Węza dla PN i wszystko co jest z nią zwiazane.
(07.04.2017, 11:40)flamenco108 napisał(a): Myślę, że gdybym miał kupować, to wolałbym kupić możliwie sterylny produkt. Co innego "moje brudy", co innego to niewiadomoco, które mogłoby się znajdować w takiej pracowni. Gdybym robił dla siebie, zachowałbym higienę tylko w stopniu mi odpowiadającym, ale on produkuje dla innych. Tu miało być porównanie do kulinariów, ale przypomniałem sobie, że zaraz byś zdryfował, więc niech będzie bez porównań Oczko

A ja zdecydowanie bardziej wolałbym kupić węzę z wosku pochodzącego z plastrów niezanieczyszczonych chemią a produkowaną bez poszanowania jakichkolwiek zasad sterylności mizofobiczno-pszczelarskiej.
Z różnych powodów ale przede wszystkim z powodów utopii pomysłu (pamiętasz powoływanie się zdrowy rozsądek).
Aby coś pozostało sterylne musi być opakowane i przetrzymywane tak jak strzykawka apteczna aż do momentu użycia. W między czasie bowiem zdążą się tam namnożyć bakterie. Rzeczywiście gdybym robił nienaturalnie pierwotnie operacje czy zabiegi na pszczołach to chciałbym aby narzędzia zostały wysterylizowane.
Biorąc pod uwagę, że węza jest to materiał organiczny i w dodatku wysterylizowany to bakterie mnożą się na nim szybko i w tym takie które przeżyły ich zwalczanie. Na nie wysterylizowanym mają trudniej gdyż muszą
konkurować o zasoby naturalne z milionami innych szczepów.
Jak często powtarzam z holistycznego punktu widzenia spanie na ściółce leśnej jest bezpieczniejsze niż na wykrochmalonym prześcieradle poza przypadkiem np. kiedy na nim wykonuje się operacje w szpitalu.
Ale też płaci się za to cenę taką, że w szpitalach jest dużo wyższe prawdopodobieństwo zarażenia się trudnymi chorobami niż gdzie indziej oraz w szpitalach grasują bardziej zjadliwe szczepy.
Cytuj ten post
I tak byś nie kupił, więc nie filozofuj Oczko
Cytuj ten post
(07.04.2017, 12:00)Borówka napisał(a):
(07.04.2017, 11:40)flamenco108 napisał(a): Myślę, że gdybym miał kupować, to wolałbym kupić możliwie sterylny produkt. Co innego "moje brudy", co innego to niewiadomoco, które mogłoby się znajdować w takiej pracowni. Gdybym robił dla siebie, zachowałbym higienę tylko w stopniu mi odpowiadającym, ale on produkuje dla innych. Tu miało być porównanie do kulinariów, ale przypomniałem sobie, że zaraz byś zdryfował, więc niech będzie bez porównań Oczko

A ja zdecydowanie bardziej wolałbym kupić węzę z wosku pochodzącego z plastrów niezanieczyszczonych chemią a produkowaną bez poszanowania jakichkolwiek zasad sterylności mizofobiczno-pszczelarskiej.
Z różnych powodów ale przede wszystkim z powodów utopii pomysłu (pamiętasz powoływanie się zdrowy rozsądek).

Chodzi o co innego. Jeżeli kupię wysterylizowaną węzę od producenta (czego nie zrobię), to ostatecznie będzie niehigienicznie leżeć u mnie gdzieś - więc to moje bakterie będą się mnożyć. Ale jeżeli kupię niechcący węzę niewiadomego pochodzenia, to ona może i z Chin przyjechała, zatem może przechowywać nie tylko dla moich nie-chińskich pszczół zjadliwości, ale wręcz i dla mnie.
Nie mam nic przeciwko skażeniu węzy - chodzi mi tylko o to, gdzie doszło do skażenia. Jeżeli u mnie, to już jest to moja sprawa. Ale nie zamierzam płacić za patogeny od producenta. Nawet gratis ich nie chcę.
W ogóle nie dyskutowałem, skąd ten facet wziął wosk. Nie chciało mi się dyskutować o oczywistościach.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
Cytat:Ale jeżeli kupię niechcący węzę niewiadomego pochodzenia, to ona może i z Chin przyjechała, zatem może przechowywać nie tylko dla moich nie-chińskich pszczół zjadliwości, ale wręcz i dla mnie.

