obawy co do zaprzestania leczenia
#1
Wiele osób ma obawy co do zaprzestania leczenia. Może warto o tym podyskutować? Zbilansować trochę szanse z zagrożeniami?
Ja widzę więcej szans. Zagrożeniem jest rzecz jasna śmierć pszczół, które i tak sami zabijamy (wymieniając matki, zabijając trutnie), albo umierają na naszych oczach pomimo leczenia...
Czy warto ratować wszystkie, żeby móc mówić wszem i wobec, że "jestem dobry, bo ratuję pszczoły"?
czy chemia jednak ratuje pszczoły, czy zagraża ich istnieniu?
Cytuj ten post
#2
(05.08.2015, 20:36)MrDrone napisał(a): Wiele osób ma obawy co do zaprzestania leczenia. Może warto o tym podyskutować? Zbilansować trochę szanse z zagrożeniami?
Ja widzę więcej szans. Zagrożeniem jest rzecz jasna śmierć pszczół, które i tak sami zabijamy (wymieniając matki, zabijając trutnie), albo umierają na naszych oczach pomimo leczenia...
Czy warto ratować wszystkie, żeby móc mówić wszem i wobec, że "jestem dobry, bo ratuję pszczoły"?
czy chemia jednak ratuje pszczoły, czy zagraża ich istnieniu?

Moim zdaniem dążenie do 100% przeżywalności jest bardzo nienaturalne. W naturze coś takiego się nie zdarza. W kontekście ssaków sytuacja jest bardziej prosta. W sytuacji pszczół jako owadów społecznych w których rodzina jest czymś więcej jak stadem w miarę autonomicznych jednostek jak np. w przypadku ssaków. W przypadku rodziny pszczelej i partenogenezy jest inaczej. W rodzinie pszczół standardowo jest tylko jedna płodna samica, jednocześnie będąca królową. Jednak zarówno ona, trutnie i robotnice nie są autonomiczne (może tylko w bardzo wyjątkowych przypadkach). Są od siebie ściśle zależne. Autonomiczna jest dopiero cała rodzina. Sztuczna wymiana królowej to tak jakby w dziedzicznej monarchii zabić lub wygnać króla i zamachem stanu ustanowić nową dynastię królewską. To już jest inne państwo wtedy i inne geny rodziny królewskiej. 
Jej wymiana to moim zdaniem też unicestwienie starej rodziny gdyż przy naturalnym rojowym rozmnażaniu jest kontynuacja dynastii królewskich genów.
Cytuj ten post
#3
Inna sprawa, ze w naturze każda rodzina (czyli macierzak) prędzej czy później umiera. Ciekaw jestem badań na dzikimi pszczołami w naturze jak w Afryce np. lub przed XIX wiekiem w Europie. Ile statystycznie średnio sezonów żył macierzak. To była bardzo ciekawa wskazówka dla mnie gdyby istniały takie dane.
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#4
Jeśli chodzi o mnie, nie widzę innej możliwości jak tylko pozostawianie pszczół samym sobie. Dlatego, 30 rodzin, a jak zostanie chociaż 3, to już sukces wielki. Można ewentualnie, "wspomagać je", by im nic nie brakowało. Mam tu na myśli pokarm, bo może być dłuższy okres deszczowy, i wtedy trzeba podkarmić, jak i np., zapewnienie im odpowiedniego miejsca na rozwój. Na 7 ramkach niewiele same zdziałają. To już zdecydowanie lepsza obszerna dziupla.
Cytuj ten post
#5
Warroa atakuje. Pszczoły nieloty to u mnie już standard . Ciekawe ile przetrwa tą walkę o przetrwanie.. ;/
Cytuj ten post
#6
(05.08.2015, 22:18)slawekmalec1992 napisał(a): Warroa atakuje. Pszczoły nieloty to u mnie już standard . Ciekawe ile przetrwa tą walkę o przetrwanie.. ;/

Może być tak, że część przetrwa ale ja mając takie sytuacje dałbym chyba jakiś olejek bo z doświadczenia wiem, że rodzinki które dostały tak stoper na Varroa potrafiły jeszcze się pozbierać. Pilnuj aby miały pokarm bo to jest najważniejsze.
Cytuj ten post
#7
(06.08.2015, 05:53)bonluk napisał(a):
(05.08.2015, 22:18)slawekmalec1992 napisał(a): Warroa atakuje. Pszczoły nieloty to u mnie już standard . Ciekawe ile przetrwa tą walkę o przetrwanie.. ;/

Może być tak, że część przetrwa ale ja mając takie sytuacje dałbym chyba jakiś olejek bo z doświadczenia wiem, że rodzinki które dostały tak stoper na Varroa potrafiły jeszcze się pozbierać. Pilnuj aby miały pokarm bo to jest najważniejsze.

