaki,
stojaki,
ule pośrednie - kombinowane.

LEŻAK - ul, w którym powiększa się objętość w kierunku poziomym (gniazdo i magazyn miodowy, "miodnia", znajdują się obok siebie. W zależności od usytuowania wylotka miód gromadzony jest po bokach gniazda (wylotek w środkowej części ula), lub za gniazdem (w przypadku wylotka umiejscowionego na ściance szczytowej ula). Maksymalna ilość ramek zamyka się zwykle w przedziale 14 - 24. (np. warszawski zwykły, leżak wielkopolski)

ULE KOMBINOWANE, to takie, które powiększa się w kierunku poziomym i dodaje nad gniazdo nadstawkę z przeznaczeniem na magazyn miodowy, która zawiera niższe ramki. Liczba ramek gniazdowych, to najczęściej 12 - 16. (np. Dadant, warszawski poszerzany)

STOJAKI - ule przystosowane do pionowego rozbudowywania pojemności. Składają się z kilku kondygnacji mieszczących niewielką ilość ramek, przeważnie ok. 10. (np.wielkopolski)

Wśród pszczelarzy zdecydowanych na zaniechanie leczenia można dostrzec dwie skrajnie różne tendencje dotyczące wyboru skrzynki na pszczoły: albo wraca się do początków pszczelarstwa propagując ule z ramką wysoką - najbardziej oddającą warunki zbliżone do naturalnej barci, albo stawia się na nowoczesne rozwiązania z niską ramką umożliwiające szybkie namnażanie, dzielenie rodzin.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
#66
2. GOSPODARCZA OCENA NAJCZĘŚCIEJ STOSOWANYCH TYPÓW ULI
Rozdział, w którym zyskujemy wiedzę mającą nam ułatwić wybór najodpowiedniejszego ula, albowiem wymiana w trakcie prowadzenia pasieki jest kosztowna i pracochłonna oraz nieuzasadniona przed upływem okresu jego trwałości (przeciętnie ok. 15 lat).

ULE LEŻAKI
Najprostsze w obsłudze - mają zawsze wolny dostęp do dowolnej ramki i dużo przestrzeni manipulacyjnej. Możliwe jednoosobowe przeglądy. Jeden rozmiar ramki, łatwość stosowania ramki pracy. Możliwość prowadzenia gospodarki dwurodzinnej i tworzenia okresowych odkładów.
Jeżeli chodzi o wady to Wanda O. wymienia: utrudnienie rozgraniczenia miodu od czerwiu, trudności w czyszczeniu ula po przezimowaniu, miodobranie wiąże się z większym nakładem pracy, gorzej przeprowadza się zabiegi rozładowujące nastrój rojowy. Nierozbieralne leżaki są ciężkie - gospodarka wędrowna wiąże się ze sporymi niewygodami, takoż przesiedlanie rodzin. Występuje gorsze odbudowywanie dolnych partii plastrów, łatwe ich pleśnienie zimą. Zła widoczność dna i wnętrza ula w czasie przeglądu, trudności w stosowaniu kraty odgrodowej.
Leżaki poleca raczej początkującym i właścicielom małych pasiek amatorskich. Do większych pasiek nadają się pod warunkiem, że są to pasieki stacjonarne, w okolicach oobfitym późnym pożytku (gdzie uzasadniona jest gospodarka dwurodzinny).

