roślinność miododajna vs bobry
#61
(04.05.2016, 13:59)Czarek napisał(a): Chodzi mi o pewien stopień rozwoju duchowego, o Świadomość, a nie o czystą fizjologię, ewolucję czy dbanie o zdrowie.
Ludzie na wysokim poziomie rozwoju, nie muszą uganiać się z dzidą za zwierzyną.
Nie słyszałem, żeby jakiś grecki filozof jadł mięso.

Każdy naturalnie działa w zgodzie z własnym sumieniem, a w naszej populacji są ludzie na każdym poziomie rozwoju. Większość wciąż sprowadza sens Bytu do zjadania mniejszych i słabszych od siebie.

Mając 12 lat przestałem jeść mięso, bo... bez wyraźnego powodu właściwie, po prostu nie zjadłem kawałka szynki i już więcej nie mogłem przeżuć bez obrzydzenia włókien mięśniowych.
Później ludzie pytali się mnie, dlaczego nie jem mięsa, mówili że nie urosnę itp. Więc szukałem argumentów za i przeciw diecie jarskiej, żeby mieć argumenty dla opornych rozmówców. Szybko zrozumiałem, że nie należy świni śpiewać, zdenerwuje to tylko świnię (jak mawiał de Mello). Nie rozumiem, też sporów dyskusyjnych, ja wiem moje, rozmówca wie swoje - to nawet ciekawe, ale w pewnym momencie, słysząc po raz kolejny te same argumenty - nudzi się, nie mam zresztą ochoty by walczyć ze zjawiskami ode mnie nie zależnymi. W moim świecie spotykam niewielu ludzi dążących do walki, nie przyciągam ich do siebie, więc sam (już) nie walczę.
Życzę szczęścia i pomyślności wszystkim Istotom, to jest dla mnie treścią życia. Jak mógłbym źle życzyć bobrom, nawet jeśli powalą zasadzone przeze mnie drzewa?

Twoja ideologia, że ludzie na wyższym poziomie nie jedzą mięsa rozwoju to naciągana ideologia niezgodna z rzeczywistością. Dla mnie mocno nonszalancka. Mówisz, że nie masz już ochoty na takie dyskusje a jednak przez Ciebie przecieka ideologia, że uważasz się za kogoś "lepszego" o wyższym rozwoju duchowym. O ile pamiętam już na wstępie przywitaniu zaznaczyłeś, że jesteś wegetarianinem.

Mam wątpliwości czy dzik, ogier, baran czy byk którego spożywam jest słabszy ode mnie tak BTW.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#62
(04.05.2016, 13:59)Czarek napisał(a): Chodzi mi o pewien stopień rozwoju duchowego, o Świadomość, a nie o czystą fizjologię, ewolucję czy dbanie o zdrowie.

Odnosiłeś się do ewolucji oraz argumentów archeologicznych więc jak się też do tego odniosłem. Gdybyśmy rozmawiali o rozwoju duchowym odniósłbym się do rozwoju duchowego.
Cytuj ten post
#63
(04.05.2016, 12:51)Krzyżak napisał(a):
(04.05.2016, 12:39)Czarek napisał(a): A na bobry ponoć można polować od września zaszłego roku. Chrobry już ich nie chroni.

Poszperałem trochę w necie i Robecik jest szansa na tą kiełbasę z bobra Uśmiech


Cytat:Rozporządzenie dopuszcza dwie formy pozyskiwania tych gryzoni: odstrzał z broni myśliwskiej oraz chwytanie w pułapki żywołowne. Precyzuje także okres, w którym wolno tego dokonywać – od 1 października do 15 marca. O ile pierwszy sposób w zasadzie nie pozostawia wątpliwości, o tyle drugi – już tak. Pułapkę żywołowną może bowiem zastosować niemal każdy. Ale co zrobić ze schwytanym w nią zwierzem? Monika Jakubiak, rzeczniczka GDOŚ, wyjaśnia, że dalsze postępowanie zależy od celu pozyskania, który powinien zostać określony przez wnioskodawcę we wniosku o zezwolenie na dokonanie tej czynności. Może to być np. uśpienie zwierzęcia… Problem ten znamy doskonale z naszego łowieckiego podwórka.

Co różni nową procedurę uzyskania zgody na odstrzał od dotychczasowych regulacji? Jak wyjaśnia rzeczniczka GDOŚ, wpisanie bobra na listę zwierząt objętych ochroną częściową, które wolno pozyskiwać, skutkuje możliwością otrzymania stosownego zezwolenia jedynie pod warunkiem braku szkodliwego wpływu planowanych działań na zachowanie we właściwym stanie ochrony dziko występujących populacji tego gatunku. Nie muszą być przy tym spełnione, jak dotychczas, pozostałe ustawowe przesłanki, czyli brak rozwiązań alternatywnych i np. konieczność ograniczenia poważnych szkód w odniesieniu do upraw rolnych, lasów bądź innych rodzajów mienia. Nie ma także potrzeby ubiegania się o zwolnienie z innych ustawowych zakazów, np. zakazu przetrzymywania lub posiadania, zbywania, oferowania do sprzedaży, wymiany, darowizny czy transportu okazów. Pozyskany bóbr może więc bez żadnych dodatkowych formalności trafić na kuchenny stół, a wypreparowana skóra – ozdobić kolekcję łowieckich trofeów.

Całość TU

Fantastycznie  Uśmiech
Cytuj ten post
#64
Robert: podoba mi się Twoja wypowiedź, naprawdę obrazuje Twoją radość.

Kuba: masz dobrą pamięć, aż sam sprawdziłem: "Jestem otwarty na krytykę, jestem wegetarianinem, więc nie ma we mnie zbyt wiele agresji, doceniam dobry żart. "

Żadna religia i żadne umartwianie - jest też antykoncepcja :-) Choć czytałem, że dawne Słowianki miały bardzo rzadko owulację, konkretniej w okolicy przesilenia letniego.
Ciało jest świątynią, należy o nie dbać i szanować jego potrzeby. Różne pokarmy, różnie wpływają na funkcje organizmu. Prawdziwi weganie (nie jedzą nawet miodu!) są rzeczywiście seksualnie wyciszeni, tzn. nie ślinią się na widok kobiety, ale z tego co wiem, nie przeszkadza im to. Kiedy para ma ochotę na odrobinę zdrowej gimnastyki korzysta z grupy pokarmów zwanej "passion producers", np cynamon, czy coś podobnego.

