akcja drzewko
#1
Wczoraj zacząłem nowy pomysł na poprawę bazy pożytkowej. Kupiłem 100 lip i 100 akacji (takie maluchy jednoroczne po 55 gr za sztukę) i wystawiłem parę takich sadzonek przed płotem z kartką informującą, że sadzonki są za darmo i zachęcam do zabrania i wsadzenia...

próbował ktoś taki pomysł realizować? ciekawy jestem, czy sadzonki zaczną "znikać", a jeśli tak to czy faktycznie znajdą się na okolicznych działkach... ;-)

macie jakieś inne fajne pomysły?

Miałem też inny pomysł, który nie wypalił. W jesieni napisałem do gminy pismo z prośbą o podanie działek gminnych (np. wzdłuż pasów dróg), które mógłbym zadrzewić w okolicy na własny koszt. Uzyskałem informację, że gmina nie ma takich działek - albo drogi nie są gminne, albo działki planowane są na sprzedaż... albo im się nie chciało?
Cytuj ten post
#2
Szczerze to wstyd się przyznać ale jeszcze sam nie zabrałem się za takie poważniejsze dosadzanie drzewek.
Jestem ciekaw czy ta Twoja akcja darmowego drzewka wypali. Ludzie mogą być zdezorientowani bo jak to ktoś rozdaje coś za darmo
Cytuj ten post
#3
fajna akcja
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#4
Ja jestem sceptycznie nastawiony, już tłumaczę dlaczego.
Znajomy pszczelarz organizował podobne akcje, rozdawał nie tylko lipy, ale i jakieś krzewy, byliny itp., wszystko za darmo. Niestety okazało się, że ludzie dostając coś za darmo nie potrafią tego poszanować. Sadzą na odwal się, nie dbają... Przeżyło i ma się dobrze ok. 5-10% rozdanych przez znajomego roślin.

Ja sadziłem u siebie w lesie na jesieni ponad 1700 drzew (około metrowych), po zimie wszystkie wyglądają dobrze. 1000 lipy drobnolistnej, 400 klonu zwyczajnego i 300 robinii akacjowej.
Dogaduję się z sąsiadami odnośnie wysiewów na polach czy sadzenia. Z jednym sąsiadem załatwiłem, że będę mu sadził odnowienie akacji, coś koło 0,5 hektara. Akacja dobry pożytek i dobre drewno.
Drugi sąsiad ma mi w tym roku zrobić wsiewke facelii w zboże, ok. 5 hektarów. Aktualnie jeszcze ostatni rok obowiązuje go program rolno-środowiskowy, ale od przyszłego będzie już mógł siać co chce, a gość wporządku i myślę, że da się z nim dogadać na jakiś nostrzyk, albo coś innego fajnego Uśmiech.

Tak więc proponuję odpuścić sobie gminę i inne urzędy i dogadywać się z prywatnymi ludźmi.
Cytuj ten post
#5
(22.03.2015, 11:58)Przemek napisał(a): Ja jestem sceptycznie nastawiony, już tłumaczę dlaczego.
Znajomy pszczelarz organizował podobne akcje, rozdawał nie tylko lipy, ale i jakieś krzewy, byliny itp., wszystko za darmo. Niestety okazało się, że ludzie dostając coś za darmo nie potrafią tego poszanować. Sadzą na odwal się, nie dbają... Przeżyło i ma się dobrze ok. 5-10% rozdanych przez znajomego roślin.

Ja sadziłem u siebie w lesie na jesieni ponad 1700 drzew (około metrowych), po zimie wszystkie wyglądają dobrze. 1000 lipy drobnolistnej, 400 klonu zwyczajnego i 300 robinii akacjowej.
Dogaduję się z sąsiadami odnośnie wysiewów na polach czy sadzenia. Z jednym sąsiadem załatwiłem, że będę mu sadził odnowienie akacji, coś koło 0,5 hektara. Akacja dobry pożytek i dobre drewno.
Drugi sąsiad ma mi w tym roku zrobić wsiewke facelii w zboże, ok. 5 hektarów. Aktualnie jeszcze ostatni rok obowiązuje go program rolno-środowiskowy, ale od przyszłego będzie już mógł siać co chce, a gość wporządku i myślę, że da się z nim dogadać na jakiś nostrzyk, albo coś innego fajnego Uśmiech.

