Osy
#1
    [attachment=1461][attachment=1461][attachment=1461][attachment=1461][attachment=1461][attachment=1461][attachment=1461][attachment=1461]Witam Wszystkich.
Opiekuję się 13 ulami od roku. Niedawno odkryłam że w jeden z nowych uli z tegorocznego odkładu zasadzie zniknął, cały rój. Rodzina nie byłą najsilniejsza ale przez całe lato ładnie nosiły pożytek i wyglądało na to że dadzą sobie radę. Były podkarmiane już na początku sierpnia i brały syrop równiutko. Od 2-3 tygodni niepokoiła mnie niewielka ilość pszczół widoczna na wylotce. Wczoraj kożystając z łądnej pogody otwożyłąm ul. ROZPACZ!!! Ul pusty kompletnie, kilka pszczół kręcących się po pustych plastrach. Na dnie widoczna duża ilość martwych pszczół i drobniutkie fragmenty komórek. Ramki kompletnie puste! kilka niewygryzionych pszczół i brak pokarmu. Wydaje mi się że mogły to być osy. W załączniku przesyłam zdjęcie dna ula. A może tak wygląda rabunek chociaż nie widziałąm żeby do ula pchały się agresywne pszczoły, jak rónież nie widac było bujek na wylotce. Jak mozna zaradzić takim zjawiskom.
Cytuj ten post
#2
(14.10.2019, 20:12)kinga.kosinska@habe.pl napisał(a): Jak mozna zaradzić takim zjawiskom.

Rabunkom powodowanym przez osy, czy przechodzeniu rodzin pszczelich do krainy wiecznych pożytków?
Cytuj ten post
#3
Jeżeli to był rabunek to rabunkom. Ale tak to wygląda - że oprócz kradzieży zapasów wymordowały cały rój?
Cytuj ten post
#4
Tutaj jest wątek o rabunkach: http://forum.wolnepszczoly.org/showthread.php?tid=1347&highlight=rabunki
plus podręczniki. Czy wymordowały wszystkie pszczoły w rodzinie? Wątpię, no chyba, że była to mocno słaba (mała) rodzina. Raczej pszczoły były osłabione i osy dokończyły dzieła, a jak wyjadły im cały pokarm (plus rabusie pszczoły pewnie też) to reszta zdechła z głodu lub ewentualnie rozleciała się do innych uli (choć i tak niebawem wiele z nich zdechnie, bo stara pszczoła lotna zbierająca zdycha z początkiem zimy generalnie).
Cytuj ten post
#5
Nie wszystkie odkłady dożyją do zimy. Inne zimy nie przeżyją. Nie wszystkie warto do zimy ciągnąć. Doświadczeni pszczelarze (ja się nie zaliczam) mają swoje metody selekcji i łączenia odkładów w okolicach jesieni, aby te, które ich zdaniem nie mają szans, wzmocniły takie, które dobrze rokują. Jest to, było, nie było, sztuczna metoda powielania pszczół i wiele warunków musi się zejść, aby się udała. Czasem idzie łatwiutko, a czasem się nie udaje. Zatem jeżeli był to jeden z odkładów, które zrobiłaś w tym roku, to nic dziwnego - po prostu się nie udał. Doświadczony pszczelarz wcześniej pewnie by go zlikwidował przez połączenie z jakąś inną rodziną wg własnego klucza. A tak - zrobiła to za niego przyroda, przez rozproszenie zasobów głównie na resztę Twojej pasieki.

Ja w tym roku mam jeden taki dziwny odkład, który zrobiłem inaczej niż wszystkie pozostałe: łokełej (czyli po prostu zabrałem parę ramek z czerwiem i pszczołą, i dałem im szansę wychowania nowej matki) z pięciu ramek. Czyli powinien być spoko - dość siły, aby wychowały nową matkę i w tym czasie nie osłabły za bardzo. Zrobiłem go w drugiej połowie lipca, zapodałem zatem ekstra dwie solidne ramki pokarmowe i nalałem do pełna w podkarmiaczkę. Po trzech-czterech tygodniach, czyli wówczas, gdy powinny się pojawić, zoczyłem pierwsze jajeczka od nowej matki - a nawet samą matkę. Jednak pszczoły zachowywały się jak bardzo zmęczone tą walką - coś się ewidentnie nie udało i nukleus (bo już nie odkład) wciąż walczył o przetrwanie. I tak to ciągle wygląda, choć minęło już parę miesięcy - nie doszło do przełamania tej słabości. Nowa matka czerwiła na dwóch ramkach, ale zajmowała powierzchnię co najwyżej jednej ramki. Pszczoły było niewiele, w tak bogatym w motylicę roku po górnych beleczkach wciąż pełzały larwy. Pszczoły bardzo słabo pobierały syrop, choć głodu nie cierpiały. Osy oczywiście wchodzą do ula jak do siebie.

