Twarde dane
#1
Miałem już plan na to w zeszłym roku. Ale wolałem zaczekać do danych Łukasza i Jacucha z początku 2019.

Prolog
W okolicach lipca 1906 roku, w “British Bee Journal” opisano najnowszy zjadliwy patogen pszczół, budzący postrach wśród pszczelarzy. Nazwano go “Chorobą z wyspy Wight”.
W tym czasie połowa kolonii obecnych na wyspie była już martwa. A w ciągu paru lat od początkowej publikacji, cała pszczelarska Europa poznała tę straszną chorobę, której charakterystycznym objawem była obecna przed wylotkiem na ziemi masa niezdolnych do lotu pszczół.

Co dalej z chorobą z wyspy Wight
Liczyłem, że skoro nikt dziś nie dostaje dreszczy na myśl o tej chorobie, to pszczoły i pszczelarstwo jakoś sobie z nią poradziły. Liczyłem, że jeśli w jakiś sposób udałoby się powtórzyć tamtą gospodarkę i tamte metody, z nowym patogenem, warrozą pszczelarstwo również ma szanse sobie poradzić... Patogen rzadko niszczy wszystkich. Dla ludzi dżuma,  czarna ospa w Ameryce. Dla drzew Kornik Drukarz... Dla winorośli Filoksera ... nawet ona ominęła niektóre winnice. Dla bakterii antybiotyki... Regułą przyrody jest, że część przeżywa by wytworzyć nową populację.

Ale...
Niemal wiek po pierwszym doniesieniu z wyspy Wight, w Szwecji, w piętnastym roku kolejnej przerażającej inwazji patogenu pszczół, na południowym cyplu wyspy Gotlandia postanowiono wystawić pszczołę miodną na starcie z tym robalem. Zobaczyć czy bez starań pszczelarza znajdzie się choć ułamek pszczół radzących sobie z chorobą. Na odizolowanym terenie osiedlono 150 rodzin pszczelich, na 8 osobnych pasieczyskach. Dla pewności zaaplikowano im warrozę - bo to ona jest tym strasznym pasożytem. Potem w ramach obsługi stosowano jedynie wyłapywanie rojów, zimowe dokarmianie, oraz liczenie spadłych rodzin. Roje wracały na obszar eksperymentu w następnym roku. Zero leczenia. Eksperyment trwał 6 lat. Co działo się potem, przez jakiś czas stanowiło dla mnie terra incognita. Ale obecnie wiem nieco więcej, choć trochę bez szczegółów.

Dekadę po zakończeniu eksperymentu na Gotlandii, paru polskich pszczelarzy, przerażonych ilością chemii pakowanej do ula i faktem, że walka z warrozą stoi z miejscu od 30 lat, postanowiło nie leczyć pszczół we własnych pasiekach w nadziei na wytworzenie się równowagi między pasożytem i żywicielem. Gdzieniegdzie docierały ze świata dające nadzieję relacje. Postanowili połączyć siły i powołać do życia projekt “Fort Knox”, którego główną zasadą było nieleczenie pszczół chemią, oraz odtwarzanie spadłych rodzin wspólnym sumptem z puli przeżywającej. Wytworzyła się zatem populacja. Mocno rozproszona, ale populacja, która również stanęła twarzą w twarz z pasożytem.

Mogliśmy jeszcze mieć w kraju wielu indywidualnych, nieznanych z imienia, eksperymentatorów i wiele populacji. Niestety brak danych w internecie nie pozwolił dołączyć ich do analizy. A jak już coś było publikowane, to często w oryginalne linie pszczół rozmywały się przez dokupienie rodzin. Doświadczenie w takich pasiekach zaczynało się niejako od zera.

Dlaczego to jest ważne?
Nie można pomieszać osobników w trakcie procesu badawczego. Nie można pomylić dzieci pochodzących z populacji obserwowanej, z zewnętrznymi przybłędami, bo wyniki przestają być wiarygodne. To tak jakby do Wrocławia w 1963 sprowadzić 1000 Azteków, i wyciągać wnioski na temat odporności Wrocławian na czarną ospę (polecam, Francuzi straszyli, że zarazi się 5000 ludzi i umrze 2000. Polaków zaraziło się 99, zmarło 6.). Aztekowie od czarnej ospy padali jak muchy, z tego tysiąca przeżyłoby 100. Ergo- jakiekolwiek wnioski możemy wysnuwać tylko wobec populacji, którą od początku mieliśmy pod kontrolą. Musi być choć w części identyfikowalna linia dziedziczenia. W pomidorach rzecz dzieje się poprzez pobranie nasion i wysianie ich obok siebie. Gdybyśmy śledzili osy, trzmiele lub szerszenie, operowalibyśmy matkami. Termity? Jednostka założycielska to para. Pszczoły? Pokrewieństwo wywodzimy poprzez rój. Rój, a nie poddanie matki obcej grupie pszczół.