może trochę odbiegamy od tematu, bo to bardziej temat do wątku o okresie przejściowym, ale przyznam, że ja też mam dylematy co będzie jak taką sytuację stwierdzę...
Jestem przeciwnikiem dawania czegokolwiek co zaburza ekosystem - olejek choć jest tylko "olejkiem" też zaburzy. Skoro coś ma moc "zabicia" kilkuset roztoczy to znaczy, że ma moc zabicia również tysiąca innych organizmów przy okazji... 
Ale też waham się i też mam dylematy. Z punktu widzenia przyrody należałoby tą sytuację zostawić zupełnie samą... Z punktu widzenia pszczelarza kiedy czas w sezonie jest dobry na "ratowanie" już pojawiają się dylematy. Myślę, że od końca sierpnia zostawiłbym sytuację nieruszoną (tak jak zostawiłem w zeszłym roku), licząc na mądrość przyrody. We wcześniejszym okresie chyba zrobiłbym pakiet z pszczół (zasymulowanie opuszczenia ula przez ratującą się rójkę), połączony z usunięciem całości czerwiu. 
Pytanie co zrobić z matką? 
Dołączenie pakietu bez matki do innej rodziny to przeniesienie również pasożyta (choć pewnie większość zostanie w czerwiu).
Przeleczenie pszczół w pakiecie, to zaburzenie ich mikroflory - z drugiej strony, jeżeli dodalibyśmy je do innej rodziny to jest szansa, że całość rodziny będzie miała się nieźle, a mikroflora zaszczepi się na nich. 
Zostawienie matki to zostawienie genów, które z 95% prawdopodobieństwem szybko by umarły, a w tej sytuacji miałyby szansę dożyć przyszłego roku i rozpowszechnić się w trutniach.


Ja dużo o tym myślę i nie wiem... ;-) 
Jedna z opcji, którą teoretycznie dopuszczam jest taka, że usuwam czerw, robię sztuczną rójkę, nie "leczę" pszczół pakietowych, matka niestety zostaje zabita, a rodzina dostaje rameczkę z niewielką ilością czerwiu otwartego z rodziny bardziej "obiecującej". Owszem część pasożyta z pszczół wejdzie do tego czerwiu, ale przerwa w czerwieniu jaką dostaje rodzina powinna problem załatwić...
ech, same dylematy... ;-) bo z drugiej strony jest pewna szansa, że rodzina podejmie walkę... Każdą sytuację trzeba by rozważać indywidualnie. Tylko zostawiając sytuację bez reakcji możemy liczyć na samodoskonalenie przyrody. 
jeszcze raz: To jest rozwiązanie teoretyczne, które dopuszczam. W praktyce w zeszłym roku kiedy to działo się na moich oczach nie ingerowałem - może też jednak "chyba" bym nie ingerował? Ja wierzę w przyrodę, szkoda z nią walczyć - i tak robimy to już zbyt często... 
na pewno późnym latem kiedy takie ruchy nie mają uzasadnienia nie podejmowałbym żadnych prób ratowania, bo to grozi nieprzystosowanymi trutniami wiosną.
Cytuj ten post
#8
(06.08.2015, 08:03)MrDrone napisał(a):
(06.08.2015, 05:53)bonluk napisał(a):
(05.08.2015, 22:18)slawekmalec1992 napisał(a): Warroa atakuje. Pszczoły nieloty to u mnie już standard . Ciekawe ile przetrwa tą walkę o przetrwanie.. ;/

Może być tak, że część przetrwa ale ja mając takie sytuacje dałbym chyba jakiś olejek bo z doświadczenia wiem, że rodzinki które dostały tak stoper na Varroa potrafiły jeszcze się pozbierać. Pilnuj aby miały pokarm bo to jest najważniejsze.

może trochę odbiegamy od tematu, bo to bardziej temat do wątku o okresie przejściowym, ale przyznam, że ja też mam dylematy co będzie jak taką sytuację stwierdzę...
Jestem przeciwnikiem dawania czegokolwiek co zaburza ekosystem - olejek choć jest tylko "olejkiem" też zaburzy. Skoro coś ma moc "zabicia" kilkuset roztoczy to znaczy, że ma moc zabicia również tysiąca innych organizmów przy okazji... 
Ale też waham się i też mam dylematy. Z punktu widzenia przyrody należałoby tą sytuację zostawić zupełnie samą... Z punktu widzenia pszczelarza kiedy czas w sezonie jest dobry na "ratowanie" już pojawiają się dylematy. Myślę, że od końca sierpnia zostawiłbym sytuację nieruszoną (tak jak zostawiłem w zeszłym roku), licząc na mądrość przyrody. We wcześniejszym okresie chyba zrobiłbym pakiet z pszczół (zasymulowanie opuszczenia ula przez ratującą się rójkę), połączony z usunięciem całości czerwiu. 
Pytanie co zrobić z matką? 
Dołączenie pakietu bez matki do innej rodziny to przeniesienie również pasożyta (choć pewnie większość zostanie w czerwiu).
Przeleczenie pszczół w pakiecie, to zaburzenie ich mikroflory - z drugiej strony, jeżeli dodalibyśmy je do innej rodziny to jest szansa, że całość rodziny będzie miała się nieźle, a mikroflora zaszczepi się na nich. 
Zostawienie matki to zostawienie genów, które z 95% prawdopodobieństwem szybko by umarły, a w tej sytuacji miałyby szansę dożyć przyszłego roku i rozpowszechnić się w trutniach.


