Naturalne rozmnażanie rodzin pszczelich,
#31
(12.05.2016, 09:52)flamenco108 napisał(a):
(12.05.2016, 09:28)Borówka napisał(a): Przede wszystkim nie brano miodu wczesnowiosennego. Niektórzy pszczelarze gospodarujący na własne potrzeby i zimujący na miodzie podbierali to co zostało po zimie ale już kiedy pojawiły się nowe zapasy.

Czyli starożytny bartnik właściwie robił tylko dwie rzeczy: dzianie i kleczenie. Wieszał barcie, jak się pszczołom chciało, to się wprowadzały. Jak im się chciało, to się roiły, po to dział następne barcie. A jesienią przychodził i podbierał wg zasady, co na dole, to moje. Lejzy bikipin?

Jeszcze sprzątał osyp. Generalnie bartnik standardowo dwa razy do roku przeszkadzał pszczołom. 

Co do osypu jest to w sumie logiczne bo w naturalnej dziupli jest bardzo wysoka wilgotna dennica i osyp mikroflora rozkłada w kompost. A bartnicy w celu ułatwienia zadania robili płytkie lite dennice. Jak była naturalna barć wypróchniała do dorabiali dennice.

EDYCJA: ale nie było tak kolorowo bo też we wcześniejszych czasach nieraz gołocili barcie do cna. Jak było masa dzikiej populacji w okolicy w dziuplach to i tak pszczoły się odradzały w barciach.
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#32
Krzyśku, nie bój się zimowania na miodzie. Zimuj tak, a selekcja zrobi resztę. te, które są z jakichś względów wydelikacone być może zimy nie przetrwają. reszta sobie poradzi, za to będzie zdrowsza z racji lepszego odżywienia.

gdzieś ktoś pisał, że były badania miodu nawłociowego i on służy pszczołom na jakieś dolegliwości wirusowe czy nosemę - nie pamiętam na które...
Ja bym się w ogóle nie przejmował opowieściami, że to szkodzi, że krystalizuje itp.


Kuba, co do Twojej którejś wcześniejszej wypowiedzi - suszę pszczoły przeżyły bez karmienia, ale część rodzin musiałeś potem dokarmić. gdybyś je zostawił bez tego, to na 99.9999% by padły z głodu jeszcze przed zimą. Więc to, że pszczoły przetrwają suszę w lecie jeszcze o niczym nie świadczy.
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#33
Co do zimowania na miodzie w zeszłym roku udało mi się zazimować wszystkie rodziny w 100% na miodzie, ale w ubiegłym roku była obfitość dodatkowo nie jestem jakimś fanem miodu nie żyję też z pszczół.Oczywiście jest wiele czynników które ma znaczenie : układ pożytków, rodzaj ula, gospodarka, pszczoły jakie się ma i jeszcze pewnie wiele, wiele innych.
Cytuj ten post
#34
(12.05.2016, 10:18)MrDrone napisał(a): Kuba, co do Twojej którejś wcześniejszej wypowiedzi - suszę pszczoły przeżyły bez karmienia, ale część rodzin musiałeś potem dokarmić. gdybyś je zostawił bez tego, to na 99.9999% by padły z głodu jeszcze przed zimą. Więc to, że pszczoły przetrwają suszę w lecie jeszcze o niczym nie świadczy.

