wstrząs anafilaktyczny po użądleniu
#1
Pomimo moich pozytywnych poglądów na terapie jadem (użądleniami naturalnymi w tym również dzieci) jako coś dobrego myślałem jednak aby się zabezpieczyć na wypadek gdyby jednak ktoś przechodził czy był na pasiece a był wyjątkowo uczulony reagując wstrząsem anafilaktycznym na jad i nic z tym nie robił oraz co gorsza lekkomyślnie nie miał przy sobie środka zapobiegającego a ja bym o tym nic nie wiedział. Lub w jakiś wyjątkowo pechowej sytuacji można napić płynu z topiącą się pszczoła. Jest to bardzo mało prawdopodobne ale czemu się nie zabezpieczyć.

Rozmyślałem o posiadaniu domięśniowej czy dożylnej adrenaliny lub hydrokortyzonu.

Ktoś może posiada lub ma inne przemyślenia, doświadczenia?
Cytuj ten post
#2
Wydaje mi się, że adrenalinę podajemy tylko domięśniowo. Dość obszernie opisane jest w tym artykule (w jakiej postaci występuje i kiedy jest zasadność użycia):
http://www.medonet.pl/zdrowie/zdrowie-dla-kazdego/by-miec-adrenaline-i-nie-zawahac-sie-jej-uzyc,artykul,1664787.html

wg. mnie warto posiadać w lodówce ampułkostrzykawkę z adrenaliną ale koniecznie być świadomym kiedy można jej użyć bo użyta bez potrzeby może poważnie zaszkodzić.
Cytuj ten post
#3
Odpytywałem kiedyś na tą okoliczność panią alergolog. Powiedziała mi tak:
"Proszę Pana, trzeba mieć tylko jedną rzecz. Telefon komórkowy i dzwonić po pogotowie robiąc panikę żeby natychmiast przyjechali. Nie ma żartów, bo jak się nie zna to można więcej zaszkodzić niż pomóc".
Cytuj ten post
#4
Generalnie problem z powszechnym posiadaniem adrenaliny "na wszelki wypadek" jest taki, że część osób mogła by jej użyć mimo braku podstaw, a podstawą są wyraźne objawy rozwijającego się wstrząsu anafilaktycznego
Cytuj ten post
#5
(30.03.2016, 12:28)Krzyżak napisał(a): Odpytywałem kiedyś na tą okoliczność panią alergolog. Powiedziała mi tak:
"Proszę Pana, trzeba mieć tylko jedną rzecz. Telefon komórkowy i dzwonić po pogotowie robiąc panikę żeby natychmiast przyjechali. Nie ma żartów, bo jak się nie zna to można więcej zaszkodzić niż pomóc".

Pozostaje pytanie jaki jest ich czas reakcji? Ja usłyszałem, że od razu w samochód i do najbliższej przychodni - bo zanim przyjedzie pogotowie to już będzie po ptokach
Cytuj ten post
#6
(30.03.2016, 12:46)pastaga napisał(a): Generalnie problem z powszechnym posiadaniem adrenaliny "na wszelki wypadek" jest taki, że część osób mogła by jej użyć mimo braku podstaw, a podstawą są wyraźne objawy rozwijającego się wstrząsu anafilaktycznego

W ogródku rosną u mnie m.in. śmiertelne trucizny np. konwalia, nieopodal w lesie są śmiertelnie trujące grzyby i mocno porażający Bieluń. itd. itd. itd. Skoro mam zamiar kupić to chyba wiadomo, że najprawdopodobniej w ogóle nigdy nie użyje i zapoznam się z instrukcją co by używać w jakimś wyjątkowym przypadku.

Hydrokortyzon chyba jest bezpieczniejszy a również działa i podaje się go na taki wstrząs.

