Warroza
#1
Jestem młodym pszczelarzem, z niewielkim doświadczeniem, chociaż wiekowo nie takim młody. zacząłem zajmować się pszczelnictwem trzy lata temu ( bez jakichkolwiek osobistych, czy też rodzinnych doświadczeń), oczywiście miałem swojego przewodnika - guru, który pokazywał mi podstawy i czytałem,czytałem, czytałem. Nadal jestem "cieki bolek" ale mimo to mam na tyle bezczelności, że chcę się podzielić swoimi "doświadczonkami"
Warroza,  to  hasło, które cały czas przewija się w pszczelarstwie i dookoła niego. Na zebraniach koła w czasopismach słychać jeden jedyny krzyk: warroza, nieuleczalna, nie da się bez wielkiej chemii, berdzie zawsze i generalnie przewalone.
Zacząłem więc szukać, czytać, pisać, chętnie bym też rozmawiał, ale nie było z kim!!!!
Podjąłem więc szereg "szalonych działań" na własną rękę:
Kupiłem granulki homeopatyczne i od dwóch lat ( zasady można znaleźć w internecie) stosuję w mojej pasiece
Zbieram i suszę jaskółcze ziele, używam do regularnego oprysku pszczół, ramek i całej pasieki.
Do zakarmiania jesiennego dodaje różne wyciągi ziołowe.
na koniec poprzedniego sezonu zebrałem pudełko od zapałek padłej warrozy i zgodnie z zasadami (Thum) spopieliłem i posypałem tym pomiędzy uliczki w ulach.
Niestety "ze strachu?" poddałem też do każdego ula jeden pasek!
Wnioski:
Dwa lata temu osyp warrozy duży, jeden ul to tak po prawdzie odpadł.
W zeszłym roku niewielki.
W tym roku nie zaobserwowałem u siebie w pasiecie warrozy!!!!! Pomimo regularnego i wnikliwego oglądu nie znalazłem warrozy, ani też uszkodzonych pszczół.
Może to całkowity przypadek, a może nie do końca, bo moi koledzy pszczelarze w tym roku mieli duże problemy i paski nie wystarczały, a i jedno odymianie też i trzeba było jeszcze raz odymić i nie wiadomo i tak co będzie dalej.
Ciekawe, czy ktoś z kolegów ma jakieś doświadczenia z technikami, które zastosowałem. Będę niezmiernie wdzięczny za komentarze, nawet takie, że to wszystko to jest bez sensu i totalna głupota. Przyjmę to z pokorą.
P.S 1
Sprawdziłem w tym roku pomysł na wstawienie do ula jednej ramki bez węzy. Pszczoły oczywiście bardzo szybko ją zabudowały ( ca 3 dni), ale komórkami trutowymi, które po następnych pięciu dniach były zaczerwione.
Proszę o wyjaśnienie, co ja za głupotę tu zrobiłem, że tak się stało Uśmiech
Pozdrawiam wszystkich w pszczelnictwie
Piotrek
Cytuj ten post
#2
(23.10.2016, 19:39)Pietrek napisał(a): Sprawdziłem w tym roku pomysł na wstawienie do ula jednej ramki bez węzy. Pszczoły oczywiście bardzo szybko ją zabudowały ( ca 3 dni), ale komórkami trutowymi, które po następnych pięciu dniach były zaczerwione.
Proszę o wyjaśnienie, co ja za głupotę tu zrobiłem, że tak się stało Uśmiech

Piotrek

Witaj kolego. Nie zrobił kolega żadnej głupoty ani tym bardziej pszczoły.
Pszczoły aby utrzymywać harmonię / równowagę biologiczną gniazda w pewnym okresie budują na trutnia i jeśli potencjał biologiczny pozwala chcą się rozmnażać m.in. hodując trutnie które mogą stanowić do ok. 15% stanu rodziny.
To raczej wcześniej nie było to najbardziej mądre działanie wstawiając tylko węzę pszczelą kolega utrudniał bardzo pszczołom produkcję trutni co wpływa na nie niekorzystnie. Pszczoły cierpiące na głód trutni po znalezieniu w końcu miejsca do tego czym prędzej przystąpiły do dążenie do swojej równowagi biologicznej i uzupełnienia niedoboru.

Dodam, ze później takie komórki pszczoły pokrywają miodem jeśli jest taka potrzeba. Nie stanowi do dla nich przeszkody.
Kto to jest tak naprawdę pszczelarz?
Ten kto potrafi zarobić na chowie i hodowli pszczół. Reszta to trzymacze.
Cytuj ten post
#3
(23.10.2016, 19:39)Pietrek napisał(a): Sprawdziłem w tym roku pomysł na wstawienie do ula jednej ramki bez węzy. Pszczoły oczywiście bardzo szybko ją zabudowały ( ca 3 dni), ale komórkami trutowymi, które po następnych pięciu dniach były zaczerwione.