Tak więc proponuję odpuścić sobie gminę i inne urzędy i dogadywać się z prywatnymi ludźmi.

No dlatego pytam czy coś takiego robiliście.
ja wyszedłem z założenia, że jak 10 % drzew się ładnie przyjmie i przetrwa to i tak mi się opłaci przy tej cenie za sadzonkę... za to jak mam kupić drzewko np. po 10 - 15 zł, to już chciałbym, żeby nie były to wyrzucone pieniądze i każde chciałbym wysadzić w takim miejscu, żeby miało dobre warunki. 

Ja nie mam dobrych miejsc, żeby wysadzić tyle drzew. na 100 gdzieś (choćby na dziko) znajdę miejsce. na 1000 to już nie bardzo...
Na sianie roślin jednorocznych nie mam czasu i głowy... może i dobre pożytki. Może i opłacalne. Ale wolę wysadzić coś i niech rośnie (choćby pożytek był za "lata")  niż orać 2 razy w roku i co roku wsadzać tą robotę. Po prostu dziś nie mam na to czasu. 
Cytuj ten post
#6
w akcji drzewko na razie "zniknęło" myślę koło 10 - 15 akacyjek i z 5 - 7 lipek (nie liczyłem).
Może i niewiele, ale to zawsze koło 15 - 20 drzewek. jak to liczy mój kolega (z tym, że pieniądze): mieć 20 drzewek, a nie mieć 20 drzewek to razem 40 drzewek! ;-))

Rodionow pisał, że w Rosji z jednej lipy jest 4 wiadra nektaru... więc przygotowuję się na klęskę urodzaju w tym roku! ;-) hahaha
Cytuj ten post
#7
(27.03.2015, 20:40)MrDrone napisał(a): Rodionow pisał, że w Rosji z jednej lipy jest 4 wiadra nektaru... więc przygotowuję się na klęskę urodzaju w tym roku! ;-) hahaha
Lipy się sadzi dla wnuków Uśmiech
Cytuj ten post
#8
(27.03.2015, 21:45)Krzyżak napisał(a):
(27.03.2015, 20:40)MrDrone napisał(a): Rodionow pisał, że w Rosji z jednej lipy jest 4 wiadra nektaru... więc przygotowuję się na klęskę urodzaju w tym roku! ;-) hahaha
Lipy się sadzi dla wnuków Uśmiech

A nie dęby czy jesiony?

Dwoją drogą jadłem kiedyś miód ze spadzi dębowej z Grecji. Bardzo ciemny. Uśmiech
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#9
(27.03.2015, 21:45)Krzyżak napisał(a): Lipy się sadzi dla wnuków Uśmiech

Masz rację... bez sensu, że je sadzę, jak wnuki będą mogły sobie je sami zasadzić... ;-)
Cytuj ten post
#10
(28.03.2015, 06:35)MrDrone napisał(a): Masz rację... bez sensu, że je sadzę, jak wnuki będą mogły sobie je sami zasadzić... ;-)

Sadź, popieram. Mówię tylko, że te 4 wiadra miodu z drzewa weźmie Twój wnuk a nie Ty Uśmiech
Jak myślisz o sobie to proponuję robinie białą. Za 10 lat będziesz miał z niej miód.
Cytuj ten post
#11
Lipy szczepione i na pewno zobaczy jak pszczoły po nich latają
Cytuj ten post
#12
(28.03.2015, 09:48)bonluk napisał(a): Lipy szczepione i na pewno zobaczy jak pszczoły po nich latają