Wyniki i wnioski
Udało się prześledzić 4 populacje noszące cechy, które opisane są powyżej - to znaczy spójność przez cały okres zbierania danych, możliwość śledzenia pochodzenia linii oraz brak (lub pomijalny) dopływ obcej krwi.

Po 1. Rejestracja danych obejmowała deklarowane przez gospodarzy spadki zimowe pszczół nieleczonych, (bez chemii). W każdym przypadku populacja zlokalizowana była na kilku pasieczyskach, z czego 3 gospodarstwa były zlokalizowane raczej na ograniczonym obszarze (cypel Gotlandii, południowo-wschodni skraj Pomorskiego, Świętokrzyskie), a jedno mocno rozproszone na terenie całej Polski (Fort Knox).
2. Populacje liczyły na początku obserwacji minimum 16 rodzin (Fort Knox), 60, 20, 130.

3. W przypadku Gotlandii pierwszy rok nieleczenia przypadł na 1999. W przypadku pozostałych populacji - 2013 lub 2014.

4. Maksimum strat zimowych wynoszące ok 70 - 90% rodzin, wystąpiło w każdym przypadku z czterech obserwowanych populacji, jednak moment jego wystąpienia różnił się. Może tu mieć duży wpływ przyjęta metoda gospodarcza, odraczająca kryzys. U Łukasza była to pierwsza zimowla od zaprzestania leczenia tymolem. U Jacucha była to zimowla nr 4, na Gotlandii i w Forcie Knox była to zimowla nr 2. Spadki rodzin w krytyczną zimę wynosiły od 76 do 84 % rodzin.

5. Po takiej zimowli, spadki w obserwowanych populacjach (które udawało się nadal odbudować na bazie oryginalnych pszczół) wynosiły średnio 40%, z ekstremami rzędu 0% (Gotlandia i hands-off model) lub 65% u Jacucha w obecnym roku (który jednak nie dokarmiał do zimowli pszczół, może być to zatem nie tylko warroza).

6. Liczba zebranych danych o spadkach po wystąpieniu "wąskiego gardła 70-90%" to tylko 10 (dane z Gotlandii od momentu wystąpienia spadków 76% były opublikowane za 3 lata, Jacuchowe 2 lata, u Łukasza 3 lata, w Forcie Knox, do których z trudem dotarłem, 1 rok). Potem albo publikacji zaniechano (Gotlandia), albo dołączyła pewna ilość "bękartów spoza oryginalnej populacji" (Fort Knox), albo nie upłynęło wystarczająco dużo zimowli (Jacuch i Łukasz). Mała liczba zebranych stanów wiosennych nie jest moim zdaniem jednak tak podważającą wiarygodność wniosków, jakby to było np. z obserwacjami długości czułków lub rozmiaru komórki w plastrze. Śmiertelność populacji w zetknięciu z pasożytem jest zjawiskiem niestatystycznym - prawem natury. Nie musimy się przejmować zatem tak bardzo regułami istotności. Jednak dla bezpieczeństwa warto byłoby kontynuować śledzenie spadków wśród populacji nieleczonych, żeby uzyskać liczebność obserwacji choćby 50.

