Pasieka Warroza
Kuba niestety Twoja metoda również trafiła na słabą wiosnę ale co zrobić raz na jakiś czas i taka wiosna się musi pojawić. Fakt, że w tym sezonie chyba większość rejonów przynajmniej południowych skarży się na bardzo duże spadki.
Trzeba dalej skupić się na tym co Ci zostało. Podziel na 3-4 rodzinki i najwyżej zasil je pszczołą komercyjną...
Cytuj ten post
Ja będę się mógł prawdopodobnie podzielić pszczołą. Jak chcesz to Ci zrobie odkład. I pewnie będę ci mógł oddać 1-2 matki czerwiace. Ty masz tam dużo plastrów poszytych to sama pszczoła z matkami powinna dojść do siły.
Cytuj ten post
(07.05.2017, 14:29)kosz85 napisał(a): Ja będę się mógł prawdopodobnie podzielić pszczołą. Jak chcesz to Ci zrobie odkład. I pewnie będę ci mógł oddać 1-2 matki czerwiace. Ty masz tam dużo plastrów poszytych to sama pszczoła z matkami powinna dojść do siły.

OK Uśmiech
A ja dam jaja oraz jak dadzą radę i ja dam radę to i matki od tej która przeżyła.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
Ze mną też kontakt po wystąpieniu stanu obfitości. Zakładam, że czerwiec będzie miesiącem podziałów.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
(07.05.2017, 14:50)flamenco108 napisał(a): Ze mną też kontakt po wystąpieniu stanu obfitości. Zakładam, że czerwiec będzie miesiącem podziałów.
Dziekuje. Nie omieszkam skorzystac prawdopodobnie.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
Dorosłe Murarki powoli się zwijają a więc w bazowym pasieczysku zaczęły nareszcie ponownie bzyczeć Pszczoły miodne z dwóch pakietów.

Bez bzyczenia w ogrodzie trzymacz-zapylacz czuje się jakoś dziwnie, nieswojo. Wreszcie wróciła normalność.

Jeden pakiet poszedł do kosza. Jak koszu osadzenie wieczorne?
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
(27.05.2017, 19:45)Borówka napisał(a): Jeden pakiet poszedł do kosza. Jak koszu osadzenie wieczorne?

Osadzanie na tle zachodu słońca Oczko Ale nie wyglądało tak romantycznie jakby się wydawało. Raczej jak facet w skafandrze bębniący w skrzynkę i tańczący nad małym prostokątnym totemem Oczko
To przez to, że nie udało mi się wrzucić skrzynki do środka ula bo zabrakło mi pustego korpusa (osadzałem do mojego warre na ramkę WP), musiałem więc je wytrzepać z środka. Nie było jednak tak strasznie, po kilku(nastu) sprawnych puknięciach większość było w ulu. Trochę się zestresowały, ale po godzinie w skrzynce zostało tylko kilka sztuk.
Zastanawiam się jednak czy wcześniejsze osadzenie nie byłoby lepsze, bo by się obleciały i wentylowały wskazując reszcie gdzie jest ul, a te weszły i siedziały cicho, więc pozostałe trochę latały bez celu szukając rodziny. Sądzę że trochę pszczoły rozleciało się po pozostałych ulach.
Cytuj ten post
Jedyna rodzina żywa z wąskiego gardła 1/12 wciąż żyje. Zajmuje 7 uliczek jednego korpusu Warre. Dolny korpus z pokarmem od padłej rodziny używają wciąż jako źródła pokarmu. Nie dało się jeszcze pobrać jajeczek czy larw.
Planuje za jakieś 2-3 tygodnie z dolnego korpusu na które mam nadzieję przejdą z czerwieniem. M.in. dlatego, że tam się da wyjąć plastry a w górnym nie bardzo.

Zrobiłem przegląd pakietów po 2 dobach i niestety przekonałem się, że matkę musi zaakceptować każda pojedyncza pszczoła w rodzinie.
Obie matki uwolnione. W pierwszym ulu znalazłem matkę na całym plastrze już ładnie zaczerwionym.

Stwierdziłem, że zrobię podobny eksperyment jak Łukasz ponieważ mam dwa puste ule-pułapki z pokarmem ze względu na masowy rabunek który dokonywał się na moich pakietach od ich osadzenia na ramkach z pokarmem. Do pułapki weszło trochę pszczół.