"Latają" a "noszą po 4 rosyjskie wiadra" to trochę nie to samo Uśmiech
Cytuj ten post
#13
Sadzę, sadzę ;-)
dziś posadziłem ok. 50 lipek i 40 robinii...
No i poprawiałem trochę drzewka (lipy), które 2 lata temu przy naszej drodze wojewódzkiej "posadziły" jakieś sk...syny... Niezdecydowany z kilkudziesięciu drzewek nie przyjęło się chyba 3/4 bo je dosłownie "posadzili" na ziemi... tylko zapomnieli wkopać... Niezdecydowany ale ze 3 całkowicie leżące na ziemi i w dużej części podeschnięte udało mi się uratować, bo miały jeszcze żywy korzeń i puszczały pąki. Z 10 musiałem podsypać ziemią choć jakoś rosły, bo były tak płytko, że się kiwały... nie wiem jak dały radę przeżyć te dwa lata.

to mówisz Szymon, że mam się nie spodziewać w tym roku klęski urodzaju z tych małych drzewek? ;-)) a toś mnie zdziwił...
bo ja już się zastanawiałem co ja będę robił z miodem z tylu drzew... myślałem, żeby Wam go oddać ;-)
Cytuj ten post
#14
Teściu posadził jakieś 30 - 35 lat temu parę lipek u siebie na działce i dziś to przepiękne wielkie drzewa. na moje oko (nie mierzyłem) pień ma koło metra obwodu, może więcej. Jak kwitną to cała działka bzyczy. Ja wiem, że to szmat życia, ale ja się na razie nigdzie nie wybieram ;-)

poza tym uważam, że trzeba inwestować długofalowo w pożytki. Ostatnio (jak każdy kto ma pszczoły) zwracam uwagi na pożytki dookoła i ogólnie jest dramat. Jak jadę z pracy do domu to jest jak okiem sięgnąć jedna wielka pustynia.
Wolę poświęcić pół soboty na wkopanie paru drzewek niż nie poświęcić ;-)
a jak pisałem - na regularne sianie roślin jednorocznych nie bardzo mam czas i głowę. Niech sobie rosną drzewa pomału... byle jakieś mądre głowy nie wycięły zanim zaczną nektarować...
Cytuj ten post
#15
Znalazłem odpowiedni temat w kwestii wzbogacania pastwiska pszczelego.

Osobiście bardzo lubię sadzić drzewa, niekoniecznie setkami, ale za to regularnie i z głową.
Co roku sadzę około 40 lip, 20 akacji, sporo śnieguliczek, przebiśniegów i sztobrów wierzby (chyba purpurowej)
W tym roku planuję założyć (bardzo) małą plantację lawendy i nauczyć się szczepić akację i może lipy także.

Zbliża się wiosenna pełnia księżyca i jest to ostatni moment na pocięcie jakiejś obiecującej wierzby na kawałki i wetknięcie ich w jakiś podmokły nieużytek. Od 4 lat staram się dobrać łatwy i skuteczny sposób na rozmnażanie wierzby której jedyny egzemplarz rośnie 1,5 km od mojej pasieki. Wierzba ta rośnie w formie drzewa o wysokości około 8-10 metrów i ma przyjemnie duże kwiatostany z pyłkiem, na ślicznie czerwonych gałązkach. Naturalnie nie mam pewności jak się ona nazywa, ale jest dobra ;-)

Ja zawsze wspinam się na szczyty konarów i stamtąd gładko ścinam gałęzie nadmiernie zagęszczające koronę. Poniżej miejsca cięcia, wyrastają młode pędy obficie kwitnące w następnym roku, a ja mam dla pszczół i rodziny trochę kwiatków i sporo gałęzi do rozmnożenia. Niestety jakiś barbarzyńca ma inny sposób na pozyskiwanie najwyraźniej tylko kwiatów. Upie..ala, bo inaczej tego nazwać nie mogę, tępą siekierką cały konar o grubości około 25 cm i obłamuje potem pędy kwiatowe. Ale dzięki temu dokonałem ważnego odkrycia. Szkoda mi było tych pni wierzbowych, więc postanowiłem je też wsadzić do ziemi.

