Michałowe pszczoły
#61
Aaaaaaa czemu nazwales je ,,janusze"....tak pytam z ciekawej-osci.??
Cytuj ten post
#62
Zadałeś mi bardzo ciekawe pytanie.

Nie jestem pewien. Czasem to nie ja wybieram imiona dla pszczół, czy moich wytworów winiarskich. Czasem one wybierają się niejako obok mnie.

Matka w tej rodzinie, to wnuczka reproduktorki AMM ASTA z hodowli zachowawczej w Kocierzowej. Czyli posiada co najmniej połowę genów ojca nieznanego Oczko. Trudno stwierdzić jakie trutnie latały na miejscu, kiedy się unasienniała. Robotnice mogą mieć tylko 1/4 oryginalnej genetyki. Mam więc własną linię, można powiedzieć, przynajmniej dopóki nie dowiem się czegoś więcej po jakiejś analizie skrzydełek.
A Wąsate Janusze Polskie? Broniły swego, na wylotku czekały jak na złego Niemca, a do tego są lokalne, jakikolwiek truteń dołożył do nich swoje geny, pochodził stąd, z jakiejś silnej rodziny. Tak przynajmniej mam nadzieję. A linia ASTA pochodzi od roju ze wsi Dobra k. Strykowa, który przyleciał miejscowemu nauczycielowi w 1934 roku. Zatem określenie "Polskie" jest jak najbardziej na miejscu Uśmiech
Cytuj ten post
#63
Slyszalem,ze w Polsce ,, Janusz " to synonim nieudacznika, i to mnie troche rozbawilo
A tak na marginesie,ja mam imie Janusz czasem czytam cos z Polski choc mieszkam od mlodych lat w USA , tzn. juz trzydziesci lat. Mysle ,ze moja wersja jest bardziej poprawna.....?
Cytuj ten post
#64
Nie nieudacznik, tylko "TYPOWY POLAK" Duży uśmiech Trochę warchoł, awanturnik, pijaczek i "wąsacz z brzuszkiem". Jego kochana żona Grażyna to taki misz masz ruskiej matrony z Hiacyntą z "Co ludzie powiedzą". Ich dzieci: Seba - łysy chłop w dresie pijący piwo z puszki na kuckach oraz córka Dżesika - różowa panna w białych kozaczkach, audiofilka czerpiąca disko z jutiba.
Ta typowa "Polska rodzina" ma też przyjaciół i dalszą rodzinę:
Andżej - kumpel Janusza z popijawek przy wędce, ale oczywiście nie piją byle czego, bo ostatnio zamiast wódki pije się łiski z kolą.
Brajanek - często synek Seby lub Dżesiki. Występuje też pod postacią Andżeliki lub Dżastina.

Ot typowe polskie określenia...
Sory Michał za zaśmiecanie, ale nie mogłem się powstrzymać przez zamieszczeniem tego kompendium wiedzy dla kolegi zza oceanu Duży uśmiech
Cytuj ten post
#65
To dodaj, że Janusz nie tylko nie jest nieudacznikiem, ale prowadzi prawdziwie dochodowy biznes. I tak oto został Januszem Biznesu. Ma duży zysk, jeździ samochodem w leasingu i oszczędza na wszystkim, a w szczególności na wynagrodzeniach swoich pracowników. To dlatego jego żona jest księgową i rozlicza mu firmę, oczywiście za darmo. Nagród i premii Janusz nie uznaje: "Bo nagrody jedynie rozpuszczają pracowników", podwyżki tak, ale nie więcej niż 10zł brutto rocznie. Koniecznie połowę kwoty wynagrodzenia na lewo pod stołem, bo tylko głupi by płacił podatki za pracownika. A jak klient coś nie daj boże reklamuje, to najpierw sprawdzamy czy da się go zakrzyczeć i zahukać, a później idziemy w zaparte Duży uśmiech Itd, itp.
Oj dużo się Januszowi uzbierało za kołnierzem Duży uśmiech Biedni są Ci nasi polscy Janusze, ale do nieudaczników, to im daleko Uśmiech
Cytuj ten post
#66
Moja siostra mieszkała do niedawna gdzieś w Des Plaines, teraz się przeprowadzili, nie pamiętam dokąd.
Dobrze że kolega będzie dzięki nam miał mały "update" z polskiej kultury memowej. Tam w Polonii często jeszcze o nas w Polszy myślą jakby czas sie zatrzymał w momencie wyjazdu. Uśmiech Uśmiech Uśmiech

Warto zaznaczyć, że są to takie postacie "ikoniczne", czyli abstrakcyjne, żeby nazwać jakieś zachowanie. Akurat tak się złożyło, że ikona dostała imię Janusz. Trudno stwierdzić, kto jest oryginałem, może ten:




Ale go potem poszerzono o wąsy i skarpetki w sandałach, i trochę prostactwa? Nie wiadomo.