Ja dużo o tym myślę i nie wiem... ;-) 
Jedna z opcji, którą teoretycznie dopuszczam jest taka, że usuwam czerw, robię sztuczną rójkę, nie "leczę" pszczół pakietowych, matka niestety zostaje zabita, a rodzina dostaje rameczkę z niewielką ilością czerwiu otwartego z rodziny bardziej "obiecującej". Owszem część pasożyta z pszczół wejdzie do tego czerwiu, ale przerwa w czerwieniu jaką dostaje rodzina powinna problem załatwić...
ech, same dylematy... ;-) bo z drugiej strony jest pewna szansa, że rodzina podejmie walkę... Każdą sytuację trzeba by rozważać indywidualnie. Tylko zostawiając sytuację bez reakcji możemy liczyć na samodoskonalenie przyrody. 
jeszcze raz: To jest rozwiązanie teoretyczne, które dopuszczam. W praktyce w zeszłym roku kiedy to działo się na moich oczach nie ingerowałem - może też jednak "chyba" bym nie ingerował? Ja wierzę w przyrodę, szkoda z nią walczyć - i tak robimy to już zbyt często... 
na pewno późnym latem kiedy takie ruchy nie mają uzasadnienia nie podejmowałbym żadnych prób ratowania, bo to grozi nieprzystosowanymi trutniami wiosną.

Właśnie. Niestety dopóty sytuacja nie jest beznadziejna to nigdy nie wiemy czy dana rodzina jednak by sobie nie poradziła bo przecież jak sobie poradzi, choćby i z kryzysu wygrzebywała się cały sezon, to jednak zyskujemy to co najbardziej chcemy. Możemy snuć prawdopodobieństwo, ze skoro wygrzebała się z głębokiego kryzysu geny po niej będą sobie radziły z niewielkim porażeniem dużo lepiej. Czy się mylę?
Cytuj ten post
#9
Jedna z tak zaatakowanych rodzin miała taką samą sytuację rok temu. Wtedy wyciąłem jej cały czerw i odymiłem apiwarolem. W tym roku już tego nie zrobię. Pszczół została garstka w porównaniu z innymi a pszczoły wymieniły matkę na drugą. Widać że zaatakowane rodziny nie są przypadkowe. Mimo stosowania chemii i tak nie dają sobie rady a inne również mimo jej stosowania potrafią wytworzyć mechanizmy obronne. Wysuwam z tego taki wniosek że stosując substancje zwalczające warroa nie aż tak bardzo szkodzimy pszczołom ale znacznie hamujemy proces ewolucji i samodoskonalenia się.
Cytuj ten post
#10
Bartek nie czas teraz na robienie rójek czy pakietów.
Jest 6 sierpień. Rodzina ma wychowywać pszczołę zimową. Matka ma czerwić ile się da.
Niestety trzeba zastosować jakąś formę leczenia PN, bo rodzina się osypie.
Ja bym dał olejki lub tymol, podkarmiał na rozczerwienie.
Jak uda się zdobyć matkę to ją wymienić, bo widać jej potomstwo sobie nie radzi.
Nie ma się co zastanawiać, tylko trzeba działać, jak chcemy tą rodzinę zobaczyć na wiosnę.

Rodzina przeżyje, przezimuje a w przyszłym roku obserwować jak sobie daje radę.
Jak będzie sobie radziła, nic nie robić.
Jak będzie miała problemy, wspomóc interwencyjnie.
Jak nie będzie sobie radzić, wymienić matkę na córkę po jakieś radzącej sobie lepiej.
Cytuj ten post
#11
jedna z teorii z jaką się zetknąłem mówi o tym, że każda jedna pszczoła podejmie walkę z warrozą i zacznie się czyścić. tylko dla niektórych (znaczącej większości) jest już za późno bo osłabione warrozą pojedyncze osobniki pozwalają na rozwój patogenów i ilość patogenów przekracza wówczas próg krytyczny i rodzina umiera...

jeżeli by wierzyć w tą teorię (dla mnie wiarygodna), to należałoby uznać, że bardzo istotną cechą jest indywidualna odporność pojedynczej pszczoły na patogeny, a nie tylko cechy VSH całej rodziny. VSH to jak ja to widzę cecha związana z tym, że rodzina po prostu na wcześniejszym etapie osiąga ten próg, przy którym intensywnie się czyści.
Oczywiście najlepiej jak jedno idzie w parze z drugim. Ale teoretycznie możnaby wyobrazić sobie sytuację, że rodziny VSH mogą składać się z pszczół mniej odpornych indywidualnie i jeżeli z jakichś względów nie oczyszczą się (np. załamanie pogody, osłabienie głodem itp) to rodzina będzie mieć "standardowy" próg krytyczny i rój umrze...

