Szacowanie i monitoring Varroa
#61
(18.09.2018, 08:41)michal79 napisał(a): Jest też teoria, że kiedy warroza wchodzi po kilka sztuk do komórki, i rozmnaża między dalej spokrewnionymi osobnikami, to wychodzi silniejsza na zimę. Ile w tym prawdy - nie wiem. Jeśli choć trochę, to jest to późne wycinanie inwestycją w przyszły rok, na pewno nie środkiem doraźnym.
Varroa jest odporna na wsobność. Po prostu mutuje. Nie musi się krzyżować, dlatego podstawowy model opisuje, że matka unasiennia się trutniami własnego chowu.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#62
(18.09.2018, 09:16)flamenco108 napisał(a):
(18.09.2018, 08:47)bonluk napisał(a): Tyle mi wystarczy... czyli nie o to chodzi aby złapać a gonić króliczka. Tak jak myślałem.

W pewnym sensie masz rację. Tylko z punktu widzenia dążenia do rodzin odpornych Ty wyprzedzasz go pewnie o 2 lata... Innymi słowy on początkuje. Podobnie do Kuby Randy opowiada o metodach, które właśnie wynalazł, ale sam często jeszcze nie sprawdził kompletnie. O metodzie flotacji alkoholowej na dużej liczbie rodzin opowiedział po pierwszym lub drugim sezonie wdrożenia u siebie. A być może tuż po pierwszym sezonie, jak by wynikało z jego odpowiedzi, której mi udzielił:

Cytat:I started this year with 1000 hives to be monitored.  Now, after 4 rounds of mite washes, I've got 50 left that are still maintaining low mite levels without treatment.  Not a single colony died from varroa during the process--death of hives is unnecessary.  I will breed next spring from the best of those 50.  The entire program for the season required under 100 man hours.  It is the most cost-effective program that I can think of..

Generalnie Randy nie wierzy, że można prowadzić zawodową/towarową pasiekę kompletnie bez leczenia, ale uważa, że pasieka hodowlana powinna opierać się o pszczoły odporne. Na ile go zrozumiałem. Dlatego zaczął kombinować w tę stronę. Czyli on dopiero zaczyna Oczko

Rozumiem...
U nas też jest pełno "specjalistów" jedno sezonowych...  
Cytuj ten post
#63
(18.09.2018, 09:50)bonluk napisał(a): U nas też jest pełno "specjalistów" jedno sezonowych...  

No nie, on twierdzi w swoich wykładach, że przed Varroa przez większość lat w ogóle nie leczył swojej pasieki - wykazuje przygody ze zgnilcem, kiedy przez parę lat próbował antybiotyków, ale doszedł w końcu do wniosku, że najskuteczniejsza metoda to likwidacja rodziny i spalenie sprzętu. Zatem on ma jeszcze ze 20 lat doświadczenia z wcześniejszych czasów Oczko
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#64
Miałem na myśli metodykę dochodzenia do pszczół TF nie mając jeszcze pszczół TF.
Cytuj ten post
#65
(18.09.2018, 10:07)bonluk napisał(a): Miałem na myśli  metodykę dochodzenia do pszczół TF nie mając jeszcze pszczół TF.

A ktoś już ma? Na razie wszyscy są tacy specjaliści, tylko niektórzy zaszli kawałek dalej.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#66
(18.09.2018, 10:11)flamenco108 napisał(a):
(18.09.2018, 10:07)bonluk napisał(a): Miałem na myśli  metodykę dochodzenia do pszczół TF nie mając jeszcze pszczół TF.

A ktoś już ma? Na razie wszyscy są tacy specjaliści, tylko niektórzy zaszli kawałek dalej.