Tak ale to były małe odkłady z lipca. Sztuczne rodziny komercyjne z liniowymi rasowymi matkami i obcymi robotnicami. Czyli zaprzeczenie moich celów. Prężna naturalna rodzina w tym miejscu od poprzedniego sezonu mogłaby przetrwać spokojnie o ile nic by jej wcześniej nie zabierać. Gdyby jeszcze lipa u mnie dobrze nektarowała w 2015 to już prawie na pewno. Zresztą inne rodziny dostały symboliczne ilości żeby nie wywołać rabunku bo by wyrabowały te małe odkłady: mam nieszczelne ule.  Co to jest niecałe 3 litry syropu bo tyle dostały. A po zapasach zimowych na przedwiośniu widziałem, ze co najmniej jedna by przetrwała na tylko swoich zbiorach z 2015.  Tak czy siak 99% pszczelarzy by zakarmiło podczas suszy. Sam ktoś mi tu pisał na forum nawet, że głodzę pszczoły. Oczko
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#35
Nawet w przypadku jakoś wyjątkowo niekorzystnych warunków jakieś przeżyją. Chyba nie zaprzeczasz, że dokarmianie jest dla potrzeb ludzkich i jego gospodarki nawet jeśli PN. Ma uchronić od 100% strat szczególnie przy mocnych podziałach / osłabianiu rodzin / zabieraniu miodu. W przypadku wyjątkowego głodu w naturze byłoby najwyżej wąskie gardło 10% i te co przeżyły byłyby bardziej dostosowane do lepszego wytrzymywanie głodu, lepszego gospodarowania zapasami i czerwiem, lepszej hodowli tropicieli,które są w stanie znaleźć malutki pożytek z małych kwiatków, dalszego latania, lepszego gospodarowania ciałem tłuszczowym i produkcją ciał ketonowych dla zwojów mózgowych (co zaburza karmienie cukrem przypominam).
Chyba nie zaprzeczysz Mr Drone, że i tu przeciwdziała się adaptacji cyklicznie karmiąc w każdych okresach niesprzyjających. Przecież chyba nie zamierzasz dokarmiać tych sztucznych barci?
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#36
(12.05.2016, 10:42)Borówka napisał(a): Nawet w przypadku jakoś wyjątkowo niekorzystnych warunków jakieś przeżyją. Chyba nie zaprzeczasz, że dokarmianie jest dla potrzeb ludzkich i jego gospodarki nawet jeśli PN. W przypadku wyjątkowego głodu w naturze byłoby najwyżej wąskie gardło 10% i te co przeżyły byłyby bardziej dostosowane do lepszego wytrzymywanie głodu, lepszego gospodarowanie zapasami i czerwiem, lepszego gospodarowania ciałem tłuszczowym i produkcją ciał ketonowych dla mózgu (co zaburza karmienie cukrem przypominam).
Chyba nie zaprzeczysz Mr Drone, że i tu przeciwdziała się adaptacji cyklicznie karmiąc w każdych okresach niesprzyjających. Przecież chyba nie zamierzasz dokarmiać tych sztucznych barci?

To chyba nie tak dokładnie jest. Populacje głodujące i niedożywione stopniowo degenerują, a nie rozkwitają. Nie tworzą przystosowania do głodu (to pewien dorożkarz chciał wyhodować konia, który nie potrzebowałby owsa - prawie mu się udało, ale koń zmarł ze starości), bo tego nie można zrobić i nie potrzeba. Zasobów musi być wystarczająco, nie może ich być za mało. Jak jest ich za mało, spada populacja (wymieranie, emigracja), a ta, co pozostała, rzeczywiście uczy się nimi oszczędniej gospodarować. Ale tylko do granicy głodu.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#37
(12.05.2016, 10:49)flamenco108 napisał(a):
(12.05.2016, 10:42)Borówka napisał(a): Nawet w przypadku jakoś wyjątkowo niekorzystnych warunków jakieś przeżyją. Chyba nie zaprzeczasz, że dokarmianie jest dla potrzeb ludzkich i jego gospodarki nawet jeśli PN. W przypadku wyjątkowego głodu w naturze byłoby najwyżej wąskie gardło 10% i te co przeżyły byłyby bardziej dostosowane do lepszego wytrzymywanie głodu, lepszego gospodarowanie zapasami i czerwiem, lepszego gospodarowania ciałem tłuszczowym i produkcją ciał ketonowych dla mózgu (co zaburza karmienie cukrem przypominam).
Chyba nie zaprzeczysz Mr Drone, że i tu przeciwdziała się adaptacji cyklicznie karmiąc w każdych okresach niesprzyjających. Przecież chyba nie zamierzasz dokarmiać tych sztucznych barci?