no i to takie dywagacje i teoryjki :-) ważne czy przeżywają czy nie, a nie z jakiego powodu :-)
Cytuj ten post
#12
(06.08.2015, 09:10)Krzyżak napisał(a): Bartek nie czas teraz na robienie rójek czy pakietów.
Jest 6 sierpień. Rodzina ma wychowywać pszczołę zimową. Matka ma czerwić ile się da.
Niestety trzeba zastosować jakąś formę leczenia PN, bo rodzina się osypie.
Ja bym dał olejki lub tymol, podkarmiał na rozczerwienie.
Jak uda się zdobyć matkę to ją wymienić, bo widać jej potomstwo sobie nie radzi.
Nie ma się co zastanawiać, tylko trzeba działać, jak chcemy tą rodzinę zobaczyć na wiosnę.

Rodzina przeżyje, przezimuje a w przyszłym roku obserwować jak sobie daje radę.
Jak będzie sobie radziła, nic nie robić.
Jak będzie miała problemy, wspomóc interwencyjnie.
Jak nie będzie sobie radzić, wymienić matkę na  córkę po jakieś radzącej sobie lepiej.

pytanie jest czy koniecznie chcemy tą rodzinę zobaczyć wiosną?

i jak pisałem na pewno od końca sierpnia ja zostawiłbym wszystko przyrodzie... 6 sierpnia można by ewentualnie zasilić jeszcze czerwiem czy nalotami... 
Cytuj ten post
#13
(06.08.2015, 10:13)MrDrone napisał(a):
(06.08.2015, 09:10)Krzyżak napisał(a): Bartek a wracając do Twoich dylematów. Nie czas teraz na robienie rójek czy pakietów.
Jest 6 sierpień. Rodzina ma wychowywać pszczołę zimową. Matka ma czerwić ile się da.
Niestety trzeba zastosować jakąś formę leczenia PN, bo rodzina się osypie.
Ja bym dał olejki lub tymol, podkarmiał na rozczerwienie.
Jak uda się zdobyć matkę to ją wymienić, bo widać jej potomstwo sobie nie radzi.
Nie ma się co zastanawiać, tylko trzeba działać, jak chcemy tą rodzinę zobaczyć na wiosnę.

Rodzina przeżyje, przezimuje a w przyszłym roku obserwować jak sobie daje radę.
Jak będzie sobie radziła, nic nie robić.
Jak będzie miała problemy, wspomóc interwencyjnie.
Jak nie będzie sobie radzić, wymienić matkę na  córkę po jakieś radzącej sobie lepiej.

pytanie jest czy koniecznie chcemy tą rodzinę zobaczyć wiosną?

i jak pisałem na pewno od końca sierpnia ja zostawiłbym wszystko przyrodzie... 6 sierpnia można by ewentualnie zasilić jeszcze czerwiem czy nalotami... 

Według mnie jeśli wymienimy matkę to nie będzie ta sama rodzina. No chyba, że wymienimy matkę na jej córkę.
Cytuj ten post
#14
Ja jestem taką osobą która ma poważne obawy, zdeformowanych pszczół na razie nie widzę, ale jak stracę pszczoły to będzie 2 lata pracy, i całej reszty stracone również. Widzę że zająłem sie tym w momencie kiedy jest walka o pszczoły a nie miód.
Cytuj ten post
#15
(06.08.2015, 10:33)Popszczelony napisał(a): Ja jestem taką osobą która ma poważne obawy, zdeformowanych pszczół na razie nie widzę, ale jak stracę pszczoły to będzie 2 lata pracy, i całej reszty stracone również. Widzę że zająłem sie tym w momencie kiedy jest walka o pszczoły a nie miód.

no cóż... ja chcę i pszczoły i miód... i może w przyszłym roku uda mi się pobić magiczną granicę średniej 1 kilograma z ula ;-)) to byłoby już coś! hahah ;-)

a czy będzie to "stracona" praca... ja tak na to jednoznacznie nie patrzę. zeszły rok dużo mi pokazał i dużo nauczył. fakt, nie da się prowadzić selekcji co roku mając nowe pszczoły... ale pytanie o co w tym tak na prawdę chodzi. czy każdy musi być hodowcą? dla mnie sama możliwość dania szansy przyrodzie i nie walczenia z nią jest "dobrem samym w sobie". 
Cytuj ten post
#16
(06.08.2015, 10:15)Borówka napisał(a):
(06.08.2015, 10:13)MrDrone napisał(a):
(06.08.2015, 09:10)Krzyżak napisał(a): Bartek a wracając do Twoich dylematów. Nie czas teraz na robienie rójek czy pakietów.
Jest 6 sierpień. Rodzina ma wychowywać pszczołę zimową. Matka ma czerwić ile się da.
Niestety trzeba zastosować jakąś formę leczenia PN, bo rodzina się osypie.
Ja bym dał olejki lub tymol, podkarmiał na rozczerwienie.
Jak uda się zdobyć matkę to ją wymienić, bo widać jej potomstwo sobie nie radzi.
Nie ma się co zastanawiać, tylko trzeba działać, jak chcemy tą rodzinę zobaczyć na wiosnę.