Kawałek dale czasami znaczy bardzo dużo.... 
A przedstawiać metodykę i leczyć pszczoły to dla mnie hooohooo gdzie tam jeszcze do tego kawałka dalej... No ale zdaje sobie sprawę że dla niektórych to tylko ideologia.
Cytuj ten post
#67
Ale cóż, można mu życzyć sukcesu. Intuicyjnie, moim zdaniem, zresztą wyrażonym (i wyśmianym) na forum Miodka, kierunek żeby rozmnażać to, co radzi sobie lepiej, jest słuszny Oczko
Tylko jakby mniej gadał co zamierza zrobić, zanim to zrobi i sprawdzi...
Cytuj ten post
#68
(18.09.2018, 10:24)michal79 napisał(a): Ale cóż, można mu życzyć sukcesu. Intuicyjnie, moim zdaniem, zresztą wyrażonym (i wyśmianym) na forum Miodka, kierunek żeby rozmnażać to, co radzi sobie lepiej, jest słuszny Oczko
Tylko jakby mniej gadał co zamierza zrobić, zanim to zrobi i sprawdzi...

Wiesz mi to nie przeszkadza bo gość ma ogromną wiedzę i pewnie wie dobrze co robi...
Cytuj ten post
#69
(18.09.2018, 10:14)bonluk napisał(a): Kawałek dale czasami znaczy bardzo dużo.... 
A przedstawiać metodykę i leczyć pszczoły to dla mnie hooohooo gdzie tam jeszcze do tego kawałka dalej... No ale zdaje sobie sprawę że dla niektórych to tylko ideologia.

Wydaje mi się, że jednak nie do końca tak jest Łukaszu albo nie doczytałeś jednak wyłuszczonego cytatu.

Jeszcze raz:


"Practical point: we don’t need 100% bulletproof bees to make beekeeping much easier. Although our eventual goal is to have bees that need zero mite management, in the interim, running strains that simply reduce the need for treatment would be a big plus. Bees that exhibit only a moderate degree of mite resistance can allow beekeepers to dispense with the comb-contaminating synthetic miticides altogether."

http://scientificbeekeeping.com/the-varroa-problem-part-6a/


Czyli dla niego wartością samą w sobie jest również pewna zwiększona odporność w stosunku do ogółu, a dla pszczelarzy z kolei obietnica i możliwość selekcji na taką pszczołę, nawet jeśli to nie będzie pszczoła radykalnie TF.


Według mnie to jest zbieżne z tym co jest napisane w tym artykule:

Dziś w Polsce (choć raczej nie z polskich hodowli) dostępne są już matki pszczele z pasiek, w których od lat praktykowana jest selekcja pszczół na tolerancję na obecność roztocza. Owady z tych pasiek nie są nieśmiertelne, mogą jednak stanowić doskonały start do dalszej selekcji pszczoły przystosowanej lokalnie do naszych miejscowych patogenów i warunków środowiskowych. Na razie pszczoły te trzeba sprowadzać zza granicy albo zdać się na ich skrzyżowane potomstwo dostępne u polskich pszczelarzy, głównie amatorów — ludzi, którzy wierzą w trud podejmowany na zachodzie, a którego w Polsce prawie się nie zauważa.

http://wolnepszczoly.org/zwalczanie-roztocza-varroa-destructor-prowadzi-donikad/
Pszczoły miodne nie wymierają w Polsce i w USA.
Polska Czerwona Księga Zwierząt - Bezkręgowce, PAN
Cytuj ten post
#70
Różnie na to można patrzeć.
Na pewno lecząc pszczoły nie dowiemy się jak będą funkcjonować bez leczenia... I nie damy im szansy spotkać się z tym z czym muszą się spotkać o ile mamy zamiar kiedyś nie leczyć...
Selekcja typu szacowanie V. to tylko ciekawostka... chodź może w pierwszym rzucie byłaby pomocna...?
Cytuj ten post
#71
(18.09.2018, 13:20)bonluk napisał(a): Selekcja typu szacowanie V. to tylko ciekawostka... chodź może w pierwszym rzucie byłaby pomocna...?