To chyba nie tak dokładnie jest. Populacje głodujące i niedożywione stopniowo degenerują, a nie rozkwitają. Nie tworzą przystosowania do głodu (to pewien dorożkarz chciał wyhodować konia, który nie potrzebowałby owsa - prawie mu się udało, ale koń zmarł ze starości), bo tego nie można zrobić i nie potrzeba. Zasobów musi być wystarczająco, nie może ich być za mało. Jak jest ich za mało, spada populacja (wymieranie, emigracja), a ta, co pozostała, rzeczywiście uczy się nimi oszczędniej gospodarować. Ale tylko do granicy głodu.

Nie masz racji. Tworzą. Przykładem jest człowiek, wilk, niedżwiedź itd. itd.
Linkowałem do badań które wskazują, ze głód selekcjonuje trzmiele na te które lepiej znoszą głód.

Co innego stałe niedożywienie a co innego tymczasowy głód w granicach przeżycia. Populacje stale niedożywione się degenerują to oczywista prawda. Jednym z przykładów tego jest żywienie pszczół cukrem który doprowadza do niedożywienia. Organizm niedożywiony stale działa wciąż na pełnych obrotach a głodujący się adaptuje do głodówki. Spowalnia się metabolizm, działa autofagia, wytwarzają się prozdrowotne sirtuiny, pszczoły produkują większą ilości ciał ketonowych, rośnie ilość hormonu wzrostu etc. etc. etc. etc.

p.s. przykład z koniem zły. Roślinożerca ssak będzie słabo dostosowany do głodu. Oczywistość fizjologiczna. BTW koń w naturze nie je owsa. Uśmiech
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#38
(12.05.2016, 10:50)Borówka napisał(a): Co innego stałe niedożywienie a co innego tymczasowy głód w granicach przeżycia. Populacje stale niedożywione się degenerują to oczywista prawda. Jednym z przykładów tego jest żywienie pszczół cukrem który doprowadza do niedożywienia. Organizm niedożywiony stale działa wciąż na pełnych obrotach a głodujący się adaptuje do głodówki. Spowalnia się metabolizm, działa autofagia, wytwarzają się prozdrowotne sirtuiny, pszczoły produkują większą ilości ciał ketonowych, rośnie ilość hormonu wzrostu etc. etc. etc. etc.

p.s. przykład z koniem zły. Roślinożerca ssak będzie słabo dostosowany do głodu. Oczywistość fizjologiczna. BTW koń w naturze nie je owsa. Uśmiech

O tym właśnie mówię. W granicach przeżycia, ale nie dalej. Dalej jest degeneracja lub emigracja. Zrobiłem sobie kiedyś łącznie 40 dni ścisłej głodówki w roku, najdłuższy okres to 3 tygodnie. Znam to z praktyki Oczko
Niedożywienie jest ewolucyjnie wypracowanym przystosowaniem tj. koniecznością strategiczną wynikającą z parcia na wypełnienie niszy ekologicznej. Ale jak współczesny człowiek tego dowodzi - nie jest stanem obowiązkowym Oczko Jednak przystosowanie to jest tak silne, że organizm stale dożywiony zapada na choroby cywilizacyjne. W kontekście pszczół wspominał o tym Webster pisząc o kłębach zimowych - że pszczoły europejskie, jak je dobrze zima przetrzepie, wymrozi, każe zbić się w kłąb, działają lepiej niż ich siostry przeniesione na południe, gdzie nie mają obowiązkowej przerwy zimowej. Czyli trudności hartują - ale tylko do pewnego stopnia, dalej powodują degenerację. Spartanie o tym wiedzieli.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#39
Wydaje mi się, że ważną kwestią są zapasy jakie ma rodzina pszczela i jak nimi gospodaruje.W 2014 roku który był chyba najgorszy od kiedy mam pszczoły część rodzin i tak dała sobie radę na swoich zapasach a nawet można było coś od nich uszczknąć miodu. 
Cytuj ten post
#40
(12.05.2016, 11:16)flamenco108 napisał(a): Jednak przystosowanie to jest tak silne, że organizm stale dożywiony zapada na choroby cywilizacyjne.