Napisałeś: "Twoja ideologia, że ludzie na wyższym poziomie nie jedzą mięsa rozwoju to naciągana ideologia niezgodna z rzeczywistością.", bo ja czegoś takiego nie pisałem. To nie jest ideologia. Raczej obserwacja otoczenia i siebie. Wraz ze wzrostem poziomu świadomości, odechciewa się wrzucać w siebie zwłoki, martwe ciała, które są po prostu padliną, bo proces rozkładu zaczyna natychmiast po śmierci. Odrzuca się też inne destrukcyjne zwyczaje np. picie alkoholu, palenie papierosów, używanie kawy, herbaty czy innych narkotyków.

Ja kiedyś jadłem mięso, czy Ty Kubo przynajmniej przez miesiąc jadłeś tylko pokarmy roślinne i nabiał? Jeśli nie, to gorąco polecam. Znajomy mięsożerca był zadowolony z takiego eksperymentu, mówił, np. że pod koniec miesiąca jego pot mniej śmierdział.

Poza tą propozycją, nie zmuszam, ani nie potępiam Ciebie ani nikogo innego. Nie rozumiem, więc co chcesz osiągnąć w tej rozmowie. Przecież ja nie zacznę jeść bobrów, a Ty nie staniesz się nagle roślinożercą.

Idę dalej wtapiać węzę i szykować korpusy.

Pozdrawiam
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post
#65
(04.05.2016, 18:52)Czarek napisał(a): (...)
Idę dalej wtapiać węzę i szykować korpusy.

Pozdrawiam

a mógłbyś ten czas wykorzystać znacznie lepiej... Oczko
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#66
Niektóre zmiany potrzebują czasu. Węza jest 5,1 i tylko paski 3cm szerokie. W dodatku eksperymentuję z węzą przyklejoną w odległości od 2 do 5 mm od górnej listewki, tak jak ten Rosjanin z filmu zamieszczonego przez Modliszqe mówił - żeby pszczoły sobie tam przejścia porobiły. Pewnie za kilka lat będę się śmiał z drutów w ramkach.
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post
#67
Czarku odżegnujesz się od ideologii ale przecieka ona przez wszystko co napisałeś.

Cytat:Ja kiedyś jadłem mięso, czy Ty Kubo przynajmniej przez miesiąc jadłeś tylko pokarmy roślinne i nabiał? Jeśli nie, to gorąco polecam. Znajomy mięsożerca był zadowolony z takiego eksperymentu, mówił, np. że pod koniec miesiąca jego pot mniej śmierdział.


Chyba nie zdajesz sobie sprawy jak mocną hipokryzją do kwadratu jest to co napisałeś w kontekście tego co pisałeś wcześniej. Oceniasz, sam nie jedząc mięsa, które to osoby jedzące mięso zasługują na Twój szacunek. Widocznie osoby o "wyższym rozwoju świadomości i duchowości" w stronę wege ideologii już tak mają bo to standard. Przeanalizujmy jednak. Szanujesz osoby które zjedzą mięso zwierzaków które same zabijają i jedzą jak wilk czy lew. Nie szanujesz za to wypasionej technologii strzeleckiej. Rozumiem więc, ze innych mięsożerców nie szanujesz lub mniej szanujesz. Za to proponujesz bazowanie na diecie złożonej z nabiału które jest wynikiem neolitycznej cywilizacji i musi być wynikiem zniewolenia zwierzęcia oraz wykorzystywania i przeciągania nienaturalnie jego laktacji po urodzeniu potomstwa. Korzystanie z nabiału zimą i w takiej obfitości jest z kolei wynikiem uprzemysłowienia i zaawansowanej technologii hodowli roślin i zwierząt w tym przemysłowej hodowli krów w celu podtrzymania obfitej laktacji po tym jak ukradło się mleko przeznaczone dla dziecka matki krowy. A czy Ty korzystasz tylko z własnoręcznie udojonego mleka czy też może kupujesz od kogoś w sklepie? Mleko zaczyna fermentować od razu po udojeniu więc tak samo jesz płynną padlinę. Posługując się Twoimi argumentami to żadnej innym ssak nie bazuje na diecie złożonej z mleka innego gatunku w życiu dorosłym. Mleko to biochemicznie i odżywczo płynne mięso konkretnie podroby dla małych niesamodzielnych potomków ssaków . Nic więcej.

Zanim zaczniesz więc oceniać kto z myśliwych i jedzących mięso zasługuje na Twój szacunek według Twoich kryteriów zaopatrywania się w mięso i sposobów spożywania zwierzaków (choć wydaje mi się, że większość niewegetarian to czytających ,w tym ja osobiście, ma w nosie Twoją ocenę), może lepiej zastanów się trochę nad tym przy okazji manipulacji i wykorzystywania pszczół męczeniem ich wywożeniem na rzepak, manipulacjami w gnieździe w celu pozbawienia ich naturalnej możliwości wydawania dzieci, okradania z większej ilości miodu dzięki technologii do własnych celów i pieniędzy aby odbić się od zimowych wydatków. Uśmiech


Co do śmierdzenia potu. Dzięki ale wszystko jest chyba ok w tym temacie u mnie. Co mogę wywnioskować choćby po kontaktach seksualnych z samiczkami w tym również o nastawieniu prowegetariańskim, wegetariańskim a nawet zmanipulowane wiele lat wegańską ideologią które ochoczo wolały się kochać np. po moim wzmożonym wysiłku fizycznym. A musisz wiedzieć, że nie używam perfum i kosmetyków od lat. Z zapachem i smakiem nasienia (uprzedzam kolejne argumenty z wege ideologii) po doświadczeniach w tej sferze też nie narzekam. Wydaje mi się, że niewiasty i ich zdanie to dobry indykator w tym temacie.

