Dlaczego pszczelarze boją sie gadać o (nie)leczeniu
#1
Już któryś raz widzę, że tematy nieleczenia, działania ze środkami pochodzenia naturalnego w rozmowie na żywo są albo kończone milczeniem, albo szybko zmienia się temat albo wchodzi się na dawki amitrazy i innych specyfików... Wiecie czemu się tak dzieje czy tylko ja mam takie odczucie?
Cytuj ten post
#2
rozumiem, że chodzi Ci o "tradycyjnych" pszczelarzy?

kto wie.
ja na przykład czuję się niepewnie jak mam mówić o nieleczeniu jak jestem otoczony przez pszczelarzy, którzy zapewne wywieźliby mnie na taczkach za takie coś... ;-) wynika to ze strachu o własne życie i zdrowie ;-)
Cytuj ten post
#3
tylko, że ja mówię o innych możliwościach naturalnych w gronie tradycyjnych ale rozmowa ni pierona dalej się nie rozkręca... o to mi chodzi. Agresji nie widzę ale całkowity brak zainteresowania jakby to było coś mało ważnego czy bardziej ciekawostka którą można wysłuchać i o niej zapomnieć
Cytuj ten post
#4
Łukasz, ja tak mam cały czas jak piszę o zaprzestaniu leczenia... a uważam, że to ważniejsze niż przejście na lekkie metody, bo pozwoli na odbudowanie naturalnej dzikiej czy półdzikiej populacji i uniezależnienia się pszczół od człowieka, ale z drugiej strony na korzystanie z pszczół przez człowieka.
tu ładnie o tym wszystkim mówi Bush: https://www.youtube.com/watch?v=o3qniBf7_U0 (Szymon kiedyś podesłał) - generalnie to podstawa podstaw, ale nie do ogarnięcia dla 99.999%.


pierwsza reakcja:
- ile lat trzymasz pszczoły
druga reakcja
- żeby cokolwiek zrobić, trzeba mieć pszczoły wiosną
trzecia reakcja
- zostaną zapewne takie, które nie tworzą silnych rodzin i są niemiodne, więc po co takie pszczoły?

itp itd...
i nie ma tematu, nie ma zainteresowania.

ręce opadają. ludzie nie chcą wysiłku. Nie chcą pszczoły, która użądli. Nie chcą pszczoły, która czasem zachowa się po prostu jak żywy organizm, który potrzebuje też czasem mieć "zły dzień" czy "zły sezon". Ludzie chcą maszynek do miodu...

a pół żartem (rzecz jasna złośliwym, jak to ja...) - zapytaj Marberta. on Ci opowie ;-)
Cytuj ten post
#5
A jak to wygląda od strony formalnej? Bo dawniej była to choroba zwalczana z urzędu, obowiązywało zgłoszenie do lek. wet który miał obowiązek nadzorować zwalczanie itd. W takim przypadku trudno chwalić się nieleczeniem.
Cytuj ten post
#6
chyba jest tak dalej. ale chyba nie ma ani jednego ula w polsce w którym nie byłoby roztocza. jakoś nie nadzorują, bo pewnie musiałoby być tych nadzorców z pół armii

poza tym akurat Łukasz mówi o metodach naturalnych, a nie zaprzestaniu leczenia. więc Marcin, tu ten temat o którym piszesz nie wchodzi w grę.
ja - za Bush'em - piszę o zaprzestaniu, bo uważam, że to długofalowo jedyna droga. Ale jak wiesz są też znacznie łagodniejsze podejścia niż to nazywane tutaj "radykalnym"
Cytuj ten post
#7
dla mnie nieprawdopodobne jest to, że ludzie cały czas mówią: "my to jesteśmy pszczelarzami, ale - ktoś tam - jakiś instytut czy hodowcy powinni nam znaleźć rozwiązanie"

no więc instytuty prowadzą badania nad małą komórką,
niektórzy hodowcy - choćby np. Polbart - mówią o potrzebie eliminacji tych pszczół, które mają najwięcej pasożyta. są sprowadzone do Polski finki, inni hodowcy w Europie mają takie pszczoły, które może nie są remedium, ale poprawiłyby sytuację znacząco...

i co??