Wolę liczyć na siebie w pierwszym rzędzie niż na kogoś. Równie dobrze mogą przyjechać za 20 minut.
Bez przesady z tym zastrzykiem domięśniowo. Nie jest to trudne.
Cytuj ten post
#7
(30.03.2016, 12:53)emzarek napisał(a):
(30.03.2016, 12:28)Krzyżak napisał(a): Odpytywałem kiedyś na tą okoliczność panią alergolog. Powiedziała mi tak:
"Proszę Pana, trzeba mieć tylko jedną rzecz. Telefon komórkowy i dzwonić po pogotowie robiąc panikę żeby natychmiast przyjechali. Nie ma żartów, bo jak się nie zna to można więcej zaszkodzić niż pomóc".

Pozostaje pytanie jaki jest ich czas reakcji? Ja usłyszałem, że od razu w samochód i do najbliższej przychodni - bo zanim przyjedzie pogotowie to już będzie po ptokach

Dlatego lepiej mieć przy sobie.

Wszystko zależy od reakcji i przypadku. W najgorszym razie jeżeli zaczyna się zwężać przełyk to na wszystko jest za późno oprócz posiadania tego przy sobie chyba. Oraz umiejętnym zrobieniu dziurki we włóknach przełyku.
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#8
Borówka nie miałem na myśli Ciebie, raczej potencjalną matkę, której dziecko zostało użądlone i mocno płacze. Wyżej wspomniałem, że według mnie warto posiadać adrenalinę (będąc świadomym).
Cytuj ten post
#9
(30.03.2016, 12:57)pastaga napisał(a): Borówka nie miałem na myśli Ciebie, raczej potencjalną matkę, której dziecko zostało użądlone i mocno płacze. Wyżej wspomniałem, że według mnie warto posiadać adrenalinę (będąc świadomym).
a jak długo można to przechowywać w lodówce?
Cytuj ten post
#10
Kuba, z hydrokortyzonem ostrożnie. Jak pierwszy sezon zajmowałem się pszczołami puchłem jak bania. Ktoś właśnie polecił mi hydrokortyzon w maści... posmarowałem nogę po użądleniu. Prawie miesiąc męczyłem się - latem - z poparzoną nogą. Maść od razu poszła w kosz.
Cytuj ten post
#11
(30.03.2016, 12:57)pastaga napisał(a): Borówka nie miałem na myśli Ciebie, raczej potencjalną matkę, której dziecko zostało użądlone i mocno płacze. Wyżej wspomniałem, że według mnie warto posiadać adrenalinę (będąc świadomym).

Jeśli miałoby dojść do użycia tych środków (co prawdopodobnie nie nastąpi) to prawdopodobnie dziecko już by nie mogło płakać. To ma być tylko na wyjątkowo hardcorowe sytuacje. 

Jeśli dziecko by tylko mocno płakało to albo uspokoiłbym matkę mówiąc, ze przejdzie i że ból jest normalny a całe użądlenie zdrowie a jeśli jest uczulone to poleciłbym bym pojechać do przychodni, ostatecznie wezwał karetkę. Myśląc w duchu, ze wiedząc o uczuleniu matka powinna mieć to ze sobą jeśli nie poddała dziecka leczeniu lub leczenie było nieskuteczne (co się zdarza rzadko).
Cytuj ten post
#12
Przerabiałem to, automatyczna strzykawka kosztuje 200 zł i jest ważna - 6 miesięcy. Więc musisz co pół roku kupić nową, za użycie przeterminowanej pewnie tylko po łapach można dostać. Mam kilkoro znajomych uczulonych i nie ruszają się z domu bez zastrzyków. A lepiej ubepieczyć sie od takich wypadków (roszczeń) w kole pszczelarskim 2 zł od ula, prywatnie chyba 50 zł.
Cytuj ten post
#13
(30.03.2016, 13:01)emzarek napisał(a):
(30.03.2016, 12:57)pastaga napisał(a): Borówka nie miałem na myśli Ciebie, raczej potencjalną matkę, której dziecko zostało użądlone i mocno płacze. Wyżej wspomniałem, że według mnie warto posiadać adrenalinę (będąc świadomym).
a jak długo można to przechowywać w lodówce?
Adrenalina WZF:
"Przechowywać w lodówce (od 2○C do 8○C). W obowiązującym terminie ważności dopuszcza się przechowywanie leku przez okres 6 miesięcy w temperaturze poniżej 25°C. Przechowywać w oryginalnym opakowaniu w celu ochrony przed światłem. Nie zamrażać."
Cytuj ten post
#14
(30.03.2016, 13:04)MN napisał(a): Kuba, z hydrokortyzonem ostrożnie. Jak pierwszy sezon zajmowałem się pszczołami puchłem jak bania. Ktoś właśnie polecił mi hydrokortyzon w maści... posmarowałem nogę po użądleniu. Prawie miesiąc męczyłem się - latem - z poparzoną nogą. Maść od razu poszła w kosz.