Cały błąd logiczny jaki popełniasz (czym nie różnisz się od większości wegetarian z jakimi polemizowałem) polega na tym, że:
1. Ekstrapolujesz swoje indywidualne doświadczenia i Twoich znajomych którym Ty doradziłeś na innych ludzi a prawdopodobnie ludzkość
2. Porównujesz swoją dietę i ogólnie dietę wegetariańską z wieloma prozdrowotnymi elementami (którym nie zaprzeczam i je rozumiem, znam) do diety wszystkożernej byle jakiej opartej o byle jakie jedzenie jedzone byle jak. Jest to podstawowy błąd logiczny.
3. Zapominasz o krzywej Gaussa, kazuistyce, metafizyce, działaniu wiary i efekcie placebo

Cytat:"Poza tą propozycją, nie zmuszam, ani nie potępiam Ciebie ani nikogo innego. Nie rozumiem, więc co chcesz osiągnąć w tej rozmowie. Przecież ja nie zacznę jeść bobrów, a Ty nie staniesz się nagle roślinożercą. "

Przyszło Ci do głowy, że zależy mi na tym abyś jadł Bobry i próbuję Cię do tego przekonać? O rany no to grubo. Duży uśmiech
Informuję Cię więc, ze tylko trywialnie prostuję nieprawdę którą w sposób uogólniony wypisujesz na temat myśliwych, diety wegetariańskiej i wegetariańskiej fałszywej ideologii minimalizacji zabijania, cierpienia i krzywdzenia zwierząt. Robię to tylko dlatego, ze znam się trochę na temacie.

Ja nikogo nie namawiam na tym forum do jedzenie podobnie jak ja. Z tą padliną (jak próbujesz się niemiło wyrażać o produktach spożywczych które jedzą ludzie o inne filozofii niż Twoja, próbując im to pewno obrzydzić) w moim kierunku strzeliłeś jak łysy grzywką o kant kuli. Uważam człowieka za częściowo padlinożercę. Starzone w pełni surowe naturalnie karmione niczym nie konserwowane niesolone zgniłe mięso uważam, że super lek i pokarm o niesamowitej mocy którzy może wyprowadzić z depresji w ciągu 10-15 minut które usprawnia mikroflorę człowieka i poprawia genialnie trawienie u człowieka zaadaptowanego odpowiednio rzecz jasna. A bakterie protoeolityczne i procesy gnilne za bardzo pożyteczne. Mój rekord to 3,5 letnie wątróbki dorsza i dwuletni renifer. Uśmiech

O tutaj taka ładna miła Finka spożywa starzone serducho. Uśmiech




A tak na marginesie to właśnie głównie rośliny gniją w przewodzie pokarmowym człowieka rozkładane przez bakterie protoeolityczne w colonie (jelicie grubym). Mięso jest rozkładane enzymatycznie we wczesnych partiach układu pokarmowego. Przy zdrowym układzie pokarmowym i dobrze zakwaszonym żołądku rzecz jasna który jest dobrym indykatorem uogólnionego zdrowia. Bo jeśli zdrowie ukł. pokarmowego liche to nierozłożone polipeptydy potrafią schodzić do jelita cienkiego a nawet przedostawać się do krwioobiegu co rodzi dużo problemów w długim czasie przy regularnej powtarzalności. Ale to bez różnicy czy białko roślinne czy zwierzęce. Przykładowo roślinny gluten jest jednym z najniebezpieczniejszych przy tego typu problemach.

Efektem i zewnętrznym objawem tego o czym pisze, jest to, ze jak się je tylko zwierzęta jakiś czas bez żadnych roślin lub bardzo niewiele roślin to nie ma się żadnych odgłosów, gazów i wzdęć itd z jelit. Oczko
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#68
Ja tam lubię wtrząchnąć i to i to Oczko Duży uśmiech Prócz, kaczki , dzikiej tfuuuu Nieśmiały
Cytuj ten post
#69
Teraz dopiero wyjadę z moją ideologią. Wcześniej pisałem tylko co myślę.

Czasem jak słyszę, że ludzie użalają się i biadolą nad jakimś okaleczonym zwierzaczkiem, na którego trzeba wydać grubą kasę, żeby mógł kuśtykać na protezach do usranej śmierci, to robi mi się smutno na myśl o miliardach zwierząt trzymanych w typowo ludzkich, humanitarnych warunkach, w wielkich fabrykach mięsa, w lęku i stresie. Przecież 7 miliardów ludzi nie wykarmi się zwierzętami z wolnego wybiegu, hasających po łące. stycznie
A ci ludzie wcinają swoje kabanosy i czują się lepiej, gdy oddadzą 1% podatku, żeby wykupić konia który pojechałby sobie koleją do Włoch na wycieczkę w jedną stronę.
Tymczasem statystycznie, co 3 sekundy umiera na świecie z głodu dziecko. Między innymi dlatego, że hodowla bydła wyparła rolnictwo, żeby hodować np. cenną argentyńską wołowinę, zwłaszcza tę z cielaków obijanych na żywca kijami, coby mięso było delikatne i poszło na stoły bogaczy po 3000 euro za kilogram, tudzież uprawiać kukurudzę i zboża przeznaczone na paszę dla bydła z bezpośrednim otworem do drugiego żołądka, przez który wprowadza się bakterie trawiące zboża.

Właśnie to nazywam hipokryzją, ja żyję w zgodzie z własnym sumieniem, mimo że nie zbawię świata moim trybem życia. Przynajmniej sam czuję się dobrze ze sobą. Ludzie są nieświadomi tego co robią, zostali tak zaprogramowani przez tradycję i "kulturę", nie obwiniam ich więc, nie oceniam - każdy jest taki jaki jest i nie mogę kogoś odrzucać na podstawie jakiś kryteriów czy etykiet. Po prostu mam szacunek dla Świadomych ludzi, co nie oznacza, że gardzę całą resztą, oni też są potrzebni. Ja zresztą mam świadomość swojej ograniczoności i nie uważam się za ideał, raczej szukam jakiejś Prawdy, albo raczej staram się porzucić to co wydaje mi się odległe od Prawdy.