i nic. nie ma zainteresowania tymi rozwiązaniami. Polbart pisał, że finkami mało kto się interesuje. Za to apele "zróbcie coś z warrozą" są przez cały czas.
Ja nie boję się tego stwierdzenia: pszczelarze to ignoranci (żeby nie powiedzieć "głupcy" i kogoś nie urazić...). w większości nie potrafiący logicznie myśleć.
Cytuj ten post
#8
(20.09.2015, 20:06)MrDrone napisał(a): dla mnie nieprawdopodobne jest to, że ludzie cały czas mówią: "my to jesteśmy pszczelarzami, ale - ktoś tam - jakiś instytut czy hodowcy powinni nam znaleźć rozwiązanie"

no więc instytuty prowadzą badania nad małą komórką,
niektórzy hodowcy - choćby np. Polbart - mówią o potrzebie eliminacji tych pszczół, które mają najwięcej pasożyta. są sprowadzone do Polski finki, inni hodowcy w Europie mają takie pszczoły, które może nie są remedium, ale poprawiłyby sytuację znacząco...

i co??

i nic. nie ma zainteresowania tymi rozwiązaniami. Polbart pisał, że finkami mało kto się interesuje. Za to apele "zróbcie coś z warrozą" są przez cały czas.
Ja nie boję się tego stwierdzenia: pszczelarze to ignoranci (żeby nie powiedzieć "głupcy" i kogoś nie urazić...). w większości nie potrafiący logicznie myśleć.

No niestety tak właśnie jest.
p.s. przepraszam za mój poprzedni komentarza. Pisząc w pośpiechu wyszedł taki konstrukt, ze sam siebie nie rozumiem co miałem na myśli. Duży uśmiech
Cytuj ten post
#9
Muszę zgodzić się z Bartkiem. Dla zdecydowanej większości pszczelarzy pszczoły to świetny interes na dorobienie na boku i boją się stracić tej kasy. Poza tym często się mówi "idź do starego pszczelarza to Cię nauczy pszczelarzyć". Wielu przypadkach to bzdura. Wielu tych "tradycjonalistów" ma utarte schematy postępowania bez względu na to czy są dobre czy złe i nigdy ich nie zmienią. Wielu ma duże braki z biologii pszczół. Wielu wszystko zwala na podtrucia, hodowców, pogodę, słabe pożytki, itp. Mają doże braki merytoryczne z ogólnie pojmowanego pszczelarstwa. Ich wiedza ogranicza się do ich uli.
Moim zdaniem dlatego nie podejmują polemiki, bo nie mają żadnej szerszej wiedzy i boją się o tym mówić.
Nic o tym nie wiedzą to co mają mówić. Kolejny problem to bariera wiekowa. Wielu starszym osobom ciężko przyjąć argumenty młodszych i mniej doświadczonych choćby Ci młodsi mieli rację.
Poza tym ludzie boją się zmian. Nawet tych na lepsze.
Cytuj ten post
#10
Szymon, ale to nie Ci starsi pszczelarze nie mający wiedzy o biologii pszczół są "problemem" w tym wszystkim.
Przecież wiesz kto jest na forach pszczelarskich, kto zapewnia wiedzę tym, którzy dopiero wchodzą w pszczelarstwo i mają swoje pierwsze ule. to są młodzi ludzie. często młodsi niż my, a pewnie w 99% do 50tki. i to tacy, którzy chwalą się swoją wiedzą teoretyczną i praktyczną. za to nie potrafią połączyć A z B. Zadanie logiczne dla dzieci z przedszkola ich przerasta.

Ci starsi to zupełnie inna historia. oni są często mądrzejsi niż Ci młodzi - nawet jak nie mają wiedzy.
Cytuj ten post
#11
Problem też leży w edukowaniu...
Szkoły, kursy i szkolenia a wszędzie to samo...
Leczenie, karmienie, siła, i wbijanie do głowy młodym ludziom lub ludziom którzy zaczynają, że koniecznie trzeba dobrze zaleczyć rodziny i to już najlepiej zaraz po lipie...

