Tłok w pasiekach, a kwestie: rabunków, gubienia się, pasożytów i chorób
#31
(19.11.2018, 18:20)flamenco108 napisał(a):
(19.11.2018, 15:11)Krzyżak napisał(a): Można mieć pszczoły nie wymagające leczenia i je leczyć.
A co ? Nie wolno mi ? Oczko

Ale żeby leczyć pszczoły nie wymagające leczenia, trzeba najpierw je mieć, nespa?

A udowodnij mi, że nie mam Oczko
Cytuj ten post
#32
(19.11.2018, 19:17)Krzyżak napisał(a):
(19.11.2018, 18:20)flamenco108 napisał(a):
(19.11.2018, 15:11)Krzyżak napisał(a): Można mieć pszczoły nie wymagające leczenia i je leczyć.
A co ? Nie wolno mi ? Oczko

Ale żeby leczyć pszczoły nie wymagające leczenia, trzeba najpierw je mieć, nespa?

A udowodnij mi, że nie mam Oczko

Przestań je leczyć Oczko Czyli musisz przestać leczyć, aby potem leczyć Oczko
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
#33
Jak lecimy po stereotypach i nieuprawnionych uogólnieniach, to proszę bardzo. Największym zagrożeniem dla pszczół (tych "wolnych") jest oczywiście pazerny pszczelarz amitrazowiec hodujący w swych zalanych ciężką chemią pasiekach towarowych złośliwe, lekoodporne pasożyty rozwlekane przez jego trutnie nie tylko w najbliższej okolicy (część trutni ma bowiem zakodowaną genetycznie potrzebę dalekobieżnych wędrówek w celach urozmaicenia jakościowego puli genowej, a i gospodarka wędrowna robi swoje). Ponadto pszczelarze ci wprowadzając do obiegu zanieczyszczony, ba skażony, wosk doprowadzają do niechybnego spadku zdrowotności miliony istnień pszczelich. Sprowadzając nowe zagraniczne linie pszczół sprowadzają nowe zagrożenia w postaci obcych organizmów, wirusów i nie wiadomo co tam jeszcze. Korzystają też z przekazów internetowych ziejących mową nienawiści (sponsorowanych zapewne przez pszczelich potentatów pozostających w zmowie z firmami farmaceutycznymi).
I jak można w takich warunkach prowadzić jedyną słuszną selekcję nieleczonej, odpornej na wszystko pszczoły (drogą z lewa, prawa, lub drogą środka). Jak ma funkcjonować biedny miłujący istoty żywe (bo przecież dręcz też ma uczucia) pszczelarz TF. Jak i komu w tym morzu  skażonych pszczół może zaszkodzić naturalny spadek mikro rodzinek?
Ale jest rozwiązanie: będziemy tak długo kochać amitrazowców, aż oni nas pokochają i oczywiście przestaną leczyć (gorzej, jak oni wpadną na to samo i zaczniemy pod ich wpływem od nieleczenia tylko części pasieki, aby dojść do TF ewolucyjnie przez zmniejszanie dawek amitrazy, albo zaczniemy tylko sprawdzać czy doszliśmy odymiając kontrolnie).
Nie, no dobra, tak tylko piszę z nudów, żeby sobie podbić ilość wpisów na Forum (tym jedynym słusznym), sorry (ale nie było kursywy, prawda?).
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Członek SPN WOLNE PSZCZOŁY
Cytuj ten post
#34
regulus dzięki za cenny głos w dyskusji
I bardzo dobrze z kursywą Przytulanie


----
To jest link do strasznych rzeczy
Cytuj ten post
#35
moim zdaniem powinno się znakować Varro-ę.
opalitki pomogły by w odzyskaniu swojej w razie kradzieży czy przywłaszczenia przez nie uczciwego mordercę gazownika.
a i były by bardzo przydatne przy selekcji.