Chyba nie ma znanych żadnych zakaźnych chorób pszczół które przechodzą na człowieka?
Cytuj ten post
(07.04.2017, 12:11)Borówka napisał(a):
Cytat:Ale jeżeli kupię niechcący węzę niewiadomego pochodzenia, to ona może i z Chin przyjechała, zatem może przechowywać nie tylko dla moich nie-chińskich pszczół zjadliwości, ale wręcz i dla mnie.

Chyba nie ma znanych żadnych zakaźnych chorób pszczół które przechodzą na człowieka?

Zgnilec amerykański może zabić osoby z HIV.
Cytuj ten post
(07.04.2017, 12:11)Borówka napisał(a):
Cytat:Ale jeżeli kupię niechcący węzę niewiadomego pochodzenia, to ona może i z Chin przyjechała, zatem może przechowywać nie tylko dla moich nie-chińskich pszczół zjadliwości, ale wręcz i dla mnie.

Chyba nie ma znanych żadnych zakaźnych chorób pszczół które przechodzą na człowieka?
Nie mam pojęcia, jak z tym jest w Chinach, Malezji, Brazylii... U nas raczej nie ma Oczko 
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
(07.04.2017, 12:14)MN napisał(a):
(07.04.2017, 12:11)Borówka napisał(a):
Cytat:Ale jeżeli kupię niechcący węzę niewiadomego pochodzenia, to ona może i z Chin przyjechała, zatem może przechowywać nie tylko dla moich nie-chińskich pszczół zjadliwości, ale wręcz i dla mnie.

Chyba nie ma znanych żadnych zakaźnych chorób pszczół które przechodzą na człowieka?

Zgnilec amerykański może zabić osoby z HIV.

Chyba z AIDS?
Możesz podać jakieś źródło?
Ciekawe ile jest osób chorych na AIDS które hodują pszczoły?
Jeżeli tak to przebywanie na terenie zapowietrzonym chorych dla AIDS i w ogóle hodowla przez nich pszczół jest bardziej niebezpieczna niż jednorazowy zakup węzy.
W ogóle użądlenie pszczoły możne pewnie zabić osoby z AIDS.
Cytuj ten post
W ubiegłym roku na szkoleniuw Mierzynie słyszałem. Podobno trwają badania w tym aspekcie.
Bardziej chodziło o szkodliwość spożycia miodu ze zgnilcem. Jakoś wpływa na działanie układu oddechowego u zarażonych wirusem HIV. Stąd teraz zakaz sprzedaży takiego miodu. Dawniej podobno pozwalali wybrać miód i palić pszczoły, teraz pali się cały ul choćby tam było z 10 nadstawek z miodem. Najśmieszniejsze są później wypłaty odszkodowań... na zdrowy rozsądek powinno się uwzględnić straty spowodowane brakiem dochodu ze sprzedaży miodu, a jeden rzeczoznawca mondry stwierdził, że ten miód i tak byłby wart 0 zł bo i tak zatrutego nie wolno wprowadzać do obrotu.
Cytuj ten post
Aha czyli na razie to hipoteza i dane anegdotyczne?
Cytuj ten post
Nie przeglądałem tego wątku dawno, więc być może temat był poruszany tu albo w innych watkach. Jeśli był poruszany, a ktoś wie gdzie, proszę o "namiary" w postaci linków.

