Zioła w poidle
#1
Mam poidło z beczki 50 L, z kranu kapie na podstawkę z mchu. Gdzieś wyczytałem chyba nawet na blogu pasieki Łapa, o lawendzie pod daszkiem, czy w podkarmiaczce? W każdym razie od wiosny daje lawendę do beczki, jak będą inne zioła to też dam. Po rzepaku miałem zalane ramki, i okres bez czerwia ok. 2 tygodnie. W ulu gdzie była waroza zaobserwowałem zmniejszony osyp 4 warroa na tydzień. A poza tym pszczoły obsiadają poidło dość mocno. Ciekawi mnie czy macie jakieś obserwacje w tym zakresie.
Cytuj ten post
#2
Ziół do poidła nie daję (daję do syropu cukrowego, dla uzupełnienia mikroelementów), ale zauważyłem, że pszczoły mając wybór zawsze wolą kwaśną wodę, więc daję do poidła torf / igliwie / szyszki. Gdzieś kiedyś czytałem, że pszczoły pijące wodę z bagna są odporne na zgnilca.
Cytuj ten post
#3
Testowałem różne rozwiązania - teraz kapie mi z beczki na duża podkładkę z mchu na desce z folią. Woda długo się utrzymuje jak w gąbce nie odparuje zaraz, pszczoły sie nie topią, a mech jaki dorodny Uśmiech jest tam trochę ziemi piachu, deszcz czasem przepłucze - pszczół pełno, może dlatego że mi jeszcze nie wyschło, ale mam oczko wodne jakieś 100 m dalej, i wola poidło. Może cieplejsza woda. Daje jeszcze mietę i tymianek. Nie zaszkodzi.
Cytuj ten post
#4
Sam mech ma istotne właściwości prozdrowotne.
Co prawda takie całkiem "cudowne" mchy to rosną w tajdze i w tundrze, a także na Islandii, ale nasze rodzime mchy też są dobre.
Tak mi się przypomniało, że w lesie jak nie ma totalnej suszy, to można wycisnąć z mchu sporo wody zdatnej do picia, jeśli ten mech nie był akurat osikany przez chorego na wściekliznę lisa. Jest ryzyko jest zabawa.
Faktem jest, że taka woda jest całkiem smaczna, przynajmniej mi smakuje jak już nie ma co pić.

Ogólnie:
Pszczoły lubią sączyć wodę z mchu.
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post
#5
Cytat:jeśli ten mech nie był akurat osikany przez chorego na wściekliznę lisa. Jest ryzyko jest zabawa.

Nigdy nie stwierdzono (chyba, że mam przestarzałe informacje) chorobotwórczego działania zakażenia drogą pokarmową.
Najczęstszym sposobem zakażenia jest kontakt z krwią lub śliną zwierzęcia z ludzką krwią poprzez uszkodzoną skórę. Możliwy jest też kontakt moczu lub mózgu z krwią.
Zjadanie np. mięsa lisa pod tym względem byłoby bezpieczne. De facto aktualnie najdłużej żyjący człowiek na świecie Indianin w Chile wspominał, że miał okres w życiu gdzie jadł sporo lisów.
Tak więc napicie się resztek moczu z wodą byłoby bezpieczne pod tym względem.

Kontakt z chorym zwierzęciem, polegający na głaskaniu, czy nawet styczność z jego krwią, moczem lub kałem, nie stanowi istotnej ekspozycji na zakażenie, jeśli u człowieka nie było zranienia i kontaktu zaistniałej bądź wcześniej posiadanej rany ze śliną chorego zwierzęcia. Łagodność zwierząt dzikich może sugerować istnienie u nich choroby i niebezpieczeństwo późniejszego ukąszenia i zakażenia wścieklizną.
http://www.medonet.pl/choroby-od-a-do-z/ukaszenia--uzadlenia-i-zadrapania,wscieklizna---objawy--szczepionka,artykul,1577837.html

Do zakażenia (zwierząt lub człowieka) dochodzi na drodze kontaktu bezpośredniego – przez pokąsanie, oślinienie lub zanieczyszczenie mózgiem chorego zwierzęcia uszkodzonej skóry. Możliwe jest, choć u człowieka rzadkie, zakażenie na drodze powietrznej (kropelkowej i pyłowej) aerozolem odchodów nietoperzy w jaskiniach. Zdarzają się także zakażenia laboratoryjne drogą wziewną, przezspojówkową lub przezśluzówkową. Do wystąpienia choroby dochodzi u około 15-20% wystawionych na kontakt – szczególnie osobników pogryzionych na pysku/twarzy, szyi, klatce piersiowej lub pokąsanych głęboko. Odnotowano także infekcje przez przeszczepienie organów (rogówka) od zmarłych dawców z nierozpoznaną wścieklizną. Nie opisano przeniesienia drogą pokarmową.

https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%9Bcieklizna
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#6
To mnie pocieszyłeś, będzie mniej emocji przy zjadaniu runa leśnego.
Ta informacja pochodzi od holenderskiego entymologa, którego oprowadzałem po lesie.
Facet za cholerę nie chciał zjeść poziomek ani malin i tłumaczył że jakby to lis osikał, to można się czymś zarazić. Teraz rzeczywiście sobie przypominam, że to nie mogła być wścieklizna, bo gość wspominał że ta choroba może się rozwinąć po kilkunastu latach. Może jakiś pasożyt?
Szkoda byłoby pszczoły jeszcze motylicą wątrobową zakazić ;-)
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post
#7
Bąblowica

http://www.medonet.pl/choroby-od-a-do-z/choroby-pasozytnicze,bablowiec---pasozyt-niczym-nowotwor,artykul,1623366.html
Cytuj ten post
#8
O, dzięki. I znów leśne bytowanie nabiera lekkiej dramaturgii ;-)
Z uwagi na to, że tasiemiec wychodzi... odbytem, to rzeczywiście małe jest ryzyko zakażenia, i jeszcze mniejsze wykrycia tej francy w organizmie.
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post