definicja PN
Uważam tak jak napisałem Uśmiech
Ale i tak będę trzymał pszczoły w ulach Oczko
Wstawiał im ramki i selekcjonował matki Uśmiech
Cytuj ten post
(06.05.2015, 08:51)Krzyżak napisał(a): Uważam tak jak napisałem Uśmiech
Ale i tak będę trzymał pszczoły w ulach Oczko
Wstawiał im ramki i selekcjonował matki Uśmiech

Szymon, bo Ty jesteś złym człowiekiem! ;-) hahaha
Cytuj ten post
(06.05.2015, 09:03)MrDrone napisał(a):
(06.05.2015, 08:51)Krzyżak napisał(a): Uważam tak jak napisałem Uśmiech
Ale i tak będę trzymał pszczoły w ulach Oczko
Wstawiał im ramki i selekcjonował matki Uśmiech

Szymon, bo Ty jesteś złym człowiekiem! ;-) hahaha

No a przynajmniej aroganckim. Uśmiech Tak wynika z tego co napisał. hihihi
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
Cham i prostak jak mawia moja teściowa Uśmiech
Cytuj ten post
(06.05.2015, 08:06)MrDrone napisał(a): no tak,
tylko to są wszystko dobre sposoby na to, żeby ograniczyć lub odstawić chemię. Ale czy to jest tak do końca "pszczelarstwo naturalne"? Ja nie jestem pewny. Jak dla mnie jednym z kluczowych elementów PN to pozwolenie na naturalny cykl rozwoju rodziny i możliwie dużą swobodę tego co pszczoły w ulu robią. A ta metoda chyba niewiele ma z tym wspólnego - choć pewnie to może być jakiś krok na początek...

Powiedzmy sobie szczerze - pszczelarstwo 100% naturalne jest póki co niemożliwe. A każdy ma inną wizję i inne priorytety. Dla jednego ważniejszy będzie naturalny cykl rozwoju rodziny i czerw, a dla innego flora i fauna w ulu, która ginie przy stosowaniu kwasów organicznych lub olejków eterycznych.
Cytuj ten post
(06.05.2015, 13:17)Krzyżak napisał(a): Cham i prostak jak mawia moja teściowa Uśmiech

cieszę się, że nie tylko my się na Tobie poznaliśmy ;-))
Cytuj ten post
(06.05.2015, 13:52)MrDrone napisał(a):
(06.05.2015, 13:17)Krzyżak napisał(a): Cham i prostak jak mawia moja teściowa Uśmiech

cieszę się, że nie tylko my się na Tobie poznaliśmy ;-))

Której to drużyny kibice chcieli znać Twój adres ? Oczko
Cytuj ten post
Przy moim napszczeleniu terenu pozostawienie rodzin samym sobie to klapa na starcie. Mozę za 5 lat jak moje trutnie i rozdane matki zrobią swoje, można będzie próby czynić.

A co znaczy matka natura? Jak człowiek zmienia wszystko szybciej i natura nie ma czasu to ogarnąć?


Lasy gospodarcze to wizja człowieka zmienna na przestrzeni lat. To nic z naturą w czystej postaci nie ma wspólnego.

Decyzja ARR aby drugi pokos na łąkach przyspieszyć eliminuje w sierpniu zioła i inne do obloty pszczół.
Więc pustynia.
Pastwiska czy łąki nie odkwaszane od 20 lat nie stanowią już atrakcji dla pszczół.

W uprawach nie ma już chabrów , maków i innych. (choć tych upraw u mnie już nie ma a 20 lat temu były).

Takie moje rozmyślania.

Pozdrawiam
Cytuj ten post
Marbert ogólnie u nas w RP to mało jest miejsc godnych PN ale się zdarzają i tam może się udać w niektórych przypadkach...
Niestety człowiek narobił takiego bagna.
Cytuj ten post
Łukasz, wszystko mylisz - człowiek osusza bagna! ;-) haha
Cytuj ten post
(06.05.2015, 19:14)MrDrone napisał(a): Łukasz, wszystko mylisz - człowiek osusza bagna! ;-) haha

To wina bobrów, chyba wiesz coś o tym...?
Cytuj ten post
zależy o jakich bobrach mówisz ;-)
Cytuj ten post
No tych bobrach od wałów co winne są powodzi...
Cytuj ten post
(06.05.2015, 19:27)MrDrone napisał(a): zależy o jakich bobrach mówisz ;-)

Zboczeniec Oczko
Ja wole bobrądka Uśmiech
Cytuj ten post
Pewnie całkowite puszczenie pszczół bez ingerencji, pomocy pszczelarza skazane jest na porażkę, choć w teorii rodzina przynajmniej 2 lata powinna przeżyć. Tak to wynika z teorii...
--
Pozdrawiam,
Piotr
Cytuj ten post
No dobrze, to jakie minimum waszym zdaniem, powinien robić pszczelarz, by rodzina mogła przetrwać, i by jednocześnie "zahaczyć" o PN ?
Cytuj ten post
Markus ale chodzi Ci o gospodarkę PN tak?
Jak sam widzisz każdy ma inną wizję na definicję PN więc nie ma tu obranych i gotowych schematów...
By rodziny mogły przetrwać w systemie bez leczenia to ja widzę tylko szanse powodzenia w robieniu pakietów i przerywaniu czerwienia w okresie czerwic/lipiec przynajmniej na 2 tygodnie... Do tego wszystkiego pszczoły które będą umiały utrzymać V na bezpiecznym poziomie i dadzą sobie radę z wirusami...
W tym sezonie zrobię kilka takich rodzin bez leczenia.
Z resztą jak na razie wszystkie rodziny są bez leczenia po jesiennych 5 g tymolu...
Cytuj ten post
(26.03.2015, 08:39)Borówka napisał(a):  nie widziałem aby pszczoły jadły buraki cukrowe lub trzcinę cukrową.

