Pasieka Jarka D
#1
Jarku Witamy Cię na forum.
ponieważ nie było mnie 3 dni i miałem dostęp ograniczony to dopiero przedzieram się przez wątek na Polance. Ale na pewno będziesz tu mógł wiele ciekawych rzeczy powiedzieć.

nie wiedziałem gdzie ten wątek umieścić - uznałem, że w tym dziale, bo gdzieś tam padły słowa, że Twoje pszczoły jednak jakieś wspomożenie dostają, a dla wielu Twoja wiedza pomoże podjąć pierwsze kroki w PN!


(04.12.2015, 06:57)bonluk napisał(a):
(03.12.2015, 23:45)Jarek_D napisał(a): Witajcie,
od niedawna, coraz częściej zaglądam na Wasze forum.
Coraz bardziej mi się podoba, czuje się energię, zapał, pasję doświadczania.
Mam trochę doświadczenia w gospodarce organicznej.
Więcej o moim pszczelarzeniu można poczytać w założonym na martwym już Zagajniku wątku 54-51-49
http://free4web.pl/3/2,92259,225699,7565079,15,Thread.html
Pasiekę prowadzę w województwie łódzkim. Średnio 15 - 30 rodzin w zmodyfikowanych ulach Ostrowskiej.
Ostatni raz  akarycydy stosowałem w 2004 r.
Chętnie podzielę się swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniem.

Serdecznie pozdrawiam

Witaj... Twój temat chyba parę razy już zdążyłem przewertować...
Jak będziesz miał ochotę podziel się z nami wiedzą i jak to wygląda na chwilę obecną?
Oczywiście warto założyć nowy temat

Pozdrawiam

Oczywiście podtrzymuję pytania kolegi.


Z początku czytania tego wątku Polanki wyłania się parę wniosków dla mnie i parę pytań.

1. jak ktoś może napisać, że "chwilę trzyma pszczoły" - jak Ty - to ma zupełnie inny odbiór, choć dzielisz się mniej więcej tożsamą wiedzą, do tego o czym my piszemy. Oczywiście Ty piszesz o własnych doświadczeniach - my o tym co wiemy od innych i co zakładamy na tej bazie. I od razu kiedy pisze się "ja" a nie "on" to i chętniej czytają, a i ataki nie polegają na wyzywaniu od "barbarzyńców".

2. Twoje opisy są mniej więcej zgodne z oczekiwaniami (tj. np. w zakresie śmiertelności, budowy komórek itp)

3. jeszcze nie doszedłem - może odpowiadasz na tą wątpliwość dalej - skoro w którymś roku miałeś bardzo duży osyp czemu jednak nie zdecydowałeś się na brak ingerencji chemicznej. Czy nie uważasz, że bardzo duży osyp w jednym roku mógłby wskazywać na to, że kolejne lata będą znacząco lepsze?
Ja osobiście godzę się z tym, że co któryś rok straty będą znacząco wyższe, co pozwoli na eliminację najbardziej zjadliwych roztoczy i najmniej odpornych pszczół... ważne, żeby pasieka była samowystarczalna.
Co więc skłoniło Cię do ingerencji? ... czytam dalej, może się wyjaśni... Uśmiech
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#2
przeczytałem do końca i widziałem, że po 2010 roku wątek - powiedzmy, jest "rwany".

W każdym razie nie dowiedziałem się czemu zdecydowałeś się na ingerencję po 5 (czy 6?) latach - nie bójmy się użyć słowa: "sukcesów"(?). rozumiem, że były straty (właśnie nie do końca doczytałem się jakie, ale wynikało z tego, że duże), ale czy przyroda czasem tak po prostu nie woła o swoje?