Moje pytanie jest takie.
Czy węza z wosku, przy leczeniu pszczół kawasmi organicznymi - mrówkowy, lub szczwiony, może być uznana za węzę ekologiczną ? I czy pozostałości znajdujące sie w wej węzie - jeśli są, mogą szkodzić pszczołom osadzonym na tę węzę ?
Cytuj ten post
(15.03.2018, 16:36)markus napisał(a): Nie przeglądałem tego wątku dawno, więc być może temat był poruszany tu albo w innych watkach. Jeśli był poruszany, a ktoś wie gdzie, proszę o "namiary" w postaci linków.

A użyłeś jeszcze funkcji szukaj? Nie działa świetnie, ale przy odpowiedniej optymalizacji można z niej jednak sporo wycisnąć.
Cytuj ten post
Markusie, leczenie kwasami nie ma wpływu na wosk pszczeli. Kwasy nie odkładają się w nim w żadnym stopniu też go nie uszkadzają. Węzę z takiego wosku można uznać za ekologiczną, gdyż pasieki eko mogą używać kwasów do leczenia.
Sam mam taki wosk pierwszy raz w takiej ilości by zamówić węzę. Jutro kończę wytapianie ramek i od poniedziałku tylko go sklaruję. W środę/ czwartek wyślę. U fachowca okaże się co ten mój wosk jest wart i ile ewentualnie będzie odpadu.
Cytuj ten post
(16.03.2018, 11:46)MN napisał(a): Markusie, leczenie kwasami nie ma wpływu na wosk pszczeli. Kwasy nie odkładają się w nim w żadnym stopniu też go nie uszkadzają. Węzę z takiego wosku można uznać za ekologiczną, gdyż pasieki eko mogą używać kwasów do leczenia.
Sam mam taki wosk pierwszy raz w takiej ilości by zamówić węzę. Jutro kończę wytapianie ramek i od poniedziałku tylko go sklaruję. W środę/ czwartek wyślę. U fachowca okaże się co ten mój wosk jest wart i ile ewentualnie będzie odpadu.
No i to jest dla mnie wystarczjąca wiadomość. Dziękuję.
Będziesz wysyłał do przerobienia na węzę ? Gdzie i na jaką - jaki format i jaka wielkość komórki ?
Cytuj ten post
Mam dwa miejsca gdzie wysłać, jeszcze nie zdecydowałem. 5.1 wlkp.
Cytuj ten post
(19.05.2019, 09:05)regulus napisał(a): Wiadomo, zabudowują szybko węzę, bo tak im się niepodoba, że muszą natychmiast ją zasłonić.

Zapraszając do dyskusji, wbijając kij w mrowisko, poznając różne opinie, weryfikując swoje, posłużę się cytatem wielebnego Salomona Parkera, prekursora metody modelu ekspansji:


Chcę zrozumieć sposób myślenia o wyższości zabudowy bezwęzowej.
(...)
Więc pytam wprost:

1. Dlaczego uważasz, że bez węzy jest lepiej?
2. Jeśli twierdzisz, że nie jest lepiej, to dlaczego wybrałeś bez węzy?
(...)
4. Dlaczego wielu (jeśli nie wszyscy) pszczelarze nie używający węzy wydają się wierzyć, że węza jest dla pszczół zła? Kto Ci to powiedział? Gdzie są na to dowody?

I proszę odłóżmy na bok argumenty o wielkości komórki, ponieważ jest to łatwo skorygować za pomocą węzy.

Salomon Parker
https://www.facebook.com/groups/treatmentfreebeekeepers/permalink/2065417116807471/
Rzeczywistość nie jest tym, czym się wydaje
Cytuj ten post
Najpierw słowem wstępu - nigdy nie używałem węzy, nie mam ideologi, że nie używam jej bo tam jest chemia, nie używam bo tak mi prościej. Nie twierdzę też, że np nie będę kiedyś stosował plastikowych ramek, czy innego wynalazku.

