Znakowanie matek
#31
(19.06.2019, 14:32)Janek napisał(a): Jeśli nie rozważamy tu czy znakować czy nie, to odpowiadając na pytania z pierwszego posta:


Dziękuję za odpowiedzi.
Cytuj ten post
#32
Jeśli chodzi o tworzenie odkładu ze starą matką, to zgadzam się, że wystarczy użyć kraty odgrodowej i sprawa załatwiona. Łatwiejsze niż liczenie na odszukanie matki (choć to też nie jest dla niektórych problemem). W ulach korpusowych, po odpowiednim ułożeniu ramek, pp założeniu kraty, odstawia się korpus, w leżakach wstawia się zatwór.
Dla hodowców znakowanie też nie musi być istotne. Cenną matkę i tak izolują - zabezpieczają kratą, a w selekcji hodowlanej ważniejsze są cechy rodziny.
Stan rodziny określa się głównie obserwując czerw a nie samą matkę.
Przeglądanie wszystkich ramek po dziesięć razy po to tylko żeby zobaczyć matkę to totalne nieporozumienie, błąd w sztuce, ale dla większości pszczelarzy do tego sprowadza się cotygodniowy przegląd.
Nie znalazłem badań dotyczących dokarmiania ptaków znakowanymi matkami podczas lotów godowych, ale od kilku pzczelarzy (dokładnie od dwóch) słyszałem, że unikają czerwonych opalitków, bo wtedy mają największe straty w trakcie unasienniania naturalnego.
Dawka środków chemicznych i ewentualnie organicznych wprowadzana do organizmu matki za pośrednictwem barwników wydaje się dość spora. Nawet jeżeli nie wpływa to na zachodzenie niepożądanych zmian wewnętrznych, to z pewnością wyłącza z użycia znaczną powierzchnię ciała matki, a każdy element ma jakieś znaczenie.
I tak w dalszym ciągu nie wiem po co znakować, skłaniam się do poglądu, że jest to swoisty chwyt handlowy hodowców matek pszczelich. Może po prostu wmówiono nam, że tak trzeba i już.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Członek SPN WOLNE PSZCZOŁY
Cytuj ten post
#33
Czyli spiseg wielkich hodowców za kasę od big vet-pharmy?
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#34
Skoro tak uważasz...
Bardziej odbierałbym to tak, jak ładne opakowanie, albo taki element sugerujący pełny profesjonalizm. Zachęcający do zakupów i narzucający pewne trendy. Ale bez tego da się żyć (może matki nawet dłużej).
Może komuś się chce pogrzebać i dowiedzieć się kto pierwszy zaczął znakować matki. W książce Frischa opisane są eksperymenty polegające na obserwacji znakowanych pszczół, może to po tym zaczęto wykorzystywać znakowanie masowo w hodowli matek.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Członek SPN WOLNE PSZCZOŁY
Cytuj ten post
#35
Czasem potrzeba samą matkę gdzieś przemieścić. Zależy od prowadzonej gospodarki.


----
To jest link do strasznych rzeczy
Cytuj ten post
#36
(20.06.2019, 12:41)regulus napisał(a): Skoro tak uważasz...


Przepraszam ale śmieje się. 5 lat bawię się w małoskalowe pszczelarstwo i nie znakowałem matek, ale miałem do czynienia z kupionymi znakowanymi. Trenując metody pasieczne z własnymi nieoznaczonymi i oznaczonymi, dochodzę do przemyślanego wniosku, że warto spróbować oznaczać, bo będzie to korzystne dla mnie i dla pszczół w mojej pasiece. Wątpię więc, aby ktoś mi wmówił znakowanie matek. Duży uśmiech

Cytat:Ale bez tego da się żyć (może matki nawet dłużej).

Może komuś się chce pogrzebać i dowiedzieć się kto pierwszy zaczął znakować matki. W książce Frischa opisane są eksperymenty polegające na obserwacji znakowanych pszczół, może to po tym zaczęto wykorzystywać znakowanie masowo w hodowli matek.


