PN a pasieka wędrowna
#1
Łatwiej na pewno będzie pasieką stacjonarnym na terenach mało napszczelonych, gdzieś z dala itd.
Jak pogodzić PN z wyjazdami na pożytki?
Dzisiaj akurat wywiozłem część jednej pasieki na pożytek rzepakowy i zastanawiam się jakby miała wyglądać gospodarka wędrowna przy pasiece PN...
Biorąc pod uwagę wczesne pożytki idzie pewne sprawy ogarnąć ale pożytki późne gdzie w jednym miejscu stoi dużo rodzin pszczelich niosą zagrożenie z różnych stron. Raz, że zmiana środowiska czyli inne patogeny, wirusy itd., stres wywołany przewozem w późnym okresie przed zimowlą no i większe prawdopodobieństwo migracji V pomiędzy rodzinami, do tego rabunki które mogą się pojawić i robi się nie ciekawa sytuacja...
Cytuj ten post
#2
Łukasz, czy ja wiem czy to trudniejsze? Patrząc na to z drugiej strony - jest pożytek, jest rozwój. Rodzina mając zajęcia dobrze się rozwija, ma na bieżąco dostarczany pyłek i nektar. Choć pewnie tak jak piszesz z późniejszymi pożytkami jest trudniej. Nie mam za bardzo doświadczenia, więc nie będę wróżył i opisywał bajek jak niektórzy na forach, haha.
--
Pozdrawiam,
Piotr
Cytuj ten post
#3
Z lektury "organiczników" wynika raczej, że kto na świecie nie leczy, ten też nie wozi... czy to jest niezbędny warunek żeby móc myśleć o pszczołach bez leczenia? - tego nie wiem. Ja wiem, że nie będę chciał ryzykować stresu dla rodziny, zwłaszcza po szczycie rozwoju. Wydaje mi się, że od lata nie można myśleć o wożeniu. Wiosną zapewne pęd do życia rodziny jest taki, że przetrwa wszystko...
Ja nie zamierzam wozić w ogóle na pożytki. Natomiast na pewno mi się zdarzy z musu przewieźć gdzieś rodziny - choćby przy zapszczelaniu nowego pasieczyska lub w tej sytuacji jak mam pod domem, że raczej będę musiał usunąć te moje "trochę bardziej obronne" pszczoły...
Cytuj ten post
#4
(30.04.2015, 13:47)MrDrone napisał(a): Z lektury "organiczników" wynika raczej, że kto na świecie nie leczy, ten też nie wozi... czy to jest niezbędny warunek żeby móc myśleć o pszczołach bez leczenia? - tego nie wiem. Ja wiem, że nie będę chciał ryzykować stresu dla rodziny, zwłaszcza po szczycie rozwoju. Wydaje mi się, że od lata nie można myśleć o wożeniu. Wiosną zapewne pęd do życia rodziny jest taki, że przetrwa wszystko... 

Chyba, że np. wymieniać się rojami pomiędzy organicznikami co by zwiększyć pule genetyczną w pasiekach z dobrych naturalnych źródeł. Uśmiech Tak jak to robią naturalni hodowcy innej zwierzyny.
Cytuj ten post
#5
Naswietlę trochę temat.

Przewoże i nie lecze.
Stres przewozowy to kolejny mit.
Te na przyczepie mają stres jak w czasie burzy.
Te w samochodzie są tak wyluzowane że po tym jak prawie zasnąłem za kółkiem po godzinie terapii powietrzem ulowym  zawsze już jeżdżę z kubkiem kawy.
Zarazki,wirusy , patogeny - tego się  nie boję. 
Nie ma co trzymać pszczół pod kloszem.
Zjadliwa warroa ? Teraz to już każda jest zjadliwa.



(30.04.2015, 13:18)Pasieka "U Bzyla napisał(a):  Nie mam za bardzo doświadczenia, więc nie będę wróżył i opisywał bajek jak niektórzy na forach, haha.
Haha.
Cytuj ten post
#6
Twoje pszczoły zjadają każdą varroa? Oczko
objaśnij jakoś pliiz
Cytuj ten post
#7
Mnie bardziej niż kulinarne podejście do warozy interesuje kwestia pogodzenia dążenia do ulokalniania pszczół (hodowla pszczół dostosowanych do konkretnych warunków danego regionu) z gospodarką wędrowną. Rozumiem, że w tym przypadku z czegoś trzeba zrezygnować. Albo rybki, albo akwarium.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Cytuj ten post
#8
Już raz o tym pisałem.
Inwazja v Polsce postąpił tak szybko,że  można  by śmiał o założyć że mimo dzielące nas odległości masz u siebie jakąś moją varroę.
Czyli idąc tym tokiem myślenia. Odporne pszczoły mają w nosie reinwazje, bomby czy niby inną v bo z innego województwa.
Chyba tylko w całkowicie odizolowanych pasiekach można spotkać tą dobrą starą przed selekcją.
Cytuj ten post
#9
Gdyby wziąć tak wszystkie koparki w świecie i połączyć je w jedną wielką koparkę
I gdyby wziąć wszystkie tiry na świecie i połączyć je w jednego tira.