7. Wniosek ogólny? Jest nadzieja. Wszystkie cztery populacje przetrwały pierwsze 5 lat nieleczenia. Zatem ciągle można natrafić na rodziny radzące sobie dłużej niż "oficjalna nauka" wskazuje, mimo porażenia warrozą. Rodziny te mogą być źródłem nowej populacji pszczół, które tak jak żyją dziś wszystkie ze świdraczkiem (patogenem powodujących chorobę z wyspy Wight), tak w przyszłości będą żyć z Warrozą.
Oto tabela.
% - to procent spadków zimowych. Liczba po lewej stronie strzałki to rodziny, które poszły do zimowli, po prawej to rodziny, które latały pod koniec kwietnia. (Nie dotyczy Gotlandii, gdzie jako rodzina która wyszła z zimowli liczona była taka, która na początku czerwca ma czerw i minimum 1000 robotnic.)
[Obrazek: oc2oOrT.jpg]


----
To jest link do strasznych rzeczy
Cytuj ten post
#2
Cytat:W okolicach lipca 1906 roku, w “British Bee Journal” opisano najnowszy zjadliwy patogen pszczół, budzący postrach wśród pszczelarzy. Nazwano go “Chorobą z wyspy Wight”.
W tym czasie połowa kolonii obecnych na wyspie była już martwa. A w ciągu paru lat od początkowej publikacji, cała pszczelarska Europa poznała tę straszną chorobę, której charakterystycznym objawem była obecna przed wylotkiem na ziemi masa niezdolnych do lotu pszczół.

Co dalej z chorobą z wyspy Wight
Liczyłem, że skoro nikt dziś nie dostaje dreszczy na myśl o tej chorobie, to pszczoły i pszczelarstwo jakoś sobie z nią poradziły. Liczyłem, że jeśli w jakiś sposób udałoby się powtórzyć tamtą gospodarkę i tamte metody, z nowym patogenem, warrozą pszczelarstwo również ma szanse sobie poradzić...

Nikt dziś nie dostaje dreszczy o tej chorobie, bo circa 99% pszczelarstwa zapobiega akarapidozie poprzez zwalczanie świdraczka z pomocą leków przeznaczonych na warrozę, z których wszystkie popularnie stosowane zwalczają świdraczka, tak, że jako bardziej wrażliwy niż warroza na te leki, nie ma nawet szans się rozwinąć. Stosowanie akarycydów takich jak folbex, taktic* (a później apiwarol), tymol, kwas mrówkowy jest funkcją stosowania ich wcześniej na świdraczka (wszystkie wymienione testowano na świdraczku, a było tego więcej). Akarapidoza jest wciąż chorobą zwalczaną z urzędu (trochę bez sensu aktualnie IMHO) i była nią cały czas do czasu wystąpienia w Polsce dręcza pszczelego. Problem zniknął, bo leczy się zapobiegawczo cały czas na świdraczka.  Najbardziej popularne w Polsce było dymienie Folbexem. Zastosowano go również na pierwszą Warrozą, ale wtedy już pojawiały się lepsze środki, więc ostatecznie tego zakazano. Zwalczanie świdraczka w PRL opracował i rozpopularyzował lek. wet. zasłużony Stanisław Kirkor. https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Kirkor_(1905-1963)
Jeździł do Czechosłowacji i ZSRR i weterynaria pod jego kierownictwem była dobrze przygotowana na przyjście świdraczka do PRL. Od pierwszych wykrytych ognisk, porażone pasieki były izolowane i zwalczane. Niewystąpienie wielkich problemów z upadkami całej kraju, przypisuje się oficjalnie przynajmniej, dobrej planowej strategii zwalczania świdraczka. Podobna strategia była zresztą do lat 80. Zalecano izolację pasiek i dymienie po kila razy do roku. Odsyłam do Pszczelarstwa lata 50-70.
Cytat:Rodziny te mogą być źródłem nowej populacji pszczół, które tak jak żyją dziś wszystkie ze świdraczkiem

Zatem nie są pod żadną presją świdraczka. Świdraczek jej permanentnie zwalczany do imentu.

* Tak, TT był w latach 80 oficjalnym lekiem na pszczoły. Choć to właściwie prawie to samo co apiwarol chemicznie.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#3
Pytanie, czy ten urzędowo piękny obraz zwalczanych i izolowanych ognisk odpowiadał rzeczywistości. Śmiem wątpić.


----
To jest link do strasznych rzeczy
Cytuj ten post
#4
(05.05.2019, 20:39)michal79 napisał(a): Pytanie, czy ten urzędowo piękny obraz zwalczanych i izolowanych ognisk odpowiadał rzeczywistości. Śmiem wątpić.