Ale finalnie chodzi o to, aby posłać grupę pszczół bez leczenia. Tu chodzi tylko o to, aby posłać grupę wybraną wg pewnych reguł. Ale ostatecznie one idą bez leczenia.
Myślę, że takie podejście daje pszczelarzowi większe poczucie kontroli nad sytuacją.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#72
(18.09.2018, 13:20)bonluk napisał(a): Różnie na to można patrzeć.
Na pewno lecząc pszczoły nie dowiemy się jak będą funkcjonować bez leczenia... I nie damy im szansy spotkać się z tym z czym muszą się spotkać o ile mamy zamiar kiedyś nie leczyć...
Selekcja typu szacowanie V. to tylko ciekawostka... chodź może w pierwszym rzucie byłaby pomocna...?

Przecież sam tak samo robiłeś i dopiero z tymi "wybranymi pszczołami" po czasie poszedłeś na całość.
Gdyby nie ta wstępna selekcja i krzyżowanie najbardziej obiecujących to ciekawe w jakim byłbyś miejscu.
Cytuj ten post
#73
(18.09.2018, 13:20)bonluk napisał(a): Selekcja typu szacowanie V. to tylko ciekawostka...

Nie tylko ciekawostki teoretyczne. To są konkretne przykłady z rzeczywistości, w których posłużono się podobnymi narzędziami monitoringu i dało się dojść ostatecznie do zaniechania leczenia w funkcjonujących pasiekach (w tym komercyjnie).

Ron Hoskins nie leczy od 1995 roku, teraz to cały jego region Swindon, który ma jego pszczoły (Swindon Honey Bee).

W wywiadzie stwierdził, że można nie stosować monitoringu i tylko test bonda, ale w wtedy będą duże straty. Dalej powiedział, że jego metoda (selekcja na grooming i VSH) z kolei radykalnie zmniejsza ryzyko dużych strat i upadku pasieki. Dodatkowo przy okazji jego selekcji, pszczoły nabyły również mniej zjadliwą mutację-szczep DWV, która nie zabija rodzin, a która niejako chroni przed nabyciem, zjadliwego szczepu, który uśmierca rodziny. Są na ten temat badania naukowe. Taką samą mutację stwierdzono w pasiece Davida Heafa, który akurat nie stosował żadnych z tych narzędzi do selekcji.





Ze strony Swindon Honey Bee:
Over the past twenty-two years our breeding and assessment programs have enabled us to increase our stocks of these hygienic bees without the use of any chemical. Our aim now is to selectively breed lots of queens from the very best of our hygienic bees and use them to spread their genetic abilities. Hopefully this may one day cause beekeepers to feel it is now safe to stop using chemicals.  Some of our swarms, if not collected, will be able to survive in the wild, eventually restoring feral honeybees in remote areas where there are no feral bees and possibly no local beekeepers.

 http://www.swindonhoneybeeconservation.org.uk/hygienic-bees/

Hans Otto Johnse (od 2001 TF):


In summer if I come across colonies that seem to have mite problems, I take a lot of bees from those to make artificial swarms (and some from weaker colonies, thus leaving the good producing colonies to give me a big crop). Thus the mite population growth is broken in those colonies as the brood will be small due to fewer bees, and any later influence from them is hindered. Later in season the queen is shifted. You may argue that the new colonies will have too many mites this way. But the new colonies will have small mite population growth too due to being small in size. They in addition get queens from mothers selected for mite resistance. My experience is that this works well enough.
I use a breed with resistance traits, which I further select.