Na opuchliznę polecam niepasteryzowany ocet jabłkowy, okład z gliny. Tego typu.

Michał ja zdaję sobie z sprawę, że to nie jest obojętny dla zdrowia środek. Sam jestem sceptykiem podawania strerydów na problemy które można załatwić inaczej. Hormony sterydowe są tak samo nadużywane jak antybiotyki i niesteroidowe leki anyzapalne czy inhibitory pompy protonowej.

Ja pisze o sytuacji kiedy ktoś prawdopodobnie za chwilę umrze. Wtedy nie dbasz o to czy nie dostanie zaczerwienia i wysypki lub coś poważniejszego.
Cytuj ten post
#15
(30.03.2016, 13:08)Borówka napisał(a):
(30.03.2016, 12:57)pastaga napisał(a): Borówka nie miałem na myśli Ciebie, raczej potencjalną matkę, której dziecko zostało użądlone i mocno płacze. Wyżej wspomniałem, że według mnie warto posiadać adrenalinę (będąc świadomym).

Jeśli miałoby dojść do użycia tych środków (co prawdopodobnie nie nastąpi) to prawdopodobnie dziecko już by nie mogło płakać. To ma być tylko na wyjątkowo hardcorowe sytuacje. 

Jeśli dziecko by tylko mocno płakało to albo uspokoiłbym matkę mówiąc, ze przejdzie i że ból jest normalny a całe użądlenie zdrowie a jeśli jest uczulone to poleciłbym bym pojechać do przychodni, ostatecznie wezwał karetkę. Myśląc w duchu, ze wiedząc o uczuleniu matka powinna mieć to ze sobą jeśli nie poddała dziecka leczeniu lub leczenie było nieskuteczne (co się zdarza rzadko).

Kuba wciąż mnie nie rozumiesz. Nie miałem na myśli, że ty zastosujesz w takiej sytuacji. Obawa jest przed ogólnym posiadaniem przez wszystkich. 

Koszt Adrenaliny WZF chyba jest sporo niższy niż epipenu.


Koszt epipenu jest wysoki, ampułkostrzykawka Adrenalina WZF jezt chyba znacznie tańsza.
Cytuj ten post
#16
Dzięki Kuba już nie puchnę Uśmiech nawet ostatnio trochę mi ubywa Język
Cytuj ten post
#17
(30.03.2016, 13:16)pastaga napisał(a):
(30.03.2016, 13:08)Borówka napisał(a):
(30.03.2016, 12:57)pastaga napisał(a): Borówka nie miałem na myśli Ciebie, raczej potencjalną matkę, której dziecko zostało użądlone i mocno płacze. Wyżej wspomniałem, że według mnie warto posiadać adrenalinę (będąc świadomym).

Jeśli miałoby dojść do użycia tych środków (co prawdopodobnie nie nastąpi) to prawdopodobnie dziecko już by nie mogło płakać. To ma być tylko na wyjątkowo hardcorowe sytuacje. 

Jeśli dziecko by tylko mocno płakało to albo uspokoiłbym matkę mówiąc, ze przejdzie i że ból jest normalny a całe użądlenie zdrowie a jeśli jest uczulone to poleciłbym bym pojechać do przychodni, ostatecznie wezwał karetkę. Myśląc w duchu, ze wiedząc o uczuleniu matka powinna mieć to ze sobą jeśli nie poddała dziecka leczeniu lub leczenie było nieskuteczne (co się zdarza rzadko).