Tam się nie mówi o innych metodach czy o jakimś zrównoważonym działaniu... Współczuje tym co zaczynają i mają pranie mózgu bo łykają to wszystko w 5 min... a szkoda bo mogliby zacząć inaczej zwłaszcza, że są to raczej ludzie pasjonaci a nie komercyjni wyzyskiwacze.
Cytuj ten post
#12
U mnie w okolicy sytuacja zgoła inaczej wygląda, może to dlatego, że większość pszczelarzy tutaj to starsi ludzie. Pszczoły mają w większości lokalne, a o mniej inwazyjnych metodach leczenia większość ma jakiekolwiek pojęcie i nie negują ich, ale sami stosują amitrazę bo tak im chyba prościej i wygodniej.
O małej komórce czy naturalnej zabudowie i zimowaniu pszczół na miodzie też złego słowa nigdy nie słyszałem.
Cytuj ten post
#13
Miałem przed chwilą kontrolę z inspekcji weterynarii i dowiedziałem się kilku rzeczy. Jedynie zgnilec amerykański podlega kontroli i zwalczaniu z urzędu. Warroza nie podlega kontroli, nie ma też obowiązku zwalczania warrozy.
Cytuj ten post
#14
Dobrze wiedzieć
Cytuj ten post
#15
(21.09.2015, 12:15)Przemek napisał(a): Miałem przed chwilą kontrolę z inspekcji weterynarii i dowiedziałem się kilku rzeczy. Jedynie zgnilec amerykański podlega kontroli i zwalczaniu z urzędu. Warroza nie podlega kontroli, nie ma też obowiązku zwalczania warrozy.

Nie do końca jest jak piszesz. Co do zgnilca zgoda choć nie jest jedyny z tego co pamiętam.
Warroza podlega zgłoszeniu ale nie podlega zwalczaniu z urzędu. Czyli mamy obowiązek zgłosić ale urząd nie ma obowiązku przyjechać, badać czy ogłaszać strefę zapowietrzoną.
Co ciekawe mamy obowiązek zgłaszania i generalnie podlegamy pod WET tylko w przypadku zgłoszenia pasieki do WET i nadania nam nr ewidencyjnego. Jeżeli nie mamy zgłoszonej pasieki /a mamy prawo nie zgłaszać/ to nic nam nie mogą zrobić i im nie podlegamy. Taka mała polska paranoja.
Cytuj ten post
#16
(21.09.2015, 13:34)Krzyżak napisał(a):
(21.09.2015, 12:15)Przemek napisał(a): Miałem przed chwilą kontrolę z inspekcji weterynarii i dowiedziałem się kilku rzeczy. Jedynie zgnilec amerykański podlega kontroli i zwalczaniu z urzędu. Warroza nie podlega kontroli, nie ma też obowiązku zwalczania warrozy.

Nie do końca jest jak piszesz. Co do zgnilca zgoda choć nie jest jedyny z tego co pamiętam.
Warroza podlega zgłoszeniu ale nie podlega zwalczaniu z urzędu. Czyli mamy obowiązek zgłosić ale urząd nie ma obowiązku przyjechać, badać czy ogłaszać strefę zapowietrzoną.
Co ciekawe mamy obowiązek zgłaszania i generalnie podlegamy pod WET tylko w przypadku zgłoszenia pasieki do WET i nadania nam nr ewidencyjnego. Jeżeli nie mamy zgłoszonej pasieki /a mamy prawo nie zgłaszać/ to nic nam nie mogą zrobić i im nie podlegamy. Taka mała polska paranoja.

Mamy prawo nie zgłaszać? Jesteś tego pewien?
Cytuj ten post
#17
Mamy prawo nie zgłaszać
Cytuj ten post
#18
ważne, ze nie ma obowiązku zwalczania z urzędu.
zresztą gdyby był taki obowiązek to byłby niezły absurd ;-)
Cytuj ten post
#19
O to świetnie.
Cytuj ten post
#20
(21.09.2015, 13:40)Borówka napisał(a): O to świetnie.

Ale jak nie zgłosisz, to nie masz prawa wprowadzać produktów pszczelich na rynek. Nawet w formie darowizny.
Podarowanie mamie czy cioci słoika miodu jest wykroczeniem i Bartka koledzy ześlą Cię wtedy do łagru ;)
Cytuj ten post
#21
... po zakuciu w dyby na dobę i uprzedniej chłoście na najbliższym rynku gminnym.... ;-)
Cytuj ten post
#22
Ja się nie znam i nie interesowałem refundacjami ale jak czytam na jakieś grupie, ze ktoś dostaje 80% na chemię to myślę, że argument finansowy też by dobrze przemówił. Gdyby znieść refundacje na "leki" to ktoś by się dwa razy zastanowił czy warto wydawać walutę czy może zainwestować w pszczoły wymagające nieleczenia lub mniej leczenia.
Cytuj ten post