"Those odd colonies that seem to develop an alarming level of mites at the same time as colony strength is decreasing more than average, are terminated. The reason for this is to avoid eventual negative influence on the others."
https://beesource.com/point-of-view/hans-otto-johnsen/survival-of-a-commercial-beekeeper-in-norway/

Leosz Dworski:

z jego 3 stopniowym systemem oceny stanu porażenia rodziny aktualnie leczy 1/50 pni. W 2 stopniu stosował metody biotechniczne, w 3 stopniu radykalne KM (oraz tymol) i wymiana matki.
http://dvorsky.leos.sweb.cz/CLANKY/Bez_jedu_to_nejde4.editace.s.obrazky.pdf
Pszczoły miodne nie wymierają w Polsce i w USA.
Polska Czerwona Księga Zwierząt - Bezkręgowce, PAN
Cytuj ten post
#74
(18.09.2018, 13:47)Krzyżak napisał(a):
(18.09.2018, 13:20)bonluk napisał(a): Różnie na to można patrzeć.
Na pewno lecząc pszczoły nie dowiemy się jak będą funkcjonować bez leczenia... I nie damy im szansy spotkać się z tym z czym muszą się spotkać o ile mamy zamiar kiedyś nie leczyć...
Selekcja typu szacowanie V. to tylko ciekawostka... chodź może w pierwszym rzucie byłaby pomocna...?

Przecież sam tak samo robiłeś i dopiero z tymi "wybranymi pszczołami" po czasie poszedłeś na całość.
Gdyby nie ta wstępna selekcja i krzyżowanie najbardziej obiecujących to ciekawe w jakim byłbyś miejscu.

No właśnie tego nikt nie wie... bo moim zdaniem sama selekcja nie miał tu dużego znaczenia a bardziej to, że rozmnażałem swój materiał... dlatego aby to sprawdzić trzeba by zrobić 2 grupy...
1 grupa selekcyjna czyli wybieramy, sprawdzamy, monitoring itd. ale też sami rozmnażamy
2 grupa to te same genetycznie pszczoły bez wybierania tylko namnażanie...

Dajemy sobie jakiś okres czasu pewnie około 2-3 sezonów i postanawiamy nie leczyć...
Nie piszę o liczbach rodzin itd., pewnie by się jeszcze jakaś grupa kontrolna przydała...

To by było ciekawe doświadczenie w naszych warunkach.
Cytuj ten post
#75
(18.09.2018, 13:26)flamenco108 napisał(a):
(18.09.2018, 13:20)bonluk napisał(a): Selekcja typu szacowanie V. to tylko ciekawostka... chodź może w pierwszym rzucie byłaby pomocna...?

Ale finalnie chodzi o to, aby posłać grupę pszczół bez leczenia. Tu chodzi tylko o to, aby posłać grupę wybraną wg pewnych reguł. Ale ostatecznie one idą bez leczenia.
Myślę, że takie podejście daje pszczelarzowi większe poczucie kontroli nad sytuacją.

Poczucie daje o ile wierzy w to, że jego monitoring jest skuteczny  ale chyba raczej wierzy sokoro go robi...
a pro po jeszcze moich doświadczeń, wtedy po pierwszym kryzysie o czym już pisałem nie przeżyły pszczoły o wybitnych cechach radzenia sobie z V. Poległy Superbee, wallnerki i inne... ostały się mieszańce.
Cytuj ten post
#76
Jak rozumiałeś "wybitne cechy radzenia sobie z V."?
Cytuj ten post
#77
(18.09.2018, 14:37)michal79 napisał(a): Jak rozumiałeś "wybitne cechy radzenia sobie z V."?

Wybitne cechy w sensie rodziny które nie miały praktycznie warozy po testach na czerwiu pszczelim we wrześniu... lub na 150 odsklepionych trafiała się 1 szt. albo w osypie po 10 dniach 90% samic V była zgryziona czy uszkodzona itd. itp. albo w testach uproszczonych na VSH w większości znalezionych komórkach samice były same bez potomstwa albo samice i tylko samiec.... nie wspominając o testach higienicznych które robiły w przeciągu 8 h niektóre...
Cytuj ten post
#78
Osz Ty. Ciekawe co je pokonało.
Wiesz że z takim doświadczeniem badawczym mógłbyś doktorat obronić? Oczko
Cytuj ten post
#79
(18.09.2018, 14:53)bonluk napisał(a):
(18.09.2018, 14:37)michal79 napisał(a): Jak rozumiałeś "wybitne cechy radzenia sobie z V."?