Kuba wciąż mnie nie rozumiesz. Nie miałem na myśli, że ty zastosujesz w takiej sytuacji. Obawa jest przed ogólnym posiadaniem przez wszystkich. 

ok.
Obawy co do wszystkich rozumiem. Tylko to ma małe znaczenie w tym o co mi chodzi. Oczko Ja pisze o konkretnym przypadku.
Cytuj ten post
#18
(30.03.2016, 13:22)Borówka napisał(a):
(30.03.2016, 13:16)pastaga napisał(a):
(30.03.2016, 13:08)Borówka napisał(a):
(30.03.2016, 12:57)pastaga napisał(a): Borówka nie miałem na myśli Ciebie, raczej potencjalną matkę, której dziecko zostało użądlone i mocno płacze. Wyżej wspomniałem, że według mnie warto posiadać adrenalinę (będąc świadomym).

Jeśli miałoby dojść do użycia tych środków (co prawdopodobnie nie nastąpi) to prawdopodobnie dziecko już by nie mogło płakać. To ma być tylko na wyjątkowo hardcorowe sytuacje. 

Jeśli dziecko by tylko mocno płakało to albo uspokoiłbym matkę mówiąc, ze przejdzie i że ból jest normalny a całe użądlenie zdrowie a jeśli jest uczulone to poleciłbym bym pojechać do przychodni, ostatecznie wezwał karetkę. Myśląc w duchu, ze wiedząc o uczuleniu matka powinna mieć to ze sobą jeśli nie poddała dziecka leczeniu lub leczenie było nieskuteczne (co się zdarza rzadko).

Kuba wciąż mnie nie rozumiesz. Nie miałem na myśli, że ty zastosujesz w takiej sytuacji. Obawa jest przed ogólnym posiadaniem przez wszystkich. 

ok.
Obawy co do wszystkich rozumiem. Tylko to ma małe znaczenie w tym o co mi chodzi. Oczko Ja pisze o konkretnym przypadku.

Lekiem pierwszego rzutu jest adrenalina i to ona podana w przypadku wstrząsu anafilaktycznego ratuje życie. Na inne leki jest czas później.
Ze względu na liczne odwiedziny różnych osób zamierzam posiadać w przydomowej pasiece.
Cytuj ten post
#19
https://intensywnaterapia.wordpress.com/2015/03/29/anafilaksja-postepowanie-zrm-p/
Cytuj ten post
#20
U mnie w momencie pojawienia się pierwszych uli z pszczołami, do lodówy zawitała adrenalina tak na wszelki wypadek. Mam nadzieję nie użyć jej nigdy lub tylko wymieniać po dacie ważności. Świadomość posiadania jej daje poczucie komfortu, nie bezpieczeństwa, bo nie wiem czy zdążę jej użyć, ale właśnie komfortu, tyle Uśmiech
Cytuj ten post
#21
Osoby z rozpoznanym uczuleniem mogą się odczulić , ale dotyczy to wyłącznie tych z reakcją ogólnoustrojową http://www.mp.pl/artykuly/28993
Fakty nie przestaną istnieć z powodu ich ignorowania 
Jola
Cytuj ten post
#22
Ciekawy artykuł na powyższy temat
http://alergie.mp.pl/chorobyalergiczne/choroby/59841,alergia-na-jad-owadow

Moją uwagę zwrócił poniższy fragment:

rozwoju alergii na jad pszczoły dochodzi najczęściej przy dużej ekspozycji na użądlenia owadów i powtarzających się użądleniach, stąd grupę szczególnie narażoną stanowią pszczelarze, ich rodziny i osoby mieszkające w najbliższym sąsiedztwie