krótki komentarz zdjęciowy
https://www.google.pl/search?q=sugarcane+bees&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwiJv9XmxdPJAhXG_HIKHdSEA80Q_AUIBygB&biw=1440&bih=741#tbm=isch&q=bee+on+sugarcane&imgrc=qGACvboRuQioxM%3A
Cytuj ten post
(11.12.2015, 11:00)MN napisał(a):
(26.03.2015, 08:39)Borówka napisał(a):  nie widziałem aby pszczoły jadły buraki cukrowe lub trzcinę cukrową.

krótki komentarz zdjęciowy
https://www.google.pl/search?q=sugarcane+bees&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwiJv9XmxdPJAhXG_HIKHdSEA80Q_AUIBygB&biw=1440&bih=741#tbm=isch&q=bee+on+sugarcane&imgrc=qGACvboRuQioxM%3A

Ale to jest trzcina poszatkowana przez człowieka z której wypływa sok. Nie liczy się. Chodzi mi o trzcinę która rośnie na polu. Oczywiście jak i w naturze łodyga się uszkodzi i wycieknie sok to pszczoła się napije tak samo jak z przejrzałego owoca leżącego na ziemi z rozłożonymi pektynami, soku brzozowego czy klonowego wypływającego z włókien drewna czy z bezwłóknistych odchodów mszycy która przerobiła już te kalorie. To wszystko jest jednak surowy pokarm nieoczyszczony i nieprzetworzony przez człowieka. Pszczoła nie ma możliwości spożywać kalorii z włóknistych komórek upakowanych w ściany komórkowe z celulozy. Sok i szatkowanie to już jest obróbka mechaniczna człowieka która oszukuje jego instynkt i instynkt zwierząt. Choć rzecz jasna taki sok będzie to zupełnie co innego niż rafinowany cukier z tejże trzciny.
Cytuj ten post
Wiem, droczę się Uśmiech A tak serio, to gdzieś czytałem, że pszczoły naturalnie jednak podjadają trzcinę. Co chwila jakieś zwierze łamie rośliny i pszczoły ciągle z nich korzystają. Ponadto same są w stanie zgryzać liście i łodygi, żeby dobrać się do soku.
Cytuj ten post
(11.12.2015, 14:59)MN napisał(a): Wiem, droczę się Uśmiech A tak serio, to gdzieś czytałem, że pszczoły naturalnie jednak podjadają trzcinę. Co chwila jakieś zwierze łamie rośliny i pszczoły ciągle z nich korzystają. Ponadto same są w stanie zgryzać liście i łodygi, żeby dobrać się do soku.

To jest dobre bo to są surowe nierafinowane kalorie tak samo jak w naszym rejonie pszczoły podjadają surowy sok brzozowy, klonowy czy z grabu oraz przejrzałe owoce. Np. jak niedźwiedź czy sarna złamie gałąź brzozy na przedwiośniu.
To ma witaminę C, antyoksydanty, minerały (sód, potas) i masę innych rzeczy których nie ma cukier.

Cytat:"Ponadto same są w stanie zgryzać liście i łodygi, żeby dobrać się do soku."

Akurat tu czytałem, że nie są więc są dwie sprzeczne informacje. Może te przy trzcinie się tego nauczyły.
Cytuj ten post
Trzcina spadziuje tak jak zboża niektóre
Cytuj ten post
(11.12.2015, 15:12)bonluk napisał(a): Trzcina spadziuje tak jak zboża niektóre

Tak jak różne zielne rośliny czy drobne byliny nieraz. Ogólnie to w takiej prawdziwej puszczy to pszczoła miała różnorodnego rodzaju jedzonka. I też pewno z ulęgałek rozkładających się na ziemi korzystała bez szkody dla swojego zimowania.
Cytuj ten post
Puki w moim rejonie nie wykopano sztucznie jeziora i 2 stawów rosło sporo trzciny. Teść w swoim stawie miał liny i karasie teraz amury i karpie. Teściowa zaczęła hodować gęsi. Wszystkie te stwory zeżarły trzciny. Efekt jest taki, że niegdyś każdy miód miałem "zabajony spadzią" jak to mawiała moja koleżanka. Nawet mniszek był zielonkawy! Teraz nie dość, że mam niemal pustynię pożytkową pod domem - mimo wielu ha łąk - to o spadzi mogę zapomnieć.
Cytuj ten post
(11.12.2015, 15:25)MN napisał(a): Puki w moim rejonie nie wykopano sztucznie jeziora i 2 stawów rosło sporo trzciny. Teść w swoim stawie miał liny i karasie teraz amury i karpie. Teściowa zaczęła hodować gęsi. Wszystkie te stwory zeżarły trzciny. Efekt jest taki, że niegdyś każdy miód miałem "zabajony spadzią" jak to mawiała moja koleżanka. Nawet mniszek był zielonkawy! Teraz nie dość, że mam niemal pustynię pożytkową pod domem - mimo wielu ha łąk - to o spadzi mogę zapomnieć.

Kto wie czy w naszych wielu rejonach właśnie ta różnorodność spadzi nie jest jednym z brakujących ogniw zdrowotności diety pszczoły.
Łukasz coś pisał, że zauważa, że spadź oddziaływuje poprzez pszczoły jakoś na warrozę.
Cytuj ten post