Przedwczoraj siedziało na mnie dużo pszczół, bo ze 4. Nie na raz. Podejrzewam że wydzielałem jakiś zapach, a sporo pszczół szukało syropu w ulach moich pszczół. Widziałem znowu technikę walki Elgonów z rabusiami (prawdopodobnie, bo ta druga pszczoła na zdechlaka wynoszonego z litości nie wyglądała). Nagrałbym, ale akurat jedna wokół mnie latała zainteresowana czymś. Strażniczka wyprowadziła pszczołę za skrzydło, a po wyprowadzeniu z deski kontynuowała obrabianie tego skrzydełka. Potem latająca wokół mnie sztuka jednak pochłonęła całą moją uwagę i nie widziałem co się później stało.

Z jakiegoś powodu połowa pszczół była zainteresowana moimi spodenkami lub wleceniem między nogawkę a nogę. Jedna siadła mi na kolanie i zaczęła coś próbować języczkiem...
Ciekawe dlaczego te spodenki... Potem to zobaczyłem.

[Obrazek: J1Vn9mZ.jpg]
Cytuj ten post
#67
Gorąco jest, zlizują pot bogaty w sole i mikroelementy.
Cytuj ten post
#68
(04.08.2018, 21:28)michal79 napisał(a): A tu a propos innych insektów (u Januszy chyba też są).




Z przykrością muszę uzupełnić Twą hipotezę. Otóż widzę, że muszki owocowe chętnie lecą także na nakrop nektarowy oraz ziołomiodowy. Jedzenie to jedzenie. Na bezrybiu i rak ryba. Oczko
Pszczoły nie wymierają. Ani w Polsce ani w USA. Przeciwnie.
https://www.gardenmyths.com/wp-content/uploads/2017/04/bees-dying-North-America.jpg
Cytuj ten post
#69
Jakoś wcześniej ich nie widziałem. Później już lał się 1:1 co ściągało w to miejsce istne grono nieproszonych gości, więc w tłumie mogły mi umknąć, ale też nie wypatrzyłem. W każdym razie mam już pomysł na miód śliwkowy :p kompot śliwkowy + dziurawa nakrętka. Znowu muszę pobiec do urzędu patentowego Język

Dziś zrobiłem pierwszy syrop 3:2. I oczywiście musiałem szybko wynosić się spod uli, bo znowu zostałem zaatakowany. Ledwie miałem zawziętości żeby zdjąć po cegle, daszku, delikatnie przechylić bytelki, założyć wszystko z powrotem delikatnie, żeby pszczół nie stresować... Całe nogi mam pokłute, a jedna wbiła mi się w kark. Mam wrażenie że te cholerne komarzyce nauczyły się, że przy ulach powoli się ruszam, albo stoję i tylko patrzę, i specjalnie czekają na mnie w tej cholernej jabłonce Smutny(.

Na koniec pytanie: każdy pień dostał po ok 3kg cukru w syropie. Ile byście jeszcze podkarmili żeby być w miarę spokojni na zimę?
Cytuj ten post
#70
(07.08.2018, 20:13)michal79 napisał(a): Dziś zrobiłem pierwszy syrop 3:2.

Na koniec pytanie: każdy pień dostał po ok 3kg cukru w syropie. Ile byście jeszcze podkarmili żeby być w miarę spokojni na zimę?

Ja robiłem inaczej. Mając ule pod nosem dawałem podobno najlepszą metodą na stymulację czyli małe porcje 1:1, a często. 3:2 na zalanie gniazda dopiero na zimę podręcznikowo. Wedle podręczników to dopiero na przełomie sierpnia i września wchodzi 3:2. 1:1 jest lepiej przerabiany przez pszczoły bo dłużej trwa jego migracja w ulu (to akurat jest potwierdzone badaniami). Nie ma co przesadzać z ilością przy okładach, aby nie zalały gniazda. Do ok 25 sierpnia powinny mieć maksymalnie dużo miejsca do czerwienia przy żelaznym zapasie. Im więcej będzie matka miała miejsca tym więcej pszczoły  pójdzie do zimy i więcej będzie na przedwiośniu w krytycznym momencie.