Z tego wynika, że ciągła ekspozycja na jad zwiększa prawdopodobieństwo pojawienia się alergii a nie uodparnia.
Cytuj ten post
#23
(13.05.2016, 20:48)emzarek napisał(a): Ciekawy artykuł na powyższy temat
http://alergie.mp.pl/chorobyalergiczne/choroby/59841,alergia-na-jad-owadow

Moją uwagę zwrócił poniższy fragment:

rozwoju alergii na jad pszczoły dochodzi najczęściej przy dużej ekspozycji na użądlenia owadów i powtarzających się użądleniach, stąd grupę szczególnie narażoną stanowią pszczelarze, ich rodziny i osoby mieszkające w najbliższym sąsiedztwie

Z tego wynika, że ciągła ekspozycja na jad zwiększa prawdopodobieństwo pojawienia się alergii a nie uodparnia.

Tylko, ze praktyka pszczelarzy z tego co ja wiem pokazuje co innego. Patrz: ludy pierwotne i społeczności bardziej tradycyjne czy przeszłość. Kiedyś był większy kontakt z owadami od dziecka i uczuleń mniej. Podobnie na miód, pyłek i propolis to teraz uczulenia na miód i pyłek pszczeli też nie jest takie rzadkie.
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#24
Inne dane. Wychodzi na to, że są dwa sprzeczne stanowiska.

Immunoterapia swoista (leczenie odczulające)

Cytat:Do organizmu najczęściej za pomocą tzw. szczepionek wprowadza się niewielkie ilości wyciągu z jadu uczulającego owada. Szczepionki są dobierane indywidualnie i najczęściej są podawane drogą zastrzyków podskórnych. Celem terapii jest doprowadzenie do stanu w którym coraz wyższe stężenie owadziego jadu będzie potrzebne do wywołania reakcji alergicznej. Skutkuje to coraz rzadszym występowaniem objawów a gdy wystąpią mają mniejsze nasilenie.

Ten rodzaj leczenia nie może być zastosowany u każdej osoby uczulonej na jad owadów. Istnieją konkretne wskazania i o kwalifikacji do odczulania decyduje lekarz alergolog. Terapia ta prowadzona jest w warunkach szpitalnych, a pierwsze dawki u osób szczególnie wrażliwych mogą być podane nawet na oddziale intensywnej terapii medycznej. Cykle odczulania różnią się w zależności od rodzaju oraz nasilenia alergii na jad. Cała terapia może trwać nawet kilka lat.

Stosowane są do oceny skuteczności leczenia za pomocą immunoterapii swoistej (tzw. odczulania). Chory w ściśle kontrolowanych warunkach (szpital) poddawany jest użądleniu przez żywego owada (niestety podanie jadu w zastrzykach lub innej formie nie sprawdziło się), a następnie oceniana jest reakcja organizmu. W zależności od stopnia jej nasilenia odpowiednio modyfikuje się leczenie.

https://www.medme.pl/choroby/Alergia_na_jad_owad%C3%B3w
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#25
(13.05.2016, 21:17)Borówka napisał(a): Tylko, ze praktyka pszczelarzy z tego co ja wiem pokazuje co innego. Patrz: ludy pierwotne i społeczności bardziej tradycyjne czy przeszłość. Kiedyś był większy kontakt z owadami od dziecka i uczuleń mniej. Podobnie na miód, pyłek i propolis to teraz uczulenia na miód i pyłek pszczeli też nie jest takie rzadkie.
Na przeszłość czy też ludy pierwotne raczej bym nie patrzył choćby ze względu na śmiertelność. Tam przeżywają czy też przeżywały tylko jednostki najsilniejsze.
Z praktyką pszczelarzy też jest różnie bo znam takie przypadki kiedy pszczelarz po wielu latach praktyki nagle się uczulił
Cytuj ten post
#26
(13.05.2016, 21:34)emzarek napisał(a):
(13.05.2016, 21:17)Borówka napisał(a): Tylko, ze praktyka pszczelarzy z tego co ja wiem pokazuje co innego. Patrz: ludy pierwotne i społeczności bardziej tradycyjne czy przeszłość. Kiedyś był większy kontakt z owadami od dziecka i uczuleń mniej. Podobnie na miód, pyłek i propolis to teraz uczulenia na miód i pyłek pszczeli też nie jest takie rzadkie.
Na przeszłość czy też ludy pierwotne raczej bym nie patrzył choćby ze względu na śmiertelność. Tam przeżywają czy też przeżywały tylko jednostki najsilniejsze.
Z praktyką pszczelarzy też jest różnie bo znam takie przypadki kiedy pszczelarz po wielu latach praktyki nagle się uczulił