1. Dlaczego bez węzy?
Bo nie drutuje, bo nie muszę kupować ani robić węzy, odpada mi dużo pracy wykonywanej przez innych pszczelarzy. Do tego w większości przypadków pszczoły po prostu radzą sobie świetnie same. Osadzone roje zwykle budują prosto, a jak już mam proste plastry, to kolejne proste są efektem wsadzenia pustej ramki, pomiędzy dwie inne proste. Nie mam też problemu z ich wirowaniem, jedynie czasem są bardziej kruche jak jest zimno.

2. Ciężko powiedzieć czy jest lepiej. Jest prościej bo jest taniej i mniej czasochłonnie Uśmiech

4. Nigdy tego nie mówiłem, ani nie twierdziłem, natomiast kłamliwe jest dla mnie stwierdzenie Parkera, że dyskusja o wielkości komórki jest nie zasadna i można podać inną wielkość węzy. W naturalnym plastrze komórki potrafią być różnej wielkości, mniejsze i większe, więc węza o komórce jednego rozmiaru wszystkich komórek, to nie to samo co zróżnicowanie naturalnego plastra, co może powodować również zróżnicowanie robotnic. Nie wiem czy to ma jakiś wpływ na kolonię, ale może mieć i dyskusja o wielkości komórek nie powinna być od tak zarzucana.
Cytuj ten post
(22.05.2019, 10:54)kosz85 napisał(a): 1. Dlaczego bez węzy?
Bo wtedy potrzebuję tylko ramkę i drut. To ok. o połowę taniej niż ramka owęzowana. Nawet jeżeli doliczyć pasek węzy, który ma zasugerować pszczołom kierunek zabudowy. Oszczędność pracy - śladowa, bo najwięcej roboty i tak zawsze jest ze zbijaniem i drutowaniem, węzowanie idzie błyskiem.
Czyli leniwe pszczelarstwo w pewnym sensie. Jak to mówili w XIXw - au rebours Oczko
Ramki bez węzy można przechowywać latami, w dowolnej temperaturze. 
Odpada problem przechowywania węzy. 
Odpada problem szybkiego węzowania ramek przed wyjazdem na pasiekę.
Moim zdaniem plastry bez węzy wyglądają ładniej Oczko
Dużo zalet.

(22.05.2019, 10:54)kosz85 napisał(a): 2. Dlaczego z węzą?
Bo jak chcę pszczoły skłonić do jakiegoś wymiaru komórki (A bo co? Wolno mi!), to jest to najszybsza metoda. 
Bo na węzie budują zauważalnie szybciej i mówię to po dwóch latach zabawy kompletnie bez węzy - więc jeżeli mi zależy na szybkich plastrach, tak będzie najszybciej.
Bo na ramce dadanowskiej trzeba czekać dwa lata, aż ją zabudują (nie dotyczy zabudowy trutowej).
Bo na pewno wybudują zgodnie ze wzorcem i nie będą się podklejać do sąsiednich plastrów, co jest notorycznym moim problemem z ramkami bezwęzowymi. Odstęp osi 32mm też im na spontanie nie bardzo pasuje, stopniowo oś plastra przesuwa się ku skrajowi skrajnej ramki. Zatem więcej bałaganu w ulu - bałaganu z pktu widzenia pszczelarza - jeżeli nie używa się węzy.
Dużo zalet.

Gdybym miał startować jeszcze raz z pszczelarstwem, przez pierwsze dwa lata inwestowałbym w węzę, aby mi nabudowały ramek wzorcowych. W następnych latach wtykałbym puste ramki pomiędzy i oszczędzał pieniądze na węzie Oczko
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
Z tego co się zdążyłem zorientować , kolega flamenco108 oraz kosz85 co jakiś czas mają miód. Czytałem też artykuły kolegi Bartka oraz rozmowę tu na forum o gospodarce bez węzy. Bartek pisze że (z tego co pamiętam) nawet 50℅ odbudowanych plastrów to komórki trutowe.
Jak wygląda to u kolegów ?