Oczywiście, że da się żyć bez znakowania matek. Podobnie jak da się żyć bez uli ramowych, bez węzy, wogóle bez uli, a tylko robić bartnictwo. Moim zdaniem matki się znakuje przede wszystkim dlatego, że to działa, czyli przyspiesza znacząco wyszukanie matki oraz wiadomo w hodowli jaka matka siedzi w ulu. Nowoczesne techniki stosuje się ,bo działają np. zwiększają efektywność, kulturę pracy z pszczołami itd.
Cytuj ten post
#37
Skłonny jestem uwierzyć, że znakowanie skraca żywot matki. Nie wiem tylko, czy chodzi o to, że matka żyje przez to 4 lata, a mogłaby np. 6 lat, czy może żyje 3 lata, a mogłaby 8 lat. To różnica. Za to: jeżeli ktoś wymienia matkę w pniu co 2 lata, to z pewnością nie zauważy związku z długowiecznością matki znakowanej lub nieznakowanej. Zatem technika znakowania jest ściśle powiązana ze współczesnymi metodami w pszczelarstwie.
MN, który znakuje swoje matki, nie zwierzył się w końcu, ile mu to zajmuje czasu. Podejrzewam, że jednak wystarczająco dużo, aby stało się to dla mnie poważną pracą pasieczną, wymagającą z rezygnacji z jakichś innych aktywności. A na razie za bardzo początkujący jestem, aby się tym zajmować. Korzyści nie przeważają dla mnie nad kosztami. Póki co wystarczy mi konstatacja, że matka jest w ulu, co mogę poznać pośrednio, nie muszę jej znajdować.
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
#38
Mi brak znakowania skrócił dziś żywot matki dzisiaj, bo nie mogłem ją znaleźć dwa razy, aż w końcu poszła na chybił trafił do jakiegoś odkładu i straciła się przez brak drutowania na starej ramce pełnej pokarmu WZ, która nie wytrzymała podczas transportu. Gdyby była znakowana to by żyła.

7 lat to żyją nieeksploatowane matki reproduktorki i zarodowki chyba i one są znakowane zazwyczaj. Skłonny jestem uwierzyć, że w niewoli, zadbane i zaopiekowanie wartościowe dla hodowcy matki żyją statystycznie najdłużej. Raczej nie wierzę, że tak długo statystycznie żyją matki w naturze. Utrzymywanie organizmów w zdrowiu do maksymalnie potencjalnej starości jest niezwykle kosztowne i zazwyczaj się nie popłaca. Podobnie jak u mrówek (rekordzistka w niewoli chyba 27 lat) oraz kotów i wielu innych zwierząt.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#39
(20.06.2019, 23:13)Borówka napisał(a): Mi brak znakowania skrócił dziś żywot matki dzisiaj, bo nie mogłem ją znaleźć dwa razy, aż w końcu poszła na chybił trafił do jakiegoś odkładu i straciła się przez brak drutowania na starej ramce pełnej pokarmu WZ, która nie wytrzymała podczas transportu. Gdyby była znakowana to by żyła. 

1. Nie jest powiedziane, że znalazłbyś znakowaną. To tylko założenie.
2. Zrezygnowałeś z przesypania przez kratę. Zatem nie znakowanie, tylko inne przyczyny.
CBDU Język
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
#40
Można było napisać, że znakowanie ratuje matce życie podczas przeglądów, bo unikamy jej zgniecenia (lub innego trwałego uszkodzenia), ale przecież każdy przegląd powinien być wykonywany w taki sposób, aby strat w rodzinach nie było.
W dużych pasiekach przeglądy robi się dość szybko, w konkretnym celu, bez sentymentów i w większości przypadków bez wyszukiwania matki (uczesrniczyłem w sezonie w pracy w dużej pasiece, każda z osób tworząca zespół miała konkretne zadanie wykonywane prawie mechanicznie).
Amatorzy hobbyści, albo celebrują każdy przegląd, albo wykonują go z drżeniem rąk, gdy nie mają jeszcze dłuższej praktyki.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Członek SPN WOLNE PSZCZOŁY
Cytuj ten post
#41
LOL widzę, że kolega siedzi w mojej skórze. Duży uśmiech Ale dobrze pobawimy się w offtop, choć grozi to hyde-parkiem.

Ad. 1.
Jest to przypuszczenie oparte o moją praktykę. Matki znakowane wyszukuje się szybciej i częściej. QED

Ad. 2.
Nie zrezygnowałem, tylko wogole nie brałem pod uwagę, gdyż znakowanie jest bardziej lazy i bardziej PN, bowiem wydaje się mniej stresujące dla pszczół. Skłonny jestem uwierzyć, że stres dziesiątków tysiesiecy robotnic, trutni i matki jest większy od chwilowego stresu tylko matki. Którego ewentualna szkodliwość jest bardziej namacalna (wkurzenie - instynkt obronny), niż wydumana, niczym nie poparta, wiara w skracanie żywota matki przez znakowanie . Poza tym męska solidarnosc. Zrezygnowałem, także z zastosowania izolatora i posiadania cywilizowanej - poddające się bez stresu przeglądowi - rodziny i co to ma do rzeczy? To dość absurdalny argument.