Otóż gruby konar o długości około metra, a nawet 1,5 metra, łatwiej się ukorzenia niż małe gałązki. Kiedy przedwczoraj palikowałem toporkiem najgrubszy kawałek, żeby głębiej wszedł w glebę, chwilę po cięciu ciekł z niego obficie sok, a smaku prawie tak dobrym jak oskoła brzozowa. Być może grubsza gałąź ma w sobie więcej energii życiowej i nawet grubszy konar wypuszcza niezawodnie małe gałązki.

Ogólnie preferuję sadzenie roślin wieloletnich w odpowiednim miejscu pozwalającym na dobry wzrost i samoczynne najlepiej rozmnażanie. Czyli wierzba na terenie podmokłym, a robinia na suchych piaskach.

Moim zdaniem ważne jest nie tylko zwiększenie ilości dostępnego pyłku i nektaru (zwłaszcza w okresach przerw między głównymi pożytkami, ale też zwiększenie bioróżnorodności, aby pszczoły zbierając nawet niewielkie ilości nektaru np. z szałwii czy lawendy wzbogacały swoją dietę i korzystały z prozdrowotnych właściwości niektórych rzadkich, cennych roślin.
Myślę też, że wiosenny miód wielokwiatowy jest lepszy smakowo, aromatycznie i zdrowotnie niż rzepakowy z monokulturowej plantacji.
Warto więc sadzić wszystkie drzewa miododajne, niezależnie od tego kto i kiedy i w jakiej ilości z nich skorzysta. Niechby nawet 10% sadzonek dożyło słusznego wieku, to myśl taka sprawia mi ogromną satysfakcję, mimo że będzie to za 150 lat. Bo jak to pisał Exupery, wystarczy zasadzić jedno drzewo na szczycie wzgórza, aby wkrótce całe pokryło się lasem ;-)
Cytuj ten post
#16
Napisz coś więcej o sztuce obsadzania okolicy pożytkowymi roślinami. Skąd bierzesz sadzonki itp.
Moje pytanie jest ogólniejszej natury. Dostępne na rynku sadzonki kosztują dużo, więc albo masz sprytny sposób na ich pozyskanie, albo masz własną szkółkę.

Uważam, że własnoręczne budowanie bazy pożytkowej dla pszczół lokalnych to znakomity pomysł, stąd chętnie zaczerpnę wiedzy od Ciebie.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#17
Istotnie organizuję sadzonki w partyzancki sposób, lubię to ;-)
W moich okolicach jest sporo poniemieckich, zaniedbanych parków. Pod starodrzewem, można znaleźć łatwe do wyrwania (z lekkim podważeniem saperką) młode siewki. Na nieużytkach przy alejach z klonów łatwo o gęste zagajniki młodych klonów, czasem tatarskich lub srebrzystych. Zachowując ogólne zasady ekoprzyzwoistości, można swobodnie korzystać z takich drzewek.
Moje zasady to:
- nigdy nie zabierać wszystkich roślin
- wybierać takie rośliny które i tak są skazane na zniszczenie (np. rosną na drodze leśnej) lub są zagłuszane przez większe drzewka
- brać tyle sadzonek ile jestem w stanie dobrze zasadzić i pielęgnować (przez 1 rok przynajmniej).
- uważać na rośliny ekspansywne i obce (np. rdestowiec sachaliński)
- nie wykopywać na siłę zbyt dużych okazów (łatwo im uszkodzić korzeń i się nie przyjmą dobrze)
- zawsze posadzić kilka pozyskanych sadzonek w dobrej (lepszej) lokalizacji, w pobliżu miejsca pozyskania
- raczej nie rzucać się w oczy, gdy pakuję do bagażnika 40 lip
- lepiej unikać siedlisk porośniętych bluszczem, bo trudno pozyskać stamtąd nieuszkodzoną sadzonkę.