Wybitne cechy w sensie rodziny które nie miały praktycznie warozy po testach na czerwiu pszczelim we wrześniu... lub na 150 odsklepionych trafiała się 1 szt. albo w osypie po 10 dniach 90% samic V była zgryziona czy uszkodzona itd. itp. albo w testach uproszczonych na VSH w większości znalezionych komórkach samice były same bez potomstwa albo samice i tylko samiec.... nie wspominając o testach higienicznych które robiły w przeciągu 8 h niektóre...

Bo moim zdaniem ilość dręcza w rodzinie ma się nijak do przeżywalności tejże. W jednej rodzinie będzie widać roztocza gołym okiem i da radę, a w drugiej po wszelakich testach stwierdzimy kilka sztuk  - a ona się osypie.
Powtórzę - lepiej mieć 500 szt zdrowego dręcza w rodzinie niż 50 szt. zainfekowanego chorobami.
To tak jak z kleszczem - jak cię uwali 20 zdrowych kleszczy to ci nic nie będzie, a wystarczy jeden z boreliozą i dupa...
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post
#80
(18.09.2018, 14:59)michal79 napisał(a): Osz Ty. Ciekawe co je pokonało.
Wiesz że z takim doświadczeniem badawczym mógłbyś doktorat obronić? Oczko

To była czysta amatorszczyzna... nic więcej... ciekawostka... trzeba mieć zaplecze żeby robić to dokładnie i powtarzalnie nie mówiąc o jeszcze innych kwestiach.
Cytuj ten post
#81
(18.09.2018, 15:11)Adam1969 napisał(a): Bo moim zdaniem ilość dręcza w rodzinie ma się nijak do przeżywalności tejże. W jednej rodzinie będzie widać roztocza gołym okiem i da radę, a w drugiej po wszelakich testach stwierdzimy kilka sztuk  - a ona się osypie.
Powtórzę - lepiej mieć 500 szt zdrowego dręcza w rodzinie niż 50 szt. zainfekowanego chorobami.
To tak jak z kleszczem - jak cię uwali 20 zdrowych kleszczy to ci nic nie będzie, a wystarczy jeden z boreliozą i dupa...

Uważam, ze przesadzasz. Nijak oznacza, że w ogóle nie ma żadnej korelacji. To oczywiście jest nieprawda i wynika to obserwacji doświadczonych praktyków. Rodzina z 1 dręczem w płukance w alko. ma większe szanse przeżycia niż z 50. A to, że jedna na 100-1000 przeżyje takie porażenie, to może być. Tylko, że Ci co selekcjonują systemowo z monitoringiem nie szukają takiej jednej rodziny na 100-1000. Oni systemowo pracują z roku na rok na dużej liczbie rodzin, uśredniając wynik. Nie szukają wyjątków ani przypadków szczególnych, które w teście bonda mogą zaistnieć.

Po za tym wcześniej rozmawialiśmy o widocznych wirusach, a nie tylko warrozie. Która sobie chodzi na pszczołach na plastrze (to już jest zupełnie niemiradojny wynik). Rodzina w drugiej połowie sezonu, która ma totalne porażenie DWV widoczne na 90% młodej pszczoły plus w każdej komórce pszczelej po 1-3 warrozy i cała młoda pszczoła idzie na trawnik nie ma szans przeżycia. Bo niby jak, jak praktycznie cała młoda zimowa pszczoła jest porażona? Chyba, że cudem. Tylko jak nadmieniłem powyżej... selekcjonerzy nie liczą na takie szczególne przypadki rodzin, oni ich unikając nie doprowadzając do takiego stanu. Zrozumienie tej istotnej różnicy zabrało mi trochę czasu. Oczko