Całkowicie się nie zgadzam. Większość osób jest niedożywiona współcześnie np. standardowo osoba otyła jest zwykle niedożywiona właśnie. Choć wiem, że może to wyglądać na paradoks. 
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#41
(12.05.2016, 11:16)flamenco108 napisał(a): Czyli trudności hartują - ale tylko do pewnego stopnia, dalej powodują degenerację. 

Zgadza się ale również cykliczne karmienie cukrem pszczół powoduje ich degenerację więc jest to bilans zysków i strat w szczególności zdrowych pszczół TF
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#42
Zapomnieliśmy jeszcze o możliwości wyrabowania sobie przez pszczoły. Co sprytniejsze pszczoły sobie wyrabują od innych zanim jeszcze innym się skończą zapasy, prawidłowo przewidując warunki pogodowe na przyszłość. Sprytniejsze będą miały większe szanse na przeżycie. Być może w okolicy w jakieś niekorzystne przerwy w pożytku wykształci się populacja dobrze rabująca.
Pszczelarz zapobiegając rabunkom też przeciwdziała tej adaptacji i selekcji naturalnej. Nie piszę aby inicjować rabunki Oczko tylko miejmy to na uwadze.
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#43
Wszystko się rozchodzi o kwestię jakości żarcia... niestety pole rzepaku nie załatwi sprawy na cały sezon
Cytuj ten post
#44
(12.05.2016, 11:41)bonluk napisał(a): Wszystko się rozchodzi o kwestię jakości żarcia... niestety pole rzepaku nie załatwi sprawy na cały sezon

No niestety. Tak więc zostaje rachunek i bilansowanie zysków i strat przez pszczelarza PN TF wykonując odpowiednie działania. Lepiej mieć jakiekolwiek pszczoły i troszkę im "pomóc" lekko "szkodząc" (niezły oksymoron Duży uśmiech ) niż nie mieć nic.
A w między czasie można wysiewać rodzime rośliny które same rosną, wzbogacać lokalne pożytki, promować i edukować także gminy aby wszystkiego nie kosić i restaurować łąki na nieużytkach. Promować powrót rolnictwa zbóż ze wspomagającymi je symbiotycznymi tzw. chwastami: Mak polny, Kąkol polny, Chaber bławatek, Miłek letni.
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#45
(12.05.2016, 09:52)flamenco108 napisał(a):
(12.05.2016, 09:28)Borówka napisał(a): Przede wszystkim nie brano miodu wczesnowiosennego. Niektórzy pszczelarze gospodarujący na własne potrzeby i zimujący na miodzie podbierali to co zostało po zimie ale już kiedy pojawiły się nowe zapasy.

Jak wiele się zmieniło...

Cytat:Za sławnej pamięci urodzonego Andrzeja Modliszewskiego niekiedy starosty łomżyńskiego na rugu bartnym nowogrodzkim otrzymali bartnicy dekret takowy, iż żaden bartnik nie ma się ważyć kleczyć pszczół, aż do święta Podniesienia Krzyża Świętego [14 IX]. (…) A iż ten dekret zda się być bartnikom nie pożyteczny z tej przyczyny, iż co dalej to się większego złodziejstwa namnaża, którzy w ten czas gdy się bartnicy domowym gospodarstwem bawią, zwykli się do pszczół cudzych kleczenia ubiegać. Przeto dogadzając jakoby bartnicy szkód uchodzić mogli, postanowili między sobą (czego ganić nie trzeba) aby kleczbę zaczynali od Święta Narodzenia Panny Maryji [8 IX]. A któryby bartnik ważył się przed tym czasem pszczół kleczyć, ma być wina według dekretu w aktach generalskich opisanego karany

Znakiem tego nie tylko wiosennego, ale i letniego ongi nie brano. Dopiero na jesieni, jak pszczoły szły do zimy, podbierano im. Dla mnie, oczytanego Ostrowską, Liebigiem, Gekelerem oraz innymi wydaje się właśnie logiczne, żeby podebrać pszczołom ich stare zapasy, jak już się zaczął pożytek, a za to odpuścić przed zimą, co by sobie nazbierały.