chciałbym się też więcej dowiedzieć o lokalności pszczoły i selekcji jaką prowadziłeś. bo pisałeś,że było to na pszczole selekcjonowanej AGT (o ile dobrze zrozumiałem). a na ile były wprowadzane pszczoły lokalne? córki tych zakupionych? na ile były selekcjonowane? czy stosowałeś metody rojowe lub inne metody powodujące przerwę w czerwieniu dla tych rodzin?
Byłbym wdzięczny za te odpowiedzi Uśmiech wygląda na to, że możesz mieć jedne z największych doświadczeń w kraju z tym co my tu próbujemy zdziałać Uśmiech wnioski będą nieocenione Uśmiech
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#3
Dzięki za wątek, dużo pytań....  Uśmiech.
Jestem na spotkaniu Polanki, po powrocie postaram się odpowiedzieć,
ale nie oczekujcie że w moich wszystkich działaniach wykażę się konsekwencją i logiką.
Często sytuacja w pasiece wymuszała ruchy których teraz bym nie wykonał.
Ale takie są pszczoły, ciągle zaskakują i uczą.
Tyle na okrągło a dokładniej postaram się po powrocie.
A na razie, chcąc oszczędzić niektórym przebijania się przez ten 17 stronicowy wątek zacytuję posumowanie napisane w 2011 roku i może ono być dobrym startem do opisania stanu na dzisiaj .

Cytat:To prawda, minęło trochę czasu od napisania przeze mnie ostatniego postu w tym wątku.
Wiosna 2010 zweryfikowała podejście do problemów ale te 5 lat utrzymywania pasieki bez chemii warte jest podsumowania i wyciągnięcia wniosków.

Przypomnę trzy równoważne zasady gospodarki wg. Lusby:
mała komórka ( 5,1 – 4,9 mm)
hodowla rozumiana jako selekcja
naturalny pokarm

Jeżeli chodzi o komórkę to moje krainki nie miały problemów z węzą 5,1 mm.
Węza 4,9 była odbudowywana różnie, zależnie od pory sezonu, często plastry ładnie wyciągane wczesną wiosną były psute w środku lata. Te same rodziny w jednym roku węzę 4,9 budowały bez problemów a w następnym psuły na potęgę.

Selekcja w kilkunastopniowej pasiece polegająca na odchowie matek z rodzin najlepiej tolerujących
warrozę i nie wykazujących objawów chorobowych z założenia skazana była na niepowodzenie.
Można było się spodziewać, że tak hodowane matki naturanie unasienniane nie przekażą pożądanych cech. Dodatkowym utrudnieniem było bliskie sąsiedztwo tradycyjnie prowadzonej pasieki z możliwością reinwazji warrozy w obu kierunkach.

Co się tyczy pokarmu do zimowania to bywało różnie, udział miodu nawłociowego zależał od sezonu i miód ten uzupełniany był w pierwszych latach syropem cukrowym a w dwóch ostatnich inwertem.

Pomimo znacznych strat wiosną 2010 nie zrezygnowałem z idei prowadzenia gospodarki organicznej wyciągając wnioski i korygując przyjęte zasady.

- odnośnie budowy gniazda podaję ramki z czystą węzą 5,1 mm z własnego wosku, a rójki osadzam tylko na ramkach z 1-2 cm paskami węzy.

- odnośnie hodowli i selekcji to pasieka bazuje na selekcjonowanych na odporność na choroby niemieckich krainkach z projektu AGT.

- odnośnie pokarmu na zimę zasady pozostają bez zmian, jeżeli starcza nawłoci , zimują na nawłoci, jeżeli braknie uzupełniam inwertem.

Odstąpiłem także od zasady nieingerowania w przypadkach silnego porażenia rodzin warrozą.
W drugiej połowie lipca kontroluję naturalny osyp pasożyta. Dennica osiatkowana pozwala na ocenę stopnia porażenia. Rodziny porażone w stopniu powyżej średniej w pasiece w tym roku w sierpniu i jesienią po raz pierwszy od lat potraktowałem Bee Vitalem.
 
