definicja PN
#61
(26.03.2015, 10:32)bonluk napisał(a):
(26.03.2015, 10:20)MrDrone napisał(a): Puść Buckfasta na głód bez dokarmiania i nie ma szans, bo to jest pszczoła, która ma wbudowaną potrzebę stałego czerwienia do chwili kiedy nie zje ostatniego grama miodu. A puść "pszczołę naturalną" i się ograniczy w rozwoju i przetrwa.

Tu bym się nie zgodził bo wiem jak to wyglądało w tamtym roku u mnie. Część rodzina na buckfascie się ograniczyła i nie cisnęła matki z czerwieniem a część rodzin była bliska głodu. Dlatego nie można pisać, że buckfast się zagłodzi bo ma pęd na czerwienie i jest bezmyślną pszczołą....

No tak. ale zapewne zgodzisz się, że "statystycznie" to jest prawda? np. w porównaniu ze środkowoeuropejską? (ja nie mam obserwacji i doświadczeń w tym porównaniu - powołuję się na to co piszą...)
Cytuj ten post
#62
(26.03.2015, 10:20)MrDrone napisał(a): Szymon, ja popieram w dużej mierze Kubę. Jak nie ma pokarmu co do zasady niech pszczoły ograniczą matki w czerwieniu. My mamy inne podejście niż Ty, bo uważamy, że naturalne pożytki powinny wpływać na naturalny rozwój rodziny.

Ty chciałbyś pszczelarstwa naturalnego, ale z pszczołą nienaturalną - czyli taką, która tworzy "superkolonie", bo wydaje Ci się, że to lepiej... Więc PN tak, ale naturalny rozwój rodziny nie...
Rodzina co do zasady powinna dostosować się swoim rozwojem i wielkością do pożytków. Czasem słabiak będzie miał większe szanse, bo ma wolniejszy rozwój i mniej zjada pokarmu. Więc teoretycznie okres głodu powinien przetrwać sam. Puść Buckfasta na głód bez dokarmiania i nie ma szans, bo to jest pszczoła, która ma wbudowaną potrzebę stałego czerwienia do chwili kiedy nie zje ostatniego grama miodu. A puść "pszczołę naturalną" i się ograniczy w rozwoju i przetrwa.

Bartek już Ci pisałem na grupie ale powtórzę jeszcze raz. Chcecie prowadzić pszczoły naturalnie, jak w XIX w. Ok. Cel szczytny ale my mamy teraz pożytki XXI wieku. Nie da się mieć gospodarki XIX w w XXI wieku. Trzeba ją zmodyfikować.
Pożytki, ich rozkład w roku, pogoda, zanieczyszczenie środowiska, itp. to wszystko ma wpływ na rodzinę pszczelą. Cytaty, że w barci to było tak i tak, że kiedyś pszczoły naturalnie to sobie radziły, itp. wszystko ok ale jak miały środowisko XIX wieczne. Teraz jest inaczej i trzeba to zaakceptować, i się dopasować.

Jak rodzina dostosuję się rozwojem do pustyni pożytkowej w lipcu-sierpniu to ona października nie doczeka nie mówiąc już o wiośnie. Słabiak zawsze ma mniejsze szanse. Silna rodzina, poleci, zgwałci, splądruję, spali i łupy przyniesie do ula. A słabiak, cóż zdechnie, ot co.

Cukier to nie tylko węglowodany w ramkach. To złudzenie pożytku, złudzenie że idzie ku lepszemu, że trzeba się rozwijać, że jest nadzieja, to bodziec do działania.

Bf nie jest głupi i nie jest tak jak piszesz. Każda pszczoła jak ma głód to padnie i bez znaczenia jest czy to BF, AMM czy krainka.
Cytuj ten post
#63
(26.03.2015, 10:39)MrDrone napisał(a):
(26.03.2015, 10:32)bonluk napisał(a):
(26.03.2015, 10:20)MrDrone napisał(a): Puść Buckfasta na głód bez dokarmiania i nie ma szans, bo to jest pszczoła, która ma wbudowaną potrzebę stałego czerwienia do chwili kiedy nie zje ostatniego grama miodu. A puść "pszczołę naturalną" i się ograniczy w rozwoju i przetrwa.