Czyli starożytny bartnik właściwie robił tylko dwie rzeczy: dzianie i kleczenie. Wieszał barcie, jak się pszczołom chciało, to się wprowadzały. Jak im się chciało, to się roiły, po to dział następne barcie. A jesienią przychodził i podbierał wg zasady, co na dole, to moje. Lejzy bikipin?

Bardzo ciekawy temat.

I pytanie się na usta wciska, czy zmiany w agro -gospodarce, jednocześnie zawirowania klimatyczne, nie są tak szybkie że "Matka Natura" nie wyrobi z "lokalnymi" pszczołami?
Cytuj ten post
#46
(12.05.2016, 14:18)marbert napisał(a):
(12.05.2016, 09:52)flamenco108 napisał(a):
(12.05.2016, 09:28)Borówka napisał(a): Przede wszystkim nie brano miodu wczesnowiosennego. Niektórzy pszczelarze gospodarujący na własne potrzeby i zimujący na miodzie podbierali to co zostało po zimie ale już kiedy pojawiły się nowe zapasy.

Jak wiele się zmieniło...

Cytat:Za sławnej pamięci urodzonego Andrzeja Modliszewskiego niekiedy starosty łomżyńskiego na rugu bartnym nowogrodzkim otrzymali bartnicy dekret takowy, iż żaden bartnik nie ma się ważyć kleczyć pszczół, aż do święta Podniesienia Krzyża Świętego [14 IX]. (…) A iż ten dekret zda się być bartnikom nie pożyteczny z tej przyczyny, iż co dalej to się większego złodziejstwa namnaża, którzy w ten czas gdy się bartnicy domowym gospodarstwem bawią, zwykli się do pszczół cudzych kleczenia ubiegać. Przeto dogadzając jakoby bartnicy szkód uchodzić mogli, postanowili między sobą (czego ganić nie trzeba) aby kleczbę zaczynali od Święta Narodzenia Panny Maryji [8 IX]. A któryby bartnik ważył się przed tym czasem pszczół kleczyć, ma być wina według dekretu w aktach generalskich opisanego karany

Znakiem tego nie tylko wiosennego, ale i letniego ongi nie brano. Dopiero na jesieni, jak pszczoły szły do zimy, podbierano im. Dla mnie, oczytanego Ostrowską, Liebigiem, Gekelerem oraz innymi wydaje się właśnie logiczne, żeby podebrać pszczołom ich stare zapasy, jak już się zaczął pożytek, a za to odpuścić przed zimą, co by sobie nazbierały.

Czyli starożytny bartnik właściwie robił tylko dwie rzeczy: dzianie i kleczenie. Wieszał barcie, jak się pszczołom chciało, to się wprowadzały. Jak im się chciało, to się roiły, po to dział następne barcie. A jesienią przychodził i podbierał wg zasady, co na dole, to moje. Lejzy bikipin?

Bardzo ciekawy temat.

I pytanie się na usta wciska, czy zmiany w agro -gospodarce, jednocześnie zawirowania klimatyczne, nie są tak szybkie że "Matka Natura" nie wyrobi z "lokalnymi" pszczołami?

Zmiany w erze lodowców czy nawet mała epoka lodowcowa w średniowieczu były nie mniejsze chyba i szybkie.
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#47
(12.05.2016, 14:24)Borówka napisał(a):
(12.05.2016, 14:18)marbert napisał(a):
(12.05.2016, 09:52)flamenco108 napisał(a):
(12.05.2016, 09:28)Borówka napisał(a): Przede wszystkim nie brano miodu wczesnowiosennego. Niektórzy pszczelarze gospodarujący na własne potrzeby i zimujący na miodzie podbierali to co zostało po zimie ale już kiedy pojawiły się nowe zapasy.

Jak wiele się zmieniło...