Faktem jest że przeciętny człowiek je chleb i ziemniaki z mięsem, a na deser zje jeszcze lody. Pewnie, że ludzie nie mają pojęcia o właściwym odżywianiu, jest to raczej systematyczne zatruwanie. Ludzie robią sobie z kiszek bimbrownię, wrzucając tam co popadnie w zbyt dużych ilościach. I wiem, że można jeść mięso jeśli organizm ma do tego odpowiednie enzymy, florę bakteryjną i grupę krwi. Psy potrzebują zjeść czasem odchody roślinożerców, żeby odnowić swoją florę bakteryjną. Bez tego gorzej im idzie trawienie mięsa, choć taką dojrzałą padlinę, przetrawioną już trochę przez mikroorganizmy zjedzą bez problemu, człowiek jest już mniej odporny na jad kiełbasiany. Tylko po co jeść mięso, skoro można spokojnie wyżywić się roślinami, zwłaszcza jeśli słuchając organizmu wiem, co mi szkodzi.
Ja np. nie jem surowego mleka, ale kiedy zostanie ono przetrawione przez różne szczepy bakterii i grzybów, to już jako tako to przyswoję.

Jest dobra książka o padlinożercach "Wieczne życie. O zwierzęcej formie śmierci" napisał ją biolog Bernd Heinrich, tam dobrze wyjaśnił jak szybko mięso staje się padliną i używanie przeze mnie takiego określenia nie ma nacechowania pejoratywnego, ale jest z naukowego punktu widzenia - właściwe. Tylko że nikt nie pisze na opakowaniu "padlina z zająca", tylko "świeża tuszka z zająca".
Lew Tołstoj napisał, że gdyby ściany rzeźni byłyby ze szkła to mało ludzi jadłoby mięso.

Może też przeczytaj swoją wypowiedź i zastanów się czy nie jest ideologiczna i oceniająca "wegetariańskią fałszywą ideologię minimalizacji zabijania, cierpienia i krzywdzenia zwierząt".
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post
#70
(05.05.2016, 16:01)Czarek napisał(a): Teraz dopiero wyjadę z moją ideologią. Wcześniej pisałem tylko co myślę.    

Czasem jak słyszę, że ludzie użalają się i biadolą nad jakimś okaleczonym zwierzaczkiem, na którego trzeba wydać grubą kasę, żeby mógł kuśtykać na protezach do usranej śmierci, to robi mi się smutno na myśl o miliardach zwierząt trzymanych w typowo ludzkich, humanitarnych warunkach, w wielkich fabrykach mięsa, w lęku i stresie. Przecież 7 miliardów ludzi nie wykarmi się zwierzętami z wolnego wybiegu, hasających po łące. stycznie
A ci ludzie wcinają swoje kabanosy i czują się lepiej, gdy oddadzą 1% podatku, żeby wykupić konia który pojechałby sobie koleją do Włoch na wycieczkę w jedną stronę.
Tymczasem statystycznie, co 3 sekundy umiera na świecie z głodu dziecko. Między innymi dlatego, że hodowla bydła wyparła rolnictwo, żeby hodować np. cenną argentyńską wołowinę, zwłaszcza tę z cielaków obijanych na żywca kijami, coby mięso było delikatne i poszło na stoły bogaczy po 3000 euro za kilogram, tudzież uprawiać kukurudzę i zboża przeznaczone na paszę dla bydła z bezpośrednim otworem do drugiego żołądka, przez który wprowadza się bakterie trawiące zboża.

Właśnie to nazywam hipokryzją, ja żyję w zgodzie z własnym sumieniem, mimo że nie zbawię świata moim trybem życia. Przynajmniej sam czuję się dobrze ze sobą. Ludzie są nieświadomi tego co robią, zostali tak zaprogramowani przez tradycję i "kulturę", nie obwiniam ich więc, nie oceniam - każdy jest taki jaki jest i nie mogę kogoś odrzucać na podstawie jakiś kryteriów czy etykiet. Po prostu mam szacunek dla Świadomych ludzi, co nie oznacza, że gardzę całą resztą, oni też są potrzebni. Ja zresztą mam świadomość swojej ograniczoności i nie uważam się za ideał, raczej szukam jakiejś Prawdy, albo raczej staram się porzucić to co wydaje mi się odległe od Prawdy.

Faktem jest że przeciętny człowiek je chleb i ziemniaki z mięsem, a na deser zje jeszcze lody. Pewnie, że ludzie nie mają pojęcia o właściwym odżywianiu, jest to raczej systematyczne zatruwanie. Ludzie robią sobie z kiszek bimbrownię, wrzucając tam co popadnie w zbyt dużych ilościach. I wiem, że można jeść mięso jeśli organizm ma do tego odpowiednie enzymy, florę bakteryjną i grupę krwi. Psy potrzebują zjeść czasem odchody roślinożerców, żeby odnowić swoją florę bakteryjną. Bez tego gorzej im idzie trawienie mięsa, choć taką dojrzałą padlinę, przetrawioną już trochę przez mikroorganizmy zjedzą bez problemu, człowiek jest już mniej odporny na jad kiełbasiany. Tylko po co jeść mięso, skoro można spokojnie wyżywić się roślinami, zwłaszcza jeśli słuchając organizmu wiem, co mi szkodzi.
Ja np. nie jem surowego mleka, ale kiedy zostanie ono przetrawione przez różne szczepy bakterii i grzybów, to już jako tako to przyswoję.

Jest dobra książka o padlinożercach "Wieczne życie. O zwierzęcej formie śmierci" napisał ją biolog Bernd Heinrich, tam dobrze wyjaśnił jak szybko mięso staje się padliną i używanie przeze mnie takiego określenia nie ma nacechowania pejoratywnego, ale jest z naukowego punktu widzenia - właściwe. Tylko że nikt nie pisze na opakowaniu "padlina z zająca", tylko "świeża tuszka z zająca".
Lew Tołstoj napisał, że gdyby ściany rzeźni byłyby ze szkła to mało ludzi jadłoby mięso.