Nie najsilniejsi tylko najlepiej dostosowani raczej. Śmiertelność jest i była głównie pośród noworodków i małych dzieci naturalnie więc nie miały czasu się uczulić przez ekspozycję. 

Milion lat selekcji i ekspozycji silnej może odpowiednio zaadaptować gatunek do tego, ze wyrabia sobie dobrą odporność m.in. przez ekspozycję w dzieciństwie. Nie sądzisz?

Ale to ciekawe, ze pszczelarz się uczulił. Pewno jakieś inne czynniki grają rolę i ogóle zdrowie które z wiekiem spada szczególnie bez dbania o niego w okresie wcześniejszym.
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#27
(13.05.2016, 21:40)Borówka napisał(a):
(13.05.2016, 21:34)emzarek napisał(a):
(13.05.2016, 21:17)Borówka napisał(a): Tylko, ze praktyka pszczelarzy z tego co ja wiem pokazuje co innego. Patrz: ludy pierwotne i społeczności bardziej tradycyjne czy przeszłość. Kiedyś był większy kontakt z owadami od dziecka i uczuleń mniej. Podobnie na miód, pyłek i propolis to teraz uczulenia na miód i pyłek pszczeli też nie jest takie rzadkie.
Na przeszłość czy też ludy pierwotne raczej bym nie patrzył choćby ze względu na śmiertelność. Tam przeżywają czy też przeżywały tylko jednostki najsilniejsze.
Z praktyką pszczelarzy też jest różnie bo znam takie przypadki kiedy pszczelarz po wielu latach praktyki nagle się uczulił

Nie najsilniejsi tylko najlepiej dostosowani raczej. Śmiertelność jest i była głównie pośród noworodków i małych dzieci naturalnie więc nie miały czasu się uczulić przez ekspozycję. 

Milion lat selekcji i ekspozycji silnej może odpowiednio zaadaptować gatunek do tego, ze wyrabia sobie dobrą odporność m.in. przez ekspozycję w dzieciństwie. Nie sądzisz?

Nie wiem czy to jest wyrobienie odporności. Raczej sądzę że osobniki słabe, które w razie ekspozycji na jad mogłyby wykazać objawy alergii zwyczajnie nie dożywają tego momentu bo umierają z innych powodów.
Cytuj ten post
#28
Załóżmy, że masz rację. To przez milion lat się tak przeselekcjonują, że większość populacji będzie miała dobre te cechy. A co to jest  100 lat XX wieku do miliona odkąd jest ewidentnie zmniejszony kontakt a tak naprawdę ostatnie kilkadziesiąt lat a tym bardziej teraz kiedy są sztucznie łagodne pszczoły. Sama pani dr. się chwaliła w filmie Łowcy Miody, że teraz się notuje dużo mniej użądleń niż jeszcze 30 lat temu pokazując przyrząd do sztucznej inseminacji. Przez 100 lat nie zdąży się jeszcze cofnąć zmiana z miliona lat. Sądzę, że czynnik środowiskowy gra tu jednak dużą rolę.
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#29
Być może...
Cytuj ten post
#30
Mam znajomą wieloletnią zielarkę fitoterapeutkę z babki prababki. W ostatnich kilkunastu latach ponoć coraz mniej może zapisywać miód do swoich przepisów mieszanek bo ludzie ponoć pouczulani na miód. Dziwne nie.
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post