Stwierdziłem, że podam im ten zaczerwiony plaster z plastra w którym znalazłem matkę. Chyc złapałem matkę do chwytaka i odłożyłem plaster. Podałem matkę na plaster sąsiedni. Widzę zrobiło się kółko dookoła matki. Liżą ją. A tu nagle chyc i dopadły ją dwie pszczoły. Strąciły na dennicę, okłębiło zaraz więcej pszczół i ma moich oczach w ciągu 5 sekund doprowadziły do agonii. Chwytakiem szybko chwyciłem kłąb ale matka już dogorywała. Smutny
Ech.... i zostałem z jednym sprawnym pakietem.

Przy okazji ją sobie obejrzałem dokładnie i stwierdziłem jaka była sfastrygowana od bycia w klateczce z pakietem pszczół.

Czyli wniosek taki aby robić bezpiecznie takie kombinacje ze sztuczną rodziną z pakietu to musi upłynąć więcej czasu. Ile tydzień? Z pełnoprawnymi rodzinami z robotnic od jednej matki nie miałem nigdy tego problemu.

Cóż skoro pomimo, że mój eskperyment kosztował mnie czerwiącą Dobrą matkę to już nie było go powodu zaniechać zwłaszcza, że plaster wyjęty a bezmatek ma jeszcze co najmniej jeden plaster z jajeczkami więc sobie odciągnie ratunkowe.

Do jednej pułapki na rabusie wsadziłem kawałek plastra na dennicę z komórkami z jajami do góry. Aby spróbować potwierdzić czy pszczoły potrafią przenosić jajeczka .
Do drugiej pułapki na rabusie już normalnie wsadziłem tę ramkę.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
prawdopodobnie nic z tego nie wyjdzie... szkoda matki... oj szkoda...
Cytuj ten post
(29.05.2017, 13:54)bonluk napisał(a): prawdopodobnie nic z tego nie wyjdzie... szkoda matki... oj szkoda...

Prawdopodobnie tak.... ale... Oczko
Człowiek ma duszę eksperymentatora plus nie zrobię sam to się nie przekonam. 

Oj szkoda. Ile sugerujesz nie robić takich kombinacji (żeby już czerwiącą matkę przenosić na sąsiedni plaster) przy pakiecie?
Tydzień?
Rozumiem, że na tamtym plastrze miała jakąś swoją świtę która ją chroniły przed pszczołami które ją jeszcze nie w pełni zaakceptowały?
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
...
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
(29.05.2017, 14:00)Borówka napisał(a):
(29.05.2017, 13:54)bonluk napisał(a): prawdopodobnie nic z tego nie wyjdzie... szkoda matki... oj szkoda...

Prawdopodobnie tak.... ale... Oczko
Człowiek ma duszę eksperymentatora plus nie zrobię sam to się nie przekonam. 

Oj szkoda. Ile sugerujesz nie robić takich kombinacji (żeby już czerwiącą matkę przenosić na sąsiedni plaster) przy pakiecie?
Tydzień?
Rozumiem, że na tamtym plastrze miała jakąś swoją świtę która ją chroniły przed pszczołami które ją jeszcze nie w pełni zaakceptowały?

Nie wiem ile... czasami wystarczy jakiś impuls i już jest kłopot...
Ja ogólnie nie grzebię w tak świeżym pakiecie na drugi dzień... mogły to być obce pszczoły choćby z rabunku...
Cytuj ten post
(29.05.2017, 14:11)bonluk napisał(a): Ja ogólnie nie grzebię w tak świeżym pakiecie na drugi dzień... mogły to być obce pszczoły choćby z rabunku...

To była druga doba od osadzenia a trzecia od zrobienia pakietu. Na drugi dzień też nie grzebię.
Chciałem jednak sprawdzić czy czerwi aby nie było niespodzianki, że ją skasowały bez mojej pomocy.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
(29.05.2017, 14:13)Borówka napisał(a):
(29.05.2017, 14:11)bonluk napisał(a): Ja ogólnie nie grzebię w tak świeżym pakiecie na drugi dzień... mogły to być obce pszczoły choćby z rabunku...

To była druga doba od osadzenia a trzecia od zrobienia pakietu. Na drugi dzień też nie grzebię.
Chciałem jednak sprawdzić czy czerwi aby nie było niespodzianki, że ją skasowały bez mojej pomocy.