Może też przeczytaj swoją wypowiedź i zastanów się czy nie jest ideologiczna i oceniająca "wegetariańskią fałszywą ideologię minimalizacji zabijania, cierpienia i krzywdzenia zwierząt".

Mój znajomy oszołom wmawia mi że rośliny płaczą jak się je tnie, urywa itp.

To mi wychodzi że Ty znęcasz się nad roślinami?

Wychodzi mi. Że tylko energia kosmiczna jest ferr Oczko
Cytuj ten post
#71
(05.05.2016, 16:01)Czarek napisał(a): Teraz dopiero wyjadę z moją ideologią. Wcześniej pisałem tylko co myślę.    

Czasem jak słyszę, że ludzie użalają się i biadolą nad jakimś okaleczonym zwierzaczkiem, na którego trzeba wydać grubą kasę, żeby mógł kuśtykać na protezach do usranej śmierci, to robi mi się smutno na myśl o miliardach zwierząt trzymanych w typowo ludzkich, humanitarnych warunkach, w wielkich fabrykach mięsa, w lęku i stresie. Przecież 7 miliardów ludzi nie wykarmi się zwierzętami z wolnego wybiegu, hasających po łące. stycznie
A ci ludzie wcinają swoje kabanosy i czują się lepiej, gdy oddadzą 1% podatku, żeby wykupić konia który pojechałby sobie koleją do Włoch na wycieczkę w jedną stronę.
Tymczasem statystycznie, co 3 sekundy umiera na świecie z głodu dziecko. Między innymi dlatego, że hodowla bydła wyparła rolnictwo, żeby hodować np. cenną argentyńską wołowinę, zwłaszcza tę z cielaków obijanych na żywca kijami, coby mięso było delikatne i poszło na stoły bogaczy po 3000 euro za kilogram, tudzież uprawiać kukurudzę i zboża przeznaczone na paszę dla bydła z bezpośrednim otworem do drugiego żołądka, przez który wprowadza się bakterie trawiące zboża.

Właśnie to nazywam hipokryzją, ja żyję w zgodzie z własnym sumieniem, mimo że nie zbawię świata moim trybem życia. Przynajmniej sam czuję się dobrze ze sobą. Ludzie są nieświadomi tego co robią, zostali tak zaprogramowani przez tradycję i "kulturę", nie obwiniam ich więc, nie oceniam - każdy jest taki jaki jest i nie mogę kogoś odrzucać na podstawie jakiś kryteriów czy etykiet. Po prostu mam szacunek dla Świadomych ludzi, co nie oznacza, że gardzę całą resztą, oni też są potrzebni. Ja zresztą mam świadomość swojej ograniczoności i nie uważam się za ideał, raczej szukam jakiejś Prawdy, albo raczej staram się porzucić to co wydaje mi się odległe od Prawdy.

Faktem jest że przeciętny człowiek je chleb i ziemniaki z mięsem, a na deser zje jeszcze lody. Pewnie, że ludzie nie mają pojęcia o właściwym odżywianiu, jest to raczej systematyczne zatruwanie. Ludzie robią sobie z kiszek bimbrownię, wrzucając tam co popadnie w zbyt dużych ilościach. I wiem, że można jeść mięso jeśli organizm ma do tego odpowiednie enzymy, florę bakteryjną i grupę krwi. Psy potrzebują zjeść czasem odchody roślinożerców, żeby odnowić swoją florę bakteryjną. Bez tego gorzej im idzie trawienie mięsa, choć taką dojrzałą padlinę, przetrawioną już trochę przez mikroorganizmy zjedzą bez problemu, człowiek jest już mniej odporny na jad kiełbasiany. Tylko po co jeść mięso, skoro można spokojnie wyżywić się roślinami, zwłaszcza jeśli słuchając organizmu wiem, co mi szkodzi.
Ja np. nie jem surowego mleka, ale kiedy zostanie ono przetrawione przez różne szczepy bakterii i grzybów, to już jako tako to przyswoję.

Jest dobra książka o padlinożercach "Wieczne życie. O zwierzęcej formie śmierci" napisał ją biolog Bernd Heinrich, tam dobrze wyjaśnił jak szybko mięso staje się padliną i używanie przeze mnie takiego określenia nie ma nacechowania pejoratywnego, ale jest z naukowego punktu widzenia - właściwe. Tylko że nikt nie pisze na opakowaniu "padlina z zająca", tylko "świeża tuszka z zająca".
Lew Tołstoj napisał, że gdyby ściany rzeźni byłyby ze szkła to mało ludzi jadłoby mięso.

Może też przeczytaj swoją wypowiedź i zastanów się czy nie jest ideologiczna i oceniająca "wegetariańskią fałszywą ideologię minimalizacji zabijania, cierpienia i krzywdzenia zwierząt".

Jest oceniająca bo potwierdzam jest to fałszywa ideologia którą teraz też przedstawiłeś. Natomiast nie oceniam ludzi jako takich jako lepszych i gorszych, bardziej rozwiniętych i mniej a tym bardziej w tak trywialnej sprawie jak dieta.

Pomijam względy naturalne, biologiczne i instynktowne. Skupię się na tzw. wege etycznej ideologii i jej twórcach głównych ideologów filozofów jak Peter Singer, para-terrorysta Gary Youforsky, Gary Francione czy Tom Regan. Sporo wiem na ten temat, czytałem książki owych ideologów a także dietetyczne książki uznawane za biblię w środowisku wegan jak choćby Campbell "Nowoczesne Zasady Odżywiania". Interesuje mnie temat fenomenu zjawiska wegetarianizmu i weganizmu we współczesnym świecie. Oceniam to zjawisko bardzo negatywnie. 

W wielkim skrócie:

1. Większość wegetarian przyczynia się zabijania większej ilości zwierząt spożywając większą ilość roślin niż wszystkożercy. Tylko tego tak nie widać i część naiwnych wegetarian po prostu ma zbyt małą wiedzę o przyrodzie i mechanizmach aby to dostrzec. A inna część z kolei woli zarabiać niezłe pieniądze na naiwności innych dających się łatwo manipulować. "There is more animal blood on vegetarian hands".