Tu bym się nie zgodził bo wiem jak to wyglądało w tamtym roku u mnie. Część rodzina na buckfascie się ograniczyła i nie cisnęła matki z czerwieniem a część rodzin była bliska głodu. Dlatego nie można pisać, że buckfast się zagłodzi bo ma pęd na czerwienie i jest bezmyślną pszczołą....

No tak. ale zapewne zgodzisz się, że "statystycznie" to jest prawda? np. w porównaniu ze środkowoeuropejską? (ja nie mam obserwacji i doświadczeń w tym porównaniu - powołuję się na to co piszą...)

A czemu statystycznie? Ja piszę o tym co mam w pasiece a nie o tym co John z USA podał do tabelki aby obliczyli statystyczny wynik. Dla mnie każda pszczoła to pszczoła i przypisywanie konkretnych cech czy negatywnych cech ze względu na rasę czy pochodzenie to porażka. Wszytko i tak się zmienia na danym terenie.
Cytuj ten post
#64
Bardzo ważny jest poza tym pyłek (białko i tłuszcz). Jak zapodamy nie wiem ile cukru a będzie za mało pierzgi to rodzina i tak będzie słaba jeśli chodzi o zdrowie ogólne i rozmnażanie.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#65
(26.03.2015, 10:37)MrDrone napisał(a): Tj. dla mnie wychodzi na to, że albo "leczysz" (i czy zrobisz to 1 czy 5 kuracjami nie ma większego znaczenia bo konsekwencje są bardzo porównywalne), albo "nie leczysz" (również z wszelkimi konsekwencjami)...

Ale jak mówię - każdy widzi to inaczej...


I tu już też nie bardzo rozumiem bo według Ciebie jedna dawka 5 g tymolu czy nakropienie olejkiem w sezonie jest tak samo inwazyjna jak 5x odymianie apivarolem czy wkładanie 5 razy dywaników amitrazowych...
Ja jestem w stanie to rozróżnić i powiedzieć, że dawka tymolu czy olejku w sezonie nie jak się ma do innych ciągłych zabiegów.
Cytuj ten post
#66
Szymon i Łukasz
ja nie mówię, że ma być pszczoła przystosowana do "dziury pożytkowej w lipcu i sierpniu", tylko do tego, że jak nic nie nektaruje to zwija rozwój...
Buckfast jest selekcjonowany do tego, żeby tego rozwoju nie zwijał. Nie mówię, że jest głupi tylko, że jest "zaprogramowany" specjalnym doborem hodowlanym, który nie miał nic wspólnego z doborem naturalnym i selekcją naturalną. Być może u części buckfastów takie zmniejszenie rozwoju następuje, bo akurat uaktywnił się jakiś gen w danej krzyżówce, który hamuje pszczoły. Jeżeli przez kilkadziesiąt lat człowiek dobierał te cechy, które chciał to nie ma się co dziwić że te cechy występują. Dla mnie to oczywiste.

Brat Adam pisał, że wyszukiwał pszczoły, które czerwiły okrągły rok (bo pochodziły z rejonów, gdzie pogoda i pożytki były na tyle stabilne, że nie przystosowały pszczoły do "zwijania czerwienia") i mieszał je do Buckfastów. Zaprzeczanie temu to zaprzeczanie po pierwsze mądrości ewolucji, a po drugie sztucznemu powstaniu buckfasta. Buckfast jest sztucznie hodowaną pszczołą na konkretne cechy - wybiera się do niej te cechy, które pasują, a nie te, które są przydatne ze względu na przetrwanie w naturze.