Cytuj ten post
#4
(04.12.2015, 18:40)Krzyżak napisał(a): Witaj Jarek_D na naszym forum.
Takich ludzi jak Ty nam trzeba Uśmiech Zapraszamy również do Stowarzyszenia Uśmiech

Przeczytałem "Twój blog" na zagajniku z zainteresowaniem. Mam pytania:
W jaki sposób mocowałeś paski węzy do ramek ?
Dziwi mnie trochę podejście w sprawie węzy. Piszesz, że rodzinom "produkcyjnym" dawałeś węzę 4,9 a złapanym rójkom paski węzy. Dlaczego tak ? Uważam, że powinno  się robić dokładnie odwrotnie czyli rodzinom już wstępnie "zmniejszonym" należy dawać puste ramki aby "trenowały" sobie odbudowę małej komórki a rójkom, które prawdopodobnie pochodzą z węzy 5,4 dać węzę 4,9 aby odbudowały sobie gniazdo.
Z moich doświadczeń wynika, że rójki nie mają problemów z odbudową 4,9.

Pozdrawiam
Krzyżak

Wyjaśniam sprawę węzy.
Węzę 4,9 dawałem do rodzin produkcyjnych które były w różnym stadium przystosowania do 4,9.
Używam grubej węzy. Całe arkusze wymagają mniej energii do odbudowania i to mniej kosztuje.
Osadzałem tylko rójki z moich rodzin tzn. tych które były w trakcie "pomniejszania".
Na ramkach z paskami mogły rozładować swoją energię i chęć do budowy i pokazać na jakim etapie retrogresji się znajdują.
Paski węzy wtapiałem w normalne zadrutowane pionowo ramki i miały pszczołom pokazać kierunek budowy.
Dawałem paski z 4,9 bo gdzieś u Lusby albo na forum "organicbeekeepers" przeczytałem, że powinny też budować plastry 4,9, ale moje krainki widocznie o tym nie słyszały  Oczko.
Na ogół budowa szła  po drutach. Czasami dla zachowania kierunku budowy, trzeba na krótko między ramki z paskami   wstawić ramki z gotowymi plastrami lub z węzą.
Cytuj ten post
#5
(06.12.2015, 22:14)Jarek_D napisał(a): Paski węzy wtapiałem w normalne zadrutowane pionowo ramki i miały pszczołom pokazać kierunek budowy.

Dawałem paski z 4,9 bo gdzieś u Lusby albo na forum "organicbeekeepers" przeczytałem, że powinny też budować plastry 4,9, ale moje krainki widocznie o tym nie słyszały  ;).
Na ogół budowa szła  po drutach. Czasami dla zachowania kierunku budowy, trzeba na krótko między ramki z paskami   wstawić ramki z gotowymi plastrami lub z węzą.

Dzięki Jarku za odpowiedź. Koledzy pewnie liczą na odpowiedzi do swoich pytań :)
Co do wtapiania węzy. Myślałem, że masz jakiś inny patent, bo u siebie w ramce Langstrotha mam drutowanie poziome więc zastanawiam się jak prosto i szybko wkleić te paski. U Ciebie w drutowaniu pionowym sprawa jest prosta.
No nic będę główkował dalej :)
Ciekaw jestem czy szersze paski węzy np. 4 cm nie zasugerowały by pszczołom ciągnięcia dalej komórki 4,9mm ?
Cytuj ten post
#6
(04.12.2015, 23:50)MrDrone napisał(a): przeczytałem do końca i widziałem, że po 2010 roku wątek - powiedzmy, jest "rwany".

W każdym razie nie dowiedziałem się czemu zdecydowałeś się na ingerencję po 5 (czy 6?) latach - nie bójmy się użyć słowa: "sukcesów"(?). rozumiem, że były straty (właśnie nie do końca doczytałem się jakie, ale wynikało z tego, że duże), ale czy przyroda czasem tak po prostu nie woła o swoje?