znakowanie warrozy też wydaje się przednim pomysłem.
Cytuj ten post
#36
To ja tak może z innej beczki i poważnie.... proszę mnie nie obśmiewać
Myślę że bardzo ważnym czynnikiem w tej dręczowej układance jest posiadanie pszczół które nie dają się rabować. Z moich intensywnych acz z racji nikłej praktyki pszczelarskiej dość krótkich obserwacji, wynika że są rodziny które mimo małej siły i dręczących je chorób oraz pasożytów, nie dają się rabować. Po prostu skutecznie pilnują wylotka.
Gdzieś już tu (albo komuś) na forum pisałem, że lubię na pasiece osy. Są moim zdaniem doskonałym wskaźnikiem kondycji rodzin. Ponadto uważam że ciągła presja ze strony os pchających się do ula, niejako zmusza pszczoły do utrzymywania należytej struktury rodziny z odpowiednio dużą ilością strażniczek.
Ponadto przez cały sezon wylotki starałem się utrzymywać na tyle wąskie by pszczoły mogły się przez nie przedostawać w dość dużym tłoku, tak że bez kontaktu z strażniczką raczej się obca pszczoła, czy osa nie przeciśnie.
Jak myślicie, ma moje rozumowanie jakiś sens ?  Uśmiech

Edyta
W tym sezonie miałem w jednym z opuszczonych warszawiaków duże gniazdo os. Na tym pasieczysku stało jeszcze 14 moich rodzin. I żadnej z nich te osy nie wykończyły, choć do dwóch najsłabszych rodzin pchały się dość skutecznie...
Więc po co tępić osy?
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post
#37
(19.11.2018, 20:19)Jacuch napisał(a): moim zdaniem powinno się znakować Varro-ę.
opalitki pomogły by w odzyskaniu swojej w razie kradzieży czy przywłaszczenia przez nie uczciwego mordercę gazownika.
a i były by bardzo przydatne przy selekcji.

znakowanie warrozy też wydaje się przednim pomysłem.

Tak zgadzam się.
Ja bardzo lubię swojego dręcza. Nawet jeśli starałem się mu trochę uprzykrzyć życie - to tak żeby nie wybić go w pień...
Po co mi na pasiece inny, obcy, zły i chory... wolę swojego...
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post
#38
sensownie.
ja z braku innego zajęcia praktycznie dzień w dzień zwiedzam moją działkę. znam wszystkie gniazda ptactwa i wszystkie trzmieke,pszczele i osie  (oczywiście piszę o sezonie) nawet je sobie oznaczał chorągiewkami i pokazuje ciekawski.
w tym roku miałem duże gniazdo w szopie i dwa w ziemi. te w ziemi wytrzymują jeszcze teraz.a to wiszące rozpadło się jakoś miesiąc temu.
Ale nie o tym.
podkładałem korpus pod gniazdo jakieś trzy tygodnie temu i przy okazji zbierałem propolis zaklejający wylotki.
dziś zmieniłem zasówki z pozycji jedną pszczoła na wiele.i ku mojemu zaskoczeniu wszystkie prawie rodziny miały zaklejone wylotki propolisem na jedną pszczołe góra trzy.
u mnie nie ma nigdy zmasowanych rabunków.
może są jakieś ciche nie zauważalne.
Cytuj ten post
#39
(19.11.2018, 21:12)Adam1969 napisał(a): Ja bardzo lubię swojego dręcza. Nawet jeśli starałem się mu trochę uprzykrzyć życie - to tak żeby nie wybić go w pień...

Czyli odwrotność czyli nieleczenie jest dla dobra dręcza jako populacji? A jednak. Oczko hihi
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#40
Małe podsumowanie dotychczasowej dyskusji, plus kilka przemyśleń, a nawet ze dwie hipotezy.

By nie “karmić monstera”*, warto próbować zarządzić rabunkami, spojrzeć na swoją pasiekę pod kątem:
- odległości między ulami, kierunku wylotków, wizualnego rozróżnienia uli,
- uważnie dopasować rozmiar pasieki do pożytków.
- I co ważne - dopasować również gospodarkę. Jeśli działamy TF, to mamy niebagatelną przewagę możliwości wyboru dnia miodobrania. Nie musimy się spieszyć przed podaniem chemii. Jedyna motywacja zabierania pszczołom miodu np. konkretnie na początku lipca może brać się z przyczyn ekonomicznych (miód odmianowy). Jeśli jednak pozostawimy pszczołom zebrany przez nie z trudem pokarm przez najbardziej krytyczny okres sierpień - wrzesień - październik, poprawiamy swoje szanse na brak rabunków. Miodobranie wiosną powinno być mniej "rabunkogenne".