Rodzina przeżyje, przezimuje a w przyszłym roku obserwować jak sobie daje radę.
Jak będzie sobie radziła, nic nie robić.
Jak będzie miała problemy, wspomóc interwencyjnie.
Jak nie będzie sobie radzić, wymienić matkę na  córkę po jakieś radzącej sobie lepiej.

pytanie jest czy koniecznie chcemy tą rodzinę zobaczyć wiosną?

i jak pisałem na pewno od końca sierpnia ja zostawiłbym wszystko przyrodzie... 6 sierpnia można by ewentualnie zasilić jeszcze czerwiem czy nalotami... 


ps. a panowie z tą genetyką to nie pomylili wątków? ;-)

Według mnie jeśli wymienimy matkę to nie będzie ta sama rodzina. No chyba, że wymienimy matkę na jej córkę.

przy założeniu, że będzie nowa matka to już dla mnie zupełnie inna rodzina wiosną. to jest jasne. ale mało kto lecząc wymienia matkę...
a Szymon napisał o wymianie matki "jak się da". a jak się nie da to mamy wiosną kupę trutni w powietrzu...
Cytuj ten post
#17
(06.08.2015, 10:53)MrDrone napisał(a):
(06.08.2015, 10:15)Borówka napisał(a):
(06.08.2015, 10:13)MrDrone napisał(a):
(06.08.2015, 09:10)Krzyżak napisał(a): Bartek a wracając do Twoich dylematów. Nie czas teraz na robienie rójek czy pakietów.
Jest 6 sierpień. Rodzina ma wychowywać pszczołę zimową. Matka ma czerwić ile się da.
Niestety trzeba zastosować jakąś formę leczenia PN, bo rodzina się osypie.
Ja bym dał olejki lub tymol, podkarmiał na rozczerwienie.
Jak uda się zdobyć matkę to ją wymienić, bo widać jej potomstwo sobie nie radzi.
Nie ma się co zastanawiać, tylko trzeba działać, jak chcemy tą rodzinę zobaczyć na wiosnę.

Rodzina przeżyje, przezimuje a w przyszłym roku obserwować jak sobie daje radę.
Jak będzie sobie radziła, nic nie robić.
Jak będzie miała problemy, wspomóc interwencyjnie.
Jak nie będzie sobie radzić, wymienić matkę na  córkę po jakieś radzącej sobie lepiej.

pytanie jest czy koniecznie chcemy tą rodzinę zobaczyć wiosną?

i jak pisałem na pewno od końca sierpnia ja zostawiłbym wszystko przyrodzie... 6 sierpnia można by ewentualnie zasilić jeszcze czerwiem czy nalotami... 


ps. a panowie z tą genetyką to nie pomylili wątków? ;-)

Według mnie jeśli wymienimy matkę to nie będzie ta sama rodzina. No chyba, że wymienimy matkę na jej córkę.

przy założeniu, że będzie nowa matka to już dla mnie zupełnie inna rodzina wiosną. to jest jasne. ale mało kto lecząc wymienia matkę...
a Szymon napisał o wymianie matki "jak się da". a jak się nie da to mamy wiosną kupę trutni w powietrzu...

No tak ale sam pisałęś, ze te trutnie od rebeliantek po wyjściu roju i trutówek mogą być ważnym ogniwem w kombinowaniu genów.
Cytuj ten post
#18
(06.08.2015, 10:15)Borówka napisał(a): Według mnie jeśli wymienimy matkę to nie będzie ta sama rodzina. No chyba, że wymienimy matkę na jej córkę.

Pewnie, że nie. Stara rodzina przegrała walkę. Nowa ją właśnie podejmuje.
Na wojnie muszą być ofiary.
Cytuj ten post
#19
(06.08.2015, 10:07)MrDrone napisał(a): jedna z teorii z jaką się zetknąłem mówi o tym, że każda jedna pszczoła podejmie walkę z warrozą i zacznie się czyścić. tylko dla niektórych (znaczącej większości) jest już za późno bo osłabione warrozą pojedyncze osobniki pozwalają na rozwój patogenów i ilość patogenów przekracza wówczas próg krytyczny i rodzina umiera...

jeżeli by wierzyć w tą teorię (dla mnie wiarygodna), to należałoby uznać, że bardzo istotną cechą jest indywidualna odporność pojedynczej pszczoły na patogeny, a nie tylko cechy VSH całej rodziny. VSH to jak ja to widzę cecha związana z tym, że rodzina po prostu na wcześniejszym etapie osiąga ten próg, przy którym intensywnie się czyści.
Oczywiście najlepiej jak jedno idzie w parze z drugim. Ale teoretycznie możnaby wyobrazić sobie sytuację, że rodziny VSH mogą składać się z pszczół mniej odpornych indywidualnie i jeżeli z jakichś względów nie oczyszczą się (np. załamanie pogody, osłabienie głodem itp) to rodzina będzie mieć "standardowy" próg krytyczny i rój umrze...