Cytat:Za sławnej pamięci urodzonego Andrzeja Modliszewskiego niekiedy starosty łomżyńskiego na rugu bartnym nowogrodzkim otrzymali bartnicy dekret takowy, iż żaden bartnik nie ma się ważyć kleczyć pszczół, aż do święta Podniesienia Krzyża Świętego [14 IX]. (…) A iż ten dekret zda się być bartnikom nie pożyteczny z tej przyczyny, iż co dalej to się większego złodziejstwa namnaża, którzy w ten czas gdy się bartnicy domowym gospodarstwem bawią, zwykli się do pszczół cudzych kleczenia ubiegać. Przeto dogadzając jakoby bartnicy szkód uchodzić mogli, postanowili między sobą (czego ganić nie trzeba) aby kleczbę zaczynali od Święta Narodzenia Panny Maryji [8 IX]. A któryby bartnik ważył się przed tym czasem pszczół kleczyć, ma być wina według dekretu w aktach generalskich opisanego karany

Znakiem tego nie tylko wiosennego, ale i letniego ongi nie brano. Dopiero na jesieni, jak pszczoły szły do zimy, podbierano im. Dla mnie, oczytanego Ostrowską, Liebigiem, Gekelerem oraz innymi wydaje się właśnie logiczne, żeby podebrać pszczołom ich stare zapasy, jak już się zaczął pożytek, a za to odpuścić przed zimą, co by sobie nazbierały.

Czyli starożytny bartnik właściwie robił tylko dwie rzeczy: dzianie i kleczenie. Wieszał barcie, jak się pszczołom chciało, to się wprowadzały. Jak im się chciało, to się roiły, po to dział następne barcie. A jesienią przychodził i podbierał wg zasady, co na dole, to moje. Lejzy bikipin?

Bardzo ciekawy temat.

I pytanie się na usta wciska, czy zmiany w agro -gospodarce, jednocześnie zawirowania klimatyczne, nie są tak szybkie że "Matka Natura" nie wyrobi z "lokalnymi" pszczołami?

Zmiany w erze lodowców czy nawet mała epoka lodowcowa w średniowieczu były nie mniejsze chyba i szybkie.

No tak ale wówczas naturalnie cofała się na południe (też populacja pszczół) a następnie stopniowy powrót.
Co dziś z natury ( pszczół )  ma na północ się przemieszczać?
Cytuj ten post
#48
Alfredo Cabarera, albo ktoś inny z peronowych uli w Argentynie lub Peru (co za różnica ?;-) użył określenia "keeping with the bees" zamiast beekeping.
Ostatnio mnie oświeciło i zrozumiałem, że nie istnieje i nie może istnieć "naturalne pszczelarstwo", bo słowo pszczelarstwo oznacza hodowlę pszczół, czyli ingerencję człowieka, co z kolei wyklucza już naturalność.
Należałoby stworzyć jakąś inną nazwę, np. minimalnie humanitarne pszczelarstwo.
Bo przecież pszczoły hodują się same, są właściwie dzikie, choć w porównaniu z osami chyba bardziej udomowione, chyba że da się hodować osy w ulach dla larw chociażby.

Słuszna jest wątpliwość, czy można pozwolić pszczołom funkcjonować naturalnie, w tak bardzo zmienionym środowisku. Bo człowiek wciąż degraduje środowisko i je zmienia. Jak mówili Indianie Północnoamerykańscy: "zanim biali ludzie przybyli na nasze ziemie mogliśmy pić wodę z każdej rzeki", a dziś już raczej nie bardzo. Pomyślcie o tak czystym środowisku! Przecież rzeki to element "krwiobiegu" planety.
Ale też nie było tam pszczół miodnych, więc ich obecność tam jest skrajnie nienaturalna. I co?

W jakimś filmie wojennym (amerykańskim) było słowo po-po-lu-po, dobrze to opisuje kondycję współczesnej cywilizacji - popieprzone ponad ludzkie pojęcie.
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post
#49
(12.05.2016, 19:16)Czarek napisał(a): Alfredo Cabarera, albo ktoś inny z peronowych uli w Argentynie lub Peru (co za różnica ?;-) użył określenia "keeping with the bees" zamiast beekeping.
Ostatnio mnie oświeciło i zrozumiałem, że nie istnieje i nie może istnieć "naturalne pszczelarstwo", bo słowo pszczelarstwo oznacza hodowlę pszczół, czyli ingerencję człowieka, co z kolei wyklucza już naturalność.
Należałoby stworzyć jakąś inną nazwę, np. minimalnie humanitarne pszczelarstwo.
Bo przecież pszczoły hodują się same, są właściwie dzikie, choć w porównaniu z osami chyba bardziej udomowione, chyba że da się hodować osy w ulach dla larw chociażby.