2. Hodowla zwierząt a zwłaszcza dużych roślinożernych ssaków należy do najbardziej ekologicznej formy wytwarzania żywności. Pastwisko nawet wielkoobszarowe jest jedną z najmniej szkodliwych ingerencji człowieka w przyrodę. Najgorsze jest rolnictwo czyli produkcja roślin. Pastwisko dużych roślinożerców jest 100 razy bardziej 
bioróżnorodne niż rolnictwo w swoich kategoriach. Czyli przemysłowa hodowla jest lepsza dla planety niż przemysłowe rolnictwo, organiczna hodowla jest lepsza niż nawet organiczne rolnictwo. Przykładowo na przeciętnym polu na metrze sześćciennym jest 70 dżdżownic kiedy na przeciętnym pastwisko jest ok. 7000.

3. Znajomość permakultury i przyrody jak i czysta logika wskazuje, że rośliny są uzależnione od zwierząt a zwierzęta od roślin a pomiędzy nimi są grzyby i bakterie. Nie jest możliwa hodowla roślin bez wykorzystania zwierząt i ich wydzielin jeśli hodowla ma być organiczna. Albo chemia albo zwierzaki. Nie ma inne możliwości. Jeśli chce się mieć w pełni 100% permakulturową farmę żywności organicznej w zamkniętym obiegu energii i materii to trzeba mieć i zwierzęta i rośliny. Trzeba także zabijać zwierzęta.

4. Dla mnie prawdziwy wegetarianin to strict vegetarian. Lacto-ovo i pszczelarstwo i atakowanie mięsożerców to jest dla mnie szczyt hipokryzji. Nie jest możliwa hodowla zwierząt na jajka i nabiał bez ich zabijania. Jeżeli ktoś ma pojęcia o organicznej hodowli to wie, że prędzej czy później jeśli pozwolić zwierzętom się rozmnażać i nie kontrolować stada to prędzej czy później trzeba będzie albo część sprzedać (czyli i tak skończą jako mięso) albo zamienią wszystko do czego mają dostęp w pustynię w szybkim czasie.

5. Mylisz się. Pastwiskowa hodowla na bydło pozwala lepiej gospodarować żywnością niż rolnictwo. Te wyliczenia wegetariańskie nadają się do kosza. Nie uwzględniają, że:
-roślinożercy jedzą darmową niejadalną strawę dla człowieka (trawę). Krowa to taki bardzo szybki kompostownik.
-To lobby kukurydziano-sojowe czyli wielkoprzemysłowych rolników jest pierwotną przyczyną nienaturalnego karmienia zwierzaków niedarmową karmą zajmując powierzchnie po którym powinny śmigać zwierzęta na mięso, kości, futra, mleko, jaja i plastry miodu.
-Pokarm zwierzęcy jest bardziej skoncentrowany więc mniej go potrzeba niż pokarmu roślinnego do wykarmienia człowieka
-Hodowle takie mogą istnieć tam gdzie niemożliwa jest hodowla roślin na dużą skalę np. na obszarach półpustynnych. Patrz Masajowie pasterze chociażby na ekskluzywnie głównie zwierzęcej diecie. De facto to wielkie stada roślinożernych zwierząt  używane są na świecie przez światowej klasy specjalistów przyrodników od ekologii i permakultury do odradzania się zniszczonych krajobrazów. Nie robi się nic innego tylko w odpowiednich odstępach czasu przepuszcza olbrzymie stada roślinożernych zwierzaków.

6. Materiały ze zwierząt jak kości, futra, skóry są 100 razy bardziej ekologiczne niż plastyki.

7. Naukowcy policzyli, że gdyby cały świat został utopijnie wegański byłaby zabijana przez działalność człowieka większa ilość zwierząt


8. Gdyby cały świat został utopijnie wegański byłaby to olbrzymia naturalna katastrofa w ciągu kilku lat

Jeśli ktoś się chce dowiedzieć więcej zachęcam do wysłuchania całej mojej playlisty wielogodzinnych materiałów pod tytułem: "Permakultura Pastwiska" gdzie można dowiedzieć się wiele na temat wegetariańskiego mitu.

Dlaczego pastwiska a dzięki nim wykorzystanie dużych roślinożernych zwierząt takich jak przeżuwacze czy konie na mięso, tłuszcz, skórę, nabiał czy kości czy wszelkie terapie naturalne i mniejszych takich jak drób, owady czy destruenci jest ekologiczne, ekonomiczne i pożyteczne dla środowiska oraz dobre dla zwierząt.

Why pastures and the use of large herbivorous animals such as ruminants and horses for meat, fat, skin, bones or dairy or any natural therapies and smaller such as poultry, insects and decomposers is ecological, economical and good for the environment and also good for those animals and whole planet.

https://www.youtube.com/playlist?list=PLmk_rt4VKtqo7GibRHER-shcKnh9JEe_m



Co do psów i odchodów. Mylisz się. Kiedy pies jest na diecie zbliżonej do naturalnej jak najlepiej Whole Prey, Raw Meaty Bones lub dalej BARF. Nie potrzebuje już tych odchodów zjadać. Robią to głównie psy które są na przetworzonym jedzeniu.