no i to takie dywagacje i teoryjki :-) ważne czy przeżywają czy nie, a nie z jakiego powodu :-)

Bartek to nie są teorie to się dzieje naprawdę. Zobaczcie ostatni wpis Erika
http://www.elgon.es/diary/?p=748
Cytuj ten post
#20
no proszę...
o tym czasem mówię, że selekcja "na cechę" nie jest odpowiedzią na wszystko... choć na pewno jest krokiem w dobrą stronę jeżeli się to mądrze prowadzi.
Ja przyznam, że bardziej mnie przekonywał wybór Erika rodzin do leczenia przez obserwacje objawów chorobowych, a nie VSH. choć jak wziąć jedno i drugie pod uwagę...
ciekawa sprawa generalnie z tym Elgonem... :-)
Cytuj ten post
#21
doczytałem tam w blogu, że Osterlund wciąż dobiera pszczoły do leczenia po tym samym kryterium (czyli objawach DWV) co wcześniej, a VSH jest tylko cechą przez niego obserwowaną (pewnie jakoś dodatkowo to bierze pod uwagę). wcześniej coś źle zrozumiałem. wg mnie to jest dobry wybór. ciekawe kiedy przestanie leczyć. w ostatnich postach wciąż pisze o dylematach w tym zakresie...

a propos różnych wcześniejszych dyskusji i podejścia :-) fragment bloga Erika:

There is a difference of attitude in general to beekeeping on the different sides of the Atlantic. In northern Europe it’s a very serious matter – not only to take part in beekeeping, but also to do it right – and not wrong. Hot discussions are often taking place what are the right and wrong ways of working the bees. Mind you if you are doing it the wrong way! You have to move down a step at the dinner table of the fellowship of beekeepers! You may be blamed for problems in beekeeping.

Remember – you are brave if you dare to think and do things your own way!

po polsku w luźnym tłumaczeniu na szybko:
Po dwóch stronach Atlantyku jest różne podejście do pszczelarstwa. W północnej Europie to poważan sprawa - nie tylko aby być pszczelarzem, ale także, żeby robić to dobrze - a nie źle. Gorące dyskusje mają miejsce jakie to są dobre, a jakie złe metody pracy z pszczołami. Uważaj jeżeli robisz to źle! Musisz wówczas odsunąć się o krok od stołu przy którym siedzi brać pszczelarska! Będziesz winiony za problemy pszczelarstwa.
Pamiętaj - jesteś odważny jeżeli ośmielasz się myśleć i robić po swojemu!


Dalej Osterlund pisze, że w USA to podejście jest znacznie luźniejsze. Ale czytając beesource nie zawsze to widać ;-) tam Bush jest atakowany jako ten, który robi wszystko źle (głównie to za to, że namawia innych na tą drogę wykazując nieskuteczność "walki o życie pszczoły" przez innych jakimikolwiek metodami leczniczymi - również olejkami i innymi)... więc ja nie wiem czy na całym świecie nie jest tak samo... ;-)
ale może Osterlund czyta nasze forum? ;-) hahaha


w ogóle tekścik jest krótki i fajny. a wygłasza go (w mojej ocenie) duży autorytet. może warto by go przetłumaczyć na naszą stronę? tylko trzeba by Mr. Erika zapytać o zgodę.
http://www.elgon.es/diary/?p=684
Cytuj ten post
#22
(07.08.2015, 07:07)MrDrone napisał(a): doczytałem tam w blogu, że Osterlund wciąż dobiera pszczoły do leczenia po tym samym kryterium (czyli objawach DWV) co wcześniej, a VSH jest tylko cechą przez niego obserwowaną (pewnie jakoś dodatkowo to bierze pod uwagę). wcześniej coś źle zrozumiałem. wg mnie to jest dobry wybór. ciekawe kiedy przestanie leczyć. w ostatnich postach wciąż pisze o dylematach w tym zakresie...

a propos różnych wcześniejszych dyskusji i podejścia :-) fragment bloga Erika:

There is a difference of attitude in general to beekeeping on the different sides of the Atlantic. In northern Europe it’s a very serious matter – not only to take part in beekeeping, but also to do it right – and not wrong. Hot discussions are often taking place what are the right and wrong ways of working the bees. Mind you if you are doing it the wrong way! You have to move down a step at the dinner table of the fellowship of beekeepers! You may be blamed for problems in beekeeping.