5 lat.
W 2010 wiosną było strasznie.
Kilka rodzin spadło podczas zimy.
Inaczej odbiera się sytuację zimowego osypu rodziny, zdarza się każdemu, otwierasz wiosną,  cisza i sprzątanie.
Inaczej jest gdy trzeba obserwować agonię rodzin trwającą przez dłuższy czas po oblocie.
Tysiące pełzających niezdolnych do lotu pszczół z przekrzywionymi skrzydełkami przed ulami i na ziemi wokół pasieczyska.
Na wszystkich plastrach dużo pszczół bez skrzydeł.
Dużo czerwiu ze zgryzionymi wieczkami komórek, trochę larw wyrzuconych przed wlotek.
Widać jak rodziny słabną z dnia na dzień.
Wierz mi straszny widok.
 Ponad 30 lat z miłością  zajmuję się pszczołami a ryzyko klęski było wkalkulowane .............ale trzeba było to przeżyć.
To sprawa wyboru, z jednej strony zaplanowany eksperyment a z drugiej pszczelarska etyka i odpowiedzialność.
Postanowiłem ponownie zacząć inaczej.
Wielu "organicznych" również poszło  inną drogą polegającą na kontroli i na stopniowym dochodzeniu do TF.
c.d.n.
Cytuj ten post
#7
A czy jakieś fotki lub filmiki masz ze swoich doświadczeń ?
Bazujesz tylko na kraince, czy masz jeszcze inne rasy ?
Jakie masz linie krainek ?
Cytuj ten post
#8
Czyli w 2010 roku po 5 latach przyszło najgorsze... a czy nie korciło Cię aby to co przeżyło rozmnożyć na maksa czyli w maju zrobić jak najwięcej podziałów i zobaczyć co się stanie...?

Rok 2010 to rok strasznych deszczy więc i pogoda nie sprzyjała. W tym roku była powódź.
Cytuj ten post
#9
(07.12.2015, 08:19)markus napisał(a): (...)
Jakie masz linie krainek ?

Jarek_D napisał:
"- odnośnie hodowli i selekcji to pasieka bazuje na selekcjonowanych na odporność na choroby niemieckich krainkach z projektu AGT."
Cytuj ten post
#10
(06.12.2015, 23:28)Jarek_D napisał(a):
(04.12.2015, 23:50)MrDrone napisał(a): przeczytałem do końca i widziałem, że po 2010 roku wątek - powiedzmy, jest "rwany".

W każdym razie nie dowiedziałem się czemu zdecydowałeś się na ingerencję po 5 (czy 6?) latach - nie bójmy się użyć słowa: "sukcesów"(?). rozumiem, że były straty (właśnie nie do końca doczytałem się jakie, ale wynikało z tego, że duże), ale czy przyroda czasem tak po prostu nie woła o swoje?

5 lat.
W 2010 wiosną było strasznie.
Kilka rodzin spadło podczas zimy.
Inaczej odbiera się sytuację zimowego osypu rodziny, zdarza się każdemu, otwierasz wiosną,  cisza i sprzątanie.
Inaczej jest gdy trzeba obserwować agonię rodzin trwającą przez dłuższy czas po oblocie.
Tysiące pełzających niezdolnych do lotu pszczół z przekrzywionymi skrzydełkami przed ulami i na ziemi wokół pasieczyska.
Na wszystkich plastrach dużo pszczół bez skrzydeł.
Dużo czerwiu ze zgryzionymi wieczkami komórek, trochę larw wyrzuconych przed wlotek.
Widać jak rodziny słabną z dnia na dzień.
Wierz mi straszny widok.
 Ponad 30 lat z miłością  zajmuję się pszczołami a ryzyko klęski było wkalkulowane .............ale trzeba było to przeżyć.
To sprawa wyboru, z jednej strony zaplanowany eksperyment a z drugiej pszczelarska etyka i odpowiedzialność.
Postanowiłem ponownie zacząć inaczej.
Wielu "organicznych" również poszło  inną drogą polegającą na kontroli i na stopniowym dochodzeniu do TF.
c.d.n.

Jarku, wierz mi w 2014 znosiłem po 1, 2, 3 ule za każdą wizytą na pasiece, począwszy już od końca sierpnia... i zniosłem tak praktycznie całą pasiekę do świąt... widziałem też u znajomego pszczelarza "dywany" z pszczół na pasiece w tym samym okresie. on stracił 3/4 pasieki (30 rodzin), a ja całość (23 rodziny). Więc wiem o czym mówisz. serce się kraje... 
ale to prawda, że w maju czy czerwcu może być tego zupełnie inny odbiór. wtedy rodziny powinny się rozwijać a słabną...