Lew Tołstoj też powiedział "Bóg stworzył pożywienie a diabeł nasłał kucharzy".
Cytuj ten post
#72
Mogę napisać tylko jedno:
Kuba, jesteś prawdziwym znawcą i orędownikiem Prawdy.
Twoja oświecona mądrość przyćmiewa mój nędzny rozumek swoją potęgą, niczym Słońce płomień świecy.
;-)
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post
#73
Parę argumentów Kuby do mnie trafia. Zawsze tłuczono do głowy, że produkcja mięsa wymaga olbrzymich terenów upraw roślinnych, które mogłyby być zjedzone przez ludzi, a zamiast tego zjadają je zwierzęta produkując tylko część tej masy pokarmowej jaką spożyły (przeliczając na kalorie czy coś tam - nie wnikałem w te przeliczniki). Jeżeli popatrzymy na to przez kategorię pastwiska, które może być w pewien sposób samowystarczalnym względnie zrównoważonym ekosystemem, a zamienimy to na monokulturowe miliony hektarów opryskiwanej kukurydzy, to sytuacja lekko się zmienia. problemem chyba jest to, że dziś zwierzęta "produkuje się" na paszach z tej kukurydzy, a nie hoduje na pastwiskach, a obok tej "produkcji" zwierząt i tak jest ta "produkcja" rolna, która do tego jest marnowana globalnie w dużym procencie na biopaliwa (ponoć bilans energetyczny biopaliw jest ujemny - tj. znacznie więcej energii trzeba zużyć na cały proces ich produkcji niż uzyskuje się w wyniku końcowego produktu). 

Nie wypowiadam się odnośnie kwestii zdrowotnych, bo nie mam o tym pojęcia, ale - choć nie stosuję diety Kuby, to chyba prędzej uznałbym, że jest zdrowsza niż dieta ściśle wegetariańska (nie znam się na tych odmianach). 

Dla mnie problemem - w pewien sposób moralnym i ekologicznym/środowiskowym - jest kwestia sposobu produkowania żywności. Zarówno w rolnictwie uprawowym jak i w hodowli mamy sporo "grzechów" względem i naszego zdrowia i środowiska i warunków w jakich trzymamy zwierzęta. I ciężko mi się wypowiedzieć czy gorsze jest trzymanie typu klatkowego (niezależnie czy to kury, krowy, świnie czy buckfasty), czy monokultury oparte na opryskach (nota bene wczoraj też zgoniłem rolnika z pola... godzina 17, silny wiatr... fakt że dość chłodno i owadów mało... tłumaczył, że przecież nie pryska przeciw owadom... ręce opadają...). 
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#74
(05.05.2016, 18:06)MrDrone napisał(a): Dla mnie problemem - w pewien sposób moralnym i ekologicznym/środowiskowym - jest kwestia sposobu produkowania żywności. Zarówno w rolnictwie uprawowym jak i w hodowli mamy sporo "grzechów" względem i naszego zdrowia i środowiska i warunków w jakich trzymamy zwierzęta. I ciężko mi się wypowiedzieć czy gorsze jest trzymanie typu klatkowego (niezależnie czy to kury, krowy, świnie czy buckfasty), czy monokultury oparte na opryskach (nota bene wczoraj też zgoniłem rolnika z pola... godzina 17, silny wiatr... fakt żdość chłodno i owadów mało... tłumaczył, że przecież nie pryska przeciw owadom... ręce opadają...). 

Jasne to zawsze jest problem. Jeśli wytwarzanie żywności jest przeciwne permakulturze czyli nie wykorzystuje się energi ze Słońca (darmowej) i wnętrzna Ziemii poprzez sole mineralne przekształcaną w materię i ruch tylko większość się dokupuje to gdzieś tam zaczyna brakować. Cudów nie ma. I tu zawsze taka produkcja żywności będzie przegrywała pod względem ekologii z organiczną i permakulturową.

Chodziło mi teraz jednak stricte o ilość zabijanych zwierząt. Pomijając bakterie, grzyby, robaki i dżdżownice czyli wszyscy arcyważni destruenci którzy są absolutnie niezbędni (tak jak pszczołowate) to wytwarzania organicznej żywności i obiegu energii na Ziemi. A ich na polu jest mniej. Dodatkowo trute są chemią ale już sama orka zabija wiele poprzez wystawienie na powietrze. Ale takie zwierzęta jak gryzonie, krety etc. są zabijane mechanicznie podczas zabiegów rolniczych i niszczone są ich domy np. ćwiartowane są małe ślepe dopiero co narodzone myszki i matka wraca do gniazda i widzi poćwiartowane ciała swoich dzieci. Ale tego już nie widać. Przez chemię używaną na polach ginie wiele dzikich zwierząt w różnych okolicznościach. Przykładowo produkcja bananów wytrzebiła prawie całkowicie dziką zwierzynę w okolicy wielkich plantacji a każdy chce jeść banany wiadomo. Chomik europejski z kolei przez rolnictwo w Polsce kiedyś pospolity został wytrzebiony do obszaru wokół Szczecina tylko.

Proszę nie zrozumieć mnie źle. Nie jestem przeciwny produkcji roślinnej żywności. Sam taką też jadam. Ale nie uważam, żeby brak jedzenia zwierząt był rozwiązaniem. Pomijam już utopijność tego rozwiązania bo jednak większość ludzie chce jeść mięso i z niego nie zrezygnuje bo to dla nich naturalne.

Według mnie najlepiej gdyby były pastwiska, sady owocowe, pasieki i małoobszarowe biodynamiczne niemonokulturowe rolnictwo.
Cytuj ten post
#75
Ja przepraszam za dygresję - może wartoby wydzielić częśc tego wątku i przenieśc do innego działu ? Uśmiech Bardzo fajnie poznać Wasz punkt widzenia, ale niekoniecznie jest on związany z bazą pożytkową w pasiece Duży uśmiech
Fakty nie przestaną istnieć z powodu ich ignorowania 
Jola
Cytuj ten post
#76
Jola, ale my pomału wrócimy do bobrów, a potem nie więcej niż trzy strony i znów będziemy przy roślinności miododajnej haha Oczko
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#77
(05.05.2016, 18:36)Modliszqa napisał(a): Ja przepraszam za dygresję - może wartoby wydzielić częśc tego wątku i przenieśc do innego działu ? Uśmiech Bardzo fajnie poznać Wasz punkt widzenia, ale niekoniecznie jest on związany z bazą pożytkową w pasiece Duży uśmiech

Głos rozsądku...
Cytuj ten post
#78
(03.05.2016, 19:12)Krzyżak napisał(a):
(03.05.2016, 19:02)marbert napisał(a): https://youtu.be/dzSQ7JEXQ48

Zajebiste Uśmiech

Ale sie naśmiałem Duży uśmiech , bo sic żyje w dolinie Łaby, ale  urodziłem sie w Beskidach i wiem swoje. I ten wasz ,,słownik"... Język
Co do bobrów, to u nas chronione.
Cytuj ten post
#79
(05.05.2016, 17:42)Czarek napisał(a): Mogę napisać tylko jedno:
Kuba, jesteś prawdziwym znawcą i orędownikiem Prawdy.
Twoja oświecona mądrość przyćmiewa mój nędzny rozumek swoją potęgą, niczym Słońce płomień świecy.  
;-)

LOL

A po co uderzać w takie tony? Czy muszę zgadzać z tym co piszesz na temat uogólnionych i globalnych spraw za czym idzie ocena i podziały na jednych, drugich i innych ludzi? Nie, nie muszę.
Czy nie masz w sygnaturce napisane: "Cokolwiek pisze mogę się mylić"?