Ale danych na to nie masz. Pozostaje to w sferze przypuszczeń. Z drugiej strony jakoś porażki w tych samych czasopismach o zwalczaniu warrozy są udokumentowane. Nie twierdzę, że taki idealny obraz był prawdą, ale też leki na świdraczka istniały i były stosowane w Europie jako fakt, nie tylko na wschodnią kurtyną. Folbex to jest zachodni lek.
http://www.dave-cushman.net/bee/folbexva.html

Nie zmienia to faktu, że wszystkie leki, o potwierdzonym działaniu na warrozę, są lekami na świdraczka. Nieraz stosowanymi w większych dawkach, więc o żadnej odporności w Polsce (i gdzie indziej) aktualnie mówić nie można.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#5
Cytat: w Forcie Knox, do których z trudem dotarłem, 1 rok).
Nie wiem na czym polega ta trudność bo wystarczy wysłać maila i wszystkie dane miałbyś na tacy.
Na dniach na stronie fortu (http://www.bees-fortknox.pl) pojawi się tabela z danymi od początku trwania projektu aż do sytuacji obecnej.
Zwracam też uwagę, że Fort Knox nie jest projektem badawczym i nigdy nie był planowany jako taki, w związku z tym nie ma zachowanych rygorów pracy badawczej.
Cytuj ten post
#6
(05.05.2019, 21:41)emzarek napisał(a): Nie wiem na czym polega ta trudność bo wystarczy wysłać maila i wszystkie dane miałbyś na tacy.

Chodziło o dane dotyczące rodzin pochodzących od L1, L2, B1, J1/L, J2/L, które żyły na wiosnę 2017 i doczekały sę "potomstwa". O ile wiem, jest już problem ze śledzeniem tych linii, nawet była o tym dyskusja (wątek "Artykuly na www"). Musiał być stały skład linii w populacji, żeby się łapały do mojego zestawienia (bez "Azteków").

Do Borówki:
Jeśli w prawie każdym ulu wykrywa się dziś spory zgnilca, a mimo to ogniska choroby zamykają się w liczbie znacznie mniejszej niż "każdy ul", oznacza to wytworzenie się równowagi między pszczołą a zgnilcem, a nie dobrze zarządzany administracyjnie proces leczenia. Weterynarze mogą eliminować najmniej odporne rodziny (1%?), ale pozostałe przypadki (a właściwie ich brak) są skutkiem procesów odbywających się bez udziału człowieka. Stawiam, że podobnie było ze świdraczkiem. Leczono najmniej odporne pszczoły, ale większość populacji żyła mimo niego, bez leczenia.


----
To jest link do strasznych rzeczy
Cytuj ten post
#7
(06.05.2019, 08:00)michal79 napisał(a): Jeśli w prawie każdym ulu wykrywa się dziś spory zgnilca, a mimo to ogniska choroby zamykają się w liczbie znacznie mniejszej niż "każdy ul", oznacza to wytworzenie się równowagi między pszczołą a zgnilcem

Moim zdaniem, taki upraszczający ogląd na rzeczywistość, być może się mieści w tzw. efekcie potwierdzenia, w obszarze interpretowania informacji (sam się tego nie ustrzegłem). Zgnilec to zupełnie inna choroba, inne czynniki, zupełnie inne organizmy, inna epidemiologia. Nie da się tego tak prosto porównać. A przynajmniej nie bez danych (skoro już jesteśmy zwolennikami twardych danych Oczko ). Nie ma danych czy zgnilec jest mniej groźny dla pszczół niż był kiedyś, albo czy mniej groźny jest w populacji zarządzanej (a może są tylko do nich nie dotarłem?). Również nie da się dopasować do każdego przypadku, takich ogólnych twierdzeń, jak ta rzekoma "równowaga" gatunkowa (z punktu widzenia ekologii ewolucyjnej). To, że w każdym ulu nie wystąpi choroba, nie oznacza automatycznie, że jak wystąpi to nie będzie groźna dla pszczół w pasiece. Innymi słowy, nie oznacza to wcale automatycznie, że patogen nie może być silnie zjadliwy.