Druga od osadzenia to za wcześnie... ja zazwyczaj nawet nie zaglądam. Noszą pyłek intensywnie to znaczy, że jest ok. Zaglądam jak pozostałe noszą a jeden lata niemrawo.
Cytuj ten post
(29.05.2017, 14:20)bonluk napisał(a):
(29.05.2017, 14:13)Borówka napisał(a):
(29.05.2017, 14:11)bonluk napisał(a): Ja ogólnie nie grzebię w tak świeżym pakiecie na drugi dzień... mogły to być obce pszczoły choćby z rabunku...

To była druga doba od osadzenia a trzecia od zrobienia pakietu. Na drugi dzień też nie grzebię.
Chciałem jednak sprawdzić czy czerwi aby nie było niespodzianki, że ją skasowały bez mojej pomocy.

Druga od osadzenia to za wcześnie... ja zazwyczaj nawet nie zaglądam. Noszą pyłek intensywnie to znaczy, że jest ok. Zaglądam jak pozostałe noszą a jeden lata niemrawo.

Nie nosiły pyłku intensywnie, latały niemrawo. Właśnie dlatego zaglądałem. 
Ale dzięki za odpowiedź. Czy najlepiej kilka dni nie zaglądać.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
Osadzisz np. w poniedziałek to zazwyczaj matka nie zacznie czerwić w ten sam dzień. Pszczoły muszą trochę ułożyć pokarmu i matka zacznie tak koło następnego dnia czerwić. Później z każdym dniem loty na pyłek się zwiększają bo z jajek rodzą się larwy... więc taki intensywny lot po pyłek obstawiam koło 5-7 dnia od osadzenia. Czekał bym z oceną czerwienia przynajmniej 5-7 dni...
Cytuj ten post
Też mi się wydaje że 4-5 dni. Rójkę teraz osadzałem 23 maja, sprawdzałem wczoraj to jest po 5 dniach. Większość tego co zbudowały zaczerwione. Choć walczyłem ze sobą żeby zobaczyć szybciej bo miałem podejrzenia że bezmatek i przygotowałem już listwę i dałem przedwojennym plaster do zaczerwienia na świeżutkie larwy. Ale okazało się że wszystko ok. a teraz larwy wykorzystam na przedwojennych przy podziałach.
Nawet trochę żałowałem, bo myślałem że będę miał super pakiet do wychowu mateczników.
Cytuj ten post
Też bym pewnie tak zrobił ale w jednym pakiecie większość pszczół w klateczce była nieżywa już. Zostały dwie a matka była niemrawa w porównaniu do drugiej.
Wobec tego wydłubałem częściowo ciasto aby szybciej ją uwolniły.
Z tego też powodu miałem podejrzenia, że albo ją zetną albo matka sama padnie.
Dlatego zaglądałem głównie. Bo takto sobie ogarnąłbym szybko inna matkę albo podam jajeczka. Zależy mi na czasie aby się rozbudowały.
A jak już grzebałem to stwierdziłem, że zrobię eksperyment.

Miód już był ułożony na plastrze i co najmniej 3 plastry ładnie zaczerwione gdzie było miejsce pod wianuszkiem z miodu.
Pierzgi też mają dużo po padłych rodzinach.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
Dziś bardzo udany dzień pszczelarski.

Miesiąc temu jedynej rodzinie, która przeżyła w ulu Warre na jednym odbudowanym korpusie w lesie wąskie gardło presji prawdopodobnie Nosemy, dałem pod spód korpus po rodzinie padłej też w Warre. Był tam częściowo pokarm niezjedzony przez mrówki. Z Warre na dzikiej zabudowie jest oczywiście problem z wyjęciem plastra bez uszkodzenia. Znalezienie matki Przedwojennej też jest problemem. Z górnego korpusu jaki tylko wtedy zajmowała rodzina nie było jak, bez niszczenia i ryzykowania straty matki, wyjąć plastra do pobrania materiału do rozmnażania. W dolnym dołożonym korpusie ustawiłem w środku w miarę równe plastry takie które da się wyjąć. Te dwie snozy nie przybiłem  tylko lekko wcisnąłem za wystające końcówki zszywacza. Tak aby się łatwo dało wyjąć. Byłem dwa tygodnie temu i rodzina jeszcze nie zeszła niżej.