Wiele drzew kiedy już się zadomowi i trochę wyrośnie łatwo się rozmnaża. Np. robinia akacjowa wypuszcza dużo odrostów korzeniowych (planuję ćwiczyć na nich szczepienie akacji różowej), podobnie sumak octowiec (jest z niego dużo pyłku w lipcu). Czasem wystarczy powbijać ostry szpadel aby roślina wypuściła nowe odrosty (uwaga, będzie ich coraz więcej)
Odkąd zapadłem na pszczelarstwo uważnie obserwuję wszystkie kwitnące rodziny, ciągle uczę się o nich, poznaję ich zwyczaje i ulubione siedliska. Rozmnażam te które dobrze sobie radzą w lokalnych warunkach i dają dobry pożytek, ewentualnie wspomagają bardziej pożyteczne rośliny tworząc mikroklimat (sosny i świerki, a nawet buki, jako osłona przed wiatrem i mrozem).
Staram się stosować zasady permakultury w tworzeniu zadrzewień. Na przykład jest takie twierdzenie, że dobry projektant, powinien mieć z każdego elementu przynajmniej 5 różnych korzyści. Więc przycinając dolne gałęzie rozłożystych sosen, 1 - zwiększam ilość światła w podszycie dla rosnących tam siewek, 2 - drobne gałęzie gromadzę na zboczu, wzdłuż poziomic w formie wałów które zatrzymują wilgoć, 3 - te wały sprzyjają odkładaniu próchnicy dla kwasolubnych roślin 4 - tworzą płot 5 - z grubszych gałęzi pozyskuję opał lub paliki do prostowania lip, czy zaznaczania drzewek 6 w stertach gałęzi są dobre warunki dla niektórych ptaków które chowają tam różne nasiona lub nimi srają ;) a także jest to schronienie dla rozmaitego pożytecznego zazwyczaj robactwa i grzybów.
Może to mało związane z tematem ale parmakultura jest równie warta uwagi jak permaAPIkultura.

Warto sadząc roślinę, wyobrazić ją sobie w danym miejscu w docelowym rozmiarze i sprawdzić czy nie będzie wrastać w linię przesyłową prądu lub nadmiernie konkurować o światło lub wodę z sąsiadami. Oczywiście można sadzić gęściej, bo zawsze część roślin może "wypaść", ale nie tak jak w lasach, bo im zależy na prostych pniach, a nam na dobrze doświetlonych, ukwieconych gałęziach.

Często łatwiej jest rozmnażać rośliny ze zdrewniałych pędów niż z nasion, a efekt jest szybszy.
A czasem łatwiej kupić sadzonki w szkółce leśnej, o ile zajmują się roślinami miododajnymi takimi jak głóg np.

Zaznaczam że moje doświadczenie wynika z nauki na błędach i sukcesach moich rodziców (i moich przy okazji także), którzy zadrzewiają od 30 lat nasz ogród. Oprócz tego robię to co lubię, a zawsze lubiłem poznawać wszystko co wokół mnie rośnie, ale jako że bywam dość leniwy więc wiele zagadnień pominąłem lub potraktowałem ogólnikowo w mojej dotychczasowej samo-edukacji jak np. gatunki traw lub nazwy łacińskie (a to ze dwa razy w życiu by mi się mogło przydać akurat).
Nie jestem jakimś mistrzem botanicznym i cokolwiek piszę mogę się mylić. Zrobię sobie z tego sygnaturę :-)
Cytuj ten post
#18
ja kupuję jednoroczne lub dwuletnie sadzonki. koszt jednej to 50 - 70 groszy. W tym roku za niecałe 200 złotych z transportem kupiłem 300 drzewek. Biorę łopatę i idę w teren Oczko