Raczej dobrze
[Obrazek: BVXMduP.png]

Raczej dobrze
[Obrazek: h7yjg2z.png]

Raczej źle
[Obrazek: ZLdteNo.png]

Jak rozumiem mamy jeszcze kilka innych trików ograniczających dryf roztoczy:
- stawiamy na linie i rasy “pilnujące swego”,
- przestajemy zwalczać osy,
- i mrówki,
(one pomagają pszczołom pamiętać o pilnowaniu wylotka).
Wszystko to oczywiście nie eliminuje ryzyka przenoszenia się roztoczy między rodzinami w trakcie rabunków. Ale zwiększa szanse nasze i pszczół.

Druga sprawa:
Hipoteza 1: zimą pszczoły mają co innego do roboty, niż rabowanie po sąsiednich ulach (jest eksperyment, będzie relacja na wiosnę)
Hipoteza 2: dryf roztoczy z trutniami - dobry, bo warrozie “zależy”, żeby zarażony miał skrzydełka. Dryf roztoczy z rabunkami - zły.

Coś pominąłem?


*stwarzać warunki promujące ewolucję warrozy roznoszącej śmiertelny wirus DWV, określenie "karmić monstera" jest z artykułu Randy'ego Olivera, z którego pochodzi grafika w pierwszym poście tego tematu


----
To jest link do strasznych rzeczy
Cytuj ten post
#41
(20.11.2018, 11:26)michal79 napisał(a):  Jeśli działamy TF, to mamy niebagatelną przewagę możliwości wyboru dnia miodobrania. Nie musimy się spieszyć przed podaniem chemii. Jedyna motywacja zabierania pszczołom miodu np. konkretnie na początku lipca może brać się z przyczyn ekonomicznych (miód odmianowy). Jeśli jednak pozostawimy pszczołom zebrany przez nie z trudem pokarm przez najbardziej krytyczny okres sierpień - wrzesień - październik, poprawiamy swoje szanse na brak rabunków. Miodobranie wiosną powinno być mniej "rabunkogenne".

Uśmiechnąłem się Duży uśmiech TF i miodobrania. I to na początku drogi. I to jeszcze miodów odmianowych Oczko
Cytuj ten post
#42
(20.11.2018, 11:26)michal79 napisał(a): Hipoteza 1: zimą pszczoły mają co innego do roboty, niż rabowanie po sąsiednich ulach (jest eksperyment, będzie relacja na wiosnę)

Czy jednorazowy eksperyment na 4 ulach w jednej pasiece ma potwierdzić hipotezę?

A dlaczego pszczoły jak się ociepli do 10-12 stopni w słoneczny dzień miałyby nie latać po pokarm?
Jakaś hipoteza? Co niby ma je powstrzymywać skoro mogą latać? Śmiem wątpić, gdyż widziałem jak latają.

To już Polbart chyba przeprowadzał eksperyment, że pszczoły znosiły i zimą do ula warrozę.

Cytat:"dryf roztoczy z trutniami - dobry, bo warrozie “zależy”, żeby zarażony miał skrzydełka"


dobry bo? BTW porażone trutnie jak sądzę, również mogą transmitować warrozę i wirusy.

BTW wszystko to można by usprawnić ekranami przeciwrabunkowymi w każdym ulu.
To, że osy pomagają pszczołom pamiętać o wylotku constans jest chyba również hipotezą. Jeśli nie to chciałbym zobaczyć jakieś wiarygodne dane. Uśmiech

A mrówki? Na jakieś zasadzie?
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#43
(20.11.2018, 11:59)MN napisał(a): Uśmiechnąłem się Duży uśmiech TF i miodobrania. I to na początku drogi. I to jeszcze miodów odmianowych Oczko

No tak, piszemy trochę w idealnym świecie  Oczko Wiem że niektórzy koledzy jednakowuż podbierają. I mają rabunki. 
Do trików zmniejszających szanse na wystąpienie rabunków dodałbym jeszcze: 
- jakość wykonania uli (brak szpar, odpowiednie, nie za duże, wylotki).

@Borówka
Nie wszystkie dane mają charakter statystyczny. Kiedyś z Bartkiem pisaliśmy na PW, uśmiał się, ale taka jest prawda: 
- podejdziesz do policjanta i zapytasz o ulubiony kolor => dane statystyczne, żeby mieć wiarygodne wyniki co do całej populacji policjantów, musisz badanie powtórzyć na ok 500 policjantach;
- przejdziesz na czerwonym świetle obok policjanta tak, żeby widział (i żeby widział, że ty go widzisz) => dane jakościowe, wystarczy to badanie powtórzyć z 4 razy, żeby uzyskać wiarygodne wnioski dla całej populacji.