Słuszna jest wątpliwość, czy można pozwolić pszczołom funkcjonować naturalnie, w tak bardzo zmienionym środowisku. Bo człowiek wciąż degraduje środowisko i je zmienia. Jak mówili Indianie Północnoamerykańscy: "zanim biali ludzie przybyli na nasze ziemie mogliśmy pić wodę z każdej rzeki", a dziś już raczej nie bardzo. Pomyślcie o tak czystym środowisku! Przecież rzeki to element "krwiobiegu" planety.
Ale też nie było tam pszczół miodnych, więc ich obecność tam jest skrajnie nienaturalna. I co?

W jakimś filmie wojennym (amerykańskim) było słowo po-po-lu-po, dobrze to opisuje kondycję współczesnej cywilizacji - popieprzone ponad ludzkie pojęcie.
Ciekawy punkt widzenia. Daje do myślenia.

Zastanawiałem się nad np. domestosami i inną chemią taką domową co się dzieje z jej pozostałościami i jak to za kilka lat na nas wpłynie?
Cytuj ten post
#50
(12.05.2016, 19:16)Czarek napisał(a): (...)
W jakimś filmie wojennym (amerykańskim) było słowo po-po-lu-po, dobrze to opisuje kondycję współczesnej cywilizacji - popieprzone ponad ludzkie pojęcie.

"Szeregowiec Ryan" (https://pl.wikiquote.org/wiki/Szeregowiec_Ryan)

– Popolupo
– Co?
– Popolupo.
– Co?
– To po niemiecku.
(w dalszej części filmu)
– A, sprawdziłem w słowniku. Nie ma takiego słowa.
– Sprawdź jeszcze raz.
(pod koniec)
– Niezła historia.
– Popierdolona ponad ludzkie pojęcie.
– Popolupo.
Cytuj ten post
#51
Wydaje mi się ze odpowiednio dużo miejsca w ulach załatwia sprawę głodu. Rodzina każdego roku jest w stanie nanieść na tyle dużo pokarmu aby się do zimy przygotować. Tylko trzeba by miód zeszłoroczny wirować wiosna wraz z rozkwitem wszystkiego wiosna. Bo skoro rodzina rocznie potrzebuje około 100 kg miodu (nie pamiętam gdzie to wyczytalem) to musi mieć miejsce by tyle złożyć w ulu nawet na sadach mniszku i rzepaku. Czyli ul wielkopolski w standardowym zestawieniu 2 korpusy i nadstawka jest ulem zbyt malym do spokojnej egzystencji.
Myślę ze gdyby rodziny cały rok stały na 5-6nadstawkach ln 3/4 i sobie w nich robiły zapas na zimę to każda byla by samowystarczalna i odlozyla by wystarczajace ilosci. Tylko wtedy czlowiek mialby prawo cos odwirowac w ilosciach raczej niewielkich. Bo słyszy się o rekordach 100 kg z ula, wiec zostawić je w spokoju to dadzą rade. Jednego roku ledwo. Drugiego odłożą coś dla pszczelarza. Taka gospodarka była by w porządku dla nich. Nie kraść miodu. Rozmnarzac przez roje i jakoś by to było. Tylko pytanie... czy roje które będą zbierane w połowie maja zazwyczaj po rzepaku dadzą rade odbudować sie do zimy? Bo rój wychodząc zostawia nadwyzke uzbierana do maja rodzinie matecznej. I idzie w świat szukać sobie nowego domu. Aczkolwiek na pewno ten temat jest wart tego by próbować. Myślę ze też chciałbym takiego modelu swojej gospodarki. Jednak nie od razu Krakow zbudowanoDuży uśmiech
Cytuj ten post
#52
Ja coraz bardziej skłaniam się do tworzenia kolejnych uli Perone, wewnętrzny wymiar przestrzeni gniazdowej, do której nie da się nawet zajrzeć, to 57x57x57cm. Kiedy rodzina zabuduje całą przestrzeń, to dostawia się na górę korpusy o wysokości około 10 cm.
Tyle że roje osadzone w takim ulu muszą już umieć budować małe komórki i ogólnie radzić już sobie z patogenami.
Tam także duża ilość zapasów odgrywa ważną rolę, także termoizolacyjną, a układ gniazda w kształcie kuli (wpisanej w sześcian) daje najlepszą formę energetyczną.