Jak się okazało w tym roku część takich sadzonek, które posadziłem w zeszłym roku jest zniszczonych, ale część ma się dobrze. Małe lipki (20 cm) nie urosły w zeszłym roku, bo się zgubiły w trawie, ale sporo z nich żyje i myślę że w tym roku odbiją. Patyczki akacjowe wsadzone w zeszłym roku przepięknie się rozrosły - urosły do półtora metra i rozkrzewiły im się korony.


w tym roku "akcja drzewko" nie działa. wystawiłem parę drzewek z 2 - 3 tygodnie temu przed ogrodzenie, tak jak w zeszłym roku i nikt nie bierze. W zeszłym roku znikały, choć były wykopaliska przy mojej drodze (robili kanalizację do budowanych domów wzdłuż naszej drogi). W tym roku droga zrobiona, ludzie chodzą, ktoś czasem przeczyta karteczkę zachęcającą do brania drzewek, ale nikt nie bierze. Może kto miał wziąć to wziął w zeszłym roku?
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#19
Ja również obsadzam, gdzie się da i co się da, na jesień uratowałem przed cięciem ok 20 pięknych 3 -4 metrowych akacji, w sobotę będę przesadzał. Lipy jakie zasadziłem 8 lat temu na działce (za blisko siebie) tez 30 , dęby czerwone, klony, tak sie rozrosły że świata brakuje , na weekend po świętach czeka je cięcie. Nasadziłem tez leszczyny, ale pożytek z nich mały, bardziej spełniają funkcję bariery między pasieka a sąsiadami.
Cytuj ten post
#20
Popszczelony, zamiast leszczyny polecam śnieguliczkę. W moim rejonie najpewniejszy pożytek.
Cytuj ten post
#21
śnieguliczka to super sprawa.
ja posadziłem kilka krzaczków rok temu (śnieguliczki różowej). Już w pierwszym roku pięknie się rozrosła i zakwitła (największe krzaczki do kolan). Pszczoły siedziały na nich cały czas aż do jesieni. W tym roku trochę naciąłem i ukorzeniam. Mam nadzieję, że się przyjmą - ale z tego co słyszałem śnieguliczkę łatwo tak rozmnożyć.
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#22
Mam 40 m żywopłotu, ale z tym pożytkiem to lekka przesada, w tym czasie pszczoły wolą maliny.
Cytuj ten post
#23
Nigdy nie próbowałem ze sztobrów. Mam tego od diabła, więc szpadel, podział i wkopane w inne miejsce.
Dzisiaj zatnę sztobrów i wsadzę w doniczki. Ciekawe czy puści? Uśmiech
Jeżeli tak to chętnym mogę takie patyki przesłać Uśmiech
Cytuj ten post
#24
(22.03.2016, 10:38)Popszczelony napisał(a): Mam  40 m żywopłotu, ale z tym pożytkiem to lekka przesada, w tym czasie pszczoły wolą maliny.

W tym czasie? Tzn kiedy? U mnie śnieguliczka kwitnie od końca maja do października Uśmiech
Pszczoły są na niej codziennie.
Cytuj ten post
#25
Poza tym żywopłot trzeba ciąć, bo bym nie przejechał , tak to rośnie.
Cytuj ten post
#26
(22.03.2016, 10:40)MN napisał(a):
(22.03.2016, 10:38)Popszczelony napisał(a): Mam  40 m żywopłotu, ale z tym pożytkiem to lekka przesada, w tym czasie pszczoły wolą maliny.

W tym czasie? Tzn kiedy? U mnie śnieguliczka kwitnie od końca maja do października Uśmiech
Pszczoły są na niej codziennie.