Remember – you are brave if you dare to think and do things your own way!

po polsku w luźnym tłumaczeniu na szybko:
Po dwóch stronach Atlantyku jest różne podejście do pszczelarstwa. W północnej Europie to poważan sprawa - nie tylko aby być pszczelarzem, ale także, żeby robić to dobrze - a nie źle. Gorące dyskusje mają miejsce jakie to są dobre, a jakie złe metody pracy z pszczołami. Uważaj jeżeli robisz to źle! Musisz wówczas odsunąć się o krok od stołu przy którym siedzi brać pszczelarska! Będziesz winiony za problemy pszczelarstwa.
Pamiętaj - jesteś odważny jeżeli ośmielasz się myśleć i robić po swojemu!


Dalej Osterlund pisze, że w USA to podejście jest znacznie luźniejsze. Ale czytając beesource nie zawsze to widać ;-) tam Bush jest atakowany jako ten, który robi wszystko źle (głównie to za to, że namawia innych na tą drogę wykazując nieskuteczność "walki o życie pszczoły" przez innych jakimikolwiek metodami leczniczymi - również olejkami i innymi)... więc ja nie wiem czy na całym świecie nie jest tak samo... ;-)
ale może Osterlund czyta nasze forum? ;-) hahaha


w ogóle tekścik jest krótki i fajny. a wygłasza go (w mojej ocenie) duży autorytet. może warto by go przetłumaczyć na naszą stronę? tylko trzeba by Mr. Erika zapytać o zgodę.
http://www.elgon.es/diary/?p=684

Uważam, ze warto.
Bartek apropo tych cech DWV i VSH nie prościej po prostu selekcjonować po prostu na przeżywalność? Uśmiech
Cytuj ten post
#23
Jeszcze apropo tekstu to forum IMHO powstało własnie jako taka nisza aby się odsunąć od mainstreamowej owej braci pszczelarskiej. Co by uniknąć wzajemnego atakowania co nie znaczy, że nie mamy szerzyć i promować swej wiedzy. Tak więc wszelkie ataki na działanie w ramach PN powinny być tutaj (na tym forum) bronione, ignorowane lub ustawiane w zarodku.

Sądzę, ze te ataki i prowokacje będę z czasem się nasilą.
Cytuj ten post
#24
Widzisz Kuba, bo to nie takie proste. My właśnie nie możemy się odsuwać od tamtej linii. nie może być tak że (użyję sformułowania Erika) my będziemy mieć "własny stół" do którego nie dopuścimy innych...
ale widać, że nie jest to łatwe... jak chcesz promować inne podejście przy własnym stole? fajnie, że piszemy sobie między sobą, ale tu aż takiej promocji nie potrzeba (choć jak widać są wciąż spory merytoryczne i krytyka między nami...)... nasze zadanie jest "tam", a nie "tu".

napisałem do Osterlunda z pytaniem czy zgodzi się na tłumaczenie jego tekstów.
poza tym zapytałem nieśmiało i wstępnie czy przyśle w przyszłym roku jakieś pszczółki (ja rozważam ze 2 - 3). Ja sam jeszcze nie jestem ostatecznie zdecydowany, ale dajcie jakoś znać czy są inni chętni.
Cytuj ten post
#25
(07.08.2015, 07:51)MrDrone napisał(a): Widzisz Kuba, bo to nie takie proste. My właśnie nie możemy się odsuwać od tamtej linii. nie może być tak że (użyję sformułowania Erika) my będziemy mieć "własny stół" do którego nie dopuścimy innych...
ale widać, że nie jest to łatwe... jak chcesz promować inne podejście przy własnym stole? fajnie, że piszemy sobie między sobą, ale tu aż takiej promocji nie potrzeba (choć jak widać są wciąż spory merytoryczne i krytyka między nami...)... nasze zadanie jest "tam", a nie "tu".

napisałem do Osterlunda z pytaniem czy zgodzi się na tłumaczenie jego tekstów.
poza tym zapytałem nieśmiało i wstępnie czy przyśle w przyszłym roku jakieś pszczółki (ja rozważam ze 2 - 3). Ja sam jeszcze nie jestem ostatecznie zdecydowany, ale dajcie jakoś znać czy są inni chętni.

Napisałem więc, że szerzenie i promocja tak choćby przez artykuły, forum i działania w terenie na zewnątrz. Natomiast na forum odpowiadamy merytorycznie ale na merytorycznie pytania. Choć jeśli to są pytania standardowe to odsyłamy do tego co już napisaliśmy bo nie można przecież wkoło pisać to samo (strata czasu). Może z czasem byśmy napisali taki tekst typu: najczęstsze pytania, najczęstsze odpowiedzi i krótko tam odpowiedzieli. Ogólnie lub tylko w zakresie radykalnego PN. Wtedy zawsze będzie tam można odesłać. Chodziło mi o to aby bronić się przed "wrogim" przejęciem stołu Oczko i nie pozwalać na ataki prowokacje a tylko na rzetelne merytoryczne pytania z ciekawości lub z innych powodów.
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#26
(07.08.2015, 07:56)Borówka napisał(a): Może z czasem byśmy napisali taki tekst typu: najczęstsze pytania, najczęstsze odpowiedzi i krótko tam odpowiedzieli. Ogólnie lub tylko w zakresie radykalnego PN. Wtedy zawsze będzie tam można odesłać. 

to jest bardzo dobry pomysł. i wątek po temu odpowiedni.
ale widzisz, ja założyłem ten wątek, żeby dyskutować o tych wątpliwościach jakie można mieć, a nie wiem czy zwróciłeś uwagę, że praktycznie żadna wątpliwość nie została tu podana... Więc merytorycznie ten wątek się nie broni, bo jest w nim rozmowa, ale nie jest to dyskusja na zadany temat . 
Cytuj ten post
#27
Tylko Wy Panowie przesadzacie z tym promowaniem radykalizmu. Nie mówię, że nie macie racji. Może właśnie Wasze podejście jest właściwe. Ale jaką dyskusję byśmy nie podjęli, na jakikolwiek temat Wy wciąż te same argument /może i słuszne/ i ta sama retoryka. Ja już to na grupie, w mailach, forum czytałem to po 100 razy.
Trochę mnie to już męczy. Dużo piszecie ale w koło to samo.
Poza tym opieracie się tylko na doświadczeniach innych a nie swoich. Dla wielu to tylko teoria.
To że potraciliście całe pasieki w zeszłym roku to dla mnie żadne doświadczenie.
Nie obrażajcie się ale tak to widzę.
Cytuj ten post
#28
No jak Bartku. Napisałem dlaczego dążenie do 100% przeżywalności jest nienaturalne a przez to niedobre dla pszczół.
Cytuj ten post
#29
(07.08.2015, 08:48)Krzyżak napisał(a): Tylko Wy Panowie przesadzacie z tym promowaniem radykalizmu. Nie mówię, że nie macie racji. Może właśnie Wasze podejście jest właściwe. Ale jaką dyskusję byśmy nie podjęli, na jakikolwiek temat Wy wciąż te same argument /może i słuszne/ i ta sama retoryka. Ja już to na grupie, w mailach, forum czytałem to po 100 razy.
Trochę mnie to już męczy. Dużo piszecie ale w koło to samo.
Poza tym opieracie się tylko na doświadczeniach innych a nie swoich. Dla wielu to tylko teoria.
To że potraciliście całe pasieki w zeszłym roku to dla mnie żadne doświadczenie.
Nie obrażajcie się ale tak to widzę.

Szymon, ale my to samo czytamy ze strony innych. w koło jest to samo.
pyt: "Mam warrozę, co mam robić?"
odp: "pędź po olejki/kwasy/tymol"


albo: "jak możecie dopuszczać do tego i tamtego... to zaniedbanie!" itp itd
nas też to męczy...
ze strony niektórych też ciągle czytamy to samo w kółko... 

też ciągle czytamy o promowaniu "nie-radykalizmu". który w mojej (i Kuby chyba też) opinii jest podobnie szkodliwy ewolucyjnie do używania chemii. różnica jest tylko w zdrowotności produktów pszczelich - innej ja osbiście nie widzę...
Cytuj ten post
#30
(07.08.2015, 08:48)Krzyżak napisał(a): Tylko Wy Panowie przesadzacie z tym promowaniem radykalizmu. Nie mówię, że nie macie racji. Może właśnie Wasze podejście jest właściwe. Ale jaką dyskusję byśmy nie podjęli, na jakikolwiek temat Wy wciąż te same argument /może i słuszne/ i ta sama retoryka. Ja już to na grupie, w mailach, forum czytałem to po 100 razy.
Trochę mnie to już męczy. Dużo piszecie ale w koło to samo.
Poza tym opieracie się tylko na doświadczeniach innych a nie swoich. Dla wielu to tylko teoria.
To że potraciliście całe pasieki w zeszłym roku to dla mnie żadne doświadczenie.
Nie obrażajcie się ale tak to widzę.

To ok. możemy pisać o tym tylko w wątku np. pszczoły bez leczenia. Ten wątek w nim jest. Bo jak bez leczenia to bez leczenia.
Albo stworzyć dodatkowy dział coś w stylu radykalne organiczne PN. Bo jednak na razie nie zamierzam niczym leczyć objawowo pszczół i tak pewnie pozostanie. Mniej więcej jak u CMS. Chętnie jednak wymieniałbym się z Bartkiem, Łukaszem itd. uwagami, poglądami, doświadczeniami, opiniami a chyba lepiej na forum bo zawsze ktoś może to przeczytać i wnieść coś nowego.

Można by więc wydłużyć nazwę działu: Pszczoły bez leczenia: radykalne PN

Choć IMO Pszczoły bez leczenia jest dobrą nazwą. Rzecz jasna objawowego leczenia bo leczenie wzmacniające immunologię jak pokarm tylko naturalny, takie probiotyki, stare ule, ściółki etc jest leczeniem holistycznym przyczynowy,
Cytuj ten post