Pozdrawiam
Cytuj ten post
Ramki bez węzy są idealne do odkładów i pakietów. Im można dać ramki z paskami i same pięknie wybudują małe komórki. Pakiety i odkłady u mnie nie muszą na siebie zarabiać w pierwszym roku, więc spokojnie budują się do zimy.
W rodzinach produkcyjnych ramki bez węzy to porażka. Większość wybudowanych plastrów składa się z komórek trutowych. Komórki trutowe budowane są również w miodni. Któryś sezon z rzędu obserwuję niechęć pszczół do składowania w nie nektaru. Robią to dopiero wówczas, gdy nigdzie indziej nie ma już miejsca. Czasem wolą wręcz przestać nosić, przez co wzrasta chęć do rojenia. Straty w miodzie są znaczne. Mam rodziny na rzepaku o porównywalnej sile. Jedna ma ramki trutowe, nieprzeczerwione w nadstawce i minimalnie miodu a druga ramki wybudowane na węzie i zbiera już drugi korpus miodu. Wszystkie trutowe cuda sukcesywnie lądują u mnie w topiarce.
Cytuj ten post
(22.05.2019, 10:54)kosz85 napisał(a): Najpierw słowem wstępu - nigdy nie używałem węzy, nie mam ideologi, że nie używam jej bo tam jest chemia, nie używam bo tak mi prościej. Nie twierdzę też, że np nie będę kiedyś stosował plastikowych ramek, czy innego wynalazku.

1. Dlaczego bez węzy?
Bo nie drutuje, bo nie muszę kupować ani robić węzy, odpada mi dużo pracy wykonywanej przez innych pszczelarzy. Do tego w większości przypadków pszczoły po prostu radzą sobie świetnie same. Osadzone roje zwykle budują prosto, a jak już mam proste plastry, to kolejne proste są efektem wsadzenia pustej ramki, pomiędzy dwie inne proste.

Potwierdzam, że rójki i rodziny w lato (czyli po lipie) budują prosto. Jednak, u mnie, silne rodziny produkcyjne "w stanie euforii", kiedy dążą do stanu rojowego szybko budując nowe plastry i zapełniając każdą możliwą przestrzeń, mając pożytek towarowy na wiosnę, budują na chybcika i krzywo. Praca związana z drutowaniem i wtapianiem węzy (która potwierdzam, że jest pracochłonna, choć można ją przyspieszyć tak jak widziałem u Szymona) zostaje wynagrodzona, przy kulturalnym dla pszczół i dla pszczelarza wyjmowaniu prostych plastrów. Mój czas więc też oszczędza, bo staram się zwykle nie gnieść i nie topić pszczół, a więc takie pokrzywione niespodzianki w ulu WZ, to jest mnóstwo zabawy dla mnie. Przy słabych rodzinach ta wada jest zmniejszona, ale rodziny, które mają produkować, nie mogą być słabe i mają cały czas dążyć do stanu rojowego na wiosnę (czyli być w dużym nastroju roboczym).

Cytat:2. Ciężko powiedzieć czy jest lepiej. Jest prościej bo jest taniej i mniej czasochłonnie :
)

Patrz wyżej. Jest to u mnie bilans zysków i strat. Różnie się to bilansuje. Kultura pracy z pszczołami też jest cenna.

Cytat:4. Nigdy tego nie mówiłem, ani nie twierdziłem, natomiast kłamliwe jest dla mnie stwierdzenie Parkera, że dyskusja o wielkości komórki jest nie zasadna i można podać inną wielkość węzy. W naturalnym plastrze komórki potrafią być różnej wielkości, mniejsze i większe, więc węza o komórce jednego rozmiaru wszystkich komórek, to nie to samo co zróżnicowanie naturalnego plastra, co może powodować również zróżnicowanie robotnic. Nie wiem czy to ma jakiś wpływ na kolonię, ale może mieć i dyskusja o wielkości komórek nie powinna być od tak zarzucana.