Moje warunki są takie, że badam mniej więcej 21 pni, z czego 4 w bezpośredniej bliskości. Jakiego typu będą to dane, odnosząc się do przykładu powyżej? Jeszcze się zastanawiam... Ale eksperyment zrobię. 

A propos mrówek
Kuba, tyle strażniczek masz na wylotku wkurzonych mrówkami pszczół. Rabunek zaczyna się od pierwszej pszczoły. Raczej się nie wciśnie w ten tłum. A przynajmniej będzie zredukowana szansa. 
https://youtu.be/0CI7yAS_6l0?t=10


----
To jest link do strasznych rzeczy
Cytuj ten post
#44
(20.11.2018, 12:16)michal79 napisał(a): @Borówka
Nie wszystkie dane mają charakter statystyczny. Kiedyś z Bartkiem pisaliśmy na PW, uśmiał się, ale taka jest prawda: 

To prawda. Zależy jakie wnioski chcesz z tego wyciągać. Ale Ty jak rozumiem chcesz potwierdzić założoną czysto teoretycznie tezę, że pszczoły nie mogą latać zimą w dni lotne do innych uli. Jeszcze mógłbyś przyjąć kiedy to trwa zima pszczelarska. Bo IMO, ona się właśnie zaczęła. Jak będziesz mógł obserwować te pozostałe ule poza swoimi? Będzie mógł dowiedzieć, się z którego ula pszczoły wylatują do pokarmu, aby mieć wiedzę na temat ilości?

Generalnie mam za sobą na studiach: Łomnickiego: "Wprowadzenie do statystyki dla przyrodników". Zmieniło się od tego czasu wiele?

Chcesz przykład z większej pasieki. Proszę. Oto człowiek karmi substytutami pyłku czy pyłkiem jako szwedzki stół, przez całą zimę i twierdzi, że jak tylko mogą latać to latają. Jak pisałem mam też za sobą taką obserwację.
https://www.youtube.com/watch?v=GR5Pr7Ib4bs




Poza tym nie rozumiem skąd założenie, że tylko widocznymi rabunkami może się transmitować wektor wirusów horyzontalnie.
Zwyczajnie może się transmitować przez porażone pszczoły i trutnie wychodzące lub wylatujące z uli, które rozłażą się po całej pasiece na zatracenie. Może się transmitować przez "zagubione" zbieraczki (pełne pokarmu są wpuszczane). Przez trutnie. Przez ciche rabunki. Masowy rabunek powoduje po prostu tzw. bombę i jest łatwy do zaobserwowania i zbadania (jak u Selleya).

Teraz ja sobie postawię hipotezę: Nie można IMO wykluczyć (studiując najnowszą wiedzę naukową z dziedziny strategii koewolucji i parazytologii), że wirusy w razie potrzeby, nie modyfikują zachowań pszczół i trutni, aby częściej się gubiły i wlatywały do obcych uli oraz zachowań swojego wektora, aby lepiej przemieszczał się na inne pszczoły poza ulem. Wąskie gardło selekcji na pasiece mogłoby również faworyzować tę strategię.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#45
Cytat:A propos mrówek
Kuba, tyle strażniczek masz na wylotku wkurzonych mrówkami pszczół. Rabunek zaczyna się od pierwszej pszczoły. Raczej się nie wciśnie w ten tłum. A przynajmniej będzie zredukowana szansa.
https://youtu.be/0CI7yAS_6l0?t=10

Ok. Ciekawa obserwacja. Musiały im zaleźć za skórę chyba. Jednak z takimi zwykłymi małymi mrówkami jak hurtnice, moje doświadczenie jest takie, że sobie spokojnie włażą do ula na jego peryferiach coś poskubać i pszczoły całkowicie to lekce sobie ważą (przynajmniej w sposób możliwy do zaobserwowania). Nie można jednak powiedzieć, ze nie miałem obronnych pszczół i same ofiary losu.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#46
BTW Myślę, że Webster też sobie zdawać sprawę, że ta warroza ze zdechlaków transmituje się na inne ule, dlatego zabija te zdechlaki jak tylko chwyci mróz.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#47
Zdechlaki i mróz?
Cytuj ten post
#48
(20.11.2018, 12:59)bonluk napisał(a): Zdechlaki i mróz?