Po wpisach na tamtym forum widziałem, że starałeś się wprowadzać metody Lusby. Widziałem, że starałeś się zimować na miodzie. W mojej ocenie naturalny ul ze zdrową mikroflorą + miód, to 90% sukcesu w zakresie chorób bakteryjnych i wirusowych. tak przynajmniej twierdzą ci, którzy te sukcesy odnoszą.

Natomiast podtrzymuję moje pytanie w zakresie pszczoły. na ile starałeś się "ulokalniać", rozmnażać przeżywające zachowując bioróżnorodność, a na ile bazowałeś na materiale wyjściowym sprowadzonym "z zewnątrz". no i na ile praktykowałeś przerwy w czerwieniu?
ile rodzinek wiosną 2010 roku funkcjonowało jako mniej lub bardziej "zdrowe"? 

Jak to twierdzi Bush, sukces tkwi w szczegółach, stąd dopytuję o szczegóły Uśmiech i te szczegóły myślę, że najbardziej interesują nas wszystkich Uśmiech
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#11
O tak, interesują, nawet bardzo.
Cytuj ten post
#12
(04.12.2015, 23:50)MrDrone napisał(a): chciałbym się też więcej dowiedzieć o lokalności pszczoły i selekcji jaką prowadziłeś. bo pisałeś,że było to na pszczole selekcjonowanej AGT (o ile dobrze zrozumiałem). a na ile były wprowadzane pszczoły lokalne? córki tych zakupionych? na ile były selekcjonowane? czy stosowałeś metody rojowe lub inne metody powodujące przerwę w czerwieniu dla tych rodzin?

Jeżeli chodzi o matki to przed 2010 rokiem   pasieka bazowała na krainkach o pochodzeniu niemieckim lub austriackim ( Nieska, Kortówka, Sklener  itp) unasiennianych u mnie na pasieczysku i na ich córkach rojowych lub odkładowych.
Selekcja następowała w sposób naturalny.
 W okresie tych 5 lat nie dokupywałem pszczół.
Starałem się utrzymywać stan pasieki na poziomie ok. 10 rodzin.
Silniejsze rodziny dawały odkłady lub rójki i w ten sposób uzupełniały zimowe straty.
Nie wiem co rozumiesz przez pojęcie lokalności pszczoły. Moja pasieka wtedy stała na obrzeżach Łodzi. W sąsiedztwie gospodarowali inni pszczelarze a jeden był bardzo blisko.
W takich warunkach unasienniały się moje matki.
Przerwy w czerwieniu nie stosowałem, .....Lusby o takim zabiegu nie wspomina  Oczko
Cytuj ten post
#13
(07.12.2015, 08:19)markus napisał(a): A czy jakieś fotki lub filmiki masz ze swoich doświadczeń ?
Bazujesz tylko na kraince, czy masz jeszcze inne rasy ?
Jakie masz linie krainek ?

Niestety nie prowadziłem dokumentacji fotograficznej.
O matkach w okresie 2005 - 2010 napisałem w poprzednim poście.
2011 - 2013 selekcjonowane matki AGT
2013 - 2015  Primorskie
Cytuj ten post
#14
(07.12.2015, 08:35)bonluk napisał(a): Czyli w 2010 roku po 5 latach przyszło najgorsze... a czy nie korciło Cię aby to co przeżyło rozmnożyć na maksa czyli w maju zrobić jak najwięcej podziałów i zobaczyć co się stanie...?

Rok 2010 to rok strasznych deszczy więc i pogoda nie sprzyjała. W tym roku była powódź.

To co przeżyło po zimie 2010 było tak słabe, że nie nadawało się do podziału.
Cytuj ten post
#15
(08.12.2015, 01:14)Jarek_D napisał(a):
(07.12.2015, 08:19)markus napisał(a): A czy jakieś fotki lub filmiki masz ze swoich doświadczeń ?
Bazujesz tylko na kraince, czy masz jeszcze inne rasy ?
Jakie masz linie krainek ?

Niestety nie prowadziłem dokumentacji fotograficznej.
O matkach w okresie 2005 - 2010 napisałem w poprzednim poście.
2011 - 2013 selekcjonowane matki AGT
2013 - 2015  Primorskie

Priomorskie masz od Polbarta?