I mam taki dylemat: połączyć słabiaka z powrotem z jego macierzakiem, czy jednak zaryzykować i zostawić?
== Apibus ibi mel? Buhahaha! ==

Cytuj ten post
#6
A wracając do pytania zadanego w poście rozpoczynającym wątek, zanim coś spróbuję napisać, poproszę o odpowiedzi na parę pytań:

- czy można zobaczyć zdjęcie ula od przodu?
- kiedy i jaką metodą został wykonany odkład?
- jak często mogłaś obserwować ten ul od zewnątrz?
Cytuj ten post
#7
(15.10.2019, 07:35)flamenco108 napisał(a): Nie wszystkie odkłady dożyją do zimy. Inne zimy nie przeżyją. Nie wszystkie warto do zimy ciągnąć. Doświadczeni pszczelarze (ja się nie zaliczam) mają swoje metody selekcji i łączenia odkładów w okolicach jesieni, aby te, które ich zdaniem nie mają szans, wzmocniły takie, które dobrze rokują. Jest to, było, nie było, sztuczna metoda powielania pszczół i wiele warunków musi się zejść, aby się udała. Czasem idzie łatwiutko, a czasem się nie udaje. Zatem jeżeli był to jeden z odkładów, które zrobiłaś w tym roku, to nic dziwnego - po prostu się nie udał. Doświadczony pszczelarz wcześniej pewnie by go zlikwidował przez połączenie z jakąś inną rodziną wg własnego klucza. A tak - zrobiła to za niego przyroda, przez rozproszenie zasobów głównie na resztę Twojej pasieki.

Ja w tym roku mam jeden taki dziwny odkład, który zrobiłem inaczej niż wszystkie pozostałe: łokełej (czyli po prostu zabrałem parę ramek z czerwiem i pszczołą, i dałem im szansę wychowania nowej matki) z pięciu ramek. Czyli powinien być spoko - dość siły, aby wychowały nową matkę i w tym czasie nie osłabły za bardzo. Zrobiłem go w drugiej połowie lipca, zapodałem zatem ekstra dwie solidne ramki pokarmowe i nalałem do pełna w podkarmiaczkę. Po trzech-czterech tygodniach, czyli wówczas, gdy powinny się pojawić, zoczyłem pierwsze jajeczka od nowej matki - a nawet samą matkę. Jednak pszczoły zachowywały się jak bardzo zmęczone tą walką - coś się ewidentnie nie udało i nukleus (bo już nie odkład) wciąż walczył o przetrwanie. I tak to ciągle wygląda, choć minęło już parę miesięcy - nie doszło do przełamania tej słabości. Nowa matka czerwiła na dwóch ramkach, ale zajmowała powierzchnię co najwyżej jednej ramki. Pszczoły było niewiele, w tak bogatym w motylicę roku po górnych beleczkach wciąż pełzały larwy. Pszczoły bardzo słabo pobierały syrop, choć głodu nie cierpiały. Osy oczywiście wchodzą do ula jak do siebie.

I mam taki dylemat: połączyć słabiaka z powrotem z jego macierzakiem, czy jednak zaryzykować i zostawić?

Zgadzam się z Krzyśkiem w 100% niestety mając i dłużej pszczoły ciężko czasami coś sensownego wywnioskować czy będzie żył czy padnie... Ja w tym sezonie zawaliłem końcówkę sierpnia i września bo odpuściłem jedną pasiekę sugerując się drugą i na dniach musiałem połączyć około 10 rodzin bo miały głodno... i intuicja podpowiadała mi, że miałyby ciężko w zimie...
Jeżeli widać o tej porze brak przełamania kłopotów z sezonu to albo trzeba łączyć albo dać umrzeć czy rozgonić kwestia podejścia... Ja skłaniam się coraz bardziej do ustalenia jakiegoś granicznego terminu na takie operację może koniec lipca... pewnie zależne od pogody w danym roku... bo później to już szkoda zabawy i tylko strata czasu a i przykro patrzeć.
Cytuj ten post
#8
Osy, to pożyteczne stworzenia, czyszczą okolicę i ograniczają rozprzestrzenianie się problemów. Tak więc masz już jakiś problem z głowy.
Zaczynam coraz bardziej wierzyć w powtarzaną na kursach pszczelarskich mantrę, że lekiem na całe zło są silne rodziny. Czyli łącznie jest jak najbardziej ok. A podziały rodzin na zasadzie pół na pół, wykonane pod koniec maja, nigdy mnie jeszcze nie zawiodły (no może prawie nigdy, bo pszczołogedony się jednak zdarzają). Gdy się zmienia matce miejsce pobytu, to mamy z głowy, w większości przypadków, komplikacje związane z nastrojem rojowym (co też swoją drogą nie musi być złe).
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Członek SPN WOLNE PSZCZOŁY
Cytuj ten post
#9
I jeszcze:
- jakie zabiegi lecznicze, jeśli w ogóle, stosowałaś na tych pszczołach?
Cytuj ten post
#10
(15.10.2019, 08:54)michal79 napisał(a): A wracając do pytania zadanego w poście rozpoczynającym wątek, zanim coś spróbuję napisać, poproszę o odpowiedzi na parę pytań:

- czy można zobaczyć zdjęcie ula od przodu?
- kiedy i jaką metodą został wykonany odkład?
- jak często mogłaś obserwować ten ul od zewnątrz?


Jutro zrobię zdjęcie ula od przodu.

Odkłady kupiłam od znajomego pszczelarza. Zostały wykonane w połowie czerwca na 4 ramkach, 2 z czerwiem + 2 z pokarmem. Jak je zabierałam wyglądały solidnie. Ale trafiłam w zły moment - zrobiło się gorąco i sucho. Nawet nawłoć więdła. Po kilku tygodniach widać było że jeden z uli jest słabszy. Ale wychodząc z założenia że i tak dużo przeszły nie zaglądałam. Latały, widać było że noszą pyłek. W sierpniu było gorzej ale nie beznadziejnie. W drugiej połowie sierpnia zaczęłam podkarmiać. Brały syrop bardzo ładnie. Ponieważ pasieka nie jest przy domy zaglądam tam średnio dwa razy w tygodniu. Były odymiane dwa razy. W przyszłym roku chcę zastosować tymowar
Cytuj ten post