Dokładnie to powinieneś sam ocenić. Ja bym dawał, tak aby miały żelazny zapas zasklepiony jako magazyn w postaci wianuszków nad czerwiem i nieco więcej w ramkach skrajnych osłonowych (na zimnej zabudowie) i takie nowe porcje aby zjadały. Coś ok. 0,6 na początek i 1 litr później. 1:1 co drugą dobę na przykład. 

Musisz do tego wziąć poprawkę na nową zabudowę, którą jak rozumiem ciągną (a więc zużywają węglowodany) oraz wziątek z nawłoci (tak aby się nie zalały).

Cytat:W każdym razie mam już pomysł na miód śliwkowy :p kompot śliwkowy + dziurawa nakrętka. Znowu muszę pobiec do urzędu patentowego

Iiii tam. Kompotami, sokami, zacierami słodowymi to podkarmiali już wieki temu, jak jeszcze masowego taniego cukru z buraka nie było.
Pszczoły nie wymierają. Ani w Polsce ani w USA. Przeciwnie.
https://www.gardenmyths.com/wp-content/uploads/2017/04/bees-dying-North-America.jpg
Cytuj ten post
#71
Dzieki serdeczne za te wyjasnienia......ja wyjechalem baaardzo mlody....ostatni raz w Polsce bylem 29 lat temu. Bezcenna wiadomosc dla mnie to ta , ze ludzie sa ciagle......tacy sami.
P.S. Moje dzieci to ,Kinga i Mateusz.
Pozdrawiam wszyskich..
Janusz
.
Cytuj ten post
#72
Czy dobrze wnioskuję? Taka scenka z dziś rano, o 21:00 zostawiłem wczoraj syrop, wypiły do połowy.



Cytuj ten post
#73
Filozofia na dziś: Jakim pszczelarzem lepiej być?

Takim?
[Obrazek: 0fd82c843c8c44f7f4283983e23aecd8.jpg]


Czy może takim?
[Obrazek: 4.jpg]
Cytuj ten post
#74
Trochę manipulacja takie zestawienie, jak z obrazkami z frontu walki wege-mięso. Dlatego, że pokazuje człowieka podczas odpoczynku w czasie wolnym, w zestawieniu z człowiekiem podczas pracy. A celem pracy jest posiadanie czasu wolnego i jego konsumpcja. Dodatkowo nic nie wiemy o charakterze i metodach prowadzenia tych pasiek. Trochę za mało danych, aby móc tak się konkretnie ogólnie odnieść. Trzeba by było sprecyzować cele, rodzaj pasieki, przeznaczenie i wiele wiele zmiennych. Nie jest wykluczone (a moim zdaniem całkiem prawdopodobne), że pasiecznik w takiej starodawnej pasiece musiał nie mniej się napracować. Nie wspomnę już o bartnikach.

Jeżeli lubisz takie tematy filozoficzne to zachęcam do odpowiedzi na pytania:
http://forum.wolnepszczoly.org/showthread.php?tid=1456&highlight=dobrostan+pszcz%C3%B3%C5%82
Pszczoły nie wymierają. Ani w Polsce ani w USA. Przeciwnie.
https://www.gardenmyths.com/wp-content/uploads/2017/04/bees-dying-North-America.jpg
Cytuj ten post
#75
(09.08.2018, 09:57)Borówka napisał(a): Jeżeli lubisz takie tematy filozoficzne to zachęcam do odpowiedzi na pytania:
http://forum.wolnepszczoly.org/showthread.php?tid=1456&highlight=dobrostan+pszcz%C3%B3%C5%82

Sam się prosiłeś Duży uśmiech
Cytuj ten post
#76
(09.08.2018, 11:33)michal79 napisał(a):
(09.08.2018, 09:57)Borówka napisał(a): Jeżeli lubisz takie tematy filozoficzne to zachęcam do odpowiedzi na pytania:
http://forum.wolnepszczoly.org/showthread.php?tid=1456&highlight=dobrostan+pszcz%C3%B3%C5%82

Sam się prosiłeś Duży uśmiech

Bardzo proszę i dziękuję. Uśmiech
Pszczoły nie wymierają. Ani w Polsce ani w USA. Przeciwnie.
https://www.gardenmyths.com/wp-content/uploads/2017/04/bees-dying-North-America.jpg
Cytuj ten post
#77
Diabeł by tego lepiej nie wymyślił
Poddając wczorajsze wypadki spokojnej analizie, musiałem to ja skaszanić, noc wcześniej kiedy stawiałem butle z syropem na pajączkach. Albo wiatr. Z tym że w tym kącie wiatr tak nie wieje, drzewa zasłaniają. Czyli ja. Pewnie nogą trąciłem ten stojak. Ale po kolei.