Zdechlak kwestia umowna. Może jeszcze jakoś dawały radę, a może i tak by padły niebawem. A co opisał Webster, co robił, a czego nie lubił robić? Ja zrozumiałem, ze on żywe pszczoły wydmuchiwał na śnieg.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#49
Na jednym filmie widziałem, że są dwie wersje wirusa zdeformowanych skrzydeł. Ta bardziej zjadliwa częściej wymaga, żeby kandydat na zarażenie sam przyleciał. Bo zarażający raczej nie ma skrzydeł Oczko. Stąd potrzebuje rabunków lub pszczół, które błądzą, a potem wracają do swojego ula.

Ta mniej zjadliwa nie wymaga rabunków do roznoszenia. I jest mniej groźna.


----
To jest link do strasznych rzeczy
Cytuj ten post
#50
Zalozenie, ze potrzeba latania jest niezbedna do roznoszenia wirusow od tej pszczoly, ktora jest nielotem wydaje sie nieprawdziwe. Probowalem wyzej podac przyklady. Z tymze, nie chodzi konkretnie tylko o ta czasteczke materii wirusa, ktora jest w tej pszczole, a ogolnie o ten sam kod genetyczny, przez ktory wirus replikuje sie w komorce. Bo o to chodzi tak wlasciwie.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#51
Na pewno bez rabunków będzie takiemu ostremu wirusowi trudniej. Pszczoły bez skrzydeł daleko nie zajdą. Wirusowi "zależy", żeby jego gospodarz był lotny, jeśli wyeliminujemy rabunki i błądzenie.


----
To jest link do strasznych rzeczy
Cytuj ten post
#52
Borówka - a jakie Ty widzisz korzyści wynikające z rabunków?
Ja dodatkowo w tym sezonie zlikwidowałem poidła na pasieczyskach (pisałem o tym na forum kilka tygodni temu).
Celowość mojego zabiegu została oczywiście podważona przez dyskutantów na forum. Pisaliście że wtedy pszczoły będą latać do sąsiadów, że i tak znają sobie źródło wody przy którym będą się stykać ze sobą...
Ok. Ale jest duża szansa ze każda rodzina znajdzie sobie swoje miejsce do pozyskiwania wody.
Zauważyłem też że pszczoły rano latają po pasiece w poszukiwaniu rosy zamiast na poidło.
W pasiece towarowej zapewne poidło poprawia wydajność miodową, pszczoły "się nie męczą" dalszymi lotami po wodę.. itp.
Ale w pasiece dążącej do TF ma to według mnie sens
Ja zauważyłem poprawę w ogólnej zdrowotności rodzin w tym sezonie po zastosowaniu 4 zabiegów:
1. Ule rozstawione w jak największych odległościach od siebie i nieregularnie (co prawda po 2 na palecie, ale wylotki w różnych kierunkach).
2. Skasowanie poideł na pasiekach.
3. Zacieśnienie wylotków.
4. Przy zauważeniu rabunku, niezwłoczne wywiezienie rodziny rabującej na inne pasieczysko (2 przypadki w sezonie)

Pszczoły w naturze nie żyły w odległości metra-dwóch od siebie, nie miały poideł i dawały radę.
Roznoszenie każdej choroby jest o wiele szybsze przy większym zagęszczeniu osobników na określonej powierzchni, bez względu na na drogę rozprzestrzeniania bakterii czy wirusów, jak i gatunek zwierzęcia.
Jakieś kontrargumenty?
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post
#53
tak . ja mam kilka.
pierwszy nie żyjemy już w puszczy pokropkowanej łąkami.
pszczelarze to leniwe ludzie i upychają na kupę dużo uli.a jak mają mało to cisną się w przepszczelonych terenach. więc transmisji chorób nie da się uniknąć.
natomiast można uniknąć ich samych.
nie rozumiem czemu usunełeś poidła.pszczoły nie roznoszą patogenów aparatem gembowym przy pobieraniu wody.robią to oddając nieświadomie kał nad źródłem wody.
a przed tym łatwo się zabezpieczyć robiąc daszek.
nie znam ani jednego przypadku porażenia śmiertelnego pasieki przez wirusy.
zazwyczaj jest to jakiś mały procent w rodzinie porażonych pszczół.
jedyny przykład jaki znam to przypadek Jarka K. gdzie po pięciu latach wszystkie pszczoły padły i tysiące bezskrzydłych pszczół umierał w meczarniach.
jak dla mnie to była sprytna kampania anty wp. a Jarek to troll.
ale to moje zdanie.