Jestem przekonany, że autorka nie jest nieomylna i prowadzenie nowoczesnej gospodarki pasiecznej nie wyklucza posiadania leżaków.
Leżaki bynajmniej nie są najprostsze w obsłudze, ale różne rozwiązania konstrukcyjne umożliwiają przyjemną pracę w sezonie i umożliwiają przeprowadzanie wszelkich niezbędnych zabiegów.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
#67
ULE KOMBINOWANE

Twórcy tego typu uli kombinowali jak oddzielić plastry z czystym miodem od plastrów z czerwiem, aby ułatwić jego odbieranie i poprawić jego jakość - wartość. Pojawiły się nadstawki.
Zastosowanie nadstawek skomplikowało obsługę ula - trudniej przeglądać korpusy pod nadstawką, funkcjonowanie dwóch różnych formatów ramki, ale rozbieralność uli kombinowanych zwiększyła za to operatywność ich wykorzystania (więcej możliwości kombinowania).
Wanda O. opisuje sytuacje opuszczenia przez pszczoły nadstawek i przenoszenia przez pszczoły miodu z nieocieplonych nadstawek w chwili ochłodzenia się powietrza.
Ule kombinowane, nadstawkowe (ramka Dadanta lub warszawska poszerzona) poleca dla okolic o dobrych pożytkach wymagających silnych rodzin (stwarzają możliwość prowadzenia pasieki "na odległość" ze względu na dużą ramkę i pojemność uli).

Opcja prowadzenia pasieki na odległość wydaje się dość wizjonerska - ule bezobsługowe.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
#68
STOJAK WIELKOPOLSKI

Wygląda na to, że Wandzia przeznacza ten typ ula dla prawdziwych fachowców. Dla amatorów jego obsługa może stanowić trudność, a dla tych co się znają jest plastyczniejszy niż inne. Można go łatwiej dopasować do warunków pożytkowych ze względu na małą ramkę, rozbieralność, półnadstawkę. Można manipulować poszczególnymi elementami. Daje możliwość odebrania miodów odmianowych z pożytków krótkotrwałych. Nadaje się do gospodarki wędrownej. Przy małej ramce pszczoły sprawniej odbudowują plastry, które są trwalsze (trudniej się wyłamują). Łatwiej w tych ulach stosować kratę odgrodową. Lepiej się konserwuje i dezynfekuje rozbieralne elementy i przesiedla rodziny.
Są też wady: największą to pracochłonność obsługi. Brak przestrzeni manipulacyjnej (podczas przeglądu trzeba chwilowo usunąć niektóre ramki poza ul). Dla silnych rodzin może być za mało miejsca. Wiosną konieczne jest przenoszenie ramek z czerwiem do góry. Przy silnych rodzinach ciężko przewozić i przeglądać. Przy stosowaniu półnadstawek pojawiają się dwa formaty ramek. Niewprawny fachowiec może doprowadzić do osypania rodzin odbierając cały miód, który pszczoły mogły zgromadzić w nadstawce.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
#69
ULE WIELOKORPUSOWE

Zgodnie z wizją Wandy ule wielokorpusowe preferowane są tam, gdzie można prowadzić gospodarkę wielkotowarową (pasieki po kilka tysięcy pni). Głównie są to ule na ramkę Langstrotha (448x232) lub zmodyfikowane Dadanty (448x286).

Ule korpusowe są całkowicie rozbieralne, ramka jest niska, operuje się całymi korpusami.

Zapasy umieszczone są nad zimującym kłębem, który przesuwa się ku górze, w górnych korpusach utrzymują się korzystne warunki cieplne dla rozwoju czerwiu, istnieje możliwość zapewnienia matce nieograniczonej liczby komórek w najodpowiedniejszych partiach ula.

Prowadzone w tamtych czasach badania wykazywały wyższość uli korpusowych jeżeli chodzi o siłę rodzin i ich wydajność (większą o 26,5%). W placówkach badawczych prowadzono 15-letnią ocenę zimowli, rozwoju i produkcyjności uli, ale wnioski nie były jednoznaczne.

Z uli wielokorpusowych w warunkach łagodniejszego klimatu można było odebrać o 50% więcej miodu bez naruszania gniazda. W ulach tych pszczoły rzadko wchodzą w nastrój rojowy.
Czyli do specyficznych warunków klimatycznych trzeba dobierać odpowiedni typ ula.