Inna sprawa, że selekcja na odporność na kilku rodzinach nie ma sensu, w żadnej metodzie. Zrozumienie tego też zabrało mi chwilkę. Oczko Prawdopodobnie ok. 20 rodzin jest wciąż niewystarczające. 
Pszczoły miodne nie wymierają w Polsce i w USA.
Polska Czerwona Księga Zwierząt - Bezkręgowce, PAN
Cytuj ten post
#82
Cytat:Rodzina w drugiej połowie sezonu, która ma totalne porażenie DWV widoczne na 90% młodej pszczoły plus w każdej komórce pszczelej po 1-3 warrozy i cała młoda pszczoła idzie na trawnik nie ma szans przeżycia. Bo niby jak, jak praktycznie cała młoda zimowa pszczoła jest porażona? Chyba, że cudem. Tylko jak nadmieniłem powyżej... selekcjonerzy nie liczą na takie szczególne przypadki rodzin, oni ich unikając nie doprowadzając do takiego stanu.

I co może zrobić taka warroza i takie wirusy z takiego przypadku, aby odnieść sukces? Ano przenieść się na inną rodzinę.


EDYTA

I jeszcze to
Cytat:Powtórzę - lepiej mieć 500 szt zdrowego dręcza w rodzinie niż 50 szt. zainfekowanego chorobami.

To tak jak z kleszczem - jak cię uwali 20 zdrowych kleszczy to ci nic nie będzie, a wystarczy jeden z boreliozą i dupa...

To nie jest miarodajne i analogicznie porównanie. Gdyby tak było to miałbyś rację we wszystkich przypadkach. Ale tak się składa, że jednak ilość i natężenie chorób w rodzinie jest skorelowane z ilością dręcza w rodzinie (oczywiście nie zero jedynkowo ale jednak), dla których to patogenów warroza jest wektorem. A chodzi już o ogromne ilościach dręcza w rodzinie. Przykładowo na małym uliku weselnym w końcówce sezonu z wielokrotną przerwą w czerwieniu wcześniej może być ok. 300 samiczek warrozy na pszczole (pomijając te w czerwiu).
Pszczoły miodne nie wymierają w Polsce i w USA.
Polska Czerwona Księga Zwierząt - Bezkręgowce, PAN
Cytuj ten post
#83
(18.09.2018, 15:35)Borówka napisał(a): I co może zrobić taka warroza i takie wirusy z takiego przypadku, aby odnieść sukces? Ano przenieść się na inną rodzinę.


Czy mogę się pobawić w zgaduj - zgadulę? Jeśli większość młodej pszczoły bez skrzydełek, pod ulem, to warroza padnie razem z tą pszczołą w większości. Jeśli w okolicy są osy padlinożercy, to jeszcze zabiorą sobie parę sztuk na prawdziwą przygodę surwiwalową. 

Jeśli będzie rabunek takiej rodziny z nielotną porażoną pszczołą, to raczej rabusie będą chodzić po tej części ula, którą warroza nie jest zainteresowana, po miodzie. Przejdzie może kilka sztuk.

Za to warroza, która zostawia pszczołę ze skrzydełkami, nie posiada tej gorszej wersji wirusa, tu wiemy że pszczoły ulowe, jeśli są rabowane, dołączą do rabusiów i mogą przenieść wtedy na sobie do nich nawet setki sztuk dręcza?
Cytuj ten post
#84
"To nie jest miarodajne i analogicznie porównanie."
A moim zdaniem jest.
Proszę inne -
to nie komary, wszy, czy pluskwy zabijają ludzi tylko choroby, które one przenoszą...