Przychylam się do tej opinii. Choć warto też dodać, że nie wykazano, o ile wiem, jak na razie w badaniach naukowych, że mniejsza komórka sprzyja większej odporności na porażenie dręczem pszczelim.

(22.05.2019, 11:42)flamenco108 napisał(a): Bo na węzie budują zauważalnie szybciej i mówię to po dwóch latach zabawy kompletnie bez węzy - więc jeżeli mi zależy na szybkich plastrach, tak będzie najszybciej.|
(...)

Dużo zalet.

Przychylam się do tej opinii. Też to obserwowałem po 4 latach nieużywania węzy. Nie tylko, że szybciej, ale też wzór komórki kusi woszczarki nawet wtedy kiedy nie chcą budować wolnej zabudowy. Np. przy początku stanu rojowego lub bezmatku. Wolnej zabudowy nie pociągną, ale pasek z dnami komórek jakoś pociągną.

Cytat:Gdybym miał startować jeszcze raz z pszczelarstwem, przez pierwsze dwa lata inwestowałbym w węzę, aby mi nabudowały ramek wzorcowych. W następnych latach wtykałbym puste ramki pomiędzy i oszczędzał pieniądze na węzie Oczko

Jest oszczędność na węzie, choć można ją robić prosto samemu. Ale czas to pieniądz także, a kultura pracy ma dla mnie też znaczenie. Argumenty moje wyżej.

(22.05.2019, 12:12)MN napisał(a): W rodzinach produkcyjnych ramki bez węzy to porażka. Większość wybudowanych plastrów składa się z komórek trutowych. Komórki trutowe budowane są również w miodni. Któryś sezon z rzędu obserwuję niechęć pszczół do składowania w nie nektaru. Robią to dopiero wówczas, gdy nigdzie indziej nie ma już miejsca. Czasem wolą wręcz przestać nosić, przez co wzrasta chęć do rojenia.

W dużej części przychylam się do tej opinii. W stanie dużego nastroju roboczego, jak zmierzają do rójki, to u mnie składowały do plastrów trutowych. Jednak w lato przygotowując się powoli do zimowli już bardzo niechętnie. Pokazałem to nawet na filmiku. Na razie przynajmniej mam opinie, że too wada dla pszczelarza i dla pszczół. Jeszcze w zależności gdzie dokładnie jest ta zabudowa trutowa. Doceniam opinię Randy Olivera, że lepiej się pracuje z pszczołami, mając pod kontrolą, gdzie jest zabudowa trutowa, czyli w skrócie węza plus ramki pracy.
Moim zdaniem jest to też zaleta, jak nie chcę powielać jakiś genów na pasiece dla dobra selekcji, choćby selekcji na odporność. Wtedy mogę wyciąć większość trutni z gniazda, nie pozwalając im wziąć udział w grze seksualnej dookoła pasieki, zanim będę miał odhodowane moje czerwiące matki na wymianę. To może być np. przydatne przy wykorzystaniu rójek, albo rodzin, które wypadają z selekcji.

Dodam jeszcze, że dużą wadą podczas pożytku towarowego jest to, ze w puste miejsce pomiędzy plastrami z nakropem wydłużają komórki zamiast budować nowy plaster. Wsadzenie węzy albo dużego paska z węzy (np. 1/4 ramki wysokiej) zapobiega temu całkowicie. Dla mnie to ogromna zaleta, która wynagradza wtapianie dużego paska węzy.
Rzeczywistość nie jest tym, czym się wydaje
Cytuj ten post
(22.05.2019, 12:12)MN napisał(a):  Straty w miodzie są znaczne. Mam rodziny na rzepaku o porównywalnej sile. Jedna ma ramki trutowe, nieprzeczerwione w nadstawce i minimalnie miodu a druga ramki wybudowane na węzie i zbiera już drugi korpus miodu.