Proszę o wyjaśnienie, co ja za głupotę tu zrobiłem, że tak się stało Uśmiech

Żadnej głupoty nie zrobiłeś. Pszczoły miały potrzebę budowy komórek trutowych to sobie wybudowały.
Trzeba było dalej podawać puste ramki to kolejne powinny być już na "pszczołę".

Co do reszty Twoich działań. Masz chyba dużo wolnego czasu albo mało uli skoro tyle szarlatańskich pomysłów przetestowałaś Uśmiech Na tym forum raczej uważamy, że każde leczenie nawet "naturalnymi" środkami oddala nas od pszczół samowystarczalnych więc w większości opieramy się na całkowitym nieleczeniu i selekcji naturalnej.

Poczytaj forum to załapiesz o co nam chodzi.
Witamy u nas.
Cytuj ten post
#4
Pietrek Olkusz to mi się kojarzy tylko z tytoniem tudzież wyrobami tytoniowymi, ciekawy jestem składu tych granulek homeopatycznych  Oczko Mam nadzieję, że zmienisz moje skojarzenia.
Witaj na forum!
Cytuj ten post
#5
(23.10.2016, 20:02)pastaga napisał(a): Pietrek Olkusz to mi się kojarzy tylko z tytoniem tudzież wyrobami tytoniowymi, ciekawy jestem składu tych granulek homeopatycznych  Oczko 

...że niby nikotynoidy? Oczko


Witam kolegę z okolic. 
o trutniach to już napisali - mają rację Oczko
co do spopielenia roztoczy... no to nie wiem... Oczko jakoś by mi do głowy nie przyszło... Oczko
"(...) a nawiasem mówiąc to super robote dla producentów odkładów robi oprócz warozy np MrDrone itp chociaż kto wie może to też producent i robi krecią robote Uśmiech"
Cytuj ten post
#6
Pietrek skoro ten Twój sposób się sprawdza to chłopie działaj tak dalej i o nic się nie martw...
Cytuj ten post
#7
Dzięki wszystkim pszczelnikom za odpowiedzi i przede wszystkim jakieś zainteresowanie moim wpisem.
Cieszę się przede wszystkim za uwagi co do węzy ( a w zasadzie jej braku) cieszę się, że nie zrobiłem jakieś wielkiej głupoty.
Co do uli oczywiście, że mam ich tylko kilka, więc mogę pozwolić sobie na jakieś tam eksperymenty.
1. Co do całkowitego zaprzestania leczenia uważam, że idea jest wspaniała, ale chyba wymaga trochę czasu, żeby pszczoły powróciły do swoich instynktów - przecież one już w genach mają zapisane, że ktoś za nie walczy z roztoczem i pozostawienie ich z godziny na godzinę bez pomocy wydaje mi się nie dość rozsądne.
2. Nie wiem dlaczego Olkusz komuś kojarzy się z tytoniem. pewnie jak kiedyś tu był to kupę fajek wypalił i tyle.
3. jaskółcze ziele jest szeroko i z powodzeniem stosowane wśród pszczelarzy zza wschodniej granicy, więc nic w tym odkrywczego.
4. Spopielanie szkodnika i posypywanie tym popiołem miejsc przez niego atakowanych jest też starą metodą naszych prapraprzodków. W ten sposób walczono ze ślimakami, mrówkami, czy też ze szkodnikami uli.
5. Homeopatia, jak wiadomo przez jednych epatowana, a przez innych potępiana w czambuł też nie jest moim pomysłem oczywiście:
Arsenicum album 30 - po zimowli
Calcarea carbonica 30 - miesiąc póżniej
Nux Vonnica 30 po miodobraniu
Galsenium 200 - wiosna i jesień.
Szczegóły na stronach internetowych.
Pozdrawiam Piotrek
Cytuj ten post
#8
Uśmiech
Fakty nie przestaną istnieć z powodu ich ignorowania 
Jola
Cytuj ten post
#9
Doigrałam się Duży uśmiech Hehe , i chyba Panu odpowiem jak opadnie ze mnie zdumienie

" Jola to skoro wiesz tyle to zapewne wiesz też że warroza przeskakuje nawet z pszczołę na pszczołę kiedy ta siedzi na kwiecie ? Jakbyś była w mojej okolicy to albo leczysz albo wypad byłby."
Fakty nie przestaną istnieć z powodu ich ignorowania 
Jola
Cytuj ten post
#10
(06.12.2016, 18:05)Modliszqa napisał(a): Jakbyś była w mojej okolicy to albo leczysz albo wypad byłby."

Każdy mały piesek ujada jak jest za płotem na swoim terenie. Otwórz furtkę to podkula ogon i morda w kubeł.
Cytuj ten post