Do zalet należą:
- łatwość doprowadzania rodzin do maksymalnej siły,
- łatwość utrzymania rodziny w nastroju roboczym.
- szybkość odbudowywania ramek,
- dobre warunki dla gospodarki wędrownej.
- łatwość miodobrania,
- lekkość korpusów,
- możliwość dostosowywania pojemności,
- manipulowanie korpusami a nie ramkami,
- łatwość dbania o higienę (konserwacja uli).

Wady:
- konieczność wysokiej precyzji wykonania (korpusy i dennice w całej pasiece muszą do siebie pasować),
- trzeba się znać (wiedzieć kiedy i co robić),
- w sezonie nie wszystkie prace można wykonać samodzielnie,
- przy gospodarce wędrownej trzeba odpowiednio łączyć, zabezpieczać spiętrzone korpusy,
- trudniej zabezpieczyć przed kradzieżami.

Praca przy ulach wielokorpusowych jest bardziej mechaniczna, seryjna, szybka i nie pozwala na zaspokojenie potrzeb sentymentalnych (mniej okazji do dłuższego kontaktu z pszczołami). Hobbyści-amatorzy nie będą zadowoleni.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
#70
(07.11.2020, 15:46)regulus napisał(a): Z uli wielokorpusowych---CIACH--- W ulach tych pszczoły rzadko wchodzą w nastrój rojowy.
W każdym razie nie częściej niż raz w roku Oczko
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
#71
Mnie bardziej niż nierojliwe ule rozczuliły piętnastoletnie badania, które wykazały, że i tak nie wiadomo, który ul jest najwspanialszy.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
#72
3. POJEMNOŚĆ ULA I WIELKOŚĆ RAMKI

Pojemność ula jest istotną wartością, gwarantującą prawidłowy rozwój rodziny i pełne wykorzystanie pożytku.
Obliczając potrzebną pojemność trzeba uwzględnić powierzchnię plastrów potrzebną na:
- rozwinięcie maksymalnego czerwienia,
- pomieszczenie żelaznego zapasu miodu i pierzgi,
- zapewnienie miejsca dla wygryzających się pszczół,
- zapewnienie miejsca na przeróbkę nektaru i magazynowanie miodu.
Do obliczeń przyjmuje się, że maksymalna nieśność matki to 2200 jak na dobę. W ciągu 21 dni, po których zwalniane są komórki po wygryzających się pszczołach, matka złoży 46 200 jaj. W jednym decymetrze kwadratowym plastra mieści się dwustronnie 800 komórek pszczelich, zatem wymieniona ilość czerwiu zajmie 58 decymetrów kwadratowych.
Żelazny zapas miodu nie powinien spadać poniżej 4-6 kg na pień. Przy założeniu, że 1 decymetr kwadratowy mieści 300 g podszytego z obu stron miodu, to potrzebna jest powierzchnia 15-20 decymetrów kwadratowych.
Jedna larwa zeżre pół komórki pierzgi. Nie tylko larwy żrą - pszczoły dorosłe też co nieco zużywają. Jako rezerwę przyjmuje się ilość potrzebną do wykarmienia larw z 14 dni czerwienia (15 400 komórek) i jest to pierzga zgromadzona na powierzchni 25 decymetrów kwadratowych. Razem na czerw oraz zapasy miodu i pierzgi potrzeba ok. 100 decymetrów kwadratowych. Po doliczeniu jeszcze 10% powierzchni na komórki opuszczone, nietypowe, trutowe, należy przyjąć, że na rozwinięcie maksymalnej nieśności matki trzeba 110 decymetrów kwadratowych (12-13 ramek wielkopolskich).
Ule leżaki i kombinowane znacznie przekraczają niezbędną powierzchnię, jeszcze większą pojemność oraz swobodę w regulowaniu wielkości gniazda zapewniają ule wielokorpusowe. Tylko stojaki prezentują się marnie.
Poza czerwiem i rezerwą zapasów, ul musi pomieścić wszystkie pszczoły, miód towarowy oraz przynoszony przez zbieraczki nektar.
Zbyt mała powierzchnia = rójka i marna wydajność miodowa.
Intensywne czerwienie matki (na maksymalnych obrotach) trwa zaledwie kilkanaście dni. Średnia to ok. 1500 - 1700 jaj na dobę. Liczba pszczół, które wygryzą się w ciągu 35 dni (przeciętnie tyle żyje latem robotnica) przy tym tempie czerwienia wyniesie 52 500 - 59 500. Na powierzchni 1 decymetra kwadratowego obu stron plastra mieści się latem ok. 220 pszczół. Dla wszystkich potrzebna jest powierzchnia 235 - 270 decymetrów kwadratowych. Ul powinien pomieścić 50 - 60 tysięcy pszczół.
Z dalszego tekstu rozdziału wynika, że Wanda jest zwolenniczką obszerniejszego ula stwarzającego więcej możliwości różnych zastosowań. Ale ule wielokorpusowe uważa jednak za zbyt obszerne z uwagi na nędzę pożytkową w naszym regionie.