Próba na dwóch grupach po jednej rodzinie?
Rzeczywistość nie jest tym, czym się wydaje
Cytuj ten post
Te akurat łatwo było porównać bo stoją obok siebie na jednym pożytku, w takim samym ulu, takiej samej sile... Generalnie tam gdzie mam za dużo ramek trutowych nad kratami jest mniej miodu.
Cytuj ten post
Z tym budowaniem 50% na trut to ja tego potwierdzić nie mogę. Jak mają pewną ilość komórek trutowych to już ich nie budują. Przynajmniej w normalnych warunkach. Bo inną sprawą jest, jak rodzina jest bez matki, lub tworzy mateczniki, to wtedy pszczoły generalnie budują komórki trutowe.

Jeśli chodzi o krzywienie plastrów, jak wkładam między proste to jedyny problem to zbyt duży pożytek, wtedy wydłużają komórki plastrów z boku, zamiast budować plaster pomiędzy. Ale to znowu traktuje głównie jako problem wysokiej ramki. Na niskiej nie mam problemów. Dlatego myślę o LN 2/3

Ale widzę sens stosowania węzy w Warszawiakach, chociaż sam jestem na to zbyt leniwy. Krzysiek pisze, że to nie jest czasochłonne, ale nie muszę mieć prostownika, nie muszę mieć węzy, bawić się we wtapianie. Odpada trochę sprzętów i dużo pracy na którą nie mam czasu, prędzej zainwestuje w plastikowe ramki Oczko

Ja też nie jestem tak masowy jak wy, na te kilka moich uli, jak będę musiał wyprostować jeden czy dwa plastry, to tragedii nie ma, a i miodu uszczknę Uśmiech
Cytuj ten post
Możesz oszacować jaka to +/- ilość od której przestają budować komórki trutowe? Rekordzistka miała 3 korpusy samych komórek trutowych na korpus normalnych. Konkretnie wlkp h18
Cytuj ten post
(22.05.2019, 14:39)kosz85 napisał(a): Ale widzę sens stosowania węzy w Warszawiakach, chociaż sam jestem na to zbyt leniwy. Krzysiek pisze, że to nie jest czasochłonne, ale nie muszę mieć prostownika, nie muszę mieć węzy, bawić się we wtapianie. Odpada trochę sprzętów i dużo pracy na którą nie mam czasu, prędzej zainwestuje w plastikowe ramki Oczko

W LN2/3 nie musisz drutować i wtapiać ponoć. Ramki mają szpary w które wkładasz węzę. Uśmiech
Rzeczywistość nie jest tym, czym się wydaje
Cytuj ten post
(22.05.2019, 14:48)MN napisał(a): Możesz oszacować jaka to +/- ilość od której przestają budować komórki trutowe? Rekordzistka miała 3 korpusy samych komórek trutowych na korpus normalnych. Konkretnie wlkp h18