Rutynowa czynność wyjęcia butelek po syropie znad powałki u Elgonów kosztowała mnie dużo stresu. W podkoszulce, krótkich spodniach i sandałach podniosłem, jak zawsze, daszek, a tam zobaczyłem z tysiąc pszczół, których nie powinno tam być. Buczały jak odrzutowiec i obsiadały górną powierzchnię powałki, wszystkie ściany półkorpusów, a także spód daszka. Panika i szybkie położenie daszka z powrotem, ale to już za cenę kilkunastu przygniecionych pszczół, bo od razu oczywiście zaczęły wychodzić.

Została mi w pamięci szczególnie jedna taka, która wydostała większość ciała. Przyciąłem jej odwłok, więc pewnie na straty, ale żyła jeszcze. Próbowała się nią zaopiekować jedna z pszczół, które zdołały się wydostać, obmacywała tymi czułkami, prawie w takim ludzkim odruchu. Ech...

Wróciłem po chwili, uzbrojony w spryskiwacz miętowy, płonący podkurzacz i pancerz od stóp do głów. Po ponownym uniesieniu daszka mogłem dokładniej przyjrzeć się pszczołom, nie były zbyt ruchliwe, większość miała nabite syropem odwłoki. Kiedy znalazły się na trawie, miały problem z wzbiciem się w powietrze, część wypróżniła się i jakoś uleciała, ale sporo zostało na daszku, który oparłem o stojak i tymczasowo zostawiłem na poziomie ziemi.

Spojrzałem do środka. Butelka z syropem leżała do polowy pusta, obsiadana przez pszczoły. Jakoś upadła na bok, jeszcze pełna, upadek rozchlapał zawartość po całym wnętrzu, część syropu wyciekła, bo cała kałuża była na powałce. Fala uderzeniowa poszła po cienkiej sklejce powałki i wybiła częściowo do góry pajączek. I jakby kto złośliwy był, to by z tydzień kombinował, a tak by nie wymyślił. Pajączek był wybity tak, że pszczoła na pusto mogła się przez szparę przecisnąć, ale napęczniała od syropu już nie. Stąd ten buczący tłum, one nie miały jak wrócić do gniazda.

Następne minuty to terroryzowanie dymem i miętą pszczół. Trochę chyba przesadziłem, ale w nietypowej sytuacji, widząc takie ilości pszczoły latającej wokół (i os też), reagowałem nieco na wyrost. Syrop się rozlał na powałce, dużo go tam zostało, ale zaczął też wyciekać na zewnątrz po ulu, stąd też kilkadziesiąt nerwowych pszczół spoza pasieki musiało być.

Powoli zmiotłem wszystko z korpusów osłonowych przed ul, dodam że część Elgonów nie była zbyt chętna, bo jeszcze nie doszły do punktu przepełnienia, dalej chciały zlizywać syrop, pomagała woda miętowa i dym na zmianę.
Po kolei myłem każdy element gąbką przy kranie po drugiej stronie domku.
Wreszcie doszedłem do butelki, a po niej do powałki. Sporo syropu z niej poleciało i pszczół. Zwłaszcza że jeszcze dużo tego towarzystwa było pod spodem, od strony gniazda.