znam ktoś jakieś przykłady inne.
tylko lokalne proszę. a nie z Japonii.
Cytuj ten post
#54
Jakie ja widze korzysci z rabunkow?
Otoz na dzien dziejszy zadnych.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#55
No cóż temat już chyba wałkowany jakiś czas temu...
Upadki w sezonie zdarzają się rzadko... z mojej praktyki mogę przyjąć 1-2 rodzina na 30... gdzie zazwyczaj jesteś w stanie albo rodzinę zlikwidować czy połączyć czy posprzątać przed rabunkami itd. Sprawa marginalna według mnie nie warta zawracania głowy.
Rabunki jesienne to znowu pokłosie napszczelonej okolicy, biedy w terenie, nieszczelnych uli, częstych nieumiejętnych grzebań itd. Z czasem czyli z doświadczeniem idzie to opanować do tego stopnia, że idziesz w południe lejesz syrop do uli i nawet jak Ci coś skapnie na daszek, po ulu to pszczoły nie rabują się wzajem tylko zbierają to co skapło... ma to oczywiście realne przełożenie na pasieki o podobnej sile rodzin, dość zdrowe itd.
Czy zdechlaki TF są rabowane jesienią czy nawet zimą?
Otóż nie obserwuję jesiennych zdechlaków, nie obserwuję rabunków zimą. Może w pierwszych latach 1-2 sezony jesienią część rodzin się zbiera czyli umiera ale jest to proces bardzo szybki czyli z dnia na dzień. Nie zaobserwowałem w tym okresie masowych jawnych rabunków, kto wie może ciche były ale jednak można taki cichy stwierdzić po fakcie czyli rodzina na dennicy i w ulu brak pokarmu... jednak przeważnie pokarm był ale pszczół nie...
Zimą też bywam na pasiece, coraz rzadziej ale staram się kontrolować czy wszystko ok... wybieram różne dni pogodowo i czasami bywało ciepło w sensie temp. która pozwalała prowadzić loty. Nigdy nie zaobserwowałem aby jakaś rodzina była rabowana lub rabowała inną. Według mnie zimową porą pszczoły mając ul pełen zapasów (nie zawsze) myślą bardziej o zrobieniu kupki i wróceniu do kłębu. Jednak ja tego nigdy też nie analizowałem bo po co... ?
Cytuj ten post
#56
Lukasz tylko pytanie na ile Twoj przypadek jest specyficzny. Poniewaz jest tak malo przypadkow, a wlasciwie sa pojedyncze a Twoj jedyny, to ciezko to stwierdzic. Sam pisales, ze u Ciebie na pasiekach nie obserwowales mocnego widocznego porazenia wirusami. Wczesniej tez. Widzisz tak jak czytam co napisales, to moje doswiadczenia sa tez niestety takie, ze wiekszosc moze byc odwrotnoscia tego co uwypukliles.

Tak sobie mysle, ze czesto wykazujemy sie typowym dla ludzi przecenianiem i przywiazaniem sie, do wlasnych przypadkow, nieraz anegtotycznych, we wnioskach ogolnych, generalnych, calosciowych. Oraz uwypuklaniem szczegolnie sytuacji nietypowych, podczas gdy niedoceniamy czy nawet niezauwazamy, tak typowych. Pisze to tez do siebie.

Tak BTW pozegnalem niedawno jeden odklad ze stara matka z tych jajeczek od Ciebie. Zostala mi juz tylko jedna z nich. Padla z powodu wypszczelenia sie mlodych porazonych pszczol. Zanim zdazylem zainterweniowac, bo tak czesto tam nie bywam,, to zastalem tam resztki porazonego czerwiu i mase rabusiow z uli stojacych obok. Wiem, bo obserwowalem gdzie wracaja. W te przedostatnie cieple dni. Chcialbym na przyszlosc unikac takich sytuacji. To chyba lekcja dla mnie, ze powinienem czesciej robic dokladny przeglad odkladow. Ale jak tu nie dopuszczac do smiertelnego rozwoju chorob wirusowych? No chyba tylko odpowiednio wczesnie leczyc i kolo sie zamyka.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#57
Jeśli przypadek bonluka wyjątkowy, to dlaczego?
W którym punkcie/ punktach się różnicie?
Szpary w ulach? Ciągłość pożytków? Branie miodu?