Oczywiście że przesadzam i upraszczam - ale tylko dlatego aby dać nam wszystkim do myślenia!
Przecież wszyscy czytamy, że na początku "kariery" dręcza rodziny przeżywały z kilkoma tysiącami łażących po nich pasożytów. Teraz ponoć 400 szt wystarczy aby rodzina padła...
Stawiam pytanie - Pszczoły były wtedy odporniejsze na presje z którą się dopiero co zetknęły, czy może roztocza były "zdrowsze" - czyli roznosiły mniej choróbsk ???
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post
#85
(18.09.2018, 15:54)michal79 napisał(a):
(18.09.2018, 15:35)Borówka napisał(a): I co może zrobić taka warroza i takie wirusy z takiego przypadku, aby odnieść sukces? Ano przenieść się na inną rodzinę.


Czy mogę się pobawić w zgaduj - zgadulę? Jeśli większość młodej pszczoły bez skrzydełek, pod ulem, to warroza padnie razem z tą pszczołą w większości. Jeśli w okolicy są osy padlinożercy, to jeszcze zabiorą sobie parę sztuk na prawdziwą przygodę surwiwalową. 

Jeśli będzie rabunek takiej rodziny z nielotną porażoną pszczołą, to raczej rabusie będą chodzić po tej części ula, którą warroza nie jest zainteresowana, po miodzie. Przejdzie może kilka sztuk.

Za to warroza, która zostawia pszczołę ze skrzydełkami, nie posiada tej gorszej wersji wirusa, tu wiemy że pszczoły ulowe, jeśli są rabowane, dołączą do rabusiów i mogą przenieść wtedy na sobie do nich nawet setki sztuk dręcza?

Zgadzam się. Rabunki na pewno nie pomagają. Obecnie pszczelarze utrzymują coraz silniejsze rodziny. Jest trend na bicie rekordów zbiorów z jednej rodziny. Co robi osławiony Buckfast z gniazdem na 3 korpusach - rabuje wszystko co słabsze - no i tak dalej....
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post
#86
(18.09.2018, 15:54)michal79 napisał(a):
(18.09.2018, 15:35)Borówka napisał(a): I co może zrobić taka warroza i takie wirusy z takiego przypadku, aby odnieść sukces? Ano przenieść się na inną rodzinę.
Czy mogę się pobawić w zgaduj - zgadulę? Jeśli większość młodej pszczoły bez skrzydełek, pod ulem, to warroza padnie razem z tą pszczołą w większości. Jeśli w okolicy są osy padlinożercy, to jeszcze zabiorą sobie parę sztuk na prawdziwą przygodę surwiwalową.  

Jeśli będzie rabunek takiej rodziny z nielotną porażoną pszczołą, to raczej rabusie będą chodzić po tej części ula, którą warroza nie jest zainteresowana, po miodzie. Przejdzie może kilka sztuk.

Za to warroza, która zostawia pszczołę ze skrzydełkami, nie posiada tej gorszej wersji wirusa, tu wiemy że pszczoły ulowe, jeśli są rabowane, dołączą do rabusiów i mogą przenieść wtedy na sobie do nich nawet setki sztuk dręcza?

Tez mi to przemknęło kiedyś przez myśl ale ja tego u siebie nie zaobserwowałem aby to ulżyło rodznie. Zarówno najpierw z porażonymi trutniami, które nie mogą masowo wrócić do ula, a później z robotnicami. W końcu jednak ta porażona pszczoła szwęda się kilka dni po ulu. To chyba sporo czasu aby samica V. mogła sobie przejśc do innej komórki. Oczywiście jakieś ilości warrozy wydostają się z ula, ale czy one są wystarczająco duże?

Te pszczoły nie są tak pod ulem za bardzo, bo potrafią chodzić albo pełzać (jeżeli porażenie jest w tym kierunku) i rozchodzą się na całą pasiekę. Np. obok poidełka są gdzie zalatują wodziarki. A jak już wiadomo V. się może się transmitować z pszczoły na pszczołę także poza ulem. Więc wydostanie się warrozy na grzbiecie porazonej pszczoły nie musi na pasiece oznaczać dla niej jeszcze reprodukcyjnej porażki.