Ostatecznie znakuje wszak "ojciec pszczelarstwa naturalnego" i twórca "Biblii pszczelarskiej". MAT


Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#42
Cytat:"przecież każdy przegląd powinien być wykonywany w taki sposób, aby strat w rodzinach nie było."

Drżenie rąk i wolna praca niepewnego amatora może być gorsze, niż pewność szybkiej pracy zawodowca, coś jak w prowadzeniu samochodu. Daleki jestem od intencji w swoich pytaniach i wnioskach, co kto powinien robić na swojej pasiece. Nikogo nie namawiam. Jak się komuś podobają inne metody, to droga wolna. Nie będę przecież pisał w wątku "Przesypywanie przez kratę", że inni nie powinni tego robić, bo ja wolę znakowanie, z własnych powodów. Oczko
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#43
(21.06.2019, 05:35)Borówka napisał(a): Ostatecznie znakuje wszak "ojciec pszczelarstwa naturalnego" i twórca "Biblii pszczelarskiej". MAT

Nie znakuje tylko uczy znakowania. Język
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
#44
(21.06.2019, 07:56)flamenco108 napisał(a): Nie znakuje tylko uczy znakowania. Język

To jest zaprzeczenie, czy uzupełnienie, bo emotikonka może zmylić?

Ja widzę, że w 1:15 trzyma marker, matkę i znakuje własnoręcznie. Zatem znakuje i jeszcze uczy tego innych. Diabeł
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#45
Wydumana, niczym nie poparta, wiara w skracanie żywota matki wiąże się z przypuszczeniem, że klej stosowany do przyklejania opalitka lub utrwalający na ciele matki barwnik pokrywa znaczną część powierzchni jej ciała (czyli dawka środków, które wżerają się w jej organizm jest znaczna). Nawet jeśli klej jest non-toxic, to i tak można zdroworozsądkowo przypuszczać, że jakiś wpływ na jej funkcjonowanie ma.
Znakowanie jest czynnością należącą do tych, z których można zrezygnować - nie jest niezbędne (jest tylko pewnym ułatwieniem - dla pszczelarza).
Ciekawa propozycja bilansu zysków dla rodziny pszczelej: poznęcamy się trochę nad waszą matką a wzamian będziecie mieć mniej przeglądów (czyli mniej poznęcamy się nad wami). A wybór i tak nie należy do was.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Członek SPN WOLNE PSZCZOŁY
Cytuj ten post
#46
(21.06.2019, 14:47)regulus napisał(a): Ciekawa propozycja bilansu zysków dla rodziny pszczelej: poznęcamy się trochę nad waszą matką a wzamian będziecie mieć mniej przeglądów (czyli mniej poznęcamy się nad wami). A wybór i tak nie należy do was.

Widzę, że wkraczamy w sposób argumentacji tożsamy dla krucjaty zapalczywych przeciwników tego forum z innych for, czyli generalnie niemerytoryczna sztuczka erystyczna typu: znęcanie się nad pszczołami. Jako, że uważam takie argumenty, za argumenty poniżej pasa (obojętnie z jakiej strony), a radykalizm ideologiczny, czyli przeciwna krucjata, która by mogły za tym stać, mnie nie pociąga, ani nie przekonuje, to pozwól, że zakończę dyskusję w tym punkcie.
Warunki na Ziemi od początku życia nie są optymalne dla życia (Warónki na ziemi od poczontkó rzycia niesom optymalne dla rzycia).
Cytuj ten post
#47
No dobra, rzeczywiście trochę poszło nie w tą stronę, co trzeba. Ale bez fochów. Uważam, że temat jest interesujący i szkoda przerywać dyskusję (ja jeszcze nie podjąłem ostatecznej decyzji czy całkowicie rezygnować ze znakowania matek). I żeby nie było - obecnie bliżej mi do liberalnego podejścia do hodowli pszczół. Nie przestawiam się na barcie i nie zamierzam jutro lecieć na pasiekę zrywać daszki i krzyczeć "lećcie na wolność znakowane matki, na pohybel opalitkom!".
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Członek SPN WOLNE PSZCZOŁY
Cytuj ten post
#48
(21.06.2019, 04:58)flamenco108 napisał(a):
(20.06.2019, 23:13)Borówka napisał(a): Mi brak znakowania skrócił dziś żywot matki dzisiaj, bo nie mogłem ją znaleźć dwa razy, aż w końcu poszła na chybił trafił do jakiegoś odkładu i straciła się przez brak drutowania na starej ramce pełnej pokarmu WZ, która nie wytrzymała podczas transportu. Gdyby była znakowana to by żyła. 