Byłem dzisiaj i zauważyłem, że rodzina zeszłą już niżej. Okazało się, że właśnie dopiero co zeszła i matka zdążyła zaczerwić właśnie tylko te dwa plastry przeze mnie przyszykowane. Cwaniak Były tylko same jaja oraz dosłownie kilka komórek z zaczątkiem gromadzenia pyłku wokół jajeczek. Miałem albo szczęście albo dobrą intuicję. Plan miał dwie opcje. Pierwsza opcja do szczęście zobaczenia akurat matki na tych dwóch plasterkach i zabrania matki do zrobienia jej na bazowym pasieczysku rodzinki. Natomiast Warre by sobie odciągnął mateczniki. Nie było matki na tych dwóch plasterkach a patrzyłem dokładnie.

Przyjrzałem się jeszcze raz robotnicom. Ta rodzina posiada faktycznie wszystkie robotnice jednolite morfologiczne i raczej ciemne. Inne Przedwojenne były bardziej zróżnicowane. Nie znalazłem tam zażółconych i pomarańczowych osobników. Rodzina łagodna. Pracowałem bez dymu poza dwoma puffami na początku przez wylotek oraz bez rękawiczek. Owszem robotnice rozbiegane i zbiegające na dół jak się wyjmuje plaster. Ale póki się nie wyjmuje to siedzą w sumie spokojnie. Wziąłem dwie, niechcący przygniecione, robotnice do badań skrzydełek.

Po nieznalezieniu matki zacząłem realizować plan B. Strzepnąłem pszczoły, chociaż wiele ich nie było bo i tak część sama uciekła do korpusu na dół. Odkroiłem plaster z jajkami i zabrałem do domu.
W domu na bazowym pasieczysku, metodą podpatrzoną m.in. u Łukasza i Fat Bee Mana na kanale, zrobiłem ramkę z materiałem od pobranej rodzinki na 14 mateczników. Z jednego czynnego ula przeniosłem matkę Dobrą z 4 ramkami do innego ula plus dwie ramki z pokarmem. Bazowy ul  ścieśniłem a w środek wsadziłem ramkę hodowlaną. Ul z ramką hodowlaną został więc osierocony i powinien zrobić mateczniki ratunkowe. Ul bazowy hodowlany stoi na starym miejscu więc pewnie większość pszczoły lotnej wróci właśnie do niego. Dodatkowo wsadziłem i całą dodatkową ramkę z pokarmem z miodem i pierzgą. W sumie mają dużo pokarmu miodu i pierzgi (5-7 kg) i powinny mieć większość pszczoły lotnej.

Na ten ul z przeniesionym odkładem z matką czerwiącą pewnie też jakaś pszczoła lotna się naleci po zapachu jako, że ul stoi niedaleko tzn. 6 metrów obok.

Oto moje dzisiejsze dzieło:


Załączone pliki Miniatury
       
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
Było ściąć te komórki o połowę wysokości. Łatwiej im robić mateczniki.
Cytuj ten post
(15.06.2017, 15:11)Krzyżak napisał(a): Było ściąć te komórki o połowę wysokości. Łatwiej im robić mateczniki.

fakt teraz sobie przypominam.
Ale bez tego sobie też poradzą? W końcu jak robią z nieściętych normalnie na ramce.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
Poradzą.
Cytuj ten post
Jestem zadowolony.

Dziennik hodowli matek ratunkowych z surwiwalowej rodziny z lasu CZEŚĆ 2

1. 15.06. DZIEN PIERWSZY. Osierocenie przez odkład ze starą matką. Podanie na ramce hodowlanej wyciętych kawałków plastra z jajami prawdopodobnie 2 i 3-dniowymi.
2. 18.06. DZIEŃ TRZECI. Pszczoły założyły 5 mateczników na ramce hodowlanej. Dwie komórki są powiększone. Może też coś będzie.

   

Czego nie widać na zdjęciu totalnie zlekceważyły komórki na trzeciej snozie na dole. Nie opiekują się nimi żadne pielęgniarki. W nich są niewyklute jajka. Rodzina jest za słaba i po prostu i nie zeszła tak nisko. Niestety nie dysponuje odpowiednio dużą ilością pszczół w tym roku. Smutny Podejrzewam, że gdyby rodzina była większa zostało by odpalone więcej mateczników. Być może też, tak jak pisze Szymon, jakby przyciąć komórki i ułatwić pszczołom to też byłoby więcej. Ale myślę, że kluczowa jest ilość pszczół karmicielek i siła rodziny w odpowiednio dopasowanym ulu. Z 5 jednak się cieszę. Metoda wydaje się maksymalnie prosta i prymitywna i działa.