Wreszcie ul udało się zaizolować, powałkę i pajączek dać na miejsce (wreszcie bez ofiar). Pszczoły z trawy przed ulem jakoś powoli wzbijały się, choć nie wszystkie. Przy tym te, którym się udało, były zdezorientowane i udawały się na kilkadziesiąt metrów w górę, na lot orientacyjny. Kiedy zaczął się ich powrót, znowu się zestresowałem. To był tłum, a do tego tłum przetykany nieproszonymi gośćmi. Kiedy zobaczyłem wyprowadzane za nogę i skrzydło obce pszczoły, wsadziłem w środek tej imprezy mój, na szczęście zachowany w pracowni, patyk blokujący. Ale po chwili kilka pszczół zaczęło go wydłubywać, a co gorsza, jak się okazało, wcisnąłem go za słabo, więc obruszył się, ale przetoczył tak, że teraz blokował 90% wylotka. Dopiero się tłum zrobił. Na szczęście nie widziałem już starć. Dopiero za drugim podejściem patyk wsadziłem prawidłowo i mocno, choć znowu z miejsca zaczęła go zgryzać jakaś robotnica. Jeszcze fanatyczna próba dostania się do środka jakiejś osy, i strumień pszczół zaczął się powoli normować.
Butelkę z pozostałością syropu dałem znów na pajączek, przestawiłem trochę ul, żeby był bardziej na środku stojaka, a następne pół godziny spędziłem błogosławiąc pełną zbroję pszczelarską i uśmiechając się do roju komarów. Pomagałem też dostać się na wylotek każdej pszczole, którą bezradną widziałem w trawie. Widać było na wylotku jak koleżanki je czyszczą i odbierają nadmiar pokarmu. Po zauważeniu zgryzania wylotka, usunąłem też Elgonom patyk ograniczający, chyba go nie potrzebowały. Na placu boju pozostały ze dwie obce pszczoły i osa, latające wokół ula i próbujące, czy łeb śruby mocującej nie jest przypadkiem wejściem. Albo sęk.

Na drugi dzień sporo pszczół lata po trawie i ciekawsko odnosi się do wszystkiego co zapachem zbliżone jest do słodyczy. Jedna taka próbowała nawet zapoznać się z “Fa w kulce” pod moją lewą pachą. Jednak na wylotkach raczej spokój. Oby ta burza, co przechodzi teraz za oknem, jakoś tam doszła i obmyła co pozostało.
Cytuj ten post
#78
(14.08.2018, 13:55)michal79 napisał(a): Diabeł by tego lepiej nie wymyślił
Poddając wczorajsze wypadki spokojnej analizie, musiałem to ja skaszanić, noc wcześniej kiedy stawiałem butle z syropem na pajączkach. Albo wiatr. Z tym że w tym kącie wiatr tak nie wieje, drzewa zasłaniają. Czyli ja. Pewnie nogą trąciłem ten stojak. ......

Przede wszystkim, to według mnie błędem, było robienie takich karmidełek jak poniżej. Przecież to jest bardziej chybotliwe, niż normalny standardowy słoik z normalnym wieczkiem. Przeszło mi to przez myśl jak to zobaczyłem. Ja bym stosował zazwyczaj słoik, którego wieczko w całości pokrywa otwór po pajączku (wtedy też nie będzie problemu z kitowaniem, choć można w ten sposób pozyskiwać propolis).

[Obrazek: gqEYuCW.jpg]
Pszczoły nie wymierają. Ani w Polsce ani w USA. Przeciwnie.
https://www.gardenmyths.com/wp-content/uploads/2017/04/bees-dying-North-America.jpg
Cytuj ten post
#79
Tak, kombinowałem, żeby pajączki łatwiej było wyjąć od góry i pozyskiwać ten kit, to dam je ząbkami do góry. Przez to miałem węższą średnicę. Ale kitu na razie nie pozyskiwałem i jak będę chciał, to sobie od góry nożem pomogę... a pajączki dam normalnie, ząbkami do dołu, bo słoik to jednak słoik. I więcej dostępu mają.
Cytuj ten post
#80
(14.08.2018, 16:18)michal79 napisał(a): Ale kitu na razie nie pozyskiwałem i jak będę chciał, to sobie od góry nożem pomogę...

Do pozyskiwania kitu świetnie sprawdzają się właśnie beleczki, które mają inne wady. Oczko
I nawet trzeba to robić, bo coraz bardziej by się poszerzała odległość międzyplastrowa. Przy każdym wyjęciu zawsze trochę propolisu wejdzie. Ale przy ulach korpusowych jeszcze jest taka metoda, że wkłada się zapałki pomiędzy korpusy i po tygodniu w okresie masowego propolisowania.... Oczko
Pszczoły nie wymierają. Ani w Polsce ani w USA. Przeciwnie.
https://www.gardenmyths.com/wp-content/uploads/2017/04/bees-dying-North-America.jpg
Cytuj ten post
#81
Merci bien!

A tu film z wczoraj.


Cytuj ten post