Wtedy wystarczy czekać na rój, łapać go w worek od razu na wyjściu z ula (jak na filmach o wrzosowej pasiece w nidersachsen) i zasiedlać kolejne skrzynki.
Minimum ingerencji - maksimum efektywności.
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post
#53
(13.05.2016, 11:32)Czarek napisał(a): Ja coraz bardziej skłaniam się do tworzenia kolejnych uli Perone, wewnętrzny wymiar przestrzeni gniazdowej, do której nie da się nawet zajrzeć, to 57x57x57cm. Kiedy rodzina zabuduje całą przestrzeń, to dostawia się na górę korpusy o wysokości około 10 cm.
Tyle że roje osadzone w takim ulu muszą już umieć budować małe komórki i ogólnie radzić już sobie z patogenami.
Tam także duża ilość zapasów odgrywa ważną rolę, także termoizolacyjną, a układ gniazda w kształcie kuli (wpisanej w sześcian) daje najlepszą formę energetyczną.

Wtedy wystarczy czekać na rój, łapać go w worek od razu na wyjściu z ula (jak na filmach o wrzosowej pasiece w nidersachsen) i zasiedlać kolejne skrzynki.
Minimum ingerencji - maksimum efektywności.

taaa... i strata czasu w oczekiwaniu na rój. Do tego dobry stołeczek, ze dwa piwka i siedzimy cały dzień... Dobrze, że do emerytury już niedaleko wtedy i ja przejdę na taką gospodarkę
Cytuj ten post
#54
Jakie to pszczelarstwo proste w internecie a w domu nie wiadomo za co się zabrać tyle roboty Uśmiech
Cytuj ten post
#55
(13.05.2016, 11:42)Krzyżak napisał(a): Jakie to pszczelarstwo proste w internecie a w domu nie wiadomo za co się zabrać tyle roboty Uśmiech

Nooo... Niedoczas, konkretny niedoczas...
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#56
(13.05.2016, 11:32)Czarek napisał(a): .
Tyle że roje osadzone w takim ulu muszą już umieć budować małe komórki i ogólnie radzić już sobie z patogenami.

A w innym ulu to nie?
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#57
(12.05.2016, 08:39)Krzyżak napisał(a): W zaszłym roku tak dzieliłem i żyją do dziś Uśmiech
To i w tym roku muszą dać radę. A obecnie Bf to co najwyżej 50% moich pszczół w tym większość to Primorskie i Elgony.

Rok temu czymś leczyłeś? U mnie po facelii pożytki się kończą, więc podział rodziny na 3 lub 2 wydaje się bardzo sensowny przy założeniu takiej przeżywalności...
Cytuj ten post
#58
Leczyłem jesienią 2014 r.
Cytuj ten post
#59
Czy każdy zrobiony odkład dostaje syrop na początek czy to zależy od stanu zapasów które dostał?
Cytuj ten post
#60
(13.05.2016, 12:55)Borówka napisał(a):
(13.05.2016, 11:32)Czarek napisał(a): .
Tyle że roje osadzone w takim ulu muszą już umieć budować małe komórki i ogólnie radzić już sobie z patogenami.

A w innym ulu to nie?

W innym ulu można dać węzę o pomniejszonej komórce i taką odbudują. Michael Bush twierdzi że podstawową przyczyną niepowodzeń hodowli pszczół w ulu Oscara Perone jest osadzanie tam rojów z rodzin hodowanych na węzie o nienaturalnie dużej komórce. A potrzeba około 8 pokoleń robotnic, aby utrwaliły sobie odnowioną pamięć starych dobrych czasów. 
Chociaż ja tam akurat mogę się mylić, na ale taki Bush to nie wiem :-)
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post