Pszczoły nie założyły ani jednego matecznika na larwach otwartych i jajach po matce Dobrej w różnych stadiach a poczekały na założenie mateczników z podanych jaj które im podałem. Nie musiałem niszczyć żadnej pszczoły przyszłej matki. Dlaczego okazały się dla mnie takie posłuszne? Sądziłem, że założą jakiś dziki matecznik na czerwiu otwartym bo miałyby szybciej? Czy ktoś z bardziej doświadczonych kolegów zna odpowiedź.
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
Pszczoły nigdy nie zakładają od razu mateczników ratunkowych. Robią to po 6-48h od osierocenia.
Jak postanowiły założyć mateczniki to twoje jaja/larwy były w odpowiednim wieku i odpowiednio podane dlatego je wybrały.
Cytuj ten post
(18.06.2017, 08:43)Krzyżak napisał(a): Pszczoły nigdy nie zakładają od razu mateczników ratunkowych. Robią to po 6-48h od osierocenia.
Jak postanowiły założyć mateczniki to twoje jaja/larwy były w odpowiednim wieku i odpowiednio podane dlatego je wybrały.

Też tak myślę... komórki na dół bardziej im pasowały 
Cytuj ten post
W zeszłym roku u mnie też tak było. Po osieroceniu (po około 2h jeśli dobrze pamiętam) wkładałem w przygotowane miejsce ramkę z przełożonymi larwami. Czerw otwarty w każdym stadium był dostępny, a mateczniki założyły tylko na podanych larwach.
Cytuj ten post
Panowie. Podałem jaja maksymalnie drugodniowe. Więc do założenia mateczników na hodowlanych larwach musiało upłynąć minimum ok. 36 h. Więc Szymon licząc 6-8 h po osieroceniu musiały sobie czekać aż założą na hodowlanych jajach zamiast zakładać na dziko na czerwiu otwartym w różnych stadiach. Dodatkowo nie założyły również na jajach na dziko a tylko na podanych przeze mnie.
No ale jednak wielu przestrzega, że przy podawaniu do startera, nie mniej wygodnych dla pszczół komórek pszczelich, a miseczek matecznikowych i tak trzeba sprawdzić czy na dziko założyły ratunkowe na komórkach pszczelich. Wychodzi więc, że albo miałem szczęście, albo super im podpasowały te jajka (bo to nie były robotnice po tej matce od której je osierociłem, po tej matce dopiero się wygryzają) albo ułożenie w dół. Też tak myślę, że ułożenie na dół im bardziej pasuje.

(18.06.2017, 08:57)pastaga napisał(a): (po około 2h jeśli dobrze pamiętam) 

Ja odrazu włożyłem po zabraniu matki z odkładem. To dobrze czy źle?
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
Odkładzik od Łukasza po przymocowaniu plastrów. Zasklepiony matecznik odkrojony poszedł do mini-pakieciku. Tutaj natomiast pszczoły mam nadzieję pociągną sobie na róznych genetycznie ramkach mateczniki ratunkowe.


Załączone pliki Miniatury
   
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post
(18.06.2017, 10:31)Borówka napisał(a):
(18.06.2017, 08:57)pastaga napisał(a): (po około 2h jeśli dobrze pamiętam) 

Ja odrazu włożyłem po zabraniu matki z odkładem. To dobrze czy źle?

Jak poszło po Twojej myśli to pewnie dobrze Oczko 
Dawałem po upływie pewnego czasu, żeby poczuły bezmateczność i od razu odpowiednio zaopiekowały się podanymi larwami. Czy to coś pomogło czy może nie ma znaczenia nie wiem.
Cytuj ten post
(18.06.2017, 12:18)pastaga napisał(a): Jak poszło po Twojej myśli to pewnie dobrze Oczko 
Dawałem po upływie pewnego czasu, żeby poczuły bezmateczność i od razu odpowiednio zaopiekowały się podanymi larwami. Czy to coś pomogło czy może nie ma znaczenia nie wiem.

No tak ale w przypadku podawania dwudniowych jajek to pewnie nie ma znaczenia bo i tak musi upłynąć czas zanim zaopiekują się larwą. 
"Walka z warrozą ma sens bo nigdy co do nogi nie wybijemy warrozy" z innego forum. Paradoks pszczelarstwa.
Cytuj ten post