I to, że nie mamy XiX wieku nie znaczy, że pszczoła ma nie reagować na XXI wieczne warunki. Ma tak samo reagować jak w XIX wieku. Ma być plastyczna. regulować swój rozwój itp.
A czy Bf to mądra i fajna pszczoła? Może i tak, ale ja jej co do zasady nie chcę u siebie.
Wyjątek: te linie które są selekcjonowane na odporność, ale nie po to, żeby używać tych buckfastów, tylko, żeby wykorzystać pracę hodowlaną w kierunku odporności i wprowadzić te cechy/geny do swojej pasieki.
Cytuj ten post
#67
(26.03.2015, 10:50)bonluk napisał(a): I tu już też nie bardzo rozumiem bo według Ciebie jedna dawka 5 g tymolu czy nakropienie olejkiem w sezonie jest tak samo inwazyjna jak 5x odymianie apivarolem czy wkładanie 5 razy dywaników amitrazowych...
Ja jestem w stanie to rozróżnić i powiedzieć, że dawka tymolu czy olejku w sezonie nie jak się ma do innych ciągłych zabiegów.

Nie nie.
Mówię, że jedna dawka tymolu to prawie tyle samo dla ekosystemu ula co 5 dawek tymolu.
A  jedna dawka amitrazy to prawie to samo co 5 dawek amitrazy.
Nie mieszajmy róznych metod. Mówię o wpływie konkretnej substancji.

Oczywiście pozostałości procesu rozkładu będzie więcej. Mówię tu o punktowym działaniu na ekosystem, a nie ilości pozostałości substancji (których na pewno będzie więcej przy większej ilości dawek)
Cytuj ten post
#68
A czyli finki i elgony możesz sobie darować bo to buckfasty z krwi i kości haha
Cytuj ten post
#69
(26.03.2015, 11:03)bonluk napisał(a): A czyli finki i elgony możesz sobie darować bo to buckfasty z krwi i kości haha

przecież pisałem, że tą prace hodowlaną chcę wykorzystać ;-) ale nie dlatego, że to Bf czy jakieś inne, tylko dlatego że wykazują odporność i mają większą szansę przeżycia.
chcę je puścić na żywioł w mojej pasiece. Rozmnażać jak każde inne, pozwolić im na rozwój i na umieranie, na trutnie i rojenie itp itd - tak jak potrzebują.
Cytuj ten post
#70
Ja jeszcze mam pytanie do Panów radykalnie nastawionych hehe...
Jeśli rodzina wejdzie w nastrój przed rojowy czy rojowy to czy z waszą filozofią utworzenie nowej rodziny z tej rodziny będzie zgodne z waszymi założeniami. Pytam się bo chyba Jakub mówił, że nie będzie tworzył sztucznych rodzin a podział rodziny tak właśnie można odbierać?
Tylko, czy wyrażenie chęci przez rodzinę do rójki nie można uznać za pewny rodzaj odstępstwa przy tworzeniu nowych rodzin?
Cytuj ten post
#71
(26.03.2015, 16:03)bonluk napisał(a): Ja jeszcze mam pytanie do Panów radykalnie nastawionych hehe...
Jeśli rodzina wejdzie w nastrój przed rojowy czy rojowy to czy z waszą filozofią utworzenie nowej rodziny z tej rodziny będzie zgodne z waszymi założeniami. Pytam się bo chyba Jakub mówił, że nie będzie tworzył sztucznych rodzin a podział rodziny tak właśnie można odbierać?
Tylko, czy wyrażenie chęci przez rodzinę do rójki nie można uznać za pewny rodzaj odstępstwa przy tworzeniu nowych rodzin?

Spodobało mi się gospodarowanie jak przy kószkach czyli pozwala się na nastrój rojowy. Czeka się w odpowiednie dni i łapie roje. Starzy wyjadacze tak gospodarujący życzyli sobie wielu rojów. Duży uśmiech  Przy dużej praktyce tacy pszczelarze mogli wyczuć w którym w dniu nastąpi rójka z większym prawdopodobieństwem. Wtedy zakładali na ul specjalny worek na stojaku w który łapał się rój. Te co się nie złapały łapano z okolicznych gałęzi.