(08.12.2015, 01:17)Jarek_D napisał(a):
(07.12.2015, 08:35)bonluk napisał(a): Czyli w 2010 roku po 5 latach przyszło najgorsze... a czy nie korciło Cię aby to co przeżyło rozmnożyć na maksa czyli w maju zrobić jak najwięcej podziałów i zobaczyć co się stanie...?

Rok 2010 to rok strasznych deszczy więc i pogoda nie sprzyjała. W tym roku była powódź.

To co przeżyło po zimie 2010 było tak słabe, że nie nadawało się do podziału.

Jak nie nadawało się do podziału to co dalej się z tymi rodzinami stało? Dałeś jakąś chemię, że powstały czy kupiłeś nowe?
Obracasz się z ulami na jednym czy kilku pasieczyskach?
Cytuj ten post
#16
(08.12.2015, 08:20)bonluk napisał(a): Priomorskie masz od Polbarta?

Jak nie nadawało się do podziału to co dalej się z tymi rodzinami stało? Dałeś jakąś chemię, że powstały czy kupiłeś nowe?
Obracasz się z ulami na jednym czy kilku pasieczyskach?

Primorskie mam od Polbarta i bardzo je sobie chwalę.
Rodziny które przeżyły zimowlę były bardzo słabe, zostały połączone i potraktowane BVHC który uważam za najłagodniejszy z preparatów wspomagających  pszczoły w obniżaniu poziomu infekcji.
W tym samym roku kupiłem kilka odkładów z dość zaniedbanej pasieki.
To był dobry zakup.
Zazimowałem 10 rodzin  na dwóch stanowiskach.
Potem rokrocznie własnymi zasobami stopniowo powiększałem pasiekę.
W rym roku zimuję 19 rodzin i nie zamierzam zimować więcej niż 20.
Od 2 lat mam nowe stanowisko w terenie o małym napszczeleniu.
Wyglądają na szczęśliwe Uśmiech
Cytuj ten post
#17
Jarku a sprawdzałeś nasz AMM...?
Wydaje mi się z tego co widzę po swoich dzikusach, że te pszczoły mają duży potencjał w kwestii przeżywalności i ogólnego wigoru...
Cytuj ten post
#18
(18.12.2015, 22:11)bonluk napisał(a): Jarku a sprawdzałeś nasz AMM...?
Wydaje mi się z tego co widzę po swoich dzikusach, że te pszczoły mają duży potencjał w kwestii przeżywalności i ogólnego wigoru...

Kiedyś, dawno, dawno temu miałem kilka matek Asty z Kocierzowych
Pasieka stała przy domu, a wokół małe działki i domy jednorodzinne.
Szybko musiałem z niej zrezygnować.
Innych nie próbowałem.

Dzisiaj byłem w pasiece, tylko pojedyncze pszczoły się kręciły.
Wygląda że jest ok. Wszystkie żyją.
Osypów praktycznie niet.
Cytuj ten post
#19
Od czasu do czasu lubię przekopać stare forum Polanki... a że JarkaD utożsamiam z polanką to właśnie w jego temacie będę wrzucał jakieś ciekawe interesujące wykopaliska...

akurat wrzucam post który postawił Jarek więc chyba pasuje... post jest z marca 2009 roku...