To jak maliny właśnie, mam duże pola malin niedaleko, więc pszczół na żywopłocie praktycznie nie ma.
Cytuj ten post
#27
Popszczelony, proponuję odłożyć przycinanie klonów na drugą połowę lata, bo teraz będą "płakać". Chyba że zamierzasz robić syrop klonowy ;-) Spodziewasz się dobrego pożytku z dębu czerwonego? U mnie kilka rośnie, ale średnio jestem z nich zadowolony, a ich liście bardzo wolno się rozkładają. To chyba także gatunek inwazyjny.

Nie da się ukryć, że zakup młodych sadzonek to najwygodniejsze rozwiązanie, ale brakuje elementu przygody i dreszczyku emocji ;-) bo choć w moim mniemaniu, nie czynię nic złego, to jednak pan leśniczy mógłby być innego zdania :) A skoro "stroje moro" stanowią moją codzienną garderobę, to wiadomo że jeszcze szatan się mną interesuje;-)

Potwierdzam że śnieguliczka jest niezawodna, dziś znów wyrwałem ze zdziczałego stanowiska około setki sadzonek i kontynuuję "budowę" żywopłotu pod linią energetyczną.
A że tnie się ją w lutym, gdy jest dużo czasu i tęskni się za wiosną, to jest to miłe zajęcie.

W wyborze terminu nasadzeń staram się dostosowywać do cyklu księżycowego. Czasem czuje się to intuicyjnie, ale można się podpierać kalendarzem: http://www.rytmnatury.pl/kalendarz-ksiezycowy-dom-i-ogrod choć to może stępiać intuicję, to na początek pomaga. Nie komentuję dni korzystnych na mycie okien lub pranie, nie wiem na jakiej podstawie to ustalono. Podobny jest pszczelarski kalendarz biodynamiczny, czasem rzeczywiście w dni czerwone lepiej do uli nie podchodzić.

Dla tych co nie uznają mocy księżyca, który przemieszcza ogromne masy wody w oceanach (a właściwie utrzymuje stojącą falę przyciągania grawitacyjnego na obracającej się Ziemi), temu proponuję przyjrzeć się zjawisku cyklu menstruacyjnego u kobiet, zwanego także miesiączkowaniem. Co MIESIĄC możemy się przekonać jak nasze przemiłe ukochane Panie potrafią przemienić się w bestie ;-) Całe szczęście że nie żądlą.

Któż wie, jak niewiele jeszcze wiemy o pszczołach...
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post
#28
Jak sadziłem drzewa to jeszcze nie wiedziałem że są pszczoły na świecie.
Cytuj ten post
#29
(22.03.2016, 12:14)Popszczelony napisał(a): Jak sadziłem drzewa to jeszcze nie wiedziałem że są pszczoły na świecie.

W dupsko Oczko wcześniej nic się nie wbiło? Język
Cytuj ten post
#30
(22.03.2015, 10:55)MrDrone napisał(a): Wczoraj zacząłem nowy pomysł na poprawę bazy pożytkowej. Kupiłem 100 lip i 100 akacji (takie maluchy jednoroczne po 55 gr za sztukę) i wystawiłem parę takich sadzonek przed płotem z kartką informującą, że sadzonki są za darmo i zachęcam do zabrania i wsadzenia...

próbował ktoś taki pomysł realizować? ciekawy jestem, czy sadzonki zaczną "znikać", a jeśli tak to czy faktycznie znajdą się na okolicznych działkach... ;-)

macie jakieś inne fajne pomysły?

Miałem też inny pomysł, który nie wypalił. W jesieni napisałem do gminy  pismo z prośbą o podanie działek gminnych (np. wzdłuż pasów dróg), które mógłbym zadrzewić w okolicy na własny koszt. Uzyskałem informację, że gmina nie ma takich działek - albo drogi nie są gminne, albo działki planowane są na sprzedaż... albo im się nie chciało?

Jednoroczne to po 20gr, powinny być.

Drzew się każdy boi,  bo urosną hehehe. Krzewy trzeba. Najlepiej miododajne iglaki, bo nie śmiecą Duży uśmiech hehehe ( rozbiorą w mig).
Cytuj ten post