Czy to mi wyjdzie to nie wiem. Nie wiem jeszcze jak sąsiedzi się zapatrują na roje bo przecież nic  o nich nie wiedzą. Planuje filię w terenie przyleśnym z oddalonymi sąsiadami ale za to tam będę bywał rzadko. Na dzień dzisiejszy zresztą brak funduszy na restaurację pasieki taka jaka była w zeszłym roku. Na pewno nastawiam się więc na łapanie roi. Czas pokaże co będzie.

Podział rodziny i robienie odkładów i pakietów tak odbieram właśnie więc nie zamierzam tego robić. Tak jak mówiłem. Spodobała mi się wiedza pszczelarza prof. fizyki kwantowej, ze pszczoły się wtedy kłócą i atmosfera taka trwa a takiej rodzinie dłużej nim nam się wydaje.

To są założenia idealne co z tego będzie to nie wiem.

 
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#72
(26.03.2015, 16:03)bonluk napisał(a): Tylko, czy wyrażenie chęci przez rodzinę do rójki nie można uznać za pewny rodzaj odstępstwa przy tworzeniu nowych rodzin?

Można. Choć jak sam zrobisz rodzinę to nie będziesz wiedział które pszczoły znalazły by się dokładnie w roju a które w macierzaku. Teoretycznie częściowo można to oddzielić bo w roju są głównie młode. Jednak część pszczół jest przesiąknięta jedną substancją mateczną a druga część inną. Te co się roją są dobrze odżywione. Mają zgromadzoną tkankę tłuszczową na tyle aby spokojnie przetrwać jakiś czas bez pokarmu. Można robić różne rzeczy które zbliżą nas do tego aby to jakoś wydzielić aby dokładnie to chyba się nie da.

Pszczelarz od którego kupiłem pszczoły robił tak, że odgradzał mateczniki kratą od królowej starej. Czekał aż pszczoły się wyroją bez matki i wrócą później. Zbierał głównie pszczoły które siedziały na ramkach z tą nową królową. 
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#73
jak tylko rodzina wpadnie mi w nastrój rojowy (i to zauważę) zamierzam podzielić ją tyle razy na ile pozwolą aktualne warunki (pogoda, siła rodziny, pora roku, a więc możliwość odbudowania gniazda, możliwości odchowania mateczników no i ich ilość czy możliwość wykorzystania taka jak choćby możliwość wycięcia bez uszkadzania itp) - nawet i na odkłady 2 - 3 ramkowe jeżeli będę widział, że dadzą radę :-) niech się mnożą :-)
tak samo zamierzam postępować przy dzieleniu rodziny na odkłady wykorzystując mateczniki ratunkowe.
ja nie jestem przekonany tą teorią o "kłócących" się pszczołach... pszczoły latają między ulami, cały czas, a poza tym non stop wymieniają się pokolenia... nawet jeżeli będą się kłócić jak to Kuba pisze to jak długo im zejdzie zanim wymienią pokolenia?
Ja myślę, że pszczoły bardzo szybko się akceptują wzajemnie i przyjmują nowy ul jako swój dom. Tak było jest i będzie.

a jak wpadnie w nastrój rojowy i ucieknie to trudno... byle nie trafiła do pszczelarza, który matce łeb ukręci...
Cytuj ten post
#74
Jednak najbardziej PN jest gospodarka rojowa a nie dzielenie sztuczne rodzin. Uśmiech
Dlatego ja się skłaniam zdecydowanie w tę stronę. Uniemożliwianie tego pszczołą uważam, że niefajną rzecz.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#75
"pszczoły latają między ulami"