Oto tekst który znalazłem na portalu OKOLICA
w pierwszych dniach lutego.
Jego autorem jest pszczelarz z okolic Grójca którego dane posiada redakcja portalu.
Cytat:Jestem pszczelarzem z ponad pięćdziesięcioletnim stażem, a więc profesję pszczelarską mam chyba opanowaną. O warrozie informowano w końcu lat siedemdziesiątych XX wieku, że…gdzieś tam w Azji, Europie, podobno niszczy pasieki. Kiedy już było wiadomo, że klęska ta dotarła do Polski, wykonałem kontrolę papierem nasączonym olejem jadalnym. Wynik był niestety pozytywny. Na początku lat osiemdziesiątych dostępne na rynku leki szkodziły niestety pszczołom, warrozie nie. W 1984 z 23 pni pozostał mi jeden i garstka pszczół w drugim. Pokazał się apiwarol, preparat dość skuteczny w działaniu, ale niewygodny w użyciu. W ciągu trzech lat odbudowałem pasiekę. Wymyślenie nasycanych deseczek znakomicie ułatwiło walkę z pasożytem.
W drugiej połowie lat osiemdziesiątych, podjąłem próby wyhodowania pszczół odpornych na warrozę. Moja pasieka jest usytuowana na skraju lasu. W okolicy pszczół nie ma. W odległości około 3 km znajduje się kilkurojowa pasieka. Moja więc pasieka jest w zasadzie odizolowana od wpływów zewnętrznych.
Sprawą istotną dla moich poczynań, stał się problem zapłodnienia matek „ doświadczalnych” przez trutnie. Usiłowania wyhodowania „szczepu” odpornego na warrozę długo pozostawały nieskuteczne. Z powodu zagrożenia zniszczeniem pasieki, zmuszony byłem do ponownego stosowania leku. Ilość warrozy na ramkach kontrolnych i występowanie kalekich pszczół wskazywały na niebezpieczeństwo zniszczenia rojów. Uparcie kontynuowałem doświadczenia.
W 2003 roku stwierdziłem, iż jeden z rojów - który od roku 2001 nie dostawał deseczek ani innych leków, wykazywał na ramce kontrolnej występowanie warrozy na poziomie rojów leczonych. W roku 2003 rój ten rozwijał się bez większych zakłóceń. Wyhodowane na bazie jego czerwiu matki, poddałem dwom innym rojom. W roku 2005 mój podstawowy rój „ doświadczalny” nadal rozwijał się normalnie, warroza występowała w ilościach porównywalnych do „starych” rojów leczonych deseczkami. Wymieniłem matki w następnych trzech rojach z zaprzestaniem stosowania leków. Po zimie 2005/2006, kiedy to wszystkie moje roje przeżyły - z wyjątkiem jednego, który stracił matkę - wymieniłem matki na „ doświadczalne” w czternastu rojach. Pozostały mi cztery roje ze „starymi” matkami, które dostały deseczki. Przestraszony własną odwagą, deseczki zaaplikowałem dodatkowo jeszcze czterem rojom „ doświadczalnym”. Zimę 2006/2007 przetrwały wszystkie roje. Otrąbiłem zwycięstwo. Nowe matki dostały dwa następne roje. Zima 2006/2007 zweryfikowała mój triumf. Nie przeżyło 10 roi. Jeden został wyrabowany w październiku 2006, jeden zniszczyły myszy. Pozostałe chyba obciążają warrozę. Jednak po rozmowach ze znajomymi pszczelarzami, akurat tego całkiem pewny nie jestem, gdyż również notowali sporo „osypów”, mimo podawanych leków. Cztery roje dostały deseczki lecznicze w 2005 roku, więc można by je zapisać na konto warrozy, jednak dwa z padłych rojów, miały deseczki założone w 2006 roku i dwa w 2007 r. Powinny przeżyć. Nie poddałem osypów badaniom, więc wszystkie spadki obarczyły warrozę. W pozostałych rojach dwa były bez matki, a sześć było słabych. Wszystkie wymagały zabiegów wspomagających. W trakcie tych działań, nie obyło się beż potknięć.Otóż „macierz” wszystkich matek - rój obywający się przez osiem lat bez leków - przeżył katastrofę. W czasie dokarmiania jesienią 2007 r. w podkarmiaczce zawiesiła się pływająca deseczka zawiesiła się pionowo, powodując potopienie się wielu robotnic.Dawałem temu rojowi niewielkie szanse na przeżycie, było za późno w sensie pory roku i temperatury na wspomaganie. Dzięki stosunkowo łagodnej