I gdyby tą koparką i tirem jeździć sobie w promieniu 50km od pasieki. I gdzie jakiś hektar facelii zakwitnie.. buch, hektar facelii koparą na tira i pod ul. Gdzie jakaś spadź puści, bach, cały las na tira i pod ul.

To by Regulusie w ulu była pszczoła lokalna, czy nielokalna?
Cytuj ten post
#10
(21.08.2018, 19:29)regulus napisał(a): Mnie bardziej niż kulinarne podejście do warozy interesuje kwestia pogodzenia dążenia do ulokalniania pszczół (hodowla pszczół dostosowanych do konkretnych warunków danego regionu) z gospodarką wędrowną. Rozumiem, że w tym przypadku z czegoś trzeba zrezygnować. Albo rybki, albo akwarium.

A jaka odległość to już nie region?
Wędrówka do sto kilometrów jeszcze się  zalicza ?
Mieszkam na pomorzu tu gór nie ma teren jednolity,lasy takie same.
Cytuj ten post
#11
(21.08.2018, 19:32)Jacuch napisał(a): Chyba tylko w całkowicie odizolowanych pasiekach można spotkać tą dobrą starą przed selekcją.

Może Jacuch ma rację? Przewożenie ma swoje wady, ale dopóki pszczoły stoją na pożytkach, są stale najedzone, a to przecież ma kluczowe znaczenie dla ich zdrowotności. Jeżeli te pożytki nie są tylko towarowe (a Jacuch pisał przecież, że wozi np. na wierzbę), a układane też z myślą o rozwoju, to pewnie całkiem nieźle symuluje to bardzo obfite pastwisko... O jakie raczej dziś trudno w pasiece stacjonarnej.
==                  Apibus ibi mel                   ==
++ Antymizofobiczna Antydezynfekcyjnosc Pszczelarska ++
Cytuj ten post
#12
W tym sezonie sprytnie omijałem dzióry pożytkowe .
Małymi skokami po 20-30 km najdalej zjechała pasieka  na grykę teraz już w drodze do domu ale jeszcze może po nadstawce topinamburu .
Na ten moment stan pasieki wyśmienity.
Cała pasieka łącznie z odkładami zimuje na miodzie.
Najstarsze rodziny (6 sztuk) idą do zimowli na powiekszonych gniazdach ( mniej wiecej 15 ramek wz )a i tak wiszą brody.
Zobaczymy na wiosnę ile w tym racji.
Mam nadzieję że dużo bo już bym chciał rozpocząć etap 2. 
Cytuj ten post
#13
Dość pokrętna logika. Sugestie, że w odległości kilkuset kilometrów możemy mówić ciągle o pszczole lokalnej doprowadza do stwierdzenia, że wywiezione pszczoły na taką samą odległość stanowią nadal pasiekę stacjonarną. Coś tu nie tak.
A przewożenie pszczół z jednej monokultury na drugą niekoniecznie może im dobrze zrobić. Dużo nie musi znaczyć dobrze. Jak się najpierw nażresz jednego składnika, poźniej drugiego, to w bebechach nie powstanie ci urozmaicone, wyszukane danie. Na plastrach też (o ile wszystkiego nie odwirujesz) będzie w komórkach monokultura obok monokultury.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
Cytuj ten post
#14
Lokalna dla mnie znaczy środkowo europejska i w takim "sektorze " będę się poruszał.
Pszczoły nie układają żarcia żądkami,tu coś podjedzą   tu dołożą , świetnie to widać na ramkach z pieżgą z rodzin hends of (czyli u mnie wszystkie po zrobieniu odkładu) więc zimowe i wiosenne pszczoły mają urozmaiconą dietę.


Co do pokretnosci logiki. Nie jestejestem członkiem WP i nie obowiązują mnie wasze zasady. Kieruje się własnymi które mają mnie doprowadzić do zdrowych pszczół i zdrowego miodu .

A  że od kolegów z WP wymagam stosowania się do zasad to tylko czysta złośliwość z mojej strony Uśmiech
Cytuj ten post
#15
Jeśli rozmawiamy o wędrowaniu z monokultury na monokulturę i inaczej się nie da, to fakt, wędrowanie może być niezdrowe...
Cytuj ten post
#16
Nie w moim przypadku.zawsze stawiam pasieki pod drzewami i blisko źródła wody (czyli zazwyczaj obrzeża lasu) więc pszczoły mają jakiś wybór.
Jedyne czyste mono to ostatnie pożytki np wrzos.ale tylko dlatego czyste że  nic już innego nie ma.
To i tak są takie dopychacze do gniazda.
Cytuj ten post