Czego oczekujemy od własnych pszczół?
#1
Jak w tytule
Ciężko jest dymić pszczoły amitrazą Uśmiech
Cytuj ten post
#2
(28.09.2016, 19:01)myku napisał(a): Jak w tytule

myku, my o tym od 2 lat, a Ty z wątkiem wyjeżdżasz. poczytaj forum Oczko
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#3
nie ogarniam wszystkiego nie mogli byście w skrócie napisać bo każdy na forum o to się kłuci
Ciężko jest dymić pszczoły amitrazą Uśmiech
Cytuj ten post
#4
Tak sobie myślę, że myku może faktycznie mieć pojęcie takie, że MN chce, żeby jego pszczoły żyły na plastikowej węzie, żywiły się kwasem i dawały tony miodu. Drone zaś chce by jego pszczoły same dzieliły się po szklance pszczół i mateczniku ratunkowym, żeby mógł być lazy i nie robić tego cały sezon. Kuba zaś pragnie ponad wszystko zdrowej hodowli barciaka, żeby miał przekąski pod nosem Uśmiech

Powiem, więc za siebie. Dążę do tego, by za kilka lat mieć pasiekę nie wymagającą leczenia. Chce prowadzić normalną gospodarkę pasieczną jak robili pszczelarze od wieków, czyli nie zamierzam truć pszczół chemią. Towarzyszy temu powrót do mniejszej komórki (tutaj doszedłem do plastikowej węzy bo jest "wielorazowa" i ekonomicznie przystępniejsza) a co za tym idzie trzymanie pszczół bez węzy.
Następnie: zapewniam pszczołom naturalny pokarm - muszę wywozić, bo inaczej musiałbym karmić. Dla mnie z dwojga złego lepszy jest chwilowy stres niż miesiące na cukrze.
Następnie: odłożyłem amitraz, przeszedłem na kwas, w tym roku zmniejszyłem dawkę. Za rok wykombinuję pewnie coś mniej inwazyjnego... Dodatkowo zostawiam pewną pulę bez leczenia.
Kolejne: selekcja matek z tych, które przeżyją.

Oczekuję zatem, iż pszczoły po kilku latach moich działań zostaną na pasiece w podobnym stanie jak teraz tylko bez chemii.

Jakiś krok mogłem ominąć z gapiostwa.
Cytuj ten post
#5
oj tam oj tam - od razu, że po szklance Oczko

Prawda jest też taka, że zarówno wywózki jak i cukier były praktykowane dawniej w gospodarce pasiecznej i pszczoły żyły, mając się lepiej czy gorzej, póki nie zaczęło się robić naprawdę źle wraz ze schemizowaniem ich środowiska, zwłaszcza po nadejściu warrozy.
ja to bilansuję inaczej niż MN, a poza tym co do zasady uznaję, że pszczoły mogą żyć w gospodarce stacjonarnej na miodzie. Taki był plan na ten rok i zapewne gdyby nie był tak bardzo słaby, moje pszczoły zimowałyby na miodzie bez wywożenia. Ty Michale wozisz, nie tylko po to, żeby zimować je na miodzie, ale też żeby jeszcze przy okazji odebrać dużo czy bardzo dużo miodu oprócz tego.
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#6
Określenie dokładnego celu przyświecającego jakiemukolwiek działaniu jest bardzo ważne.
W efekcie można np. całkowicie zaniechać danego działania, na rzecz innego ;-)

Jak wspomnę początek mojego pszczelarzenia to przyznam że chciałem MIODU.
A z tym wiąże się podporządkowanie całego życia, a mi taki styl akurat odpowiadał.

Chciałem zajęcia możliwie jak najmniej kontrolowanego przez "system" ;-)
Patrzyłem też na starych pszczelarzy i wydawali mi się być pogodnymi, zdrowymi ludźmi.
Więc chcę mieć zajęcie utrzymujące mnie do końca życia w dobrej kondycji i dającego bezpośredni kontakt z cyklicznością pór roku.
Jakoś nie liczyłem specjalnie na wielkie zyski, nie miałem wtedy dziewczyny ;-)
Teraz też nie zamierzam zwiększać pasieki ponad 120 - 150 uli, chyba że znajdzie się sposób na posiadanie jednocześnie wolnego czasu i wielu rodzin pszczelich, tak żeby się nie przerobić. Czas pokaże jakie będzie optimum.

Wychodzi na to, że potrzebuję pszczół dla siebie.
Gadanie o dbaniu o lokalne środowisko, populację pszczół to cele poboczne służące podstawowemu:
spokojnemu szczęśliwemu życiu.
"Mądry nie jest uczony, uczony nie jest mądry" Lao - Tse
Cytuj ten post