Każdy ma swoją filozofię i jak napisałeś ważne aby żyć zgodnie ze swoim sumieniem.
Ty przyczyniasz się do śmierci jednych zwierząt żyjąc jak żyjesz, w tym sam zrywasz mateczniki i wymieniasz matkę (jak to ładnie nazywa się zabieg zabijania zwierzęcia) a ja do innych zwierząt i tyle.

Rzeczywiście już chyba warto zakończyć ten temat i wymianę opinii.

P.S. Polecam Ci szczerze powyżej podlinkowaną playlistę.
Choćby np. ten wykład:


"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#80
(06.05.2016, 07:03)Borówka napisał(a):
(05.05.2016, 17:42)Czarek napisał(a): Mogę napisać tylko jedno:
Kuba, jesteś prawdziwym znawcą i orędownikiem Prawdy.
Twoja oświecona mądrość przyćmiewa mój nędzny rozumek swoją potęgą, niczym Słońce płomień świecy.  
;-)

LOL

A po co uderzać w takie tony? Czy muszę zgadzać z tym co piszesz na temat uogólnionych i globalnych spraw za czym idzie ocena i podziały na jednych, drugich i innych ludzi? Nie, nie muszę.
Czy nie masz w sygnaturce napisane: "Cokolwiek pisze mogę się mylić"?

Każdy ma swoją filozofię i jak napisałeś ważne aby żyć zgodnie ze swoim sumieniem.
Ty przyczyniasz się do śmierci jednych zwierząt żyjąc jak żyjesz, w tym sam zrywasz mateczniki i wymieniasz matkę (jak to ładnie nazywa się zabieg zabijania zwierzęcia) a ja do innych zwierząt i tyle.

Rzeczywiście już chyba warto zakończyć ten temat i wymianę opinii.

P.S. Polecam Ci szczerze powyżej podlinkowaną playlistę.
Choćby np. ten wykład:


Ponoć rośliny też płaczą? Duży uśmiech 

Jadłem żubra, dzika, jelenia , sarnę, daniela itp i to mi smakuje. Kaczka pfffe.

I po co Wam ta filozofia. Każdy je co lubi. I już.

Jak komuś trawa smakuje ? To dobrze.
Cytuj ten post
#81
(06.05.2016, 15:20)marbert napisał(a): Ponoć rośliny też płaczą? Duży uśmiech 

Jest wiele badań wskazujących na inteligencję roślin, odczuwanie roślin, komunikowanie się na odległość za pomocną zdecentralizowanej sieci mikro grzybów i bakterii żyjącej w nimi w symbiozie na korzeniach (tzw. mikoryza) a nawet wydzielanie chemicznych roślinnych hormonów na skutek np. okaleczenia, krojenia rośliny. Być może nawet alarmowych gdyż jedna roślina potrafi oddziaływać w ten sposób na drugą umożliwiając jej np. szybką wzmożoną większą produkcję tanin i kwasu fitynowego aby stać się mniej smaczna. Co do ich znaczenia to można tylko snuć przypuszczenia. Komunikacja i reakcje na bodźce ze środowiska jest po prostu u roślin na zupełnie innym poziomie i jest to trudne lub niemożliwe do pojęcia dla człowieka. Im bardziej oddalona ewolucyjnie istota tym trudniej ją pojąć, ogarnąć, utożsamić, stosować empatię itd. 

Biorąc pod uwagę co już wiadomo nie można wykluczyć, ze rośliny na swój sposób cierpią zabijane i okaleczane.
Cytuj ten post
#82
(06.05.2016, 15:29)Borówka napisał(a):
(06.05.2016, 15:20)marbert napisał(a): Ponoć rośliny też płaczą? Duży uśmiech 

Jest wiele badań wskazujących na inteligencję roślin, odczuwanie roślin, komunikowanie się na odległość za pomocną zdecentralizowanej sieci mikro grzybów i bakterii żyjącej w nimi w symbiozie na korzeniach (tzw. mikoryza) a nawet wydzielanie chemicznych roślinnych hormonów na skutek np. okaleczenia, krojenia rośliny. Być może nawet alarmowych gdyż jedna roślina potrafi oddziaływać w ten sposób na drugą umożliwiając jej np. szybką wzmożoną większą produkcję tanin i kwasu fitynowego aby stać się mniej smaczna. Co do ich znaczenia to można tylko snuć przypuszczenia. Komunikacja i reakcje na bodźce ze środowiska jest po prostu u roślin na zupełnie innym poziomie i jest to trudne lub niemożliwe do pojęcia dla człowieka. Im bardziej oddalona ewolucyjnie istota tym trudniej ją pojąć, ogarnąć, utożsamić, stosować empatię itd. 

iadomo nie możnBiorąc pod uwagę co już wa wykluczyć, ze rośliny na swój sposób cierpią zabijane i okaleczane.


No właśnie.

Więc niech każdy je co mu smakuje. A czy pożyje 5 lat dłużej ? Och och.....
Cytuj ten post
#83
http://www.farmer.pl/finanse/mozna-bedzie-polowac-na-bobra,65256.html
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#84
Upiekło im się.



"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
#85
Co to było? Bobrów w górach to ja raczej nie widziałam.
Cytuj ten post