1. Nie jest powiedziane, że znalazłbyś znakowaną. To tylko założenie.

Muszę uaktualnić. Jednak matka przeżyła podtopienie w spływającym miodzie. Twarda sztuka, a już ją mentalnie wysłałem do krainy wiecznych pożytków.
Czerwi sobie ładnie w odkładzie. Ale już ją oznaczyłem markerem do oznaczania matek. Oczko
Cytuj ten post
#49
(21.06.2019, 14:47)regulus napisał(a): Wydumana, niczym nie poparta, wiara w skracanie żywota matki wiąże się z przypuszczeniem, że klej stosowany do przyklejania opalitka lub utrwalający na ciele matki barwnik pokrywa znaczną część powierzchni jej ciała (czyli dawka środków, które wżerają się w jej organizm jest znaczna). Nawet jeśli klej jest non-toxic, to i tak można zdroworozsądkowo przypuszczać, że jakiś wpływ na jej funkcjonowanie ma.
Znakowanie jest czynnością należącą do tych, z których można zrezygnować - nie jest niezbędne (jest tylko pewnym ułatwieniem - dla pszczelarza).
Ciekawa propozycja bilansu zysków dla rodziny pszczelej: poznęcamy się trochę nad waszą matką a wzamian będziecie mieć mniej przeglądów (czyli mniej poznęcamy się nad wami). A wybór i tak nie należy do was.

Popieram, zwłaszcza jak się ma mało czasu to ułatwia wiele taka matka znakowana.
Nie chodzi jedynie o samozadowolenie pszczelarza że dość szybko ją dostrzeże.
Cytuj ten post
#50
Często się zdarza, że znakowane matki są czyszczone przez pszczoły - opalitki są częściowo usuwane lub pokrywane propolisem (mam teraz w odkładach znakowane matki, które ciężko odnaleźć wypatrując opalitków, bo już są one ostro przybrudzone). Z tego wnioskuję, że pszczołom znakowanie się nie podoba.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Członek SPN WOLNE PSZCZOŁY
Cytuj ten post
#51
(24.06.2019, 20:12)regulus napisał(a): Często się zdarza, że znakowane matki są czyszczone przez pszczoły - opalitki są częściowo usuwane lub pokrywane propolisem (mam teraz w odkładach znakowane matki, które ciężko odnaleźć wypatrując opalitków, bo już są one ostro przybrudzone). Z tego wnioskuję, że pszczołom znakowanie się nie podoba.

Nic takiego nigdy nie zauważyłem.
Widziałem oczywiście film Polbarta jak matka próbuje opalitek  zlikwidować.
Ekologiczny Flamaster do znakowania matek made in japan jest tak ekologiczny że wiosną nic prawie nie widać.
Zwykły opalitek jest widoczny a ja czasem znaczę, żony zwykłym lakierem do paznokci i nie widzę nic strasznego.
A może mój zmysł postrzegania czegoś nie ogarnia. Też tak być może, jesteśmy omylni.
Choć zazwyczaj swoich matek nie znaczę.
Cytuj ten post
#52
Regulus, matka jest czyszczona co chwilę przez pszczoły. Zlizują feromon, robią toaletę (bo przecież matka nie wylatuje z ula) etc, więc jeżeli masz słaby marker to zwyczajnie kolor się zetrze. Propolis na opalitku? Tutaj chyba popłynąłeś... Przy czyszczeniu zdarzyć się może, że opalitek przyklejony na szelak odpadnie. Toć to przecież naturalny, niezbyt trwały klej. Przy znakowaniu na kleje żelowe opalitki przeżyją matki.
Cytuj ten post
#53
Z tym skracaniem żywota matki podczas znakowania jest jak z piciem.
Mówi się, że alkohol skraca życie o połowę.
Teraz mam 40 lat. Jak bym nie pił, to miałbym 80 Oczko
Cytuj ten post
#54
Szymon
Miał byś 20 Duży uśmiech i wszystkie egzaminy w plecy Anioł z życia również Cwaniak

A po sezonie już możesz Język Już odwirowane wszystko?
Cytuj ten post
#55
(26.06.2019, 08:14)MN napisał(a): Propolis na opalitku? Tutaj chyba popłynąłeś... 

Znam już powód, opalitki domowej roboty (typu: zrób to sam przy pomocy laserowej drukarki). Analizy laboratoryjnej zabrudzeń nie zrobię, ale co może być trwale przyczepione do opalitka? (nadal obstawiam propolis, ale może to są przypadkowe zabrudzenia a nie celowe pokrywanie przez pszczoły). 
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Członek SPN WOLNE PSZCZOŁY
Cytuj ten post