A co do zbierania informacji.
283 (71,3%) spośród 397 przebadanych pasiek dla obszaru Małopolski, nie oznacza jeszcze prawie w każdym ulu, szczególnie, że Małopolska jest zwyczajowo w obszarze o największym zagrożeniu epidemiologicznym zgnilcem. To jest nieco mniej niż 3/4. Chyba, że znasz jeszcze jakieś dodatkowe dane.
http://www.miesiecznik-pszczelarstwo.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=102:zakaenie-rodzin-pszczelich-sporami-paenibacillus-larvae-to-nie-zawsze-choroba-ale-ju-realne-zagroenie-92012&catid=12:rok-2012&Itemid=16

Ale wracając do meritum. Chodziło mi o to, że aktualnie świdraczek jest od dawna powszechnie prawie wszędzie zwalczany do imentu, więc nie można mówić o odporności pszczół na akarapidoze (czyli jego chorobotwórczego objawienia). Zgodzimy się co do ostatniego?
Cytuj ten post
#8
Cytat:Ale wracając do meritum. Chodziło mi o to, że aktualnie świdraczek jest od dawna powszechnie prawie wszędzie zwalczany do imentu, więc nie można mówić o odporności pszczół na akarapidoze (czyli jego chorobotwórczego objawienia). Zgodzimy się co do ostatniego?

Obecnie pełna zgoda. Zachwiałeś też moją pewnością w kwestii świdraczka przed erą warrozy, ale tutaj raczej nadal skłaniam się ku wersji o wypracowaniu koegzystencji pasożyta i pszczół, z ludzką pomocą tylko w ekstremalnych przypadkach.


----
To jest link do strasznych rzeczy
Cytuj ten post
#9
(06.05.2019, 09:58)michal79 napisał(a):
Cytat:Ale wracając do meritum. Chodziło mi o to, że aktualnie świdraczek jest od dawna powszechnie prawie wszędzie zwalczany do imentu, więc nie można mówić o odporności pszczół na akarapidoze (czyli jego chorobotwórczego objawienia). Zgodzimy się co do ostatniego?

Obecnie pełna zgoda. Zachwiałeś też moją pewnością w kwestii świdraczka przed erą warrozy, ale tutaj raczej nadal skłaniam się ku wersji o wypracowaniu koegzystencji pasożyta i pszczół, z ludzką pomocą tylko w ekstremalnych przypadkach.

Już o tym świdraczku z Kubą dyskutowałem i dalej zdania nie zmieniłem (na podst. doświadczeń z innych tego typu publikacji z tamtych czasów), że to, co znalazło się w takim pisemku branżowym, nie koniecznie musiało mieć związek z rzeczywistością - choć jeżeli pisano o akcji, to JAKAŚ akcja została niewątpliwie podjęta. Tylko że wszystko odbywało się zgodnie ze schematem z Radia Erewań. Ule stojące za stodołami (co wówczas jeszcze nie było niczym niezwykłym), utrzymywane tylko na własny użytek, bez żadnej "pszczelarskiej" ideologii, nie były objęte żadnymi programami, ani badań, ani leczenia. Dostęp do wiedzy był bardzo ograniczony, o czym dziś skłonni jesteśmy zapominać. Zatem mogły bez problemu obok siebie istnieć dwie, nie pokrywające się rzeczywistości - w jednej Kirkor intensywnie propagował Folbex i raportował sukcesy (jakżeby inaczej?), w drugiej pszczelarze nic nie robili, dopóki nie zaczęło się notoryczne tracenie pszczół rok po roku.
A te ówczesne pisemka branżowe, oczywiście, nie stanowią żadnego dowodu, że tak właśnie wyglądała rzeczywistość, zatem nie występuje też potrzeba dowodu, że było inaczej. Były one częścią państwowego kompleksu propagandowego Oczko :


Na roli


Na początku była rola, 
Na tej roli siedział chłop,
Rzucał w ziemię garstkę ziarna,
Żeby zebrać z niego snop.

Robił z niego chleb i sieczkę,
Którą potem bydło pasł
I efekcie było żarcie
I dla wioski i dla miast.

Jak w prostej bajce wszystko szło
I komu to przeszkadzało?

Róbcie tak dalej ostro główkujcie
Twórzcie komisje przy każdym wójcie
Piszcie opasłe tomy analiz,
Jak zlikwidować na wsi paraliż!

Róbcie sympozja i seminaria
Na temat roli sznurka w kombajnach
I wyjaśniajcie przez telewizję
Czym się od krowy różni wyżeł!

Róbcie wystawy maszyn przy pracy, 
By chłop mógł z bliska traktor zobaczyć
Aktywizujcie koła gospodyń
W umiłowaniu trzody!