Podatność ula na przystosowanie go do każdych warunków zależy od powierzchni plastra i kształtu ramki. Ule na dużą ramkę nadają się głównie do wykorzystania pożytków długotrwałych i obfitych. Mniejsza ramka sprawdza się przy pożytku wczesnym, krótkotrwałym, ubogim lub przerywanym.
Według autorki ramka szeroko-niska jest wygodniejsza dla pszczelarza (o tym czy jest lepsza dla pszczół nie napisała).
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post
#73
4. NAJNOWSZE TENDENCJE ZMIERZAJĄCE DO UPROSZCZENIA KONSTRUKCJI ULA I TYPU RAMKI

Ze wstępu wynika, że Pani Ostrowska jest zwolenniczką pełnej standaryzacji w produkcji uli, węzy i sprzętu pasiecznego. Różnorodność komplikuje, według autorki, badania i opóźnia wdrażanie osiągnięć nauki.
Jej ideałem byłoby użytkowanie jednego typu ula lub przynajmniej stosowania jednakowej ramki.
Jak pokazuje historia wszystkie podejmowane próby ujednolicenia kończą się fiaskiem.
Uproszczenie konstrukcji ula ma na celu ułatwienie ich seryjnej produkcji i obniżenie kosztów. Ul powinien być łatwy w obsłudze i tani.
Należy pożegnać się z okienkami kontrolnymi, drzwiczkami do czyszczenia dennic, kołnierzy na poduszki itp.
Wanda skłania się również do rozważenia przejścia na ule nieocieplone o pojedynczych ścianach (w Ameryce deska na ściany - 22 mm, na dennicę - 25 mm). Wolniejsze przewodzenie ciepła przez ściany z izolacją nie pozwala na pełne wykorzystanie energii słonecznej w pierwszych miesiącach roku, a ule bez izolacji łatwiej ulegają przegrzaniu. Prowadzone badania nie wykazały istotnych różnic rozwojowych i w wydajności rodzin.
Przy ulach jednościennych drewno musi być wysokiej klasy, co zwiększa koszty.
Wyniki prowadzonych badań porównawczych nie zachęcały do rezygnacji z ocieplenia we wszystkich rejonach kraju (prócz tych cieplejszych).
Dla potrzeb gospodarki wędrownej należy zadbać o zmniejszenie ciężaru ula i wielkości ramki. Wanda zaleca ramkę hoffmanowską.

Autorka wskazuje na konieczność zapewnienia łatwego dostępu do dennicy ula (dennica odejmowana i wylot obejmujący całą szerokość przedniej ściany). Jest zwolenniczką powierzchni dennicy lekko pochyłej ku przodowi.
Na koniec serwuje złotą myśl, że podstawą sukcesu nie jest pudełko na pszczoły, ale baza pożytkowa, klimat i pogoda, jakość pszczół i zawsze umiejętności pszczelarza.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. 
Cytuj ten post