Cytat:Stawiam pytanie - Pszczoły były wtedy odporniejsze na presje z którą się dopiero co zetknęły, czy może roztocza były "zdrowsze" - czyli roznosiły mniej choróbsk ???

Takie jest pierwsze odruchowe myślenie. Również moje. Ale np. prof Seeley uważa, że to warroza i wirusy są zjadliwsze, a raczej nie pszczoły słabsze.
Pszczoły miodne nie wymierają w Polsce i w USA.
Polska Czerwona Księga Zwierząt - Bezkręgowce, PAN
Cytuj ten post
#87
Cytat:Jeśli będzie rabunek takiej rodziny z nielotną porażoną pszczołą, to raczej rabusie będą chodzić po tej części ula, którą warroza nie jest zainteresowana, po miodzie. Przejdzie może kilka sztuk.

Nic z tych rzeczy. Jeżeli warroza nie ma już gdzie włazić bo rodzina się wypszczela to przejdzie i po całym plastrze aby się odżywić i zabić jakąś pszczołę obsiadając ją z ilości 7 sztuk na jednej. Zrobi to nawet poza ulem. To akurat wiem z obserwacji.

[
Pszczoły miodne nie wymierają w Polsce i w USA.
Polska Czerwona Księga Zwierząt - Bezkręgowce, PAN
Cytuj ten post
#88
"...Ale np. prof Seeley uważa, że to warroza i wirusy są zjadliwsze, a raczej nie pszczoły słabsze."
I zgadzam się z tym w całej rozciągłości. Dlatego wolę mieć w ulu dużo tej "dobrej" warrozy.
Dlatego ilość dręcza w ulu nie jest miarodajna i nie mam zamiaru liczyć ile mam go w ulu... Uśmiech
Uzależniony od zapachu z ula...
Cytuj ten post
#89
Chodziło mi o to, że może warroza z bardziej destrukcyjnym wirusem gorzej się roznosi podczas rabunków.
Cytuj ten post
#90
Cytat:A moim zdaniem jest.
Proszę inne -
to nie komary, wszy, czy pluskwy zabijają ludzi tylko choroby, które one przenoszą...

Również dla mnie nie są. Oczko Pomijając antromorfizujące porównanie (owady kolonijne to owady kolonijne) to:

Warroaza (czyli choroba roztoczowa pszczoły) działa również poprzez ilość populacji roztoczy w ulu. Poprzez swoją ilość osłabia rodzinę, której spada odporność z powodu dużej ilości pasożyta. Zarówno immunologicznie i behawioralnie. Nie tylko dla patogenów których jest wektorem warroza, ale także dla innych. Aż w końcu pojawia się nawet niedożywienie, które dalej napędza postęp immunosupresji. Z tego czytałem to rodzina, która by utrzymywała warrozę na bezpiecznym poziomie ma większe szanse na przetrwanie nawet jeśli pszczoły mają podobną immunokompetencję jak rodzina, która nie potrafi utrzymywać dręcza na bezpiecznym poziomie.

Jest taka fajna pętla Randiego Olivera na jego stronie, która fajnie pokazuje na grafie rózne zależności, które przyczyniają się do upadku rodziny. Randy uważa, że nawet kiedy jest małe porażenie dręczem to nawet z Nosema cerenae pszczoły sobie radzą.

Adamie czy obserwowałeś już doświadczalnie jak wyglądają duże porażenie pszczół warrozą i wirusami?
Czy mogłeś obserwować ten moment w regularnych odstępach jak rodziny schodzą?
Pszczoły miodne nie wymierają w Polsce i w USA.
Polska Czerwona Księga Zwierząt - Bezkręgowce, PAN
Cytuj ten post