zimie 2007/2008 przeżyły i na przełomie miesięcy maja i czerwca, bez wspomagania zapełniły ul. Matki w rojach o nienajlepszej kondycji wymieniłem czerpiąc materiał z „weterana”. Zrobiłem na tej samej bazie dwa zsypańce. Zabrałem z weterana około 15 ramek z jajkami i czerwiem, nie rekompensując ubytku. Odbiło się to na jego sile, chociaż i tak były mocniejsze niż jesienią 2007 r. Dzięki ograbieniu „weterana” już wszystkie roje w pasiece mają matki „ doświadczalne”. Poza jednym, wszystkie są silne, lub bardzo silne. Ich gniazda złożone są z 8-9 ramek warszawskich poszerzanych. Nie stwierdziłem w całej pasiece oznak chorobowych. Trafiłem, w przeciwieństwie do lat poprzednich, tylko na dwie zdeformowane muchy. Zapewne większość okaleczonych robotnic została z uli usunięta.
Połowa genów zapłodnionej „królowej” jest dziedziczona po ojcu trutniu, a połowa druga po matce. Fakt wyeliminowania „starych” matek z pasieki, daje dużą gwarancję graniczącą z pewnością unasiennienia matek właściwymi, „ doświadczalnymi” trutniami. Potwierdzeniem tego mogą być mocne, zdrowe roje. Na skutek niewiadomych dla mnie przyczyn, zimą 2007/2008 została przeprowadzona naturalna selekcja. Padły roje jeszcze niedostosowane. Część wymagała pomocy i wymiany matek, ale około dziesięciu było mocnych, co pozwoliło na wymianę matek, wzmocnienie rojów słabych i doprowadzenie ich do właściwej kondycji. Niektóre roje wzmocniły się nadspodziewanie szybko.
Matkę w czasie lotu godowego zapładnia około ośmiu trutni, z których w mojej pasiece część była „ doświadczalna”, a część „stara”. Stąd nie tylko matki wykazywały rozmaitą odporność na skutki żerowania warrozy, ale i ta sama matka mogła płodzić robotnice odporne i podatne na skutki pasożytowania. Dlatego uważam wyeliminowanie z pasieki matek „starych”, za niezbędne dla przyśpieszenia selekcji hodowlanej.
Pan profesor Zygmunt Jasiński - kierownik Zakładu Owadów Pożytecznych SGGW dwukrotnie - lustrował pasiekę. Był zbudowany siłą rojów, nie odbiegającą od siły rojów leczonych. Jestem przekonany o udanym eksperymencie wyhodowania rasy pszczół odpornych na warrozę.
Stan obecny przedstawia się następująco: okres bez podawania środków przeciw warrozie
8 lat - 1 rój
5 lat - 1 rój
4 lata - 3 roje
3 lata - 7 rojów
Pozostałe 2 lata i 1 rok.
Przy końcu sierpnia 2008 - 8 rojów nie leczonych 3 lata, nie mieściło się w gniazdach, część tworzyła kłęby na daszkach, wylegała na zewnątrz. Znam doskonale efekty żerowania warrozy i wiem jak wygląda rój zniszczony przez tego pasożyta.
Pan profesor Jasiński stwierdził, że bez wrodzonej odporności rój nie trzymałby się przy życiu osiem lat. Rok 2009, mam nadzieję, potwierdzi moje przekonania i rozproszy wątpliwości.
Cytuj ten post
#20
no proszę. a wiemy co dalej?
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#21
Ciekawe jak długo w PL stosowano te "leki" które bardziej szkodziły pszczołom niż warrozie.

Jeśli sporo i dostatecznie długo to wniosek mógłby być taki, ze po zastosowaniu lepszych leków populacja pszczół była w pasiekach już mocno osłabiona w kwestii zdrowia = odporności.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#22
Ja pierdziu, toż to moje rodzinne strony! A tam (okolice Grójec-Pniewy) kolejną strefę zapowietrzoną z okazji zgnilca amerykańskiego ogłoszono.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#23
(07.11.2016, 10:09)MrDrone napisał(a): no proszę. a wiemy co dalej?

Dalej nic nie ma w sensie jak kolejne lata...
Może JarekD doszukał się więcej informacji... 
Mi wystarczy to co już opisał... a trzeba brać pod uwagę  że działał pewnie na węzie... itd. 
Cytuj ten post
#24
Heh. Az miło sie czyta
Cytuj ten post
#25
tak miło się czytaUśmiech
Ciężko jest dymić pszczoły amitrazą Uśmiech
Cytuj ten post