Przy okazji policzę. Może rekordzistka jakaś szczególna, albo był problem z matką? Pszczoły reagują budową komórki trutowej jak czują zagrożenie funkcjonowania matki, tak przynajmniej twierdził naukowiec na konfie o budowie trutowej. Może matka trefna?
Cytuj ten post
Jeżeli chodzi o pracochłonność to pełny komfort daje rezygnacja z drutu i stosowanie patyczków do szaszłyków, zastosowałem to u siebie i działa super.
Nie rozpaczam po węzie. Ostatniej, którą kupiłem w renomowanym sklepie pszczelarskim, moje pszczoły nie zaakceptowały w ulu (zgryzały i wynosiły). Lepszej antyreklamy dla komercyjnej węzy nie potrzebuję.
Fakt, że jak ktoś chce mieć równiutkie plastry na pasiece, to trochę musi się namęczyć. Warto zwrócić uwagę na wypoziomowanie uli.
Jeśli chodzi o zabudowę trutową, to zauważyłem, że moje pszczoły preferowały zróżnicowane komórki na plastrze, ale staram się zawsze przesuwać ramki z większą ilością komórek trutowych na peryferia.
Jeśli chodzi o czerwienie matek, to zauważyłem w zeszłym roku w kilku ulach, że preferowane były plastry bez węzy (w jednej przesunęły gniazdo, tam gdzie były plastry bez węzy oddalając się od lepiej ogrzewanej ściany ula, mimo, że w pozostałych ulach w tym szeregu, gniazda ułożone były przy tych ściankach).
Nie widzę różnicy w ilości odbieranego miodu. Jest dobry pożytek to jest miód, nie ma dobrego pożytku, to nie ma miodu. Ważniejsza jest pogoda i odpowiednia ilość wolnego miejsca w ulu (tutaj lepiej jest mieć woszczynę). Tempo odbudowywania węzy było na mojej pasiece niewiele szybsze od zabudowywania pustych ramek z patyczkami.
W skrócie: plastik nigdy (tak samo jak folia na powałki), węza może (pod warunkiem, że własnej produkcji), a rozmiar ma znaczenie.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Członek SPN WOLNE PSZCZOŁY
Cytuj ten post
Koszu, rodzina była normalna. Ujmę to tak, każda rodzina z matką, która ma co najmniej 1 rok, która zajmuje na czarno 2 korpusy wlkp 18cm, albo lang 2/3 kolejne 2 korpusy wybuduje na trutnia.
Cytuj ten post
(Wczoraj, 08:00)MN napisał(a): Koszu, rodzina była normalna. Ujmę to tak, każda rodzina z matką, która ma co najmniej 1 rok, która zajmuje na czarno 2 korpusy wlkp 18cm, albo lang 2/3 kolejne 2 korpusy wybuduje na trutnia.

Ciekawe czy nie jest to spowodowane tym, że te 2 pierwsze korpusy są bez trutnia? Może jak mają styczność z komórkami trutowymi, to już później też nie odczuwają potrzeby budowania go w takiej ilości? Niektórzy pszczelarze odcinają róg węzy w ramce, właśnie na trut.
Jednoroczna, dwuroczna matka, chce przekazywać geny i się roić, budowa komórek trutowych to wstęp do rójki. Duże zagęszczenie w pszczoły w ulu też stymuluje budowę na truta i nastrój rojowy. 
Cytuj ten post
(Wczoraj, 08:00)MN napisał(a): Koszu, rodzina była normalna. Ujmę to tak, każda rodzina z matką, która ma co najmniej 1 rok, która zajmuje na czarno 2 korpusy wlkp 18cm, albo lang 2/3 kolejne 2 korpusy wybuduje na trutnia.

Ponieważ w pszczelarstwie "chyba u Ciebie" nabiera o wiele głębszego sensu niż w przedszkolnych wyzywankach, to zapiszę Twoje spostrzeżenia w tej właśnie kategorii Oczko Ciekawa obserwacja, której powtórzenia u siebie będę wyglądał z utęsknieniem.
Przez 2 lata nie wtapiałem węzy w ramki i nie stosowałem pasków startowych - zamiast nich malowałem woskiem po górnej beleczce (raz córki mi to malowały, chciały zarobić) - taki starter, do którego pszczoły czasem się stosowały, a czasem nie. Owszem, w rodzinach z matkami zeszłorocznymi szła zabudowa trutowa, czasem nawet całą ramkę (lub prawie całą) taką nastroiły. Ale nigdy to nie był cały korpus - ot, plama tu, plama tam. Matki dwuletnie (owszem, zdarzyły się, nieliczne, ale jednak) żyły już w zabudowanym środowisku, więc tam trudniej mi stwierdzić. W gotowych komórkach oczywiście produkcja trutnia szła na całego.
W tym roku na pasieczysku, gdzie (jak wynika z notatek) stały matki zeszłoroczne na ramce dadanowskiej, sensacje się nie wydarzyły. Owszem, ostro zasiały w już wcześniej zbudowanych komórkach trutowych (i zrobiły to moim zdaniem wcześnie), ale w nowej zabudowie zachowywały się podręcznikowo, czyli ok. 20-25% plastra zajmował trut.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post