----
To jest link do strasznych rzeczy
Cytuj ten post
#58
Nie wiem, moze niewyraznie pisze, ale ja nie napisalem, ze wyjatkowy. Napisalem w uproszczeniu, ze niewiadomo.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#59
(20.11.2018, 17:39)Jacuch napisał(a): tak . ja mam kilka.
pierwszy nie żyjemy już w puszczy pokropkowanej łąkami.
pszczelarze to leniwe ludzie i upychają na kupę dużo uli.a jak mają mało to cisną się w przepszczelonych terenach. więc transmisji chorób nie da się uniknąć.
natomiast można uniknąć ich samych.
nie rozumiem czemu usunełeś poidła.pszczoły nie roznoszą patogenów aparatem gembowym przy pobieraniu wody.robią to oddając nieświadomie kał nad źródłem wody.
a przed tym łatwo się zabezpieczyć robiąc daszek.
nie znam ani jednego przypadku porażenia śmiertelnego pasieki przez wirusy.
zazwyczaj jest to jakiś mały procent w rodzinie porażonych pszczół.
jedyny przykład jaki znam to przypadek Jarka K. gdzie po pięciu latach wszystkie pszczoły padły i tysiące bezskrzydłych pszczół umierał w meczarniach.
jak dla mnie to była sprytna kampania anty wp. a Jarek to troll.
ale to moje zdanie.

znam ktoś jakieś przykłady inne.
tylko lokalne proszę. a nie z Japonii.

Daszek ok, ale na poidle pszczoły siedzą często w sporym tłoku, dotykają się, ocierają o siebie. Nie wydaje ci się że jeśli stwierdzono spory nosemy w miodzie to są również na pszczołach i na ich narządach gębowych...
Przykład może mało reprezentatywny (bo na małej ilości rodzin) ale mój z zeszłego roku.
Miałem pszczoły na dwóch pasieczyskach, na pasieczysku a 7, na b 6 rodzin. Te same pszczoły w sensie genetycznym. I tak: na pasiece a przezimowało 5 na 7 a na pasiece b przezimowało 0 na 6.
Zacząłem się zastanawiać czym różniły się te dwa miejsca i moje postępowanie z pszczołami.
i tak:
Pasieka a
- ule rozstawione w odległościach 5-7 metrów od siebie
- brak poidła (ok 70 metrów do sadzawki więc uważałem że sobie poradzą)
- pszczoły ustawione w miejscach częściowo zacienionych (ok 1/2 doby w cieniu drzew)

Pasieka b
- miały poidło z którego korzystały
- ule były ustawione w jednym rzędzie w odległości ok 1 m jeden od drugiego
- ule na nasłonecznionym stanowisku
- na tym pasieczysku wystawiałem dwa razy ramki do czyszczenia (szwedzki stół)

Obie pasieki w terenie mocno napszczelonym (ponad 100 rodzin w promieniu 1 km)
oddalone od siebie o ok 11 km w linii prostej

Oczywiście mogę się mylić, ale na bazie tych doświadczeń wyciągnąłem wnioski o których pisałem wcześniej...
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post
#60
Nie da się na tą chwilę tego wszystkiego jakoś sensownie rozpatrywać żeby wyciągnąć wnioski uniwersalne bo nie ta skala, za mało, za krótko, za dużo zmiennych...

Można patrzeć na pojedyncze pasieki i tam gdzie się udało próbować coś przenieść a i tak prawda jest taka, że nie przeniesiemy wszystkiego a nawet jak przeniesiemy dużo to czegoś może nam zabraknąć choćby 2-3 tygodni dobrej pogody i wziątku na przełomie lipiec/sierpień gdzie potrzeba aby pszczoły były dobrze odżywione i miały komfort w ulu... lub zabraknie nam na pewnym etapie dopływu trutni o odpowiednim garniturze genetycznym lub trafimy w lata kiedy nasze kryzysy będą spotęgowane kryzysami całościowymi na danym terenie itd. itp.

Kwestia poidła, rabunków, migracji pszczół, błądzeń pozostawiam na 101 miejscu w całej tej układance zaraz obok rodzaju ula.... mając w głowie swoje pasieki.
Cytuj ten post