Róbcie dożynki i cepeliady
Jaja, obrzędy, różne narady,
Piszcie wytyczne i okólniki
Żeby były te wyniki!

Była sobie kiedyś wioska
Taka jakich innych sto
Mimo obowiązku dostaw
Jakoś wychodziło to!

Kułak gnębił tam biedniaka
Wyzyskiwał go i cześć
I był ten wyzysk brutalny
Ale było też co jeść!

I jako tako wszystko szło
I komu to przeszkadzało?

Róbcie tak dalej, ściślej scalajcie
Szerokim frontem folklor wcielajcie
Niech gospodynie rzeźbią więc w glinie
A gospodarze tną na fujarze!

Zapalcie światła dla SKR-ów
Róbcie wycieczki do PGR-ów
By chłop wróciwszy uświadomiony
Pokochał ten układ scalony!

Róbcie tak dalej, zaraz coś zróbcie
Sprzedajcie mięso – licencję kupcie
Postawcie napis w każdej parafii
O tym, że Polak potrafi!

Bez saletrzaka, bez opału
Polak potrafi wyżywić naród
Jak się go takim blaskiem przyciśnie
To wyżywi i nie piśnie!

Teraz drzemie gdzieś na roli
Zahukana polska wieś
I podobno nie wydoli
Dać nam wszystkim jakoś zjeść

I jak nic się nie odmieni
Jak zostanie tak jak jest
To którejś z kolei jesieni zobaczymy, o!
Kozakiewicza gest!
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
#10
Szanowny Flamenco108

Zgadzam się, że jest to nie jest dowodem. Przy czym pamiętajmy, że nieco czym innym jest dowód historyczny, a fizyczno-przyrodniczy. W tym wypadku, to kwestia prawdopodobieństwa. Mamy podważane dane (nie tylko z Pszczelarstwa, ale także z PZN, zeszytów weterynaryjnych, prasy codziennej), ale jednak jakieś dane mimo wszystko, które nie dotyczyły sprawy bezpośrednio propagandowo-politycznej, kontra Twoja jedna anegdota. Jak Ci pisałem, kiedy zrobi się kwerendę wśród np. 25 starszych osób, to już będzie to miało dla mnie większe znaczenie. Przy czym ja nie podważam, że były ule nikomu nieznane i pszczelarze poza obiegiem. Tym niemniej, jakieś akcje zostały podjęte jak zauważyłeś. Nie po to odbywały się szkolenia i wyjazdy, aby się nie odbyły. Pszczelarzy zawodowych należących do związku, uczestniczący w zebraniach, które również są udokumentowane, nie stanowili jednak anonimowych pszczelarzy, a tracić źródła utrzymania nie chcieli. Nie upieram się też, że leczenie było totalne jak w przypadku warrozy. Same oficjalne relacje podają, że było lokalne, na zasadzie ognisk. Mamy do czynienia z innymi organizmami i inną epidemiologią. Świdraczek nie rozprzestrzenienia się tak szybko, o ile wiem. Czyli zgadzam się częściowo z przedmówcami, ale też trudno powiedzieć, że świdraczek nie był zwalczany.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#11
To tak średnio z tabelki w pierwszym poście wychodzi 0,8 ula nie leczonego na aktywnego użytkownika forum. Prz założeniu że "aktywny" to taki który napisał dziesięć lub więcej postów.
Jest moc .

Pozdrawiam
Cytuj ten post
#12
Musisz brać poprawkę na to, że kryterium znalezienia się w zestawieniu było dość mocne Uśmiech. Przykładowo nie liczyłem MrDrona, który obecnie ma populację 22 rodzin, której "pierwsza zima populacji nieleczonej" przypadła na 2017/2018 (22, bo pomijam 4 rodziny "fortowe").


----
To jest link do strasznych rzeczy
Cytuj ten post
#13
Twarde dane to jakieś kuriozum.

Aby, takie dane posiadać winno się zastosować metody i sposoby działania standardowe.

Do czasu jak publicznym nie stały się filmy kolegi Bartka to pojęcia nie miałem iż jest takim ignorantem wiedzy o możliwościach rodziny pszczelej i pożytkach.
Jak to wszystko obejrzałem to uważam iż szkoda to oglądać i komentować.

Już o możliwości kolegów Jacucha i michala79 to już obraza godności człowieczej.
Cytuj ten post