No ale najczęściej nie są przyjmowane jednak więc bez przesady.
Właściwie to mu chodzi o robienie pakietów z różnych uli po prostu. Zapomniałem dodać.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#76
Kto mówi o uniemożliwianiu? co najwyżej wprowadzi się Bf - one się nie roją, ale nikt im tego nie uniemożliwia! ;-))

a propos uniemożliwiania ;-)
czytam książkę Pana Mazurka (pożyczoną od Łukasza) i muszę przyznać, że z zainteresowaniem. Praktycznie nie zgadzam się z każdym napisanym akapitem ;-D haha
Może to i dobra metoda na "gospodarkę" przy małych pożytkach i chęci maksymalizowania zbiorów. ale jak do tej pory nie przeczytałem tam nic co byłoby zgodne z zasadami PN ;-) haha
ale przyznam że ciekawa rzecz - podejście odwrotne ;-) czytam dalej :-)
Cytuj ten post
#77
(26.03.2015, 20:18)Borówka napisał(a): "pszczoły latają między ulami"

No ale najczęściej nie są przyjmowane jednak więc bez przesady.
Właściwie to mu chodzi o robienie pakietów z różnych uli po prostu. Zapomniałem dodać.

myślę że w większości właśnie są przyjmowane. takie zagubione pszczółki wracające z ładunkiem pewnie są przyjmowane w 99% i asymilują się w 5 minut..

a pakiet czy odkład można zrobić z jednego ula. 
Cytuj ten post
#78
(26.03.2015, 20:21)MrDrone napisał(a): myślę że w większości właśnie są przyjmowane. takie zagubione pszczółki wracające z ładunkiem pewnie są przyjmowane w 99% i asymilują się w 5 minut..

A dlaczego tak myślisz?
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#79
Mazurek fajnie piszę bo przynajmniej nie ściemnia... tylko wykłada kawę na ławę, a że ma inne metody to cóż każdy ma do tego prawo.

Co do tych mieszanych rodzin to też mi się wydaje, że nie jest aż tak źle Jakubie... Dla nich większym stresem jest samo podzielenie i skumulowanie w obcym ulu niż niezgodność między pszczołami... Doba czy dwie i pszczoły są już zintegrowane. Według mnie taką zgodność w rodzinie można rozpoznać już po pilnowaniu wylotka, po lotach za nektarem czy pyłkiem. Widać wtedy, że rodzinka weszła w swój rytm pracy.
Cytuj ten post
#80
Jasne. Jemu temu pszczelarzowi chodzi o głębsze jakieś rzeczy niż takie podstawowe. Oczko
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#81
Myślę, że one są "sterowane" (może złe słowo) jakimiś sygnałami chemicznymi z czerwiu lub od matki, który je integruje i mają w nosie to czy ta obok jest "inna" czy nie jest.
Cytuj ten post
#82
A czyli to Twoja intuicja? Myślałem, ze może jakaś konkretne dane może.

Czyli to na tej samej zasadzie zdanie tego starego pszczelarza. Uśmiech
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#83
(26.03.2015, 20:35)Borówka napisał(a): Jasne. Jemu temu pszczelarzowi chodzi o głębsze jakieś rzeczy niż takie podstawowe. Oczko

No ale Kuba, nie dajmy się zwariować z tą głębią. To jest zwierzątko o prostym mózgu odbierające dość proste sygnały. Owszem, cały rój jest skomplikowany, ale poszczególne pszczółki chyba nie wyczuwają zależności kwantowych... 
Cytuj ten post
#84
(26.03.2015, 20:41)Borówka napisał(a): A czyli to Twoja intuicja? Myślałem, ze może jakaś konkretne dane może.

Czyli to na tej samej zasadzie zdanie tego starego pszczelarza. Uśmiech

No ale czy ten fizyk podał Ci dowody naukowe na to, że pszczoły czują, że tamte pszczoły są "inne"?
Nie sądzę. 
Cytuj ten post
#85
Oczywiście, ze tak. Prostota układu nerwowego tu nie ma nic do rzeczy bo do tego nie potrzeba mózgu. Rośliny się też porozumiewają na tym poziomie jeśli chodzi o zagadnienia fal i energii i cząstek molekularnych.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#86
(26.03.2015, 20:43)MrDrone napisał(a):
(26.03.2015, 20:41)Borówka napisał(a): A czyli to Twoja intuicja? Myślałem, ze może jakaś konkretne dane może.

Czyli to na tej samej zasadzie zdanie tego starego pszczelarza. Uśmiech

No ale czy ten fizyk podał Ci dowody naukowe na to, że pszczoły czują, że tamte pszczoły są "inne"?
Nie sądzę. 

Nie ale ja też nie mówiłem, że tak jest i że dla mnie naukowa argumentacja jest wartością większą. Chodzi tylko o to, ze Twoje "sądzę" jest na tym samym poziomie co jego. A za nim też idzie w sumie wieloletnie doświadczenie.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#87
To, że matka nimi steruje za pomocą feromonów to jasne. To zaczyna się integracja i normalna praca ula to jasne aby przeżyć. Ale to czy wszystko jest tak samo harmonijnie jak z rodziną naturalnie utworzoną tego nie wiadomo. Ja się skłaniam do myśli, ze nie jest.

Natura zawsze dąży do tego aby przeżyć. Czyli pszczoły się zintegrują dla wspólnego celu ale ich współdziałanie może nie być jakiś dłuższy czas na takim samym poziomie jak w rodzinie normalnie utworzonej.

Przykro mi. Trzeba być niekonsekwentnym aby uznawać, ze pszczoły najlepiej same się mnożą i dobierają płciowo. A nie uznawać jednocześnie, ze tylko pszczoły mogą same najlepiej utworzyć rodzinę i pszczelarz nie ma szans wybrać te konkretne pszczoły które są gotowe na utworzenie nowej rodziny.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#88
Kuba, ja nie wiem jak jest, bo pszczołą nie jestem. I to, że ktoś ma większe doświadczenie nie znaczy, że ma rację. a tą teorię słyszałem w zasadzie tylko od Ciebie. Może coś w niej być, bo choćby w końcu czasem pszczoły nie chcą przyjmować matki, czasem chcą. Ale myślę, że to jest na poziomie "wyższym" czyli na poziomie ich małych móżdżków i odbierania sygnałów chemicznych i myślę, że matka je wystarczająco dobrze integruje swoim feromonem.

Weź też pod uwagę, że przy doborze płciowym mówimy o matkach i trutniach, a przy temacie, który poruszamy mówimy o robotnicach. Mówimy o pewnej harmonijnej superkolonii, gdzie robotnice spełniają tylko funkcje jakby pewnych "organów", które mają spełniać tylko pewne zadania...
z drugiej strony - stosując tą analogię - możesz mieć rację o tyle, że kiedy "organ" się załamuje to wpływa to na funkcjonowanie całości organizmu... Podejście "zachodnie" mówi, że wtedy wystarczy podać pigułkę wpływającą na ten "organ", a podejście np. medycyny wschodniej mówi, że trzeba usunąć przyczynę zaburzenia harmonii.
Wiem, że czasowy stres może wpłynąć długofalowo na zdrowie, ale z drugiej strony teoretycznie po 2 miesiącach mamy nowy skład ula i obcych pszczół nie ma... a przez te 2 miesiące następował systematyczny proces "gojenia"...

Nie mówię, że w tej teorii nie ma nic co nie skłaniałoby do myślenia. ale myślę, że to jest na tyle plastyczna sprawa, że pszczoły dają radę się po tym niewątpliwym stresie ogarnąć dość szybko...
Cytuj ten post
#89
Mały czy duży mózg nie ma znaczenia na pewnym poziomie. Jak napisałem do porozumiewania się nie potrzeba mózgu. I jest już wystarczająco dowodów na to choćby w świecie roślin. I nie rozumiem dlaczego podkreślasz biochemiczność tego zjawiska. Przecież wszystko co się dzieje w organizmach jest chemicznymi i fizycznymi sygnałami. Jedno nie przeczy drugiemu.

2 miesiące to dla mnie sporo.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#90
Nie jest tak do końca bo podczas mateczników rojowych pomimo istnienia feromonu starej królowej pewne młode pszczoły są od razu